Portret
Wandzia. Jest coś nie zapowiadającego jutra, nie pewnego jeszcze w moim życiu. Szukam. Ciągle uczę się nowych rzeczy, poznaje nowe miejsca, nowych ludzi. Z nowymi miejscami jest tak, że zachwycam się pięknem, albo i nie. Jak każdy. Z nowo poznanymi ludźmi przeżywam na początku dużo przygód, gdy człowiek jest młodszy, przeżywa się wiele szaleństwa, zwłaszcza gdy ulega się wpływom, gdy hartuje się osobowość. Ale ono z czasem gaśnie, a nowo poznani ludzie tracą przy dalszym poznania. Świat fascynuje. Kraj w którym się wychowuje- fascynuje. Często zmieniam miejsce pobytu, jadąc do szkoły z nad morza do małopolskiego. Studiuje tam malarstwo. Od dawna nie mieszkam z rodzicami. Przeprowadziłem się nad morze. Tam pracuję i odpoczywam jednocześnie. Praca jest ciężka. Bez doświadczenia, młody człowiek musi nabiegać się w pierwszej pracy, często na zapleczach dużych gastronomi. Często roni się tu pierwsze łzy. Swoją drogą są to frapujące miejsca, taki świat w świecie. Kobieta na zdjęciu to niezwykle silna i charyzmatyczna kobieta. Nie pozorna, dźwiga na swoich barka potężny, kolosalny ciężar, który mnie zadziwia. Pracująca po kilkanaście godzin dziennie kucharka, specjalistka w swoim fachu, wykonywająca prace szybciej niż nie jeden młody kucharz. Nadal dba o swoje dzieci, schorowanego syna i o wnuki. Nie narzeka na pracę. Czego nie rozumiem. Co mi imponuje. Gdy wracam z Krakowa, ze szkoły do pracy, gdy wchodzę na zaplecze zakładu. I gdy zaczynam narzekać, że coś jest nie tak, że coś boli. Ona już jest wszędzie, ma niezniszczalny uśmiech, werwę którą trzyma chyba w kieszeni w zapasie. Przygotowuje pyszne naleśniki z twarogiem i bakaliami na gorąco, polane czekoladą szybciej niż ja zdejmuję kurtkę. Słucha żalenia się. Przytuli. Doda otuchy. Tak, że człowiek zaczyna wierzyć, ze ona będzie tam zawsze, ze po za własnymi dziećmi, wszyscy stają się dla niej dziećmi i wnukami. A tak naprawdę przecież nie znamy się. Zdjęcie zrobiłem podczas jednego z takich powrotów do mieszkania nad morzem. Szkołę udaje się połączyć z pracą. Pasję często też. Gdy zabiera się ją wszędzie. Tego dnia siedziałem na zapleczu kuchni, gdzie wszyscy pracownicy spotykali się na papierosa, z aparatem, i w którymś momencie postanowiłem, ze muszę zachować dla siebie ten radosny wyraz twarzy. Żeby dodawał mi sił.
mawro 2009-12-18, ostatnia aktualizacja 2009-12-17 23:24:56.0

















