Nauczmy się buntować

1/8
Nauczmy się buntować

RYSUNEK MAGDALENA KARPIŃSKA

Rozmowa ze światowej sławy pedagogiem i terapeutą Jesperem Juulem

Nauczyciele, uczniowie i rodzice powinni razem wyjść na ulicę i zaprotestować przeciwko obecnemu systemowi szkolnemu. Jeśli kiedyś do tego dojdzie, wstanę i pójdę razem z nimi? - napisał pan kiedyś. To nadal aktualne?

W wielu krajach, niestety, tak. Sytuacja jest dramatyczna m.in. w Niemczech, w Austrii, we Francji, w Polsce, z tego, co słyszę, również. I wymaga radykalnej zmiany, bo ten system, który jest, nikomu już nie służy. Ani dzieciom, ani nauczycielom, ani rodzicom. Ten opresyjny i przestarzały pomysł na edukację jest oparty na hierarchii, władzy i bezwzględnym posłuszeństwie. Wymyślono go po to, żeby dostarczyć państwu uległych obywateli, którzy będą karnie wykonywać polecenia w halach fabrycznych, ale czasy się zmieniły.

Zamiast fabryk mamy korporacje.

I te korporacje dzisiaj nie chcą już posłusznych wykonawców rozkazów, tylko ludzi z inwencją, którzy potrafią myśleć nieszablonowo i samodzielnie podejmować decyzje.

Co jeszcze uległo zmianie?

Sposób, w jaki rodzice odnoszą się do dzieci. Coraz częściej mają z nimi autentyczny, a nie pozorny kontakt. Zmieniły się też same dzieci, które - podobnie jak 30-40 lat temu kobiety - domagają się swoich praw do głosu, szacunku, decydowania o tym, co dla nich ważne. To oczywiście budzi sprzeciw i opór, tak jak budziło, kiedy kobiety się emancypowały, bo nikt, kto ma władzę, nie lubi się nią dzielić. Szkoła więc dalej obstaje przy swoim. Udaje, że to wszystko się nie dzieje. Nadal przypomina fabrykę z czasów industrializacji. I w takim wydaniu jest toksyczna.

Mówiąc "szkoła", co pan ma na myśli?

To oczywiście znacznie więcej niż nauczyciele, wśród nauczycieli jest wielu wspaniałych pedagogów. To cała struktura, którą tworzą nauczyciele, rodzice i dzieci razem. Ale przede wszystkim szkoła jest tworem politycznym i bardzo skutecznym narzędziem w rękach decydentów, którzy wykorzystują ją do swoich gierek w walce o następną kadencję. To widać w wielu krajach - co rząd, to nowy pomysł na edukację. Jednego dnia nauczyciele są przedstawiani jako bohaterowie, innego są kozłami ofiarnymi, w zależności od politycznego widzimisię. I dopóki rodzice i nauczyciele biorą się za łby i obwiniają się nawzajem, politycy mogą spać spokojnie.

Dlaczego?

Bo w ten sposób nie muszą się zajmować tym, czym powinni, czyli pracą nad spójną wizją edukacji. "Jaki jest nasz cel pedagogiczny?", "Jakich obywateli chcemy wykształcić?", "Posłusznych wykonawców czy ludzi krytycznych, kreatywnych, odpowiedzialnych za siebie?", "Zdrowych psychicznie, z poczuciem własnej wartości i kompetencjami do budowania relacji czy niepewnych i niezdolnych do empatii i współpracy?". Ministerstwo Edukacji w Polsce powinno mieć taką wizję. Ma ją?

Obserwując to, co się dzieje w ciągu ostatnich kilkunastu lat, mam wiele wątpliwości.

Kiedy brakuje wizji, w jej miejsce wchodzi biurokracja, kontrola, sankcje, całe to g... Dlatego trzeba uświadomić władzom, jak bardzo szkoła potrzebuje reform. Nie w sposobie nauczania matematyki czy polskiego - chociaż one też są ważne - ale przede wszystkim reform, które będą dotyczyć tego, jak ludzie w szkole się traktują i jak są traktowani. W Danii to się stało jakieś 30 lat temu. Efekt jest dzisiaj taki, że kiedy podejmowane są ważne decyzje w sprawach edukacji, w parlamencie obok przedstawiciela ministerstwa, przedstawiciela związku nauczycieli jest również obecny przedstawiciel związku uczniów. Notabene, od jakichś 20 lat to same dziewczynki - bardzo elokwentne, świetnie przygotowane, prawdziwe partnerki w negocjacjach.

A wie pani, od czego się to zaczęło?

Nie.

Od zmiany prawa. Politycy w wyniku przemian społecznych zrozumieli wreszcie, że dziecko jest człowiekiem, z którym należy się liczyć, i że szkoła powinna odpowiadać nie tylko za poziom nauczania, ale również za rozwój psychospołeczny dziecka.

Jednak czy to nie powinno być przede wszystkim zadanie rodziców?

Oczywiście, ale nie tylko. Proszę policzyć, ile godzin dziennie dzieci spędzają w szkole. Proszę to teraz pomnożyć przez te 11-12 lat. Dzieci w Skandynawii pomiędzy pierwszym a 15. rokiem życia spędzają w żłobkach, przedszkolach i szkole w sumie około 26 tys. godzin. To szmat czasu. Nauczyciele nie tylko przekazują dzieciom wiedzę. Oni, chcąc nie chcąc, wywierają na nie ogromny wpływ. I dlatego uważam, że zmiana w szkole powinna się zacząć od tego, żeby zatroszczyć się o nauczycieli.

Nauczycieli, nie dzieci?

Szkoła jest jak rodzina. Dzieciom jest w niej tak samo dobrze jak dorosłym - nie uda się uratować dziecka w źle funkcjonującej rodzinie, dopóki nie zadba się o dobrostan jego rodziców. W tej chwili nauczyciele mają naprawdę ciężko. Ich praca nie ma tego prestiżu co kiedyś.

Książki Jespera Juula w formie elektronicznej znajdziesz tutaj >>

Czytaj dalej...

Wszystkie zdjęcia
  • Nauczmy się buntować
  • Zadbajmy o nauczycieli
  • Przyznaj się do błędu, a posuniesz się do przodu
  • Dyrektor prawdziwym liderem
  • Agresja bywa nieudolnym zaproszeniem do rozmowy
  • Potrzebujemy wielu typów szkół, tak jak mamy różne partie polityczne
  • KILKA MYŚLI JESPERA JUULA
Wiadomości - najważniejsze informacje
Wiadomości
Tematy
Informatory
Nauka dla Każdego
Tylko Zdrowie
Duży Format
Telewizyjna