Kilka dni temu facebookowy timeline wypluł mi amerykański artykuł pod niepokojącym tytułem „Szew mężowski to nie tylko przerażający porodowy mit”. Co do zasady scrolluję takie nagłówki prosto do wirtualnego sedesu, bo na naszych porodówkach dzieje się wystarczająco dużo niepokojących i udokumentowanych ekscesów, by nie zaśmiecać sobie głowy miejskimi legendami. Ale ponieważ artykuł udostępniała szanowana przeze mnie znawczyni tematyki okołoporodowej, kliknęłam. Artykuł był, zaiste, porażający.

Pozostało 87% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej