Naukowcy ze Statens Serum Institut, Uniwersytetu w Kopenhadze oraz Szkoły Medycznej Uniwersytetu Stanforda przez dekadę badali ponad 650 tys. duńskich dzieci. Celem było sprawdzenie, czy istnieje jakikolwiek związek szczepionki na odrę, świnkę i różyczkę (MMR) z autyzmem. Nie znaleziono żadnego, wyniki badań właśnie opublikowano w „Annals of Journal Medicine”.

To kolejny rozdział w ciągnącej się już 20 lat opowieści o naukowym oszustwie i desperackiej walce z jego skutkami. 20 lat temu Brytyjczyk Andrew Wakefield po przebadaniu 12 (słownie: dwanaściorga) dzieci doszedł do wniosku, że szczepionka MMR powoduje autyzm. Niestety wyniki jego „dochodzenia” opublikował prestiżowy „Lancet”. Szybko okazało się, że praca Wakefielda to humbug, wyników nie dało się obronić. W dodatku wyszło na jaw, że „naukowiec”, prowadząc badania, łagodnie mówiąc, popadł w konflikt interesów.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej