Zupełnie zwariowałaś. Po co ci to wszystko? – zrzędzi mój do bólu pragmatyczny mąż, próbując mnie dogonić pomiędzy regałami sklepu sportowego. – Kije trekkingowe? Weź te od nart! Przecież wyglądają tak samo. A co to takiego! Bukłak? Nie możesz sobie wziąć zwykłej plastikowej butelki i dolewać do niej wody?

On nic nie rozumie. Kije przecież muszą mieć regulowaną wysokość, a bukłak – pojemność przynajmniej dwóch litrów. Pojemnik na wodę powinien być dopasowany do specjalnego plecaka typu camelbak z otworem na rurkę do picia. To taki z milionem troczków do przymocowania wszystkiego, co może być człowiekowi potrzebne.

Szukam jeszcze porządnych butów do chodzenia po górach. Sprzedawca mówi, że najlepsze są te o agresywnej podeszwie, które nie ześlizgną się z mokrych kamieni. Biorę więc te wyglądające na najbardziej wściekłe i zadziorne – legendarnej marki Hanwag. Jeszcze tylko bluza z kapturem i jestem gotowa. Mam odfajkowane wszystkie przedmioty z listy pakunkowej.

Pozostało 92% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej