I.

30 letnia Janka żyła z Krzyśkiem pięć lat. Widywali się codziennie, spędzali razem urlopy i święta, ale noce Krzysiek przesypiał w swoim domu. Twierdził, że sam, bo żona ma osobną sypialnię. Kiedy zginął w wypadku, nie mieli dzieci i rozwodu.

Janka usłyszała wówczas od brata Krzyśka, że ma nie przychodzić na pogrzeb, „bo to sprawa rodziny”. Obecność na pogrzebie odradzali jej matka i przyjaciele – bo jak się będzie czuła zdradzana żona Krzyśka, kiedy zobaczy na cmentarzu kochankę. Janka zapytała mnie wówczas, czy powinna była wtedy pójść. Odpowiedziałam, że to zależy, i wtedy wykrzyczała do mnie, że jestem bezmyślną hipokrytką.

- Uważasz, że żona, z którą od pięciu lat nie sypiał, nie miał dzieci, z którą nie spędzał ani wieczorów, ani niedziel, ani świąt, nie czytał wierszy, nie chodził na imprezy, nie oglądał "Wiadomości" i Eurosportu, ma większe prawo do jego trumny? Tylko dlatego, że wracał na noc? A może dlatego, że ma jakiś pieprzony kwitek, który pozwala nosić jego nazwisko?

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej