, ostatnia aktualizacja 2010-11-30 12:54:06.0
Pojawia się przyjaciel, któremu możemy się wypłakać w rękaw, który nas rozumie. Tworzy się bliskość erotyczna. Dzieje się to nie wiadomo kiedy i nie wiadomo jak - z dr Alicją Długołęcką rozmawia Paulina Reiter
Zdradziłam. Przyznać się?
Większość powie, że nie. No, chyba że się wydało. Wielu seksuologów i psychologów też powie, żeby nie mówić. Ale każdy musi dokonać sam wewnętrznego rozrachunku i dobrze, jeśli zda sobie sprawę z tego, dlaczego chce o tym powiedzieć. Kiedy sobie nie radzimy z 'moralnym nieładem', możemy liczyć na to, że partner nas 'rozgrzeszy'. A prawda, którą mu przekazujemy, może być bolesna. Coś, co dla nas jest już nieważne, dla niego prawdopodobnie będzie miało inne znaczenie. Stanie się pożywką dla wyobraźni i skutek może być inny, niż tego oczekujemy.
Dlaczego kobiety zdradzają?
Z bardzo różnych powodów. Kobieca 'skłonność' do wierności staje się stereotypem, z badań Zbigniewa Izdebskiego wynika, że różnica pomiędzy płciami jest niewielka - w ciągu poprzedniego roku 8 proc. polskich mężczyzn i 6 proc. kobiet zdradziło swoich partnerów, a w dłuższej perspektywie przyznało się do tego 15 proc. kobiet (i 26 proc. mężczyzn). Coraz więcej jest takich kobiet, które twierdzą, że wierność nie leży w ludzkiej naturze, i już.
Przejęły punkt widzenia przypisywany do tej pory mężczyznom?
Dlaczego wyizolowany apetyt na seks jest kojarzony z jakąś cechą przyrodzoną mężczyznom? To nieżyciowe i anachroniczne. Wiele z nas ma wdrukowane postrzeganie kobiecej seksualności jako biernej i wyciszonej - obawiamy się, że jeśli odkryjemy swój potencjał seksualny (w związku lub poza związkiem), to coś stracimy na kobiecości i ktoś przyklei nam łatkę, tak jak pani to przed chwilą zrobiła, że przyjmujemy męski styl działania.
Czyli będzie wiele takich kobiet, które nie poszukują uczuć, tylko przyjemności.
Tak. I podejmą ryzyko zdrady, bo przyjemność zmysłowa jest kusząca na tyle, że łamią umowę w związku. Śmiem wysunąć tezę, że częściej będą to kobiety dojrzałe niespodziewanie odkrywające swoją seksualność. Wpadają w amok zmysłowy - tyle mnie ominęło! Kobieta podążająca za zmysłową przyjemnością? Tak po prostu? Od razu pada podejrzenie, że pewnie jest sfrustrowana i nieszczęśliwa w stałym związku albo jest zaburzona emocjonalnie i nie umie stworzyć 'dojrzałej relacji'.
Mówi się, że jest łatwa.
Oczywiście. A może być bardzo trudna. Kobiecie, która ma odwagę tak stawiać sprawę, jest trudno znaleźć partnera. Takiego, który będzie potrafił wejść z nią w otwartą relację i będzie traktował ją z...
...szacunkiem?
No właśnie. Gdy mężczyzna jest otwarty w sferze seksu, ma przy okazji kulturę osobistą i tzw. szerokie horyzonty, jest postrzegany jako 'interesujący', a w przypadku kobiety szybciej pojawia się wartościująca ocena - albo że jest łatwa, albo/i że jest sfrustrowana. I to nie tylko przez innych, ale przez nią samą. Nawet kobieta niedeklarująca potrzeby bycia w stałym związku, ale szukająca seksualnego partnera, może być postrzegana w ten sposób. Mimo że nikogo nie zdradza i nikogo nie oszukuje. A przecież w jakiejś fazie życia możemy potrzebować relacji, w której będą dominować motywy seksualne, takiej bez budowania trwałej więzi. W takiej sytuacji my, kobiety, boimy się, że wcześniej czy później pomyślą o nas bez szacunku.
To brak kontaktu ze swoim seksualnym potencjałem często sprawia, że zdradzamy, żyjąc w stałych związkach. Wtedy najgorszy jest ten wewnętrzny robal, który nas drąży.
Poczucie winy?
Spotykam wiele kobiet, które mówią o mężu jako przyjacielu, z którym czują się dobrze i bezpiecznie, i o kochanku, przy którym odkrywają siebie, nie tylko w wymiarze erotycznym. Pierwszy jest światem poznanym, drugi odkrywanym. I nie jestem tu od tego, żeby wydawać oceny moralne. Oddzielenie własnej seksualności od relacji z mężczyzną, z którym żyjemy, jest częstsze, niż się wydaje. Połączenie bycia w stałym związku i odkrywania się seksualnie jako kobieta - przed sobą i partnerem - okazuje się trudne. Mówię o odkrywaniu, a nie odkryciu, bo to proces trwający całe życie. Żeby zmniejszyć ryzyko zdrady, trzeba rozwijać się wspólnie, co nie oznacza tak samo, i być otwartym na pojawiające się zmiany.
Kobiety zdradzają też, bo męczy je rutyna i nuda w długim związku.
To coś poważniejszego - to zmęczenie życiem w systemie. Uporządkowanym. Im bardziej kobieta jest uwikłana w role i codzienność - wzięli kredyt, zbudowali dom, mają dwójkę dzieci - tym silniej może odczuć potrzebę seksualnej relacji oderwanej od zobowiązań. To naturalne, że w naszej kulturze niezwykle kontrolującej seksualność, zwłaszcza kobiecą, wolność będzie się kojarzyła z seksem. I taka kobieta, która nie chce zmieniać kochanków jak rękawiczki i której nie bawią wirtualne romanse, będzie marzyć o kimś bliskim, ale bez bagażu poukładanego życia. Oczywiście nie mówię o wszystkich stałych związkach, ale o tych, w których obie strony zapomniały o strefie wolności z miejscem na wspólne i oddzielne pasje, rozwój i relaks.
Jakie są jeszcze powody zdrady?
Najczęściej kobiety tłumaczą to tak: zdradzam, bo nie zostały zaspokojone moje potrzeby emocjonalne. A nie seksualne. Dlatego nieco przekornie zaczęłyśmy rozmowę od kobiet, które realizują pragnienia erotyczne poza związkiem, bo takie potrzeby mają - będę to powtarzała do znudzenia. Są badania amerykańskie, w których tylko jeden procent badanych kobiet przyznawał się do zdrady, gdy rozmawiały z badaczem twarzą w twarz, a przy wypełnianiu anonimowych ankiet parametry wzrosły sześciokrotnie! Ale wróćmy do typowego schematu, w którym kobieta zdradza, bo mówi, że jest nieszczęśliwa i smutna w związku. Jest takie magiczne słowo: intymność. W tzw. składnikach miłości, idąc za prof. Wojciszkem, mamy: namiętność, intymność i zaangażowanie. Namiętność ma krótkie życie, intymność z biegiem lat ulega powolnemu rozpadowi, jeśli się o nią nie dba. Pierwsze syndromy? Wkurza nas, jak ktoś je albo jak się ubiera.
Większość powie, że nie. No, chyba że się wydało. Wielu seksuologów i psychologów też powie, żeby nie mówić. Ale każdy musi dokonać sam wewnętrznego rozrachunku i dobrze, jeśli zda sobie sprawę z tego, dlaczego chce o tym powiedzieć. Kiedy sobie nie radzimy z 'moralnym nieładem', możemy liczyć na to, że partner nas 'rozgrzeszy'. A prawda, którą mu przekazujemy, może być bolesna. Coś, co dla nas jest już nieważne, dla niego prawdopodobnie będzie miało inne znaczenie. Stanie się pożywką dla wyobraźni i skutek może być inny, niż tego oczekujemy.
Dlaczego kobiety zdradzają?
Z bardzo różnych powodów. Kobieca 'skłonność' do wierności staje się stereotypem, z badań Zbigniewa Izdebskiego wynika, że różnica pomiędzy płciami jest niewielka - w ciągu poprzedniego roku 8 proc. polskich mężczyzn i 6 proc. kobiet zdradziło swoich partnerów, a w dłuższej perspektywie przyznało się do tego 15 proc. kobiet (i 26 proc. mężczyzn). Coraz więcej jest takich kobiet, które twierdzą, że wierność nie leży w ludzkiej naturze, i już.
Przejęły punkt widzenia przypisywany do tej pory mężczyznom?
Dlaczego wyizolowany apetyt na seks jest kojarzony z jakąś cechą przyrodzoną mężczyznom? To nieżyciowe i anachroniczne. Wiele z nas ma wdrukowane postrzeganie kobiecej seksualności jako biernej i wyciszonej - obawiamy się, że jeśli odkryjemy swój potencjał seksualny (w związku lub poza związkiem), to coś stracimy na kobiecości i ktoś przyklei nam łatkę, tak jak pani to przed chwilą zrobiła, że przyjmujemy męski styl działania.
Czyli będzie wiele takich kobiet, które nie poszukują uczuć, tylko przyjemności.
Tak. I podejmą ryzyko zdrady, bo przyjemność zmysłowa jest kusząca na tyle, że łamią umowę w związku. Śmiem wysunąć tezę, że częściej będą to kobiety dojrzałe niespodziewanie odkrywające swoją seksualność. Wpadają w amok zmysłowy - tyle mnie ominęło! Kobieta podążająca za zmysłową przyjemnością? Tak po prostu? Od razu pada podejrzenie, że pewnie jest sfrustrowana i nieszczęśliwa w stałym związku albo jest zaburzona emocjonalnie i nie umie stworzyć 'dojrzałej relacji'.
Mówi się, że jest łatwa.
Oczywiście. A może być bardzo trudna. Kobiecie, która ma odwagę tak stawiać sprawę, jest trudno znaleźć partnera. Takiego, który będzie potrafił wejść z nią w otwartą relację i będzie traktował ją z...
...szacunkiem?
No właśnie. Gdy mężczyzna jest otwarty w sferze seksu, ma przy okazji kulturę osobistą i tzw. szerokie horyzonty, jest postrzegany jako 'interesujący', a w przypadku kobiety szybciej pojawia się wartościująca ocena - albo że jest łatwa, albo/i że jest sfrustrowana. I to nie tylko przez innych, ale przez nią samą. Nawet kobieta niedeklarująca potrzeby bycia w stałym związku, ale szukająca seksualnego partnera, może być postrzegana w ten sposób. Mimo że nikogo nie zdradza i nikogo nie oszukuje. A przecież w jakiejś fazie życia możemy potrzebować relacji, w której będą dominować motywy seksualne, takiej bez budowania trwałej więzi. W takiej sytuacji my, kobiety, boimy się, że wcześniej czy później pomyślą o nas bez szacunku.
To brak kontaktu ze swoim seksualnym potencjałem często sprawia, że zdradzamy, żyjąc w stałych związkach. Wtedy najgorszy jest ten wewnętrzny robal, który nas drąży.
Poczucie winy?
Spotykam wiele kobiet, które mówią o mężu jako przyjacielu, z którym czują się dobrze i bezpiecznie, i o kochanku, przy którym odkrywają siebie, nie tylko w wymiarze erotycznym. Pierwszy jest światem poznanym, drugi odkrywanym. I nie jestem tu od tego, żeby wydawać oceny moralne. Oddzielenie własnej seksualności od relacji z mężczyzną, z którym żyjemy, jest częstsze, niż się wydaje. Połączenie bycia w stałym związku i odkrywania się seksualnie jako kobieta - przed sobą i partnerem - okazuje się trudne. Mówię o odkrywaniu, a nie odkryciu, bo to proces trwający całe życie. Żeby zmniejszyć ryzyko zdrady, trzeba rozwijać się wspólnie, co nie oznacza tak samo, i być otwartym na pojawiające się zmiany.
Kobiety zdradzają też, bo męczy je rutyna i nuda w długim związku.
To coś poważniejszego - to zmęczenie życiem w systemie. Uporządkowanym. Im bardziej kobieta jest uwikłana w role i codzienność - wzięli kredyt, zbudowali dom, mają dwójkę dzieci - tym silniej może odczuć potrzebę seksualnej relacji oderwanej od zobowiązań. To naturalne, że w naszej kulturze niezwykle kontrolującej seksualność, zwłaszcza kobiecą, wolność będzie się kojarzyła z seksem. I taka kobieta, która nie chce zmieniać kochanków jak rękawiczki i której nie bawią wirtualne romanse, będzie marzyć o kimś bliskim, ale bez bagażu poukładanego życia. Oczywiście nie mówię o wszystkich stałych związkach, ale o tych, w których obie strony zapomniały o strefie wolności z miejscem na wspólne i oddzielne pasje, rozwój i relaks.
Jakie są jeszcze powody zdrady?
Najczęściej kobiety tłumaczą to tak: zdradzam, bo nie zostały zaspokojone moje potrzeby emocjonalne. A nie seksualne. Dlatego nieco przekornie zaczęłyśmy rozmowę od kobiet, które realizują pragnienia erotyczne poza związkiem, bo takie potrzeby mają - będę to powtarzała do znudzenia. Są badania amerykańskie, w których tylko jeden procent badanych kobiet przyznawał się do zdrady, gdy rozmawiały z badaczem twarzą w twarz, a przy wypełnianiu anonimowych ankiet parametry wzrosły sześciokrotnie! Ale wróćmy do typowego schematu, w którym kobieta zdradza, bo mówi, że jest nieszczęśliwa i smutna w związku. Jest takie magiczne słowo: intymność. W tzw. składnikach miłości, idąc za prof. Wojciszkem, mamy: namiętność, intymność i zaangażowanie. Namiętność ma krótkie życie, intymność z biegiem lat ulega powolnemu rozpadowi, jeśli się o nią nie dba. Pierwsze syndromy? Wkurza nas, jak ktoś je albo jak się ubiera.
Mąż chodzi w starym swetrze i kapciach.
Za wolno przeżuwa bułkę, cmoka, kiedy mu coś wejdzie w zęby, zostawia podniesioną deskę w ubikacji, czyta w kółko tę samą książkę itd. Od takich rzeczy się zaczyna.
Jeśli ludzie są ze sobą blisko i psychicznie, i fizycznie, to lubią to i wzajemnie sobie sprzyjają. Intymność jest możliwa wtedy, gdy czujemy się swobodnie i zachowujemy naturalnie - nie musimy nieustannie odgrywać jakiegoś teatru. Możemy posiedzieć sobie w kapciach i ulubionej piżamie w łosie i nie chować się po kątach, kiedy nam burczy w brzuchu. To też jest intymne.
Rutyna rodzi się z zaniku intymności, wzajemnej akceptacji i zainteresowania.
Jak to się przekłada na seks?
Intymność fizyczna jest nierozerwalnie sprzężona z intymnością psychiczną - jeśli czujemy się ze sobą dobrze, rozmawiamy, potrafimy się ze sobą śmiać, to mamy ochotę dotykać się, wdychać swój zapach, całować. I nie drażni nas, gdy partner wciska nam kolano w plecy w czasie snu. Scena z kolanem urasta do symbolu - to, co na początku związku nas rozczulało, staje się powodem nocnych przeprowadzek na kanapę w salonie. A jeśli nas to drażni, to powinna się zapalić czerwona lampka.
Jeżeli nie jesteśmy gotowi akceptować się wzajemnie - wciąż i od nowa - to intymność usycha jak drzewo owocowe bez opieki ogrodnika. Kobieta zaczyna mieć pretensje, że 'nie jest tak jak dawniej'. Kobiety są bardziej wyczulone na zanikanie intymności i z reguły mówią o tym wcześniej. Wykazują też więcej motywacji do zmian. Bo kto w naszej kulturze czyta poradniki o udanych związkach?
Mam wrażenie, że kobiety odczuwają większą potrzebę intymności.
Wielu badaczy to potwierdza. Badania nad seksem wirtualnym wykazały, że kobiety w sieci bardziej niż mężczyźni szukają zrozumienia i bliskości niż seksu i częściej chcą kontynuować znajomości w realu. Ale to nie jest tak, że mężczyźni takich potrzeb nie mają - mają, tylko z powodu treningu społecznego są tego mniej świadomi. Patrząc choćby na zależności między synami i matkami, można by wysnuć hipotezę, że ich głód intymności jest równie silny, ale bardziej "rozpaczliwy", bo wstyd się do niego przyznawać. Potwierdzają to relacje prostytutek o potrzebach emocjonalnych ich klientów. Są badania, z których wynika, że do zdrady bardziej niż płeć predestynuje niezdolność do bliskiego związku emocjonalnego z drugą osobą. To ludzie, którym podwójne życie pozwala zachować dystans, bo boją się tej intymności, co nie oznacza, że jej nie pragną.
A jeśli intymność była, ale zanikła?
Kiedy kobieta traci intymność ze stałym partnerem, szuka jej w innych relacjach. Na początku mogą to być relacje z dziećmi, bo bliski fizyczny kontakt z małym, akceptującym dzieckiem dostarcza mnóstwo gratyfikacji emocjonalnej. Czasem szuka tej intymności wśród przyjaciół. I pewnego dnia może się pojawić przyjaciel, któremu możemy się wypłakać w rękaw, który nas rozumie. Na tej bazie łatwo o bliskość erotyczną. Dzieje się to nie wiadomo kiedy i nie wiadomo jak. To typowy schemat zdrady kobiecej. Potwierdzają to statystyki. Najczęściej są to osoby nam bliskie; na pierwszym miejscu jest właśnie przyjaciel (34 proc.). Potem znajomy (28 proc.) i, co ciekawe, były partner (11 proc.) - też w jakimś sensie już "oswojony". Na końcu listy jest kochanek (10 proc.). O modelu zdrady z przyjacielem kobiety najchętniej opowiadają.
Kobiety mówią, że zdrada pozwoliła im się oderwać od rutyny seksu małżeńskiego.
Często czytamy w gazetach kobiecych, żeby przełamywać rutynę w związku. Żeby kupować gadżety. To strasznie prymitywne postrzeganie człowieka. Rutyna związana jest z tym, że kogoś traktujemy instrumentalnie. Że jesteśmy z kimś, z kim nie możemy już porozmawiać i porozumiewać się na poziomie mowy ciała. Wtedy zaczynamy uprawiać mechaniczny seks, taką 'wzajemną masturbację'. Rutyna bierze się z oddalenia psychicznego, życia obok siebie. Ze śmierci intymności.
Jeśli w związku brakuje intymności, to przełamywanie rutyny łóżkowej nic nie pomoże. Kupowanie seksownej bielizny, a nawet masowanie ud i pleców piórkiem ze strusia na nic się nie zda. Pierwszym krokiem jest ożywienie intymności - jeśli kiedyś razem chodziliśmy po górach, pojedźmy w te góry. Zacznijmy czytać te same książki. Wtedy może nastąpi jakieś ożywienie w łóżku. Jeżeli tego nie ma, szybko zaangażujemy się w związek z kimś, z kim poczujemy chociażby przedsmak takiego porozumienia.
Co jeszcze prowadzi do rozpadu związku?
Jeśli nie dbamy o to, żeby się w związku seksualnie rozwijać.
Dobrze. Mamy brak intymności, dbałości o rozwój. I jeszcze co?
Gdy partner wpycha nas w plan na życie, na który nie dajemy wewnętrznej zgody. Albo, co częste, gdy same wtłaczamy się w jakiś schemat, na przykład w schemat grzecznej dziewczynki. Pewnego dnia zaczyna nam czegoś brakować. Im bardziej nasze życie przypomina 'American Beauty' - jest ugrzecznione i 'uładnione' - tym bardziej się ten pazur wysuwa. I może się zdarzyć, że gospodyni domowa zaczyna nagle szukać ekstremalnych przeżyć internetowych. Albo kobieta, która zawsze była nastawiona na uduchowiony seks z partnerem i nie pozostawiała sobie miejsca, żeby ujawniła się jej 'dzikość', znajdzie sobie drugiego "dzikiego" i chętnie przebierze się za pielęgniarkę z pejczykiem. Zazwyczaj będzie temu towarzyszyło poczucie wewnętrznego nieładu moralnego i poczucie wstydu. Takie zdrady nie zaprzepaszczają naszego funkcjonowania w związku, ale oznaczają, że powinnyśmy go trochę otworzyć - wpuścić powietrze. Istnieje niebezpieczeństwo, że jeżeli wypracowałyśmy sobie z partnerem bardzo sztywny schemat, to on będzie zszokowany jakąkolwiek próbą zmiany, zablokuje się jeszcze bardziej i ucieknie w popłochu. Ale bez ryzyka nie ma zmian.
Takie rozdwojenie zdarza się wielu kobietom?
Częściej, niżby się mogło wydawać. Dotyczy wielu ludzi w wieku średnim. Budzimy się, łapiemy za głowę i myślimy: to miało być to wymarzone życie? Mam już to wszystko, czego chciałam, więc dlaczego niedobrze mi się robi od tego? Dotyczy to i życia, i seksu, który jest bardzo czułym barometrem naszych psychicznych stanów. Wiele kobiet, z którymi się spotykam, przytłoczonych wzorową organizacją swoich marzeń, używa pewnego słowa - że brakuje im, teraz zacytuję... 'prawdziwego rżnięcia'. Seksu, w którym nie muszą niczego kontrolować i 'uładniać'. Pojawienie się takiego pragnienia może oznaczać silną potrzebę wyzwolenia się z syndromu grzecznej dziewczynki. A to wyzwalanie, takie na poziomie egzystencjalnym, jako forma buntu, łatwo może się przełożyć na zdradę właśnie.
Za wolno przeżuwa bułkę, cmoka, kiedy mu coś wejdzie w zęby, zostawia podniesioną deskę w ubikacji, czyta w kółko tę samą książkę itd. Od takich rzeczy się zaczyna.
Jeśli ludzie są ze sobą blisko i psychicznie, i fizycznie, to lubią to i wzajemnie sobie sprzyjają. Intymność jest możliwa wtedy, gdy czujemy się swobodnie i zachowujemy naturalnie - nie musimy nieustannie odgrywać jakiegoś teatru. Możemy posiedzieć sobie w kapciach i ulubionej piżamie w łosie i nie chować się po kątach, kiedy nam burczy w brzuchu. To też jest intymne.
Rutyna rodzi się z zaniku intymności, wzajemnej akceptacji i zainteresowania.
Jak to się przekłada na seks?
Intymność fizyczna jest nierozerwalnie sprzężona z intymnością psychiczną - jeśli czujemy się ze sobą dobrze, rozmawiamy, potrafimy się ze sobą śmiać, to mamy ochotę dotykać się, wdychać swój zapach, całować. I nie drażni nas, gdy partner wciska nam kolano w plecy w czasie snu. Scena z kolanem urasta do symbolu - to, co na początku związku nas rozczulało, staje się powodem nocnych przeprowadzek na kanapę w salonie. A jeśli nas to drażni, to powinna się zapalić czerwona lampka.
Jeżeli nie jesteśmy gotowi akceptować się wzajemnie - wciąż i od nowa - to intymność usycha jak drzewo owocowe bez opieki ogrodnika. Kobieta zaczyna mieć pretensje, że 'nie jest tak jak dawniej'. Kobiety są bardziej wyczulone na zanikanie intymności i z reguły mówią o tym wcześniej. Wykazują też więcej motywacji do zmian. Bo kto w naszej kulturze czyta poradniki o udanych związkach?
Mam wrażenie, że kobiety odczuwają większą potrzebę intymności.
Wielu badaczy to potwierdza. Badania nad seksem wirtualnym wykazały, że kobiety w sieci bardziej niż mężczyźni szukają zrozumienia i bliskości niż seksu i częściej chcą kontynuować znajomości w realu. Ale to nie jest tak, że mężczyźni takich potrzeb nie mają - mają, tylko z powodu treningu społecznego są tego mniej świadomi. Patrząc choćby na zależności między synami i matkami, można by wysnuć hipotezę, że ich głód intymności jest równie silny, ale bardziej "rozpaczliwy", bo wstyd się do niego przyznawać. Potwierdzają to relacje prostytutek o potrzebach emocjonalnych ich klientów. Są badania, z których wynika, że do zdrady bardziej niż płeć predestynuje niezdolność do bliskiego związku emocjonalnego z drugą osobą. To ludzie, którym podwójne życie pozwala zachować dystans, bo boją się tej intymności, co nie oznacza, że jej nie pragną.
A jeśli intymność była, ale zanikła?
Kiedy kobieta traci intymność ze stałym partnerem, szuka jej w innych relacjach. Na początku mogą to być relacje z dziećmi, bo bliski fizyczny kontakt z małym, akceptującym dzieckiem dostarcza mnóstwo gratyfikacji emocjonalnej. Czasem szuka tej intymności wśród przyjaciół. I pewnego dnia może się pojawić przyjaciel, któremu możemy się wypłakać w rękaw, który nas rozumie. Na tej bazie łatwo o bliskość erotyczną. Dzieje się to nie wiadomo kiedy i nie wiadomo jak. To typowy schemat zdrady kobiecej. Potwierdzają to statystyki. Najczęściej są to osoby nam bliskie; na pierwszym miejscu jest właśnie przyjaciel (34 proc.). Potem znajomy (28 proc.) i, co ciekawe, były partner (11 proc.) - też w jakimś sensie już "oswojony". Na końcu listy jest kochanek (10 proc.). O modelu zdrady z przyjacielem kobiety najchętniej opowiadają.
Kobiety mówią, że zdrada pozwoliła im się oderwać od rutyny seksu małżeńskiego.
Często czytamy w gazetach kobiecych, żeby przełamywać rutynę w związku. Żeby kupować gadżety. To strasznie prymitywne postrzeganie człowieka. Rutyna związana jest z tym, że kogoś traktujemy instrumentalnie. Że jesteśmy z kimś, z kim nie możemy już porozmawiać i porozumiewać się na poziomie mowy ciała. Wtedy zaczynamy uprawiać mechaniczny seks, taką 'wzajemną masturbację'. Rutyna bierze się z oddalenia psychicznego, życia obok siebie. Ze śmierci intymności.
Jeśli w związku brakuje intymności, to przełamywanie rutyny łóżkowej nic nie pomoże. Kupowanie seksownej bielizny, a nawet masowanie ud i pleców piórkiem ze strusia na nic się nie zda. Pierwszym krokiem jest ożywienie intymności - jeśli kiedyś razem chodziliśmy po górach, pojedźmy w te góry. Zacznijmy czytać te same książki. Wtedy może nastąpi jakieś ożywienie w łóżku. Jeżeli tego nie ma, szybko zaangażujemy się w związek z kimś, z kim poczujemy chociażby przedsmak takiego porozumienia.
Co jeszcze prowadzi do rozpadu związku?
Jeśli nie dbamy o to, żeby się w związku seksualnie rozwijać.
Dobrze. Mamy brak intymności, dbałości o rozwój. I jeszcze co?
Gdy partner wpycha nas w plan na życie, na który nie dajemy wewnętrznej zgody. Albo, co częste, gdy same wtłaczamy się w jakiś schemat, na przykład w schemat grzecznej dziewczynki. Pewnego dnia zaczyna nam czegoś brakować. Im bardziej nasze życie przypomina 'American Beauty' - jest ugrzecznione i 'uładnione' - tym bardziej się ten pazur wysuwa. I może się zdarzyć, że gospodyni domowa zaczyna nagle szukać ekstremalnych przeżyć internetowych. Albo kobieta, która zawsze była nastawiona na uduchowiony seks z partnerem i nie pozostawiała sobie miejsca, żeby ujawniła się jej 'dzikość', znajdzie sobie drugiego "dzikiego" i chętnie przebierze się za pielęgniarkę z pejczykiem. Zazwyczaj będzie temu towarzyszyło poczucie wewnętrznego nieładu moralnego i poczucie wstydu. Takie zdrady nie zaprzepaszczają naszego funkcjonowania w związku, ale oznaczają, że powinnyśmy go trochę otworzyć - wpuścić powietrze. Istnieje niebezpieczeństwo, że jeżeli wypracowałyśmy sobie z partnerem bardzo sztywny schemat, to on będzie zszokowany jakąkolwiek próbą zmiany, zablokuje się jeszcze bardziej i ucieknie w popłochu. Ale bez ryzyka nie ma zmian.
Takie rozdwojenie zdarza się wielu kobietom?
Częściej, niżby się mogło wydawać. Dotyczy wielu ludzi w wieku średnim. Budzimy się, łapiemy za głowę i myślimy: to miało być to wymarzone życie? Mam już to wszystko, czego chciałam, więc dlaczego niedobrze mi się robi od tego? Dotyczy to i życia, i seksu, który jest bardzo czułym barometrem naszych psychicznych stanów. Wiele kobiet, z którymi się spotykam, przytłoczonych wzorową organizacją swoich marzeń, używa pewnego słowa - że brakuje im, teraz zacytuję... 'prawdziwego rżnięcia'. Seksu, w którym nie muszą niczego kontrolować i 'uładniać'. Pojawienie się takiego pragnienia może oznaczać silną potrzebę wyzwolenia się z syndromu grzecznej dziewczynki. A to wyzwalanie, takie na poziomie egzystencjalnym, jako forma buntu, łatwo może się przełożyć na zdradę właśnie.
Partner wtedy nie zawinił. Problem leżał w nas.
Nie jestem zwolenniczką obwiniania partnera o swoją zdradę. Możemy przecież pracować nad relacją albo z niej zrezygnować. Czasem trudno się w tym wszystkim połapać, zwłaszcza jeżeli zdradzamy, bo nam to podnosi poczucie własnej wartości i kobiecości. Zazwyczaj tłumaczymy wtedy, że to przez partnera, bo nas nie doinwestował. Jeśli nasze poczucie wartości jest niskie, to będziemy mieć skłonność do poszukiwania wzmocnień od jak największej liczby osób. Nawet jeśli partner będzie bardzo wspierający i akceptujący, z czasem uznamy, że jest zaślepiony, i tak będziemy mieć tendencję do wikłania się w inne toksyczne relacje na zasadzie: 'im bardziej nakręcę innego faceta/facetów, tym lepiej będę się czuła'. To działa jak narkotyk.
Zdarza się też, że zdradzamy po to, by skończyć związek.
Tak, żeby udowodnić sobie, że nic nas z partnerem już nie łączy. Możemy też zdradzać po to, żeby sprowokować partnera i żeby to on miał powód do odejścia. To prawda łatwiejsza do zniesienia niż świadomość, że już od lat żyjemy z obcym człowiekiem i nic nas nie łączy. Zdrada przynosi wtedy ulgę.
Jeszcze inne powody zdrady?
Żeby partnera pobudzić, zmobilizować seksualnie. Albo za karę, bo on zdradził. Tu się zaczynają hocki-klocki - kto komu bardziej dopiecze, kto jest bardziej atrakcyjny dla innych itd.
A czy nie jest tak, że kobiety częściej zadowala sam flirt?
Oczywiście flirt jest formą zabawy, ale dla osób świadomych swoich potrzeb i realizujących się w sferze seksualnej. Jednak jeżeli staje się dominującą formą aktywności - często wynika z głębszej, niezaspokojonej seksualnej potrzeby. Nie będę w tym miejscu stwierdzać, czy powinna pójść za tym uczuciem, czy nie. Ale jeśli nie pójdzie (w związku lub poza nim), to zostanie z tęsknotą, której nie będzie mogła zaspokoić. Na dłuższą metę może to stać się infantylizmem seksualnym. To widać u niektórych wiekowych kobiet, którym rzeczywistość zaczyna się mieszać z fantazjami - opowiadają o adoratorach, których nie ma, i każde spojrzenie, nawet krytyczne, odbierają jako sygnał erotyczny.
Na co mężczyzna powinien szczególnie uważać, jeśli nie chce, by kobieta go zdradziła?
Do znudzenia to powtarzam: żeby uwolnił się od syndromu madonny i ladacznicy. Żeby widział nieokiełznaną i pełną tajemnic 'ladacznicę' w ukochanej, która pełni funkcję żony i matki. I druga rzecz: by dostrzegł, że kobieta się rozwija, zmienia. A nie myślał, że podupada. Mój znajomy seksuolog mówi kobietom po czterdziestce: właśnie wchodzisz w najpiękniejszy wiek swojej seksualności i życzę ci, żebyś miała kogoś, kto to doceni, bo wtedy rozkwitniesz. To może być mąż, stały partner. A jak nie, to się znajdzie 'jakiś' inny.
Z kim zdradzamy najchętniej?
W cenie są mężczyźni, którzy potrafią rozmawiać (erotycznie i tak w ogóle) i ładnie pachną. Facet, który staje się naszym powiernikiem, może być brzydalem i w ogóle nie spełniać naszych standardów estetycznych. To może być nawet zaskakujące dla samej kobiety - dlaczego zainteresowała się kimś takim. I dlaczego w jego obecności czuje motyle w brzuchu i jej ciało budzi się do życia? Stały partner, żeby nie wiem jak się starał, jest na straconej pozycji. Jego starania będą wtedy coraz bardziej drażnić, a z czasem staną się coraz bardziej 'żałosne'. To okropne, ale tak to, niestety, działa.
Mężczyźni często trwają w związku i mają kochankę. Czy kobiety częściej odchodzą od mężów ze względu na to, że pojawił się w ich życiu inny mężczyzna?
W dzisiejszych czasach kobiety w ogóle częściej odchodzą od mężczyzn, ale nie wiemy, czy zdrada jest tutaj głównym powodem, bo nie ma tego jak zbadać. Kobiety się do tego nie przyznają. To prawda, kobieta może zebrać się na odwagę, żeby odejść, kiedy - powiem romantycznie - w jej sercu pojawi się inny. On nawet nie musi być jej kochankiem. Dopóki nie ma tego impulsu, wiele kobiet, nawet gdy w ich związku panuje totalna martwota, ma skłonność do tkwienia w nim.
Mówiła pani, że kobiety zdradzają, bo mają niską samoocenę. Ale może też być tak, iż mają wrażenie, że partner jest gorszy niż one. Że zasługują na coś więcej.
Zdradzanie dla utwierdzenia się w swojej wartości wcale nie świadczy o wysokiej samoocenie, tylko o niskiej. Kobieta nie może zbudować samooceny na podstawie tego, z jakimi mężczyznami sypia. Zresztą to świetnie przekłada się na mężczyzn, znamy dobrze te sytuacje, gdy facet pokazuje się z laską - w jego rozumieniu kobietą, na którą zasługuje, zdradzając swoją wspaniałą, inteligentną żonę, która urodziła mu dwójkę dzieci i dba o jego koszule. Czy to rzeczywiście świadczy o jego poczuciu własnej wartości? Kobieta, która uzależnia swoją wartość od tego, z jakim jest facetem, po chwili "emocjonalnej zwyżki" szybko poczuje się tak samo albo jeszcze gorzej, i będzie szukać kolejnego potwierdzenia. Żaden mężczyzna nie spełni jej oczekiwań, bo nie tędy droga, żeby polubić samą siebie. W pewnym momencie tego erotycznego włóczęgostwa nierzadko się zdarza, że zatęskni za partnerem, którego kiedyś kochała. Ale może być już za późno na powroty. Może właśnie dlatego warto podjąć obyczajowe ryzyko i szczerze odkrywać i realizować swoją kobiecą seksualność, zamiast zdradzać. Tak po prostu.
Nie jestem zwolenniczką obwiniania partnera o swoją zdradę. Możemy przecież pracować nad relacją albo z niej zrezygnować. Czasem trudno się w tym wszystkim połapać, zwłaszcza jeżeli zdradzamy, bo nam to podnosi poczucie własnej wartości i kobiecości. Zazwyczaj tłumaczymy wtedy, że to przez partnera, bo nas nie doinwestował. Jeśli nasze poczucie wartości jest niskie, to będziemy mieć skłonność do poszukiwania wzmocnień od jak największej liczby osób. Nawet jeśli partner będzie bardzo wspierający i akceptujący, z czasem uznamy, że jest zaślepiony, i tak będziemy mieć tendencję do wikłania się w inne toksyczne relacje na zasadzie: 'im bardziej nakręcę innego faceta/facetów, tym lepiej będę się czuła'. To działa jak narkotyk.
Zdarza się też, że zdradzamy po to, by skończyć związek.
Tak, żeby udowodnić sobie, że nic nas z partnerem już nie łączy. Możemy też zdradzać po to, żeby sprowokować partnera i żeby to on miał powód do odejścia. To prawda łatwiejsza do zniesienia niż świadomość, że już od lat żyjemy z obcym człowiekiem i nic nas nie łączy. Zdrada przynosi wtedy ulgę.
Jeszcze inne powody zdrady?
Żeby partnera pobudzić, zmobilizować seksualnie. Albo za karę, bo on zdradził. Tu się zaczynają hocki-klocki - kto komu bardziej dopiecze, kto jest bardziej atrakcyjny dla innych itd.
A czy nie jest tak, że kobiety częściej zadowala sam flirt?
Oczywiście flirt jest formą zabawy, ale dla osób świadomych swoich potrzeb i realizujących się w sferze seksualnej. Jednak jeżeli staje się dominującą formą aktywności - często wynika z głębszej, niezaspokojonej seksualnej potrzeby. Nie będę w tym miejscu stwierdzać, czy powinna pójść za tym uczuciem, czy nie. Ale jeśli nie pójdzie (w związku lub poza nim), to zostanie z tęsknotą, której nie będzie mogła zaspokoić. Na dłuższą metę może to stać się infantylizmem seksualnym. To widać u niektórych wiekowych kobiet, którym rzeczywistość zaczyna się mieszać z fantazjami - opowiadają o adoratorach, których nie ma, i każde spojrzenie, nawet krytyczne, odbierają jako sygnał erotyczny.
Na co mężczyzna powinien szczególnie uważać, jeśli nie chce, by kobieta go zdradziła?
Do znudzenia to powtarzam: żeby uwolnił się od syndromu madonny i ladacznicy. Żeby widział nieokiełznaną i pełną tajemnic 'ladacznicę' w ukochanej, która pełni funkcję żony i matki. I druga rzecz: by dostrzegł, że kobieta się rozwija, zmienia. A nie myślał, że podupada. Mój znajomy seksuolog mówi kobietom po czterdziestce: właśnie wchodzisz w najpiękniejszy wiek swojej seksualności i życzę ci, żebyś miała kogoś, kto to doceni, bo wtedy rozkwitniesz. To może być mąż, stały partner. A jak nie, to się znajdzie 'jakiś' inny.
Z kim zdradzamy najchętniej?
W cenie są mężczyźni, którzy potrafią rozmawiać (erotycznie i tak w ogóle) i ładnie pachną. Facet, który staje się naszym powiernikiem, może być brzydalem i w ogóle nie spełniać naszych standardów estetycznych. To może być nawet zaskakujące dla samej kobiety - dlaczego zainteresowała się kimś takim. I dlaczego w jego obecności czuje motyle w brzuchu i jej ciało budzi się do życia? Stały partner, żeby nie wiem jak się starał, jest na straconej pozycji. Jego starania będą wtedy coraz bardziej drażnić, a z czasem staną się coraz bardziej 'żałosne'. To okropne, ale tak to, niestety, działa.
Mężczyźni często trwają w związku i mają kochankę. Czy kobiety częściej odchodzą od mężów ze względu na to, że pojawił się w ich życiu inny mężczyzna?
W dzisiejszych czasach kobiety w ogóle częściej odchodzą od mężczyzn, ale nie wiemy, czy zdrada jest tutaj głównym powodem, bo nie ma tego jak zbadać. Kobiety się do tego nie przyznają. To prawda, kobieta może zebrać się na odwagę, żeby odejść, kiedy - powiem romantycznie - w jej sercu pojawi się inny. On nawet nie musi być jej kochankiem. Dopóki nie ma tego impulsu, wiele kobiet, nawet gdy w ich związku panuje totalna martwota, ma skłonność do tkwienia w nim.
Mówiła pani, że kobiety zdradzają, bo mają niską samoocenę. Ale może też być tak, iż mają wrażenie, że partner jest gorszy niż one. Że zasługują na coś więcej.
Zdradzanie dla utwierdzenia się w swojej wartości wcale nie świadczy o wysokiej samoocenie, tylko o niskiej. Kobieta nie może zbudować samooceny na podstawie tego, z jakimi mężczyznami sypia. Zresztą to świetnie przekłada się na mężczyzn, znamy dobrze te sytuacje, gdy facet pokazuje się z laską - w jego rozumieniu kobietą, na którą zasługuje, zdradzając swoją wspaniałą, inteligentną żonę, która urodziła mu dwójkę dzieci i dba o jego koszule. Czy to rzeczywiście świadczy o jego poczuciu własnej wartości? Kobieta, która uzależnia swoją wartość od tego, z jakim jest facetem, po chwili "emocjonalnej zwyżki" szybko poczuje się tak samo albo jeszcze gorzej, i będzie szukać kolejnego potwierdzenia. Żaden mężczyzna nie spełni jej oczekiwań, bo nie tędy droga, żeby polubić samą siebie. W pewnym momencie tego erotycznego włóczęgostwa nierzadko się zdarza, że zatęskni za partnerem, którego kiedyś kochała. Ale może być już za późno na powroty. Może właśnie dlatego warto podjąć obyczajowe ryzyko i szczerze odkrywać i realizować swoją kobiecą seksualność, zamiast zdradzać. Tak po prostu.
