Ta historia - z życia wzięta - się powinna zaczynać od rytmicznej frazy stylowo powtarzanej w refrenie, od zdania typu ależ byłam naiwna.

Ależ byłam naiwna - i wyklaskujemy na trzy.

To jest w ogóle historia zgoła pensjonarskiego rozczarowania autorytetem.

Co prawda nigdy się nie modliłam do tego autorytetu (tej autorytetki ...), ani nie wypisywałam w sztambuchu żadnych złotych myśli, za to z przyjemnością czytałam jej...
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.