Truman, tytułowy bohater słynnego filmu „Truman Show”, mieszka na osiedlu pastelowych domków, wśród równo przystrzyżonych żywopłotów i krzaków róż. Drewniane huśtawki kołyszą się na gankach. Ptaki śpiewają w ogrodach. Białe sztachety płotów lśnią w słońcu. Sąsiedzi wymieniają uprzejmości.

Żona Trumana zawsze się uśmiecha.

Pewnego dnia Trumanowi coś przestaje grać – kolejne wydarzenia sprawiają, że zaczyna podejrzewać, iż cały ten wykrochmalony świat to ściema. Podejmuje walkę na śmierć i życie, by się z niego wydostać. A my, po drugiej stronie ekranu, kibicujemy mu z całych sił. Dawaj, Truman! Walcz, szukaj wyjścia, biegnij, płyń, uciekaj!

A równocześnie – taką mam śmiałą tezę – sami karnie stawiamy się pod bramą pastelowego osiedla jak więzień pod drzwiami celi.

Na przykład taki Facebook.

Na Facebooku wszyscy są przepiękni. Dzieci grają na skrzypcach, zdobywają pierwsze nagrody w konkursach międzygalaktycznych. Autorzy nie mogą uwierzyć, ale ich książki właśnie stały się bestsellerami. Na balkonach dojrzewają własne pomidorki koktajlowe.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej