Ćwiczenia tai-chi są jak brzydkie kaczątko. Nie porażają wizualną atrakcyjnością. Ruchy są powolne i sprawiają wrażenie tak prostych, że nie niosą ze sobą żadnej obietnicy poprawy kondycji, zrzucenia kilogramów czy osiągnięcia wielkiej sprawności fizycznej. Ale wyniki badań naukowych nad wpływem tai-chi na zdrowie świadczą o tym, że to brzydkie kaczątko jednak kryje w sobie łabędzia.

– Udowodniono, że te ćwiczenia poprawiają komfort życia, wydolność fizyczną i umysłową oraz stan psychiczny – mówi internista, endokrynolog i seksuolog prof. dr hab. n. med. Zygmunt Zdrojewicz, który razem z Agnieszką Salomon i Łukaszem Łątkowskim w artykule „Tai-chi – chiński sekret długowieczności” opublikowanym w czasopiśmie naukowym „Academy of Aesthetic and Anti-Aging” analizował wyniki badań dotyczących tai-chi

– Więc chociaż moda to jest to, czego nie lubię w medycynie, bo liczą się przede wszystkim sprawdzalne i powtarzalne efekty, to akurat w przypadku tai-chi ta moda ma sens. Wzięła się pewnie stąd, że dziś ludzie coraz częściej skłaniają się ku naturalnym metodom leczenia, a od ćwiczeń fizycznych oczekują, by stała za nimi jakaś myśl. A tai-chi to nie tylko gimnastyka, lecz także filozofia. Na dodatek bardzo stara.

Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej