Przyjeżdżają po zarobek. Zostawiają rodziny w kraju. Dzielą się swą robolską wiedzą z teściami, szwagrami, kolegami. Jest ich masa: począwszy od zwykłych roboli po wspaniale wykształconych absolwentów wyższych uczelni w Polsce.

- Ja jestem po psychologii na UW, życie w Warszawie to było wyzwanie, tylko z kasą trudno. Wiesz jak jest - trzeba sobie radzić

- No jasne, przecież ja skończyłem socjologię na UJ. Studia łatwe, tylko z pracą nie za bardzo. Dlatego przyjeżdżam od czterech lat do Norwegii na wakacje, zarabiam tutaj przez trzy miesiące potem wracam do kraju i mam na rok kasę. Wiadomo w Polsce też coś można wydrapać, ale jak się przyzwyczaisz do norweskich zarobków, to kto ci będzie w kraju za 600 zł miesięcznie pracował, nie opłaca się. Stary!

- No, ale w...
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.