"Wszystkie dzieci są zdolne" Gerald Huther

Zuzanna Ziomecka
Nasze pokolenie ma w rękach małych ludzi, którzy będą szalenie istotni w kształtowaniu przyszłości nie tylko naszego kraju, ale i ocieplającej się, zdestabilizowanej planety. Staną w obliczu potężnych wyzwań, których nie jesteśmy w tej chwili w stanie przewidzieć. Naszym zadaniem jest przypilnować, by nie poszły na konfrontację z tą nieznaną przyszłością uzbrojone tylko w leki na ADHD i przekonanie, że sukces oznacza idealny konformizm wobec systemu stworzonego 200 lat temu
"Wszystkie dzieci są zdolne" mat. prasowe

Ciężkie czasy dla dzieci

Coraz częściej słyszę, że żyjemy w ciężkich czasach dla dzieci. Odkąd posłałam swoje dzieci do szkoły, fascynuje i przeraża mnie ten temat. Patrzę na mojego syna i widzę, jak się męczy, jak walczy i traci zapał. Obserwuję córkę i płakać mi się chce, gdy już po miesiącu chodzenia do zerówki zgłasza bóle brzucha i sądzi, że sama jest winna temu, że Pani na nią krzyczy. Dlatego liczę godziny do premiery filmu dokumentalnego "Alfabet" o tym, jak szkoły zabiją w dzieciach kreatywne myślenie. Występuje w nim dwóch z moich ulubionych reformatorów: Sir Ken Robinson i Gerald Huther. Obaj patrzą na system edukacyjny z pełnym przekonaniem, że nie służy naszym dzieciom ani naszym społeczeństwom. Odwołując się do współczesnej wiedzy na temat faktycznych mechanizmów poznawczych człowieka i sposobu, w jaki utrwala wiedzę nasz mózg, ci oraz inni wybitni eksperci przepytani w filmie pokazują, jak bardzo szkoła stała się umieralnią potencjału naszych dzieci.

Nasze pokolenie ma w rękach małych ludzi, którzy będą szalenie istotni w kształtowaniu przyszłości nie tylko naszego kraju, ale i ocieplającej się, zdestabilizowanej planety. Staną w obliczu potężnych wyzwań, których nie jesteśmy w tej chwili w stanie przewidzieć. Naszym zadaniem jest przypilnować, by nie poszły na konfrontację z tą nieznaną przyszłością uzbrojone tylko w leki na ADHD i przekonanie, że sukces oznacza idealny konformizm wobec systemu stworzonego 200 lat temu!

Na szczęście jako rodzice mamy narzędzia. Walka o reformę systemu edukacyjnego to ważny temat, ale to, jak organizujemy dzieciom życie poza murami szkolnymi i jak je wychowujemy, ma równie istotny wpływ na ich wiarę w siebie, zdolność koncentracji i chęć poznawania świata. O tym, jak współczesność utrudnia dzieciom rozwój poprzez natłok bodźców, atrakcyjność wirtualnych doznań, tempo życia, niedobór czasu i uwagi dorosłych, opowiadała mi już trochę Maria Mach z krajowego Funduszu Na Rzecz Zdolnych Dzieci w wywiadzie pt. Szkoła zmienia młodego człowieka z pytającego w odpytywanego

Z perspektywy historycznej, społecznej i neurologicznej temat zgłębia niemiecki badacz mózgu Gerald Huther w swojej książce "Wszystkie dzieci są zdolne", która długo gościła na niemieckiej liście bestsellerów "Der Spiegel". By wprowadzić Was w jego unikalną diagnozę problemów współczesnych  dzieci oraz szkół, przygotowałam Wam dwa intrygujące fragmenty. Po przeczytaniu ich ufam, że spotkamy się na którymś z seansów filmu "Alfabet"  i razem zaczniemy naciskać na system edukacyjny by nie marnował wrodzonych zdolności naszych dzieci.


1
"Alfabet" mat. prasowe

Wielcy geniusze i kłopoty w szkole

WYBRANY FRAGMENT ZACZYNA SIĘ NA 17 STRONIE KSIĄŻKI

Thomas Alva Edison, jeden z największych wynalazców w historii, był zawsze najgorszym uczniem w klasie, nauczyciele Marcela Prousta uważali jego wypracowania za beznadziejne, Pablo Picasso nigdy nie mógł zapamiętać kolejności liter w alfabecie, Giacomo Puccini bez przerwy oblewał egzaminy, a Paula Cézanne'a nie przyjęto do akademii sztuk pięknych. Niełatwe jest także rozpoznanie u dzieci tych zdolności, dzięki którym w przyszłości przejmą funkcje kierownicze w polityce i w sektorze gospodarczym albo jako wybitne osobistości będą wzbudzać nasze uznanie swym zaangażowaniem i obroną wartości humanistycznych. Kto mógłby przypuszczać, że mały Nelson Mandela stanie się jedną z największych postaci w dziejach ludzkości, kimś na skalę Mahatmy Gandhiego? Tego Gandhiego, który o swoich latach szkolnych mówił, że to "najbardziej nieszczęśliwy okres w jego życiu". A czy coś wskazywało na to, że córka biednych rolników albańskich jako Matka Teresa będzie kiedyś wsparciem dla utrapionych? Albo że z małego, pulchnego Winstona wyrośnie wielki Churchill? Ci ludzie są jawnym dowodem na to, jak ogromne możliwości tkwią w każdym dziecku.

Wszyscy oni byli geniuszami, tak jak genialni byli Beethoven jako muzyk czy Henry Ford jako nowoczesny przedsiębiorca. Podobno Ford już w wieku siedmiu lat rozbierał zegarki na części, po czym skręcał je ponownie. Bez przerwy zajmował się majsterkowaniem i tak długo coś badał i konstruował, aż kiedyś w garażu stanął zmotoryzowany pojazd na czterech kołach - jego pierwszy samochód. Jeśli w biografii każdej z tych wyjątkowych postaci zaczniemy szukać momentu, w którym rozpoznano ich niezwykły potencjał i talenty przywódcze, dojdziemy do bardzo zaskakujących wniosków. Okazuje się, że żadna z tych osób nie osiągała nadzwyczajnych wyników ani w przedszkolu, ani w szkole, ani na studiach - jeśli w ogóle na takowe uczęszczali. Wręcz przeciwnie - w większości przypadków "wyróżniali się" tym, że we wszystkich placówkach edukacyjnych zdawali się być w niewłaściwym dla siebie miejscu.

Norweski kompozytor Edvard Grieg o czasach szkolnych nie wyrażał się zbyt pochlebnie: "Szkoła rozwinęła we mnie wszystko, co złe; dobre cechy pozostawiła nietknięte". Geniusze to zazwyczaj rzucający szkołę frustraci, pozbawieni motywacji studenci, introwertyczni dziwacy, płynący pod prąd nonkonformiści i wyłamujące się ze schematów jednostki. Nie odnoszą szczególnych sukcesów w szkole, nie zdobywają doskonałych dyplomów ani nie kończą studiów z najlepszym wynikiem. Niejednokrotnie ci, którzy wzbogacają dziś naszą rzeczywistość, nie mieli łatwego życia w dzieciństwie. Johna Lennona wyrzucono z przedszkola, a Woody Allen miał problemy w szkole, bo zajmowało go wszystko, tylko nie to, co mówili nauczyciele.

-> FRAGMENT KOŃCZY SIĘ NA NASTĘPNYM SLAJDZIE

2
"Alfabet" mat. prasowe

Kreatywność i upór kluczem do rozwoju

Podziwiane przez nas nadzwyczajne zdolności tych ludzi ujawniały się zawsze wtedy, gdy robili oni rzeczy, które sami uznali za ważne, a nie to, czego od nich oczekiwano. Salvador Dali całymi dniami rysował, a Pablo Picasso za nic w świecie nie chciał uczyć się matematyki. Geniusze w dzieciństwie malowali, zgłębiali otaczający świat, marzyli. Zaskakiwali przy tym rodziców, wychowawców i nauczycieli wytrwałością, kompetencjami i efektami swych działań. Wykazywali się silnym charakterem, byli konsekwentni, kreatywni i z uporem dążyli do celu, potrafili tak długo roztrząsać raz postawione pytanie, aż znaleźli odpowiedź. Byli po prostu sobą i starali się sprostać tylko tym wymaganiom, które sami sobie stawiali - i nigdy nie schodzili poniżej poziomu ustawionej przez siebie poprzeczki.

Jednak upór i silny charakter to cechy, których w szkole nie ocenia się pozytywnie. Zadanie nauczycieli polega na egzekwowaniu wymogów ustalonych przez program nauczania i porównywaniu wyników pracy jednego ucznia z osiągnięciami innych. Uczeń otrzymuje świadectwo z dokładnie wyliczoną średnią i jeśli jest ona zbyt niska, musi poprawić oceny przede wszystkim z tych przedmiotów, w których wykazał największe braki i których uczenie się jest dla niego najmniej przyjemne. Dlaczego bierze korepetycje z języka francuskiego, żeby poprawić stopień dopuszczający na dostateczny, a nie z angielskiego, z którego mógłby poprawić dobry na celujący?

To czysty absurd, żeby spędzać tyle czasu na uczeniu się tego, czego się nie potrafi, zamiast inwestować go więcej w doskonalenie tego, w czym jest się dobrym. W systemie edukacyjnym w ostateczności liczy się tylko jedno - wykazanie się odpowiednią średnią na świadectwie. Każdego, kto na początku wierzy, że sensem życia jest realizowanie wyższych celów, szkoła bardzo szybko nauczy przeciętności. Być może miał rację wielce utalentowany przedstawiciel oświecenia Georg Christoph Lichtenberg (autor sentencji: "Każdy błąd wydaje się niewiarygodnie głupi, gdy popełniają go inni"), gdy tak wypowiadał się na temat szkoły: "Obawiam się, że plonem nazbyt gorliwego wychowania są jedynie skarlałe owoce".

Wyniki funkcjonowania obecnego systemu szkolnictwa przez ostatnich kilkadziesiąt lat są raczej mierne. Ustalono kiedyś zakres wymaganej wiedzy, uczniowie w określonych odstępach czasu musieli udowodnić, że ją opanowali, a każdą poprawną odpowiedź potwierdzano oceną w dzienniku. Kto nie przynosił do domu najlepszych stopni, zostawał blacharzem samochodowym lub hydraulikiem; kto chciał zostać lekarzem, musiał "wkuwać". Rozwój osobowości i rozpoznawanie indywidualnego potencjału ucznia traktowano po macoszemu.

3
"Alfabet" mat. prasowe

Eureka! Dzieci nie są... dorosłe

WYBRANY FRAGMENT ZACZYNA SIĘ NA 77 STRONIE KSIĄŻKI

Zdolność uczenia się jest niczym prawo przyrody. Jednak proces uczenia się wymaga czasu, byśmy we własnym tempie i w odpowiedniej kolejności mogli zbierać nowe doświadczenia. Zanim zaczniemy chodzić, musimy opanować raczkowanie. Zanim nauczymy się mówić, musimy rozumieć, co oznaczają słowa wypowiadane przez innych ludzi.

Dzieci odkrywają świat w zabawie. Wypróbowują każdą najtrudniejszą nawet czynność aż do skutku, uczą się odnosić sukcesy i radzić sobie z porażkami. W ten sposób dojrzewa w nich świadomość, że mają w sobie potencjał być może przekraczający ich wyobrażenia. Uczą się same z siebie, niejako automatycznie. To doprawdy fascynujące, jak łatwe może być życie. Wystarczy poznać rządzące nim zasady, a wszystko staje się "dziecinnie proste".

Do momentu, w którym dziecko usłyszy, że ma się starać, musi być lepsze, powinno pracować jeszcze szybciej, dawać z siebie wszystko. A więc stara się, jak może, ale najwyraźniej to wciąż jest za mało. Powinno żyć "ponad swoje możliwości", ale w żadnym wypadku w zgodzie z własnymi potrzebami. Często musi wysłuchiwać, że ktoś tam "wie już najlepiej, co jest dla niego dobre". Przejmuje doświadczenia i pragnienia innych ludzi. Ale umniejszanie wagi własnych przeżyć to początek konformizmu. Nagle życie przestaje być dziecinnie proste ? nic nie dzieje się już samo z siebie, nic nie jest już takie oczywiste.

To doprawdy absurdalna sytuacja: trudno wyobrazić sobie lepsze warunki startowe - dzieci przychodzą na świat z fenomenalnymi uzdolnieniami, mają w sobie silną wolę życia i ogromną potrzebę jak najlepszego rozwijania swojego potencjału. Są bardziej uważne niż dorośli, mają bogatszą wyobraźnię i potrafią zachwycić się same sobą. Gdyby dzieci miały możliwość udzielania lekcji uważności, wielu fachowców straciłoby w Niemczech pracę. Dzieci są lepszymi obserwatorami, żyją intensywniej i nie mają żadnych oporów. Mówią to, co myślą, stawiają niewygodne pytania, postępują zgodnie ze swym wewnętrznym głosem. W porównaniu z nimi my dorośli wypadamy naprawdę żałośnie. Dlaczego więc za wszelką cenę próbujemy je upodobnić do nas?

-> FRAGMENT KOŃCZY SIĘ NA NASTĘPNYM SLAJDZIE

4
"Alfabet" mat. prasowe

Musimy się zbuntować

Czyżbyśmy bali się spojrzeć w lustro ich czystych, wolnych oczu? Z jednej strony współczesny świat otwiera przed dzieckiem ogromne możliwości. Nie ma dziś rzeczy niemożliwych, codzienność pełna jest ofert, o których naszym rodzicom nawet się nie śniło. Wszystko, co wykonalne, natychmiast zostaje zrealizowane. Z drugiej strony w wielu przypadkach dostęp dziecka do zdobyczy naszej cywilizacji jest mocno ograniczony. Przyczyny takiego stanu rzeczy są wielorakie: coraz więcej rodzin jest w trudnej sytuacji materialnej, w miastach ubywa wolnej przestrzeni, każdy zakątek został już wykorzystany, urzeczywistnianie własnych pomysłów staje się coraz trudniejsze.

Postęp ostatnich kilkudziesięciu lat sprawił, że zbieranie własnych doświadczeń nie wymaga dziś zbyt wielkiego wysiłku. Wszystko mamy w zasięgu ręki - posortowane, ładnie poukładane i podane na tacy. Samodzielne uczenie się życia powoli zaczyna przybierać charakter luksusu. Wyrobienie sobie własnego zdania na jakiś temat nie jest łatwe, wszystko okazuje się już określone i opisane. Przed wynalezieniem telewizji człowiek, chcąc przeżyć coś ciekawego, musiał ruszyć się z domu. W erze komputerów nawet nie musi wychodzić z własnego pokoju ? właściwie w ogóle nie musi wstawać z krzesła. Życie nabrało zupełnie nowej jakości. Jej wpływ na naszą codzienność - i na rozwój naszych dzieci - powoli zaczyna docierać do świadomości współczesnego człowieka.

Co możemy więc zrobić? Jeżeli zależy nam na lepszej przyszłości naszych dzieci, nie możemy pozostać obojętni - musimy się zbuntować. Musimy obudzić w sobie rodzicielską złość, sprzeciwić się obecnej sytuacji z taką stanowczością, z jaką przecież kiedyś, jako dzieci, potrafiliśmy bronić swoich racji. Otaczający nas świat - świat, w którym wyrastają nasze dzieci - staje się coraz bardziej kompleksowy. Tylko w naszych szkołach z rozpaczliwą uporczywością pielęgnuje się dotychczasowe metody nauczania. Przekazywana w nich wiedza i nabywane w procesie edukacyjnym doświadczenia nie wystarczają już dziś do tego, by przygotować dzieci i młodzież do wyzwań, jakim będą musieli stawić czoła.

Dzisiejsza szkoła, w której liczy się w pierwszej linii walka o jak najlepsze stopnie i konkurencja między uczniami, systematycznie zabija w młodych ludziach cechy potrzebne do rozwiązywania zadań przyszłości ? ufność, kreatywność, odwagę, upór, poczucie odpowiedzialności i świadomość społeczną. Konstytucyjnym obowiązkiem szkoły jest wychowanie dzieci na dojrzałych i odpowiedzialnych obywateli zdolnych do aktywnego uczestniczenia w życiu społecznym. Temu zadaniu system edukacji może sprostać jedynie dzięki zapewnieniu uczniom jak najszerszych możliwości rozwijania własnych talentów i kształtowania silnego charakteru.

Dzisiejsze szkolnictwo jednak wciąż nastawione jest przede wszystkim na przekazywanie wiedzy i rozwijanie określonych umiejętności oraz dokonywanie selekcji na podstawie kryteriów rodem z minionej epoki. W efekcie coraz więcej dzieci nie wykorzystuje swojego naturalnego potencjału. Radości wynikającej z uczenia się nie można ani odgórnie zarządzić ani wymusić. Można ją jedynie w dziecku rozbudzić. Słowa klucze umożliwiające wzniecenie entuzjazmu w każdym człowieku ? bez względu na jego wiek i liczbę negatywnych doświadczeń - brzmią bardzo prosto: zapraszamy cię do wspólnych działań, będziemy cię wspierać i inspirować w odkrywaniu świata, pomożemy ci znów odnaleźć radość uczenia się.

Każde dziecko musi otrzymywać od nas potwierdzenie, że jest całkowicie akceptowane i że "do czegoś się nadaje". Musi wiedzieć, że wykorzystując swoje talenty i umiejętności, jest w stanie dokonać wspólnie z innymi rzeczy, których osiągnięcie w pojedynkę nigdy nie byłoby możliwe.

ZAPRASZAMY NA PREMIERĘ FILMU DOKUMENTALNEGO "ALFABET" - OD 17 PAŹDZIERNIKA W KINACH.

5

Polecamy

6
Więcej na ten temat: książki, które warto przeczytać
Przewiń i czytaj dalej Wysokie Obcasy