Pytałam znajomych o różnice pomiędzy HIV a AIDS. Wyszło mi, że nic o tej chorobie nie wiemy.

Ludzie się nie edukują, bo myślą, że ich ta choroba nie dotyczy. Nie wiedzą np., że kobieta, która jest zakażona HIV, może teraz urodzić w 100 proc. zdrowe dziecko! I jej partner, który byłby HIV-pozytywny, może w naturalny sposób to dziecko począć. Po prostu musi być skutecznie leczony antyretrowirusowo. Tak po prostu, tak zwyczajnie.

Dużo i relatywnie szybko zmieniło się w Polsce od czasu, kiedy po raz pierwszy zaczęto informować o AIDS i  HIV.

Epidemię mamy od 1985 roku, ale przełomem był 1996 r. – to wtedy wprowadzono grupę leków, które nazywały się inhibitory proteazy. Wtedy też lekarze wymyślili medialną, niosącą nadzieję nazwę na kombinację trzech leków - HAART (ang. highly active antiretroviral therapy ) i zaczął się krzyk, że „jest  skuteczna terapia na HIV! Już sobie z nim poradzimy!”. Wcześniej była monoterapia lekiem AZT, ale wiremia szybko wracała, bo wirus nie był trwale tłumiony. Potem pojawiła się dwuterapia - tylko trochę lepsza. Dopiero trzylekowe terapie - tzw. koktajle lekowe - spowodowały, że mogliśmy kontrolować wirusa. Owszem, leki miały działania niepożądane, ale już długofalowo nie wykrywano u zakażonych wirusa we krwi, czyli wiremia HIV była niewykrywalna.

Pozosta這 94% tekstu
Artyku dost瘼ny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypr鏏uj cyfrow Wyborcz

Nieograniczony dost瘼 do serwis闚 informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazyn闚 Wyborczej