Tekst premierowy z tygodnika "Wysokie Obcasy" 1 czerwca 2019

Mój przyjaciel umierał: to były jego ostatnie tygodnie. Siedziałam w hospicjum pod drzwiami sali, w której leżał, czekając, aż będę mogła wejść. Poczułam, jak na myśl o jego śmierci zalewa mnie lęk. I wtedy usłyszałam Zimny Głos w swojej głowie. Nie histeryzuj – powiedział surowo.

Wtedy właśnie po raz pierwszy wyodrębniłam w sobie ten głos. Do kogo należał? Do kogo mówił? I co dokładnie zostało poddane osądowi, kiedy siedziałam pod drzwiami sali, w której umierał Staszek?

W serialu „Szalona eks” jest taka scena: do tytułowej bohaterki, prawniczki, przyjeżdża matka. Wparowuje do jej mieszkania i od razu, bez „dzień dobry”, rozpoczyna swoją śpiewną, wściekłą litanię narzekań – na turbulencje w samolocie, na korki, na taksówkę i przede wszystkim na swoją córkę: strasznie jest pulchna, ma suchą skórę, czemu nie nosi makijażu, czyżby była lesbijką? Czemu jej przerywa, mogłaby przynajmniej nie przerywać, skoro spędziła w jej ciele dziewięć miesięcy! Skoro matka wydała wszystkie oszczędności na jej studia! Dlaczego je czipsy i co tu robią prezerwatywy?

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej