Ewa Pągowska: W 2017 roku 1,49 mln Polaków brało leki antydepresyjne, a w pierwszych dziewięciu miesiącach 2018 było to już 1,59 mln. Tak na podstawie swoich badań* szacuje firma IQVIA.

Joanna Krzyżanowska-Zbucka: To bardzo dużo. Nawet jeśli Polacy brali te leki nie tylko w celu leczenia depresji, ale też np. z powodu zaburzeń lękowych, parasomnii, czyli zaburzeń snu, natręctw czy zespołu jelita drażliwego, bo w tych przypadkach także stosuje się antydepresanty.

Myśli pani, że ich nadużywamy?

Tak. Z mojej praktyki lekarskiej wynika, że mamy do czynienia z nadrozpoznawalnością depresji i zbyt częstym przepisywaniem leków przeciwdepresyjnych np. przez lekarzy pierwszego kontaktu. Oczywiście dobrze, że oni są szkoleni w kierunku rozpoznawania tej choroby, wielu rzeczywiście jest w stanie pomóc pacjentom, ale lekarze pierwszego kontaktu nie znają dobrze tych leków i czasem nie umieją dobrać odpowiedniego preparatu, więc przepisują ten przyniesiony przez przedstawiciela medycznego. Mam wrażenie, że lobbing firm farmaceutycznych jest bardzo silny i przyczynia się do nadmiarowego przepisywania antydepresantów.

Pozostało 90% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej