Couchsurfing. Surfowanie po kanapie

Agnieszka Rodowicz
Na Islandii nocowałam w starej bazie NATO koło lotniska Keflavik. Moi gospodarze mieli 3 swoich dzieci i 7 gości w tym samym momencie - historie couchsurferów
Japonia/123rf.com Japonia/123rf.com

W saunie z profesorami Uniwersytetu w Helskinkach

Agnieszka, Warszawa, 35 lat, kasjerka lotnicza, w couchsurfingu od 2007

Byłam już w tylu miejscach, że zaczynają mi się mylić ich nazwy, imiona gospodarzy, sytuacje.

Ponieważ mieszkam w Warszawie, mam dość dużych miast i często szukam ludzi z prowincji. Dzięki temu wiele razy trafiłam do uroczych miejsc i niezwykłych ludzi. W Kanadzie znalazłam małżeństwo koło 300 km od Toronto. Ona ma 28 lat, on 33. Mają czwórkę dzieci, z czego najmłodsze miało 4 tygodnie, gdy u nich nocowałam. Mieszkają na farmie. Utrzymują się z tego, co wyhodują. Zimą polują, Tim pracuje jako nauczyciel muzyki, drwal, fotograf. Jen produkuje naturalne mydła. Bardzo religijni, modlili się przed każdym posiłkiem. Oboje skończyli filozofię w USA. Są także niezwykle naturalni, na luzie, kiedy padał deszcz, wręcz wyganiali dzieci z domu, żeby sobie pobiegały po błocie i kałużach. W salonie mają ściankę wspinaczkową. Wyjątkowo ciepła rodzina, bardzo bym chciała do nich wrócić. Żeby było śmieszniej, chłopak jest z pochodzenia Polakiem. Ale nie mówi ani słowa po polsku.

Zdarzało mi się nocować w mieszkaniach niewiele większych od mojego pokoju (ok. 12 metrów). Ale na przykład u Katie w Toronto miałam tak wypasiony pokój, jaki do tej pory oglądałam tylko w pismach wnętrzarskich.

Zimą chciałam pojechać na narty, więc znalazłam chłopaka z Zawoi. Dostałam do dyspozycji całe piętro jego domu, które normalnie wynajmuje turystom. Ale że nie miał akurat gości, zostałam zaproszona w ramach couchsurfingu.

W czasie wybuchu wulkanu byłam w Japonii. Musiałam zmienić trasę i pojechałam na zachód zamiast do Tokyo i epicentrum tsunami. Wieczorem wysyłałam zapytania o noclegi i następnego dnia jechałam tam, gdzie ktoś odpowiedział.

Wracając do Polski, trafiłam do Nagoi. Mieszkanie Changmi było miniaturowe. W dodatku domownicy żyli na walizkach, przygotowani, by w każdej chwili uciekać. Changmi zaoferowała mi więc miejsce w swojej szkole języków, która była wielkości kiosku Ruchu. Spałyśmy z koleżanką na podłodze.

W Izraelu nocowałam w kibucu, w mieszkaniu, którego właściciel nie spuszczał wody w toalecie, bo ją oszczędzał.

W Hiszpanii nie mogłam znaleźć hosta w Sewilli i tak trafiłam do El Rocio - niesamowitego miasteczka, które przypomina scenografię z westernu.

Nocowałam też u Pabla z Granady, w najmniejszym domu piętrowym, jaki w życiu widziałam. Miał w sumie koło 30-40 m2. Na parterze była kuchnia, wyżej salon, na trzecim piętrze sypialnia właściciela i taras. W ostatniej chwili skontaktowało się z Pablem jeszcze 5 dziewczyn z Erasmusa, które napisały, że nie mają gdzie spać. I on je przyjął. Pablo spał w łóżku z dwiema studentkami. Ja z 2 innymi na kanapie i jeszcze jedna na podłodze...

Za pierwszym razem, kiedy byłam w Helsinkach, Sampo, u którego mieszkałam, zabrał mnie na midsummer - hucznie obchodzone święto zrównania dnia z nocą. Pojechaliśmy do jego znajomych na leśną działkę nad jeziorem. Wraz z profesorami z Uniwersytetu w Helsinkach chodziliśmy do sauny, a potem kąpać się nago w zimnym jeziorze.

W zeszłym roku na Islandii nocowałam w starej bazie NATO koło lotniska Keflavik. Moi gospodarze mieli 3 swoich dzieci i 7 gości w tym samym momencie. Powiedzieli, że za wodę i prąd płacą ryczałtem, więc ilość gości im nie robi różnicy. Z kolei w małej wiosce rybackiej Eyrarbakki mieszkałam u Sigurjona - pracownika pobliskiego więzienia, największego na Islandii.

W samolocie do Szwecji poznałam Włocha, który jechał na Gotlandię. Po drodze chciał się zatrzymać w Sztokholmie, ale nie miał gdzie. Powiedziałam mu o couchsurfingu i że będę nocować w Sztokholmie u kogoś poznanego przez portal. Rzuciłam propozycję, żeby zadzwonić do mojego hosta i zapytać, czy przenocuje jeszcze jedną osobę. I ten Szwed, który nigdy w życiu mnie nie widział, ani tym bardziej dopiero co poznanego przeze mnie Włocha, przyjął nas oboje.

Parę godzin później okazało się, że musi jechać do babci, więc zostawił nam klucze. Ja następnego dnia poleciałam do Reykjaviku, a Włoch został sam jeszcze dwa dni. Wyjeżdżając, wrzucił po prostu klucze przez otwór na listy.

Kierownik planu pracujący przy kręceniu filmów, Peter spod Malme, kiedy usłyszał, że lubię oglądać ptaki, zorganizował wizytę w obserwatorium ornitologicznym w Falsterbo. W dodatku za nią zapłacił i absolutnie nie chciał się zgodzić, żebym mu oddała pieniądze.

Trudne sytuacje męsko-damskie raczej mi się nie zdarzały. Oddzielam seks od podróży. Ubieram się w stylu traperskim, żeby nikogo nie kusić. Ale Tomaso z Mestre był trochę lepki. Popłynęliśmy zwiedzać wyspy w pobliżu Wenecji i tam zaczął się do mnie przystawiać. Zdecydowanie odmówiłam i w końcu się uspokoił. Co prawda trochę podpadł, ale też poświęcił mi dużo czasu, pokazując miasto. Jakiś czas potem jego profil został usunięty z CouchSurfing.org z powodu skargi o molestowanie.

Koleżanka, dzięki moim doświadczeniom, uznała, że couchsurfingu jest ciekawym pomysłem. Zalogowała się i niedługo potem przenocowała Patricka z Londynu. Zakochali się w sobie, od trzech lat są razem, w grudniu urodziła im się córka.

1
123rf.com 123rf.com

Nocleg w zamku

Iwona, Piotr, Ida: rodzina z Poznania, w couchsurfingu od 8 lat

Iwona (34 lata, pracuje w dziale marketingu największego polskiego serwisu aukcyjnego), Piotr (36 lat, project manager w międzynarodowym koncernie), Ida (6 lat), rodzina z Poznania, w couchsurfingu od 5 lat

Odkąd podróżujemy z Idą, wybieramy noclegi u rodzin z dziećmi, żeby nasza córka miała towarzystwo. Ostatnio w Lublinie nocowaliśmy u pewnej rodziny, którą widzieliśmy po raz pierwszy w życiu. Ida po 5 minutach nieśmiałości była już zaprzyjaźniona z Olą - córką gospodarzy - na całe życie. Uparły się, żeby spać w jednym łóżku, a przy rozstaniu był płacz i nieustanne pytania, kiedy znowu się zobaczą.

Dwa lata temu byliśmy we Włoszech. Kiedy w Pizie dotarliśmy pod podany adres, stwierdziliśmy, że chyba coś pomyliliśmy. Staliśmy przed ogromną, starą rezydencją, zameczkiem właściwie. Dostaliśmy pokój z łazienką, który był większy niż całe nasze mieszkanie.

Na Łotwie z kolei trafiliśmy do mieszkania, w którym panował tak niesamowity bałagan, że byliśmy dość mocno zaskoczeni. Przez 2 dni nie braliśmy prysznica. Nasz gospodarz, doktor psychologii, okazał się być niezwykle interesującą osobą, a nasze rozmowy o życiu i historii Łotwy i Polski przeciągnęły się do późnej nocy. Potem jechaliśmy do Estonii z nadzieją, że tam się już umyjemy.

Tymczasem pani, która nam zaoferowała nocleg w miejscowości Valga zapytała, czy wolimy mieszkanie w bloku czy domek na wsi. Wybraliśmy wieś. Okazało się, że był to domek na ogródkach działkowych, bez bieżącej wody, bez toalety. Więc mieliśmy trzeci dzień bez prysznica. Za to znów z rozmowami do późna w nocy.

Kilka dni temu spaliśmy w serbskim miasteczku Užice (rozmawiamy w trakcie podróży rodziny Wiatr po Serbii i Czarnogórze). Według przewodnika to zupełnie nieciekawe miejsce. Ale dzięki temu, że spaliśmy u lokalnych ludzi, zobaczyliśmy mnóstwo ciekawych miejsc. Mieszkańcy, specjalnie dla nas, otworzyli zamknięte muzeum i nieczynną elektrownię wodną.

Z kolei w miasteczku Kraljewo nocowaliśmy u Vladimira, który hobbystycznie zajmuje się fotografią i na pożegnanie urządza wszystkim swoim gościom sesję fotograficzną. Nam też oczywiście zrobił zdjęcie. Ostatnią w tej podróży noc spędziliśmy w Belgradzie. Gościł nas żołnierz, który walczył w Kosowie.

2
123rf.com 123rf.com

Skubanie fasolki w Bukareszcie

Kamila, 22 lata, Warszawa, w couchsurfingu od 5 lat

Kamila prowadzi dział kuchnia w miesięczniku Vege, przygodę z couchsurfingiem zaczęła 5 lat temu.

Chłopak z Gruzji, do którego wysłałam pytanie o nocleg odpisał mi, że, niestety, nie ma go w domu, ale nie ma sprawy, na korytarzu w szafce jest klucz do mieszkania i możemy go wziąć. Prosił jedynie, żebyśmy, wyjeżdżając, klucz zostawili w tym samym miejscu.

Bardzo sympatyczna była historia w Armenii. Tam znaleźliśmy nocleg u dziewczyny, która sama była dopiero od kilku dni w Erywaniu. Velizara była studiującą w USA Bułgarką i pojechała do Armenii na miesięczny staż z Kiva Microfounds. Poza nami przygarnęła jeszcze dwóch Niemców. Okazało się, że następnego dnia nasza gospodyni ma urodziny. Była przekonana, że spędzi je sama w obcym mieście, a tymczasem była z grupą, co prawda z obcych ludźmi, ale za to w bardzo miłej atmosferze.

Natomiast pierwszy nocleg w Stambule nie należał do przyjemnych. Byliśmy po trzech dniach podróży praktycznie bez snu, a dziewczyna, u której nocowaliśmy, zmusiła nas, żeby siedzieć z nią przez całą noc, oglądać jakiś film, a kiedy uparliśmy się, że musimy iść spać, poszła do kuchni skubać fasolkę i gotować, przez co nie mogliśmy zasnąć. Więc następnego dnia uciekliśmy od niej do hotelu.

Dziwnie też było w Bukareszcie, bo osoba, która nas gościła, w ogóle z nami nie rozmawiała. Dzwoniliśmy domofonem, ona otwierała drzwi i nawet nie wychodziła z pokoju, żeby powiedzieć "cześć".

Z kolei Miguel, u którego nocowałam w Sztokholmie, choć miał nieduże mieszkanie, jeden pokój urządził specjalnie dla gości z couchsurfingu. Było tam łóżko z czystą pościelą, puste szafki, a nawet laptop do użytku gości.

3
123rf.com 123rf.com

Szarmancki hodowca pszczół

Ania, Warszawa, 37 lat, zajmuje się reklamą, w couchsurfingu od 5 lat

Mój sposób na podróżowanie jest taki: na pierwsze 2-3 dni rezerwuję hostel, hotel albo wynajmuję mieszkanie. I spotykam się na mieście z couchsurferami.

Jeśli ktoś wyjątkowo mi się spodoba, pytam, czy może mnie przenocować albo spędzić ze mną więcej czasu, pokazując swoją okolicę. W ten sposób poznałam kilka bardzo ciekawych osób w Madrycie.

Z kolei kiedy byłam w Argetynie, wyszukał mnie na portalu i napisał do mnie Federico, który pracuje w firmie produkującej protezy, hoduje pszczoły, jest buddystą, a do tego jest szarmancki i opiekuńczy.

W ten sam sposób poznałam też Rubena, który mieszka w Tigre, malowniczej miejscowości pod Buenos Aires w dorzeczu Paraná. Pojechałam do niego w odwiedziny. Dom, który Ruben sam zbudował, był piękny, z wielkim tarasem. A ponieważ Paraná czasami wylewa, można wtedy skakać z tarasu prosto do wody, której pełno w ogrodzie, i pływać między drzewkami. Na początku czułam się trochę niepewnie, tym bardziej, że gospodarz już na samym początku zaproponował, żebym została u niego na dłużej. Ale okazał się świetnym kompanem.

Nie zdarzyła mi się nigdy niebezpieczna sytuacja, bo zachowuję środki ostrożności. Raz spotkałam się z pewnym Hiszpanem, który był w Buenos Aires w sprawach służbowych. Blisko domu, w znanej mi knajpce. Po 15 minutach mężczyzna zaczął się zachowywać, jakby był na randce. Głaskał mnie po policzku, próbował dotykać. Złapałam go za ręce i powiedziałam, że chyba pomylił strony internetowe. Przeprosił mnie, po czym po półgodzinie zrobił dokładnie to samo. Wtedy wyszłam. Dzięki temu, że spotkałam się z tym mężczyzną w miejscu publicznym nic poważnego się nie stało.

Kiedyś napisałam do Szwajcara, który był w Warszawie, pytając go, jak mu się podoba, czy potrzebuje jakiejś pomocy. Odpisał, że nie, ale że chętnie się spotka. Szłam akurat do kina, miałam wolny bilet na film z angielskimi napisami, więc zaproponowałam mu wspólne wyjście. On na to przystał, ale że się spóźniał, zostawiłam mu bilet w kasie i weszłam na salę. Carlos dotarł, kiedy film już trwał. Dopiero po projekcji zobaczyłam, z kim się umówiłam. Poszliśmy na długi spacer, fajnie nam się gadało. Więc kiedy zapytał, czy mógłby u mnie przenocować, powiedziałam, że mogę mu dać klucze do mieszkania. Ale wyjeżdżam i wracam dopiero za tydzień. On co prawda miał inne plany, ale wobec takiej propozycji zmienił je i został w Warszawie.

Inna ciekawa historia była z Timem z Londynu. Kiedy był w Warszawie, wyszukał mnie na couchsurfing.org, wpisując w wyszukiwarkę słowo klucz: taniec współczesny. A że akurat był festiwal Ciało i umysł, zabrałam go na tę imprezę. Bardzo mu się podobało, dobrze nam się rozmawiało. O tańcu, muzyce, koncertach, które widzieliśmy. Nagle Tim wyjął telefon i pokazał mi zdjęcia z wesela: a tam dwie panny młode. Na następnych fotografiach też wesele: i dwóch panów młodych. Okazało się, że Tim ma siostrę, która właśnie się ożeniła (jest lesbijką) i brata, który wyszedł za mąż (jest gejem). Z większością ludzi, których poznałam przez couchsurfing, mam kontakt, odwiedzamy się, piszemy do siebie.

4
123rf.com 123rf.com

Płatki z sokiem pomarańczowym zamiast mleka

Krzysiek, Białystok, 27 lat, pracownik fundacji, w couchsurfingu od 2011

W Szwecji nocowałem u niezwykłego człowieka. Poznanie go i spędzenie z nim czasu było dla mnie jak na razie najważniejszym couchsurfingowym doświadczeniem.

Po powrocie ze służby wojskowej w Iraku Dave nie słyszał na jedno ucho, miał problemy z żołądkiem i kłopoty ze zdrowiem. Dostał grupę inwalidzką i rentę. Uznał, że za kilkaset dolarów miesięcznie w USA nie pożyje, ale że mu to wystarczy, żeby podróżować. I wyjechał. Dwa lata siedział w dżungli w Boliwii, gdzie zajmował się osieroconymi pumami. Przeszedł Australię, później podróżował po Azji Południowo-Wschodniej. Podejmował decyzje z dnia na dzień, reagował na to, co przynosi życie, nie miał żadnego planu na siebie, a jednocześnie był niezwykle pogodny i cieszył się każdym dniem.

Kiedy go poznałem, pracował w Sztokholmie, składając meble w Ikei i uważał to za równie dobre zajęcie co każde inne. Był pacyfistą I weganinem. U niego jadłem pierwszy raz w życiu płatki z sokiem pomarańczowym zamiast mleka. Kiedy się rozstawaliśmy, Tim mówił, że nie wie, gdzie będzie za miesiąc, bo może pojedzie do Anglii odwiedzić byłą dziewczynę, ale kusiła go też Kambodża, w której kogoś kiedyś zostawił. Dave stał mi się bardzo bliski przez te pół dnia, ale żegnaliśmy się ze świadomością, że nigdy więcej się nie zobaczymy i nie przeszkadzało mi to. To między innymi lubię w couchsurfingu: relacje, które nie są definiowane długością znajomości, wspólnymi planami, ale ciekawym, beztroskim kontaktem opartym na tu i teraz.

5
123rf.com 123rf.com

W Amsterdamie bez noclegu

Maciej, Kraków, 18 lat, maturzysta, w couchsurfingu od 2012. W wolnych chwilach pracuje jako fotograf.

Pierwszy raz korzystałem z couchsurfingu w maju 2012. Nie miałem jeszcze 18 lat, a na portalu mogą się rejestrować tylko pełnoletni. A ja 18-stkę miałem w czerwcu. Przy rejestracji musiałem przekłamać nieco datę urodzenia.

Właśnie wróciłem z podróży. W ciągu 17 dni byłem z kolegą w Berlinie, Amsterdamie, Brukseli, Bruggii, Paryżu, Londynie i wszędzie nocowaliśmy u ludzi z couchsurfingu. Wysyłaliśmy pytania o nocleg już w trakcie podróży, korzystając z netbooka i szukając darmowych hot spotów po drodze.

Czasami to dziwnie wygląda - siedzimy na ławeczce w Paryżu, obok nas plecaki po 20 kg każdy, a my buszujemy w Internecie. W Brukseli była mała wpadka, bo wysłaliśmy pytania o nocleg w przeddzień przyjazdu, na forum emergency request, gdzie można szukać noclegu w ostatniej chwili. Dojechaliśmy już do Brukseli, a odpowiedzi wciąż nie było. Stwierdziłem, że jeśli do 22 nikt się nie odezwie, pójdziemy łapać stopa do Londynu.

O 23, jak już byliśmy na autostradzie, dostałem kilka sms-ów od osób, które chciały nas przenocować. W Amsterdamie też nie mieliśmy noclegu, ale wrzuciłem pytanie na forum awaryjne i już po półgodzinie odpowiedziała dziewczyna, że może nas gościć przez jedną noc. Przespaliśmy się, a następnego dnia odezwała się kolejna dziewczyna, że co prawda musi wyjechać na kilka dni, ale zostawi nam klucze do mieszkania. Byliśmy zszokowania poziomem zaufania użytkowników tego portalu do innych.

To jest według mnie fenomen. Na razie nie mam warunków, żeby przyjmować gości (mieszkam z rodzicami), ale nie wiem, czy gdybym mógł kogoś gościć, byłbym w stanie tak zaufać. Kiedy byliśmy w Andaluzji, spotkaliśmy człowieka, który mówił, że nie bierze autostopowiczów, ale użytkowników Couchsurfing.org zabiera.

W Berlinie mieliśmy przesympatycznego gospodarza, który, mimo że napisał, że może nas tylko przenocować (akurat miał sesję), to w końcu przez dwa dni pokazywał nam miejsca, o których nie miałem pojęcia, mimo że była to już moja któraś z rzędu wycieczka do Berlina.

Oficjalnym językiem portalu jest angielski i bez znajomości tego języka jest trudno. Kolega, z którym jeździłem, zna go słabo i nie bardzo mógł uczestniczyć w życiu naszych gospodarzy. Mój angielski też nie jest perfekcyjny, ale dzięki couchsurfingowi wciąż go ćwiczę.

6
Paryż/123rf.com Paryż/123rf.com

U francuskiej rodziny w Mozambiku

Kasia, Warszawa, 26 lat, pracowniczka organizacji pozarządowych, w couchsurfingu od 5 lat

Jedno z moich ulubionych wspomnień to couchsurfowanie u pewnej francuskiej rodziny w Mozambiku. Mieszkają tam na stałe i pracują w organizacjach pozarządowych. Przyjmują couchsurferów, bo chcą, by ich dzieci - dwie urocze córki - miały kontakt z ciekawymi ludźmi. Brałam udział w ich życiu, bawiłam się z dziećmi, jeździłam na zakupy. Gotowaliśmy razem obiady, a w niedzielę rozsadzaliśmy pnącza marakui w przydomowym ogródku.

Kiedy mieszkałam w XVII dzielnicy w Paryżu, miałam studio wielkości 13m2. W tym samym pokoju było wszystko: kąt kuchenny, prysznic oddzielony tylko zasłonką, materac do spania. Ale ponieważ "kanapy" w Paryżu są poszukiwane, nie odstraszyło to pewnego Portugalczyka, który przyjechał do mnie nocować przez weekend.

Następnego sylwestra spędziłam u niego w Lizbonie i mamy kontakt do tej pory. Kiedy Portugalczyk wyjeżdżał, pojawił się Hiszpan, który szukał w Paryżu mieszkania. Przemieszkaliśmy tydzień na tych 13m2 i też bardzo się zaprzyjaźniliśmy.

W czerwcu tego roku w Londynie dwóch couchsurferów pod rząd wystawiło mnie do wiatru. Mimo że wszystko było umówione, w ostatniej chwili powiedzieli, że nie mogą mnie gościć. Było nieprzyjemnie. Ale to jedyne złe doświadczenie, jakie miałam z couchsurfingiem.

7
Neapol/123rf.com Neapol/123rf.com

Nie odhaczam już miejsc do zwiedzenia

Krzysiek, Warszawa, 22 lata, student amerykanistyki, w couchsurfingu od 2011.

Do Caserty pod Neapolem dotarłem około 23. Dziewczyna, u której miałem mieszkać, przyjechała po mnie na dworzec, zabrała do domu. A tam właśnie się odbywała rodzinna kolacja. Siedzieli nie tylko członkowie rodziny, ale sąsiedzi, znajomi. Ktoś przyniósł domowe wino, było pełno pysznego jedzenia. Trafiłem w środek grupy dobrych znajomych, którzy się cieszyli swoim wieczorem. Było to niesamowicie miłe.

Z kolei na południu Włoch, w Apulii, mieszkałem w domku zwanym trullo. To są kamienne domki w kształcie stożków budowane tam od czasów, kiedy region był kolonią grecką. Wewnątrz wykończone są wygładzaną gliną, ale urządzone w nowoczesny sposób, z kuchnią i łazienką. Sprawiają wrażenie połączenia lepianki z wygodnym, nowoczesnym domem. Są wielką turystyczną atrakcją regionu.

Paola, która mi udostępniła trullo, na co dzień wynajmuje go turystom. Ale poza szczytem sezonu udostępnia stożek couchsurferom. Dzięki couchsurfingowi poznałem też wiele regionalnych dań, zwyczajów, miejsc. Przestawiłem się z trybu podróżowania, który można nazwać "odhaczaniem" kolejnych atrakcji turystycznych na cieszenie się byciem w danym miejscu.

8
Algieria/123rf.com Algieria/123rf.com

Algieria z dziećmi

Julia Popcowa (39 lat), Marek Dzwonnik (44 lata) i dzieci: Natalia (12 lat), Aleksander (9 lat), Dominik (17 lat). Razem prowadzą sklep z herbatą, Julia jest też tłumaczką, nauczycielką języków, i terapeutką manualną; w couchsurfingu od 2006.

W ramach couchsurfingu są różne grupy, np. Family Welcome Group zrzeszająca ludzi podróżujących całymi rodzinami, czasami nawet z 5-6 dzieci i takich, którzy przyjmują rodziny.

Ja już trzeci raz brałam udział w organizacji weekendu rodzinnego. Przyjeżdża wtedy około 80 osób z całego świata, bardzo dużo obcokrajowców, najczęściej z rodzinami, choć spotkania są otwarte, dla wszystkich.

Wybieramy jakieś ładne miejsce w Polsce, trzeba zapłacić za kemping czy dom wczasowy, ale wszystko odbywa się po kosztach, nikt na tym nie zarabia. Poza tym każdy uczestnik spotkania organizuje jakąś aktywność: może zabrać chętnych na pieszą czy rowerową wycieczkę, zorganizować konkurs budowania na piasku. Organizując to spotkanie, chcemy pokazać, że dzieci nie muszą być obciążeniem, wręcz przeciwnie, że wnoszą coś nowego do wyjazdu i uczą się otwartości, tolerancji, elastyczności. My całą rodziną byliśmy np. w Algierii. Znajomi przed wyjazdem mówili, że to chory pomysł jechać tam z dziećmi, że nas zastrzelą.

Nic, czego tam doświadczyliśmy, nie zgadzało się z ani jednym słowem z przewodników, które mają informacje przeterminowane o 10 czy 15 lat.

Znajdowaliśmy np. ostrzeżenia o detonacjach bomb, uwagi, żeby absolutnie nie zatrzymywać się w okolicy sądu czy posterunku policji, nie latać samolotami. Złamaliśmy dokładnie wszystkie te zakazy. Nigdzie natomiast nie znaleźliśmy informacji, że większość kart bankomatowych czy kredytowych w Algierii nie działa. Trzeba jechać tam z gotówką, bo szansa na wyciągnięcie pieniędzy z konta jest bliska zeru. My o tym wiedzieliśmy od Nadjiba, Algierczyka, który kiedyś u nas nocował. To on zdobył dla nas zaproszenia i pomógł zorganizować całą podróż. Nie zawsze nocowaliśmy u couchsurferów, ale wszystkie noclegi i miejsca, które odwiedziliśmy zawdzięczamy temu Algierczykowi. Algieria to nie jest taki kraj, w którym można wejść do internetu i wszystko znaleźć.

W zeszłym roku byliśmy w Armenii, nie spaliśmy u couchsurferów, ale się z nimi spotkaliśmy. Na głównym placu Republiki, w Erewaniu i urządziliśmy Free Hug Day. Przyszło ok. 40 osób, couchsurferów i nie tylko. Obejmowaliśmy się z tłumem nieznanych nam ludzi, z policjantami.

W przyszłym tygodniu wybieramy się do Serbii na festiwal instrumentów dętych. Był problem ze znalezieniem w czasie festiwalu miejsc noclegowych. W końcu jakiś człowiek napisał, że co prawda w tym czasie będzie już gościł 15 innych osób, ale i nas przenocuje.

Nie wiemy, gdzie i jak będziemy spać, na podłodze czy każdy w innym domu. Ale ten element niewiedzy, zaskoczenia jest w couchsurfingu piękny.

Pytają mnie często, czy to bezpieczne. Uważam, że tak. Złodziej liczy na łatwy zarobek. Nie przyjedzie np. z Kanady, żeby ukraść mi telewizor. Po pierwsze nie wie, czy go mam, po drugie zbyt dużo kosztuje bilet, po trzecie, jeśli coś takiego się wydarzy, ten człowiek będzie już w couchsurfingu skreślony.

Przez te 5 lat, od kiedy działamy, byli u nas bardzo różni ludzie, my byliśmy w wielu krajach i nie mieliśmy żadnego złego doświadczenia. Nieporozumienia wynikają np. z tego, że ktoś nie dość uważnie przeczytał profil swojego hosta czy gości. Ja, ponieważ mam rodzinę, nie zapraszam osób, które chciałyby po nocach balować. Nie zawsze też mam czas, żeby gościom pokazywać miasto czy gdzieś ich wozić. I to wszystko jest na moim profilu napisane.

Spotkałam się kiedyś z profilem niemłodego Niemca, który napisał, że chętnie widzi u siebie rodziny z dziećmi, ale że są u niego reguły, których również dzieci muszą przestrzegać: nie dotykać palcami szyb, jeść nożem i widelcem, nie biegać po domu. Bardzo dużo było tych reguł. Śmiałam się, że moje dzieci w ciągu pierwszych 5 minut złamałyby je wszystkie.

Przyjechała kiedyś do tego pana rodzina Szwedów z trójką dzieci w wieku od 0 do 6 lat. Rodzice wybrali się na jakiś festiwal 40 km, zostawili dzieci u tego pana, a w lodówce butelkę mleka dla najmłodszego. Przez kilka godzin ten zasadniczy Niemiec musiał się opiekować dziećmi, których nawet nie był w stanie zrozumieć, bo nie mówiły w żadnych znanym mu języku. Po tej wizycie napisał, że było to jedno z najwspanialszych doświadczeń w życiu, które pozwoliło mu wiele zrozumieć.

Niedawno napisał do mnie chłopak z Włoch. Zapytał, czy możemy się zatrzymać i czy mamy oddzielny pokój, bo on chce przyjechać z dziewczyną. Dziewczyna nie miała konta na w couchsurfingu, była Polką, w dodatku z Warszawy. Ale u jej rodziny, z jakichś powodów, nie mogli się zatrzymać. To mnie bardzo zdziwiło. Pomyślałam, że być może ta dziewczyna ma męża albo ojca, który ma coś przeciwko temu, żeby jego córka sypiała z jakimś Włochem. Zaczęłam się bać, że potem przyjdą do nas z siekierą. Albo oskarżą, że prowadzimy agencję towarzyską. Nie przyjęłam tego chłopaka.

Są na couchsurfingu grupy last minute, gdzie ludzie, którzy w ostatniej chwili zostali np. wystawieni do wiatru, otrzymują pomoc. W czasie, kiedy pył wulkaniczny sparaliżował komunikację lotniczą, couchsurferzy z całego świata przyjmowali u siebie ludzi koczujących na lotniskach.

Niedawno napisała do mnie couchsurferka z Samary, która jechała stopem z Litwy do Włoch. Nie wiadomo było, czy będzie mogła się u nas wtedy zatrzymać, ale napisałam jej, żeby się odezwała, jak przyjedzie. Kiedy już dojechała do Warszawy, zadzwoniła. U nas akurat były urodziny męża, zaprosiłam ją. Przyjechała, wyjęła z torby zestaw do ceremonii herbacianej i przygotowała ją naszym gościom. To było niesamowite! Dziewczyna jedzie stopem przez pół Europy stopem i chce jej się jeszcze coś takiego robić.

9
Warszawa/123rf.com Warszawa/123rf.com

Wdzięczność największą nagrodą

Joanna, 22 lata, studentka anglistyki z Warszawy, korzysta z couchsurfingu od 5 lat.

To było w Polsce. Nie chciałam jechać sama, bo obawiałam się trochę. Więc pojechałam z koleżanką. Na koncert Radiohead do Poznania. Znalazłyśmy hosta, który zgodził się nas przenocować. Zostawiłyśmy bagaże i pobiegłyśmy na koncert. Wracałyśmy późno, koło 2. czy 3. w nocy. Nasz gospodarz czekał na nas, bo chciał porozmawiać. Gadaliśmy do rana. O wszystkim. Czuliśmy się jak starzy, dobrzy przyjaciele. To było niesamowite, że trzy zupełnie nieznane sobie osoby, które wcześniej wymieniły tylko kilka maili, rozmawiają, jakby się znały od lat.

Rano musiałyśmy wracać i bardzo tego żałowałyśmy. Nie dlatego, że nie zwiedzimy Poznania, ale że nie pogadamy dłużej z Marcinem. Bo nie chodzi o samo tylko podróżowanie, ale i o dowiadywanie się, jak żyją ludzie w rożnych częściach świata.

W maju pojechałam sama. Do Barcelony. Chciałam zobaczyć, jak żyją Katalończycy. Bardzo się stresowałam, bo nie mogłam znaleźć wolnej kanapy. W ostatniej chwili przed wyjazdem odezwał się do mnie mężczyzna. Był rozwiedziony i o 20 lat starszy. Zapaliło mi się czerwone światełko. Ale porozmawialiśmy kilka razy na skajpie, wymieniliśmy mailami i wydawało się, że jest wszystko w porządku.

Kiedy przyjechałam, okazało się, że nie ma go w domu. Była już 21. Zdenerwowałam się. Ale postanowiłam czekać. Przyszedł 1,5 godz. później. Przeprosił. Poczęstował winem i owocami, porozmawialiśmy. Po czym zaproponował, żebym spała nie na kanapie, ale na jednej połowie jego łóżka. Po raz drugi zapaliła mi się w głowie ostrzegawcza lampka. Kiedy grzecznie odmówiłam, okazało się, że nie mam pod czym spać, bo wbrew jego zapewnieniom, że użyczy koca, nie dał mi go. Było gorąco więc nie był to dramat. Nocowałam tam przez trzy noce i, mimo że miał jeszcze dwa inne pokoje z kocami, nie zaproponował mi tych miejsc. Spałam na kanapie bez koca.

Może w ten sposób próbował mnie przekonać, żebym jednak dzieliła z nim łóżko, bo proponował mi to jeszcze kilka razy. Ciągle też chciał iść ze mną tańczyć. Ja nie bardzo. Chciałam zwiedzać miasto. Pokazał mi faktycznie dużo, ale wciąż proponował te tańce. Na plaży. Kiedy odmawiałam, był bardzo rozczarowany. Ostatniej nocy oglądaliśmy razem mecz Realu Madryt z FC Barcelona. Na koniec zapytał, czy może mnie pocałować. Za przykładem koleżanki nosiłam na palcu pierścionek zaręczynowy, żeby odstraszać potencjalnych amantów.

Nie byłam zaręczona, ale skłamałam, że jestem. On na to, że to nie problem. Nic więcej się nie wydarzyło, ale tak się bałam, że do rana nie spałam. Do dziś nie wiem, co o tym myśleć. Nie napisałam żadnego komentarza na portalu. Bo nie wiem, jak to zrobić. Poza tymi incydentami nie mam temu człowiekowi nic do zarzucenia. Był gościnny, pokazał miasto, spędziliśmy przyjemnie czas. Ale oceny mają pomóc innym osobom w wyborze hosta. A ja po tych przygodach napisałam do dziewczyn, które były u tego Hiszpana, ale na portalu nie wspominały o niczym niepokojącym.

W prywatnej korespondencji przyznały, że z nimi próbował tych samych sztuczek. Chcę korzystać z couchsurfingu, ale nieprędko zdecyduję się pojechać sama. Bezpieczniej byłoby pewnie nocować u dziewczyny, ale nie ma ich zbyt wielu wśród couchsurferów oferujących noclegi. Ja przyjmuję gości.

Dwa lata temu gościłam kogoś po raz pierwszy i chciałam, żeby wszystko było perfekcyjne. Student z Litwy był u mnie trzy dni. Pokazałam mu wszystkie największe atrakcje Warszawy, przygotowałam na kolację tradycyjne polskie danie, które Donatas bardzo chwalił. Pojeździliśmy też po Pradze i innych mniej znanych turystycznie miejscach w stolicy, ostatniego dnia zrobiliśmy piknik. W zasadzie całe trzy dni spędziliśmy razem i było bardzo przyjemnie. Chętnie ugościłabym jeszcze kogoś, mimo że trzeba poświęcić sporo czasu. Ale wdzięczność tego chłopaka (i pozytywna opinia na portalu) była dla mnie wystarczającą nagrodą.

10
red. red.

Chiny od A do Z - promocja dla entuzjastów podróży

"Chiny od A do Z. Państwo Środka na każdą kieszeń" to książka dla ciekawych, jak funkcjonuje couchsurfing w odległym azjatyckim kraju. A dla turystów z żyłką globtroterów ? informacje o chińskich zwyczajach, historii Państwa Środka i samym Pekinie.

Dla ludzi kochających podróże couchsurfing stwarza zupełnie nowe możliwości. Pozwala nie tylko na poznanie mieszkańców i sekretów największych metropolii na świecie, ale również na zamieszkanie u mniej lub bardziej przeciętnego Francuza, Amerykanina, Rosjanina czy Chińczyka.
Z couchsurfingu korzystaliśmy od dawna, dlatego kiedy zdecydowaliśmy się na wyjazd do Chin, było jasne, że chcemy poznawać nie tylko ten fascynujący kraj, ale i jego mieszkańców.

Wakacyjna odyseja powiodła nas między innymi przez Pekin, Xi?an, Czengdu, Szanghaj i Region Autonomiczny Mongolii Wewnętrznej ? aż do granicy z Rosją ? i niemal na każdym kroku towarzyszyli nam chińscy przyjaciele, których zyskaliśmy dzięki couchsurfingowi. Miesiąc to z pewnością za mało, aby poznać tak rozległy kraj jak Chiny, lecz miesiąc spędzony w chińskich domach wystarczył, by poznać codzienne zwyczaje i zrozumieć, jak bardzo nasze europejskie myślenie o świecie i życiu jest odległe od myślenia chińskiego.

Chcielibyście zacząć przygodę z couchsurfingiem? A może jesteście ciekawi, jak funkcjonuje ta idea w odległym, azjatyckim kraju? Dowiecie się tego z naszej książki, a przy okazji zaczerpniecie garści informacji o chińskich zwyczajach, poznacie nieco historii i oprowadzimy was po Pekinie!

4 lutego na publio.pl przygotowaliśmy dla Was promocję -  książka będzie dostępna w cenie 9,90:

Promocja: "Chiny od A do Z"

 

11

Polecamy

12
Więcej na ten temat: couchsurfing, podróże
Komentarze
Troche smieszny ten chlopiec, co nie moze nikogo przyjac, bo mieszka u rodzicow i jakby sam mogl to i ta by sie bal... ale sam jezdzi na prawo i lewo... really?
już oceniałe(a)ś
12
2
Wierzcie lub nie, ale Couchsurfing zmienił moje życie. Dał opcje poznania ogromnej ilości tak fantastycznych ludzi jak nigdy wcześniej. Do tego stwarza możliwość odwiedzenia miast typu Singapur (www.vanillaisland.pl/2014/11/singapur-3/#more-86) czy Nowy Jork (zygzakiem.pl/gallery.jsp?name=new-york) nie płacąc przy tym fortuny i poznając najciekawsze miejsca, których nie znajdziesz w żadnym przewodniku. Najlepsza rzecz na świecie!
już oceniałe(a)ś
9
1
Trochę przerysowany ten świat 'ciekawych ludzi'. Rzeczywistość nie wyglada tak kolorowo,mało kto daje obcym klucze do mnieszkania itd. Poznałam wielu ciekawych ludzi w ten sposób goszcząc ich u siebie,ale kiedy sama potrzebowałam noclegu to nie spotkałam się z żadnym zaproszeniem kiedy pisałam do 12 dziewczyn w Australii.Wniosek=albo taki kraj, albo wina płci która woli gościc facetów. Jeśli dziewczyna obawia się o molestowanie to niech nocuje lub gości tylko kobiety.Ja tak robię. Faceci zbyt często szukają czegoś wiecej i nie zawsze maja czyste intencje,oczywiście nie wszyscy ale zdarza się. Couchsurfing jest fajny jeśli uda się poznać ludzi których możnaby uznać za przyjaciół. Sama idea taniego podrózowania to nie wszystko. Zresztą jak sie trafi na zboczeńca to może mieć opłakane skutki..
już oceniałe(a)ś
5
1
Wierzcie lub nie, ale Couchsurfing zmienił moje życie. Dał opcje poznania ogromnej ilości tak fantastycznych ludzi jak nigdy wcześniej. Do tego stwarza możliwość odwiedzenia miast typu Singapur (www.vanillaisland.pl/2014/11/singapur-3/#more-86) czy Nowy Jork (zygzakiem.pl/gallery.jsp?name=new-york ) nie płacąc przy tym fortuny i poznając najciekawsze miejsca, których nie znajdziesz w żadnym przewodniku. Najlepsza rzecz na świecie!
już oceniałe(a)ś
1
3
Same pozytywne opinie. Nic o negatywach, niebezpieczenstwach. Troche to wyidealizowane. Pływałem po rozlewiskach pełnych aligatorow w Magnolia Pak w Karolinie Południowej. Gość wypożyczajacy conoe zapytany czy to bezpieczne i czy nie można być pożartym odpowiedział ze jeszcze nie zdarzyło mu się aby ktoś przyszedł i narzekał.
już oceniałe(a)ś
0
0
Przewiń i czytaj dalej Wysokie Obcasy