Rozmowa z Aleksandrą Knaflewską, kosmetolożką, właścicielką spa Na Temat Piękna

Pielęgnacją zajmujesz się zawodowo. Choć nie przyszłyśmy rozmawiać o twoim gabinecie, trudno o nim nie wspomnieć. Jak to się zaczęło?

Początki sięgają liceum, gdy kamuflowałam ostry trądzik, z którym się borykałam. Żaden dermatolog, do którego trafiałam, nie wykazał większego zainteresowania moim problemem. Proponowali maści i antybiotyki, nie pytając o dietę czy styl życia. Zaczęłam obserwować, co jem – a jak większość ówczesnych nastolatków odżywiałam się fatalnie – i jak to wpływa na stan mojej skóry. Jednocześnie intensywnie szukałam w internecie domowych sposobów i alternatyw dla konwencjonalnych rozwiązań, które podsuwali mi lekarze, a które nie przynosiły długotrwałych rezultatów.

Po jakimś czasie z mojej wiedzy zaczęli korzystać znajomi, którzy zgłaszali się z problemami skórnymi. Po nitce do kłębka zaczęłam zgłębiać temat pielęgnacji, a w końcu znalazłam dotyczący jej kierunek studiów.

Kosmetologię.

To był strzał w dziesiątkę, choć jeszcze wtedy nie wiedziałam, jak bardzo pokocham swój przyszły zawód. Zwłaszcza masaże, które wybrałam jako specjalizację. Zajęcia bazowały tylko na fizjoterapii. O wschodnich metodach pracy z ciałem wtedy nie było mowy. Szybko jednak zaczęłam pracować, czerpiąc po drodze z medycyny chińskiej. Po ukończeniu kosmetologii uczyłam się też naturoterapii.

Pozostało 85% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej