Nie jestem gotowa na żegnanie się z opalenizną. Będę przedłużać słońce na skórze.

Aleksandra Lubańska-Czubak
Wrzesień to w działach urody magazynów, u kosmetyczki i dermatolożki, sezon na regenerację skóry. A w mojej łazience - na przedłużanie opalenizny. Wraz z powrotem z wakacji, zaczęłam stosować kosmetyki samoopalające i brązujące. Rozpaczliwie chce zatrzymać lato.
. .

Dwa w jednym - Hello Sunshine

Okazało się, że niektóre kosmetyki łączą regenerację skóry z efektem brązującym lub samoopalającym. Nie mogło być lepiej. Odkryciem okazała się seria Sun for everyone polskiej marki Alkemie. Rekonstruujący krem brązujący do twarzy Hello Sunshine w opakowaniu z wygodnym podajnikiem (pompka), spełnia większość moich potrzeb pielęgnacyjnych. Nawilża cerę. Nadaje efekt brązujący dzięki erytrulozie, roślinnemu związkowi cukrowemu, który często w kosmetykach naturalnych zastępuje stosowany w innych kosmetykach samoopalających DHA (dihydroksyaceton). Erytruloza wolniej przenika przez warstwę rogową naskórka, dlatego efekt brązujący pojawia się na skórze mniej więcej po około trzech dniach od użycia (a nie po kilku godzinach jak w przypadku DHA). Ma tę przewagę nad DHA, że "opalanie" nią skóry jest bezwonne. Powstająca opalenizna jest jednak jaśniejsza, delikatniejsza i wydaje mi się, że przez to bardziej naturalna.

Krem Hello Sunshine zawiera m. in. wyciąg z korzenia rabarbaru, masła: shea i mango, oleje: kokosowy, marchewkowy, ze słodkich migdałów, słonecznikowy i sezamowy, glicerynę organiczną. A także Lys'Sun™ - opatentowany składnik (mieszanka kilku substancji), który jest oparty na ekstrakcie z liściu oczaru wirgilijskiego. To on - pobudzając pewne enzymy ma naprawiać szkody, jakie słońce wyrządziło skórze podczas lata. A także Dermasooth™ - łagodząca, zmniejszająca zaczerwienienie mieszanka oparta na algach ostropeście i bazylii azjatyckiej. Seria jest wegańska. W jej skład serii wchodzi też m .in. peeling i balsam brązujący do ciała. 

1
. .

Ciało pachnące figami

Numer dwa na mojej liście ulubionych samoopalaczy zajmują produkty brązujące i samoopalające Clarinsa. Np. ekspresowy żel samoopalający do ciała. Ten kosmetyk daje mocniejszą opaleniznę niż produkty Alkemie, bo nie jest balsamem brązującym, a stricte samoopalaczem. Z nim mam gwarantowany szybki efekt opalonego ciała, bo poza erytrulozą balsam zawiera też DHA, które natychmiast wchodzi w reakcję z aminokwasami w warstwie rogowej naskórka i opalenizna pojawia się już po kilku godzinach od użycia. Według mnie kolor na skórze jest naturalny, krem, o ile się go dobrze rozsmaruje, nie zostawia smug, a do tego pięknie pachnie figami. W składzie żelu do ciała Clarinsa jest kompleks nawilżający, aloes i masło Karite. Smarowanie się nim to sama przyjemność.

2
. .

Kakao z pompki

Jeśli chodzi o kosmetyki z niższej półki cenowej przetestowałam i polecam świetne brązujące nawilżająco - odżywcze mleczko do ciała Ziai. Pachnie bardzo ładnie, co sprawia, że nie czuć dihydroksyacetonu. Daje ładną opaleniznę (w składzie jest DHA), zawiera masło cupuacu, powstające z kakaowca, masło karite, oleje makadamia i z orzechów brazylijskich. Opakowanie jest z bardzo wygodną pompką.

3
. .

Kropla słońca

Dla tych, którzy samoopalaczy się boją albo nie chcą rezygnować ze swoich kosmetyków do pielęgnacji twarzy czy ciała, dobre będą koncentraty samoopalające w formie kropel. Łączy się je z ulubionymi kosmetykami, efekt opalenizny może być delikatny, nie narzucający się, w zależności czy do balsamu czy kremu doda się 2, 4, 6 czy 8 kropli. Zalety to również brak zapachu i mniejsza szansa, że powstaną smugi. Koncentraty ma w ofercie m. in. Clarins, Bielenda (Argan Bronzer) i Dax Cosmetics.


.

4

Brązujące post scriptum

Samoopalacze nie zawierają filtrów UV, nie chronią przed słońcem. I brudzą ręce. Nie raz zdarzyło mi się mieć ciemne smugi między palcami, bo nie domyłam rąk po użyciu kosmetyku (pamiętajcie, żeby wyszorować obszary między palcami). To minusy.

A plusy? Opalona buzia w lustrze z rana to coś, co bardzo pomaga pokonać spadek nastroju w szarobure jesienne i zimowe poranki. Słońce w tubce jest OK. 

5
Komentarze
Nie czuję się jak maszkaron po operacjach wytynkowania skóry ani jak szambo. Zgadzam się, że prawdziwą opaleniznę widać od razu, a kremy jedynie ją naśladują, ale niektóre robią to naprawdę bardzo dobrze i dzięki temu moja skóra jest rumiana, a nie szara i sina.
@olalubanska
Ja w to wierzę, bo Majkel Dżekson też pewnie się dobrze czuł chociaż wyglądał jak palant.
Ja tylko mówię co ja widzę.
już oceniałe(a)ś
1
0
Nie osłabiajcie mnie tym towarem. Ludzie, którzy się tym smarują wyglądają potem jak jakieś maszkarony typu Majkel Dżekson po operacjach wytynkowania skóry do trupiej bladości. Ta cała brązowizna z tubki daje efekt podobny jak ustawienia się twarzą do szamba i wrzucenia do niego granatu żeby wybiło. Prawdziwą opaleniznę widać od razu bo kto ma kasę to może taką obnosić i zimą, bo stać go na ciepłe kraje albo alpejskie narty.
już oceniałe(a)ś
1
1
Przewiń i czytaj dalej Wysokie Obcasy