W Silicon Valley start-up Nootrobox polecił swoim pracownikom pościć raz w tygodniu. Szefowie firmy, która produkuje „holistyczne suplementy poprawiające sprawność mózgu”, wierzą, że regularne poszczenie zwiększa wydajność ich pracowników. Jezus pościł 40 dni na pustyni, Seneka wstrzymywał się na kilka dni od pokarmów, kiedy chciał poprawić sprawność intelektualną, a teraz Gwyneth Paltrow stosuje punktowe głodówki w trosce o linię i swoją pozycję najbardziej wpływowej influencerki wellbeing na świecie. Mesjasz, filozof i gwiazda hollywoodzka w jednym worku? To brzmi jak newage’owy miszmasz albo nowa hipsterska moda. Ale lecznicze głodówki mają długą tradycję we wszystkich kulturach i religiach. A to, że nasza konsumpcyjna cywilizacja zachodnia odkrywa je na nowo dopiero teraz? No cóż, na głodówkach trudno zarobić.

Postanowiłam sprawdzić ten fenomen na własnej skórze. Wybrałam post częściowy, dietę warzywno-owocową dr Ewy Dąbrowskiej. Mój cel – zrzucenie nadmiaru kilogramów, które pojawiły się niepostrzeżenie w ciągu ostatnich dwóch lat, oraz detoksykacja organizmu, który od pewnego czasu zaczął zapadać na różnego rodzaju alergie. Zaczynam od udania się do dietetyczki. Po co dietetyk przy poście? Po pierwsze, post Dąbrowskiej to nie głodówka – je się określone warzywa i owoce (dozwolone są tylko jabłka, cytryny i grejpfruty – po jednym dziennie). Dietetyk może więc przydać się do opracowania przykładowego menu.

Pozostało 85% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej