Dlaczego twórcy nazywali ją „pigułką”, przecież miała swoją nazwę handlową?

Tak naprawdę nie potrzebowała nazwy, była wyjątkowa. Nie było niczego takiego wcześniej. Jej powstanie było tak przełomowe jak pojawienie się telewizora czy internetu.

Dlaczego powstała akurat pigułka?

Musiało to być coś prostego, coś, co kobiety będą w stanie łatwo schować, co wezmą każdego dnia jak witaminę, a nie tylko przed seksem, gdy mogą o niej zapomnieć. Najważniejsze było to, żeby miały nad tym kontrolę bez lekarza, męża czy seksualnego partnera.

Na pomysł stworzenia tabletki antykoncepcyjnej wpadła Margaret Sanger, amerykańska feministka i aktywistka, działaczka na rzecz świadomego macierzyństwa.

Tak. Sanger chciała ratować życie kobiet, uwolnić je od systemu, który sprawiał, że nie były traktowane na równi z mężczyznami, ponieważ to na nie spadał nierówny „ciężar reprodukcji”. Zamierzała odmienić znaczenie tego, czym jest bycie kobietą. Głosiła, że panie mają prawo do doświadczeń seksualnych bez obaw o konsekwencje, co mężczyznom było dane od zawsze. Kobieta w roku 1956 musiała się wykazać nieprawdopodobną odwagą, by publicznie oznajmić, że lubi seks, zwłaszcza jeśli nie miała męża. Lekarze nadal preferowali posługiwanie się określeniem „akt seksualny”. Czynność ta należała do obowiązków żony podobnie jak gotowanie, pranie i prasowanie. Akt seksualny należało odbywać w celu zaspokojenia potrzeb męża lub podtrzymywania gatunku – przyjemność kobiety nie miała tu nic do rzeczy. Ba – kobiety, które czuły zbyt silny popęd, oddawano niekiedy w ręce psychiatrów.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej