Podróżniczka Beata Pawlikowska od pewnego czasu zdecydowanie bardziej kojarzy mi się z coachingiem niż z relacjonowaniem podróży w najodleglejsze miejsca. Jeden z jej ostatnich wpisów o poczuciu szczęścia to dla mnie po prostu klasizm i kolejna szkodliwa publikacja.

Skuszona przez przyjaciółkę zerknęłam kiedyś na kalendarz Beaty Pawlikowskiej, który reklamowany był jako rok dobrych myśli. Wypełniony poradami o tym, jak z uśmiechem przejść przez życie i zmagać się z problemami.

Pozostało 87% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej