W sercu dżungli, z widokiem na pole ryżowe i poranną jogą. Cyfrowe nomadki pracują skąd chcą i żyją jak królowe

Monika Redzisz
Nie wyobrażają sobie pracy w firmie, która nie pozwala na pracę zdalną - czy to z domu, czy to z drugiego końca świata. Siedzieć przy jednym biurku przez cały rok? Po co, jeśli są setki technologii, które umożliwiają pracę online [ZOBACZ GALERIĘ]
Fot. Archiwum prywatne Fot. Archiwum prywatne

Mamy tu jogę, medytacje i ludzi, którzy inspirują

Tekst pochodzi z magazynu "IT GIRLS"

Katarzyna Triantafelo: Budzę się rano i pierwsze, co widzę, to zieleń. Ta zieleń powoduje, że od razu chce mi się wstać, tryskam energią. Tuż obok naszego ogrodu jest dżungla; małpy psotnice ciągle nam coś kradną. Za rogiem są pola ryżowe, na horyzoncie widać wulkan - mówi Kasia Triantafelo, business developer manager Hubud - coworking space na Bali (Hubud.org).

Hubud to miejsce, gdzie ludzie z całego świata mogą wynająć sobie biurko do pracy z dostępem do wi-fi i pracować online. Dzień kosztuje 20 dol., miesiąc - 275. Każdego dnia siedzi się koło innej osoby. Jednego dnia obok Hiszpanki, która buduje aplikacje pomagające ocenić płodność, drugiego - obok indonezyjskiego architekta specjalizującego się w budowlach z bambusa, trzeciego - obok dziewczyny ze Stanów, która rzuciła pracę w banku i została sugar coachem. Łączy ich jedno - wolność mieszkania i pracy tam, gdzie się im podoba. Hubud to dużo więcej niż miejsce do pracy. Mamy tu jogę, medytacje, warsztaty, a przede wszystkim ludzi, którzy każdego dnia cię inspirują, wspierają, od których możesz się wiele nauczyć. Każdy może tutaj dać wykład o tym, na czym się zna. W zeszłym roku zrobiliśmy 430 takich eventów; przez dziesięć lat pracy w NGO-sach w Polsce tyle się nie nauczyłam, ile tu, słuchając tych wykładów.

W Polsce zajmowałam się komunikacją i marketingiem m.in. w Szlachetnej Paczce. W Hubud zajmuję się rozwojem firmy, m.in. wdrażając nowe technologie. Nazywają mnie: secret weapon - tajna broń. Czyli: jak nie wiadomo co zrobić, załatwi to Kasia. Jeśli potrzeba nam jakiegoś nowego narzędzia, technologii, to jestem tą osobą, która jej szuka, znajduje, poznaje i wdraża. Dopiero tutaj odkryłam, że mam takie umiejętności - że szybko się uczę i dostosowuję do nowej sytuacji. I że są to bardzo cenione umiejętności na rynku pracy.

Jest parę umiejętności, które umożliwiają pracę online - programowanie, projektowanie graficzne, coaching, copywriting, fotografowanie. Ale kiedy tu przyjechałam, żadnej z tych rzeczy nie umiałam. Miałam za to motywację i głowę pełną pomysłów. To był taki czas, kiedy wszystko mi się zawaliło. Rozwiodłam się i czułam, że muszę coś radykalnie w swoim życiu zmienić. Na TEDxKraków poznałam Polkę, która założyła na Bali organizację pozarządową o nazwie "Kopernik" i pomaga potrzebującym w Azji. Napisałam do niej mejla, pogadałyśmy na Skypie; tydzień później miałam już bilet w kieszeni.

Wtedy, pracując dla Kopernika, po raz pierwszy trafiłam do Hubud. Kiedy po półtora roku skończył mi się kontrakt w Koperniku, byłam już pewna, że nie chcę mieszkać w jednym kraju, a za granicę wyjeżdżać tylko raz na rok, na dwutygodniowy urlop. Pojechałam do Krakowa tylko po to, żeby sprzedać mieszkanie i pozbyć się kredytu. I wróciłam na Bali.

Hubud dopiero raczkował. Był pierwszym coworkingiem na Bali, pracowaliśmy w sześć osób. Ale rozwijał się błyskawicznie. Przez kolejne cztery lata przewinęło się przez Hubud 7 tys. osób z ponad 70 krajów. Cyfrowi nomadzi lubią Azję, bo koszty życia są tu niskie.

Praca zdalna to przyszłość. Nie wyobrażam sobie już teraz pracy w firmie, która nie pozwala mi na pracę zdalną - czy to z domu, czy to z drugiego końca świata. Siedzieć przy jednym biurku przez cały rok? Po co, jeśli są setki technologii, które umożliwiają pracę online. Ja 40 proc. mojego czasu spędzam poza Bali. Podróżuję po Azji, odwiedzam Polskę - nie przerywając pracy.

Dla młodszego pokolenia to jest już oczywiste. Coraz częściej przyjeżdżają tu młodzi ludzie zaraz po szkole średniej i pracują dla start-upów. Ja w ich wieku dopiero szłam na studia, które mi się do niczego potem w życiu nie przydały. Patrzę na tych 19-20-latków i myślę sobie: "Jezu, dlaczego ja na to nie wpadłam, kiedy byłam w ich wieku!". Jeszcze długo nie wiedziałam, czym się chcę zajmować. Oni wyjeżdżają stąd po kilku miesiącach naładowani pomysłami; często wiedzą już, czego chcą od życia. Mnie to zajęło ładnych parę lat. I parę kolejnych, zanim uświadomiłam sobie, że nie muszę czekać na emeryturę, żeby podróżować po świecie. Byłam taką typową Polką, która zaczynała dzień od narzekania na pogodę; tu nie pamiętam, kiedy ostatnio narzekałam... Wiem, że to ja decyduję o tym, co robię i gdzie jestem. Kiedy mam chwilowo dosyć Bali - wyjeżdżam.

Bycie cyfrowym nomadą jest piękne. Jest może jeden minus - ulotność relacji. Spotykam kogoś ciekawego, widujemy się codziennie, razem pracujemy. Ale wiem, że on za miesiąc wyjedzie. Czasem więc myślę: "Kurczę, czy ja chcę znowu inwestować w relację, która się zaraz skończy?". Ale potem odnajdujemy się gdzieś w świecie. W zeszłym roku byłam w Kambodży, Tajlandii, Holandii, Polsce, Wietnamie, i Indiach. Pisałam na FB: Hej, Hubudians, kto z Was jest w tym mieście? Odzew był od razu; moi ludzie są chyba wszędzie. Plemię Hubudians.

1
Fot. Archiwum prywatne Fot. Archiwum prywatne

Podróżuję z Tinderem: przyjechałam do Barcelony, zalogowałam się i 5 min później umówiłam się na kawę

Justyna Janczyszyn: Teraz jestem w Barcelonie, miesiąc temu byłam na Teneryfie, jeszcze wcześniej w Lizbonie, w tym czasie skoczyłam na wakacje do Australii. Pracuję zdalnie dopiero od listopada. Staram się być raczej w bliskiej Polsce strefie czasowej, żeby zdzwaniać się bez problemu z moim teamem. Poza tym mam dwa kryteria wyboru miejsca: po pierwsze, żeby zimą było ciepło, po drugie, żeby można było surfować - mówi Justyna Janczyszyn, programistka.

Od zawsze chciałam podróżować i pracować zdalnie. Jestem w tej fortunnej sytuacji, że mam zawód, który na to pozwala. Od trzech lat pracuję dla polskiej firmy 10Clouds; zajmuję się programowaniem w Pythonie strony serwerowej dla aplikacji webowych i mobilnych. Do niedawna pracowałam dla nich w Warszawie. Lubiłam tę pracę, miałam bardzo fajny zespół, więc to nie było tak, że chciałam od tego uciec. Ale zawsze ciągnęło mnie do tego, żeby pomieszkać w innych miejscach na świecie, posmakować nowych krajów i wybadać, który by mi najbardziej pasował. Pogadałam więc z moimi szefami - nie robili problemu.

Pracuję tak samo i tyle samo co w Warszawie - plus minus 8 godz. Ważne dla mnie jest to, żeby znaleźć dobre miejsce do pracy, gdzie jest dobry internet i gdzie można się skupić. Na Teneryfie siedziałam w cudownej bibliotece czynnej przez całą dobę, w Lizbonie - w coworku.

W Barcelonie i Lizbonie dużo się dzieje - jest mnóstwo start-upów, coworków, meet-upów. Podróżuję sama, nie muszę się do nikogo dostosowywać. Nie mam tu znajomych, więc łatwiej mi się otworzyć, wyjść do ludzi. Podróżuję z Tinderem: przyjechałam do Barcelony, zalogowałam się i 5 min później umówiłam się z kimś na kawę. Wszystko ma swoje plusy i minusy. Brakuje mi znajomych z Warszawy, za to mam szansę na poznanie nowych miejsc, i to nie z perspektywy turysty, tylko osoby, która tu mieszka. Lubię usiąść sobie w knajpce nieodwiedzanej przez turystów i poczuć się jak lokals.

A za miesiąc jadę do Berlina.

2
For. Archiwum prywatne For. Archiwum prywatne

Nie wiem, gdzie będę za tydzień ani za pięć lat, i jestem szczęśliwa

Agnieszka Lewandowska: Pierwszy przystanek: Indie. To niesamowite, że nagle mogę spać do woli. Mogę się wreszcie wyspać! Moi polscy klienci obudzą się dopiero za 7 godz. Mam za sobą intensywny czas w Polsce: ciągle w biegu, tyle spraw do załatwienia, tylu ludzi do spotykania. Szum informacyjny.

Śmiać mi się chciało, gdy sobie przypomniałam, jak bardzo się bałam tego wyjazdu - opowiada Agnieszka Lewandowska. - Dzikie kraje to w dzisiejszych czasach w dużej mierze fikcja. Do podróży po Azji wystarczy paszport, komórka, karta kredytowa; wszystko, czego mi trzeba, dostępne jest na miejscu.

W podróży odkryłam dwie rzeczy: że życie jest proste - niewiele mi do życia potrzeba. I że ja nie muszę wszystkiego wiedzieć. Nie wiem, gdzie będę za tydzień ani za pięć lat, i jestem szczęśliwa, że nie wiem. Fajnie jest nie wiedzieć. Wtedy łatwiej otworzyć się na nowe.

Mój zawód objawił mi się trochę przez przypadek. W 2004 r. podczas studiów na pedagogice trafiłam na praktyki do miesięcznika parentingowego. Ponieważ okazałam się najmłodszą osobą w redakcji, zostałam oddelegowana do działu internetowego. Okazało się, że to jest to, co mnie kręci. Od tej pory pracowałam w spółkach technologicznych, m.in. dla Rafała Agnieszczaka, współtwórcy serwisu Fotka.pl. W 2009 r. zaangażowałam się w tworzenie pierwszej polskiej szkoły start-upów; kiedy rok później powstała fundacja Startup School, zostałam jej prezesem. Pracowałam z ponad setką zespołów - pomagałam im przejść od momentu pomysłu na biznes internetowy aż do samodzielnie działającej spółki.

Brakowało mi jednak doświadczenia zagranicznego. W zeszłym roku dołączyłam więc do zespołu, który miał się zajmować biznesami międzynarodowymi; projekt co prawda został zawieszony, ale ja uświadomiłam sobie wtedy, że chcę wyjechać w długą podróż. Tylko jak?

Jestem typowym przedstawicielem mojego pokolenia - mam kredyt hipoteczny i muszę mieć ciągłość finansową. Oszczędności nie miałam zbyt wiele, poszłam więc do zaprzyjaźnionej firmy - interaktywnej agencji graficznej - i mówię: "Panowie, szukam pracy. Gdybyście znali klienta, który potrzebuje biznes-developementu, ale zdalnie - to ja jestem". W ciągu tygodnia miałam klienta. Wyjechałam razem z moim chłopakiem, który jest grafikiem i także może pracować zdalnie. Indie, Malezja, Indonezja, Tajlandia, Wietnam, Kambodża, Bali. Co tydzień lub dwa zmienialiśmy miejsce, chyba że akurat potrzebowaliśmy zostać gdzieś dłużej i się polenić. Wypracowaliśmy swoją rutynę: przedpołudnia mieliśmy na zwiedzanie, pracę zaczynaliśmy o 15-16, bo wtedy budziła się Polska. Pracowaliśmy przez cztery godziny, a wieczorem wychodziliśmy na miasto coś zjeść.

Po pół roku zaczęłam tęsknić. Był już październik, a tu 30 stopni Celsjusza. Miałam ochotę poczuć chłód, owinąć się kocykiem, napić gorącej herbaty i poczytać papierową gazetę. Stęskniłam się za rodzicami, przyjaciółmi, moimi kotami. Więc wróciliśmy.

Jestem COO (dyrektor operacyjny) w CupSell - platformie technologicznej, która pozwala na sprzedaż koszulek z własnym nadrukiem. Trzy dni w tygodniu jestem w biurze w Poznaniu, pozostałe dni pracuję zdalnie z domu. Po pół roku w Azji delektuję się polską lokalnością. Żyjemy w tej naszej Europie jak pączki w maśle i dopiero w Azji uświadomiłam sobie, jak my tu mamy dobrze. Myślimy, że to jest takie naturalne i oczywiste, ale to nie jest ani naturalne, ani oczywiste. Ja zawsze uczyłam się organoleptycznie; mogłam sobie czytać reportaże o Kambodży, ale dopiero kiedy sama tam pojechałam, naprawdę zrozumiałam to, o czym czytam.

3
Getty Images Getty Images

Spróbowałam i życia stacjonarnego, i nomadycznego. Świadomie wybieram to drugie

Sonia Pańta: Zanim pojawiła się Marysia, każde z nas podróżowało na swój sposób - mówi Sonia Pańta.

- Marcin podróżował od zawsze. Jest tłumaczem, nigdy nie pracował na etacie, nigdy nie chodził do biura, zarabiał tak, żeby praca nie kolidowała z jeżdżeniem po świecie.

Ja przez dziesięć lat pracowałam na etacie, w biurze od-do. Byłam project managerem, zajmowałam się PR. Wyjeżdżałam na tyle, ile miałam urlopu.

Kiedy pojawiła się Marysia, podróżowaliśmy nadal, z nią u boku. Nasz styl podróżowania zmienił się siłą rzeczy. Zwolniliśmy tempo, z pewnych rzeczy rezygnowaliśmy, ale też zyskaliśmy coś w zamian - byliśmy razem. Coraz częściej myśleliśmy o tym, by wyjechać na dłużej. Gdy pożegnałam się z etatem, wiedziałam, że nie ma sensu szukać kolejnego, że to jest ten moment.

Marysia miała 3,5 roku. Pojechaliśmy na pół roku do Bangkoku. Staraliśmy się wszystko tak zaplanować, żeby nasze potrzeby były spełnione. Wynajęliśmy domek z ogródkiem, basenem, gdzie znaleźć można było towarzystwo rodzin z dziećmi. Nie zakładaliśmy, że będzie tak a tak; po prostu chcieliśmy spróbować: zobaczmy, czy tak się da żyć, czy tak się da pracować, czy nie ucierpi nasz związek, jak będzie wyglądało wychowanie Marysi. Okazało się, że wszystko gra. Pracujemy, zarabiamy, z Marysią nie ma żadnych problemów. Zwiedziliśmy też Singapur, Filipiny i Malezję, mając stały dom w Bangkoku. Byłam szczęśliwa, że scenariusz przez nas wymyślony jest realny i że dobrze się z tym czujemy.

W tej chwili mieszkamy na Bali i nie są to długie wakacje. Marcin ma firmę tłumaczeniową. Pracuje w podobnym trybie jak w Polsce. Rano wstaje, rozkłada komputer i zabiera się do pracy. Ja zajmuję się fotografią wnętrz. Jest tu na to spore zapotrzebowanie - liczba willi do wynajęcia, które wymagają porządnego obfotografowania, jest olbrzymia. Pracuję najczęściej dla Airbnb.com, nawiązałam z nimi kontakt jeszcze w Polsce, kiedy dopiero wchodzili na polski rynek.

Poza tym jestem nauczycielką Marysi. Kiedy Marysia zbliżała się do wieku szkolnego, postanowiliśmy, że zajmę się jej edukacją. Dzięki temu możemy podróżować, a Marysia ma najlepszą szkołę, jaką może sobie dziecko wymarzyć. Ma teraz siedem lat, jest w II klasie. Edukacja domowa jest fantastycznym rozwiązaniem, ale jest też coraz większym wyzwaniem. Cały czas ją obserwujemy: czy to jej nie szkodzi, czy ona się z tym dobrze czuje, jak zmieniają się jej potrzeby. Na pewno coraz bardziej potrzebuje rówieśników i o tym musimy pamiętać, wybierając miejsce zamieszkania.

W maju co roku wracamy do Polski i Marysia idzie do swojej szkoły rejonowej w Łodzi. Ma swoją klasę, przyjaciół, wychowawczynię. Pani poświęca zawsze lekcję na to, żeby Marysia opowiedziała dzieciom, gdzie była, co robiła, co widziała. Choć scenariusz się sprawdza, zastanawiamy się, czy jednak gdzieś nie osiąść i nie posłać jej do międzynarodowej, anglojęzycznej szkoły.

Wiele osób nas nie rozumie. "Po co ciągle wyjeżdżacie? - pytają. - Przecież macie w Polsce mieszkanie, rodzinę, przyjaciół". Ja spróbowałam i życia stacjonarnego, i nomadycznego. Świadomie wybieram to drugie. Dla siebie, dla swojej rodziny, dla dziecka. Nie ma sensu wymieniać, co moje dziecko może przez to stracić, bo mogę wymienić równie długą listę tego, co zyskuje. Kwestia wyboru swojej drogi.

4
Fot. Archiwum prywatne Fot. Archiwum prywatne

Praktyczny przewodnik: Gdzie znaleźć pracę nomadki

Najwięcej ofert pracy zdalnej znajdą programiści i graficy komputerowi. Ale jest też praca w tłumaczeniach, marketingu, consultingu, edukacji, pisaniu lub redagowaniu tekstów i innych. Najbogatszym źródłem ofert są serwisy zagraniczne. Warunek: biegła znajomość angielskiego.

"Forbes" co roku publikuje listę stu najlepszych firm zatrudniających zdalnie. Na czele listy w 2016 r. byli LiveOps, TeleTech, Amazon, Dell czy IBM.

* Na Remote.com można przeszukiwać aktualne oferty pracy zdalnej, takie jak: programista, designer, tłumacz, wirtualny nauczyciel, coach, psychoterapeuta, specjalista od HR lub marketingu, sprzedawca, copywriter. Podobnych bezpłatnych serwisów jest więcej, m.in. Weworkremotely.com, Remotive.io, Skipthedrive.com, Workingnomads.co, Jobspresso.co, Outsourcely.com.

* Flexjobs.com - tu znajdziemy niemal 30 tys. ofert pracy zdalnej w 4,4 tys. firm i aż w 55 kategoriach. Dostęp do pełnej listy i możliwość aplikowania kosztują ok. 15 dol. miesięcznie.

* Wfh.io skupia się na ofertach pracy dla programistów, na stanowiskach informatycznych i technicznych; Europeremotely.com - także, ale wyłącznie w europejskiej strefie czasowej. Skillcrush.com podaje także listę firm, które zatrudniają zdalnie. Dribbble.com to strona dla webdesignerów i grafików.

+ Ciekawym portalem jest Angel.co, który oferuje pracę wyłącznie w start-upach - blisko 24 tys. na całym świecie. Można wybrać start-upy zajmujące się np. dronami albo te, którymi kierują kobiety.

* Portale adresowane do freelancerów: Freelancer.com (ponad 13 mln użytkowników), Fiverr.com, Freelancermap.com, Upwork.com. Oferty pracy od programowania przez porady dietetyczne, tłumaczenia po marketing i finanse.

Jest też polski portal: Freelanceria.pl. Wiele ofert dotyczy pracy zdalnej. Pracodawca wystawia ogłoszenie, określa maksymalny budżet, czas i miejsce realizacji zlecenia, a zarejestrowani freelancerzy konkurują o interesującą ich pracę.

5
. .

IT GIRLS

Tekst pochodzi z magazynu "IT GIRLS" poświęconego kobietom i technologii. A w nim m.in: ranking 15 najbardziej wpływowych Polek w technologiach i 10 wschodzących gwiazd, próba odpowiedzi na pytanie, dlaczego w technologii jest tak mało kobiet, teksty poradnikowe (wśród nich, jak założyć e-sklep oraz jak na macierzyńskim zbudować biznesy technologiczne), psychologiczne. A na okładce Susan Wojcicki -  była dyrektorka marketingu Google i obecna CEO Youtube'a, jedna z najbardziej wpływowych kobiet w technologii worldwide.

"IT GIRLS" od 9 maja do kupienia w salonach prasowych oraz na kulturalnysklep.pl

6
Więcej na ten temat: it girls, kariera, podróże, praca
Komentarze
Zaskakują mnie te negatywne komentarze poniżej. Pracuję zdalnie od ponad pół roku i kilka razy korzystałam z dobrodziejstw swobodnego przemieszczania się - na przykład pracowałam z Azji, z Norwegii albo latem z Beskidów. Nauczyłam się w tym czasie ogromnej samodyscypliny, rozmawiam codziennie przez skypa z ludzmi z całego świata, dla nich nie ma znaczenia skąd pracuję. Liczy się efekt mojej pracy, a nie to skąd jestem i gdzie siedzę przy biurku.Do tego też kiedy mój mąż zmienia pracę, mogę w ciągu jednego dnia bez rozterek spakować się i pojechać z nim, bo ja nie muszę zmieniać pracy. Po co ktoś miałby upierać się na codzienne chodzenie do biura jeśli nie jest to niezbędne żeby wykonać robotę? Z mojego doświadczenia praca zdalna i wyjazdy (samodzielne) są świetne i dla kobiety, i dla związku! ps. Koleżanki - matki małych dzieci jeśli mogą, też często korzystają z pracy zdalnej stacjonarnej i wyjazdowej. A protezą szczęścia to chyba właśnie jest dla co niektórych krytykowanie szczęśliwych kobiet na forach :)
już oceniałe(a)ś
5
0
Proteza szczęścia. Nic więcej. Siedzi się na Bali i codziennie czyta się wszystkie niusy z Polski i śledzi fb. A potem przychodzi po kilku latach wielka frustracja. Bo dziecko i takie tam
@wwo Za to na miejscu mamy prawdziwą, żywą kończynę szczęścia. Z gangreną.
już oceniałe(a)ś
1
0
@wwo Zazdrosc az boli?
już oceniałe(a)ś
2
0
@ostatnileming A czegóż zazdrościć? Zwiania na koniec świata?
już oceniałe(a)ś
0
2
To bardzo fajne, żeby jeszcze było wiadomo, o co tu chodzi poza rozkosznym uczuciem. Mianowicie, kto płaci, jakie 'technologie', do czego i dla kogo ta szczęśliwa osoba wdraża, takie tam szczegóły.
@jamci44 Oj, pytasz o takie abstrakcje? Za dużo wymagasz od osoby, dla której trwałe relacje nie są czymś ważnym.
już oceniałe(a)ś
0
0
Przewiń i czytaj dalej Wysokie Obcasy