http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Historia Gai i Jacka Kuroniów

Anna Bikont, Joanna Szczêsna
28.12.2000 , aktualizacja: 27.12.2000 14:55
A A A Drukuj
Gaja Kuroñ Archiwum Ewy Dobrowolskiej Gaja Kuroñ
O wielkiej mi³o¶ci i pracy Gai i Jacka Kuroniów
Jacek Kuroñ w Sejmie
Fot. Piotr Wójcik / AG
Jacek Kuroñ w Sejmie
ZOBACZ TAK¯E
Wszyscy, którzy tego lata widywali Gra¿ynê, przez mê¿a i przyjació³ zwan± Gajk±, pamiêtaj±, ¿e wygl±da³a wyj±tkowo piêknie. Rumiana, u¶miechniêta, szczê¶liwa, ¿e wypuszczono j± z obozu internowania i bêdzie mog³a wreszcie spotykaæ siê z Jackiem. Nie widzia³a go prawie pó³ roku - od 11 grudnia 1981 r., kiedy to wyjecha³ do Gdañska na posiedzenie Komisji Krajowej "Solidarno¶ci". Byli dwadzie¶cia trzy lata po ¶lubie, ale jeszcze nigdy nie rozstali siê na tak d³ugo, nawet jak Jacek odsiadywa³ swoje wyroki, mieli przecie¿ widzenia.

- Przez ten czas, kiedy moja ¿ona siedzia³a w Olszynce, Go³dapi, Dar³ówku - opowiada Jacek Kuroñ - na widzenia do mnie przychodzi³a jej siostra, Ewa. Dziêki niej mia³em informacje o Gajce, bo nasze listy przetrzymywano, przychodzi³y rzadko lub wcale. Têskni³em okrutnie, a¿ tu którego¶ dnia, na pocz±tku lata, przyjecha³a do mnie do Bia³o³êki sama Gajka. Piêkna, opalona, pe³na ¿ycia. Mia³a przerwê w internowaniu ze wzglêdu na stan zdrowia, czeka³ j± jaki¶ zabieg w wolno¶ciowym szpitalu.

Gajka zapewni³a Jacka, ¿e bêdzie zdyscyplinowan± pacjentk±. W obozie ju¿ od kilku miesiêcy czu³a siê ¼le, ale na wolno¶ci planuje szybko zdrowieæ, musi przecie¿ przej±æ obowi±zki siostry, zacz±æ ¿yæ w znanym od lat rytmie wyznaczanym przez kolejne odsiadki Jacka: przygotowaæ paczkê, zanie¶æ list do prokuratury, ¿eby szybciej doszed³, jechaæ na widzenie.

Przyjació³ka Kuroniów, Anna Dodziuk, odwiedzi³a kiedy¶ Gajkê akurat, gdy ta wybiera³a siê do Jacka na widzenie. - Wygl±da³a jak uskrzydlona - wspomina. - Ca³a ja¶nia³a. Z tak± twarz± dziewczyny id± do ¶lubu.

W ogóle mo¿liwe

"Ju¿, ju¿ by³oby dobrze - pisa³a Gajka do syna Maæka 15 czerwca 1982 roku, bo w ³ódzkim szpitalu zdecydowano, ¿e zabieg nie jest potrzebny, ¿e wystarczy leczenie hormonalne - gdyby nie Marek Edelman. W drodze na obiad na moj± cze¶æ us³ysza³, ¿e kaszlê. Zawróci³ pod swój szpital i zarz±dzi³ prze¶wietlenie. Pewna swego dowcipkowa³am, kiedy wpad³a lekarka z klisz± i mówi: >Chyba popsute zdjêcie, bo to niemo¿liwe<. Rzeczywi¶cie zdjêcia powtórzyli, ale ¿adne nie chcia³o byæ lepsze".

"Jedyny mój - pisa³a tego¿ dnia do Jacka. - Pewnie jutro bieg³abym na dodatkowe widzenie, a tu pr±tki Kocha albo inne niezidentyfikowane jeszcze wirusy zastawi³y drogi, barykady, zasieki. Mam obustronne zapalenie p³uc z zaciekami na ca³ych p³atach ze zrostami, pewnie trwaj±ce ju¿ 3 - 4 miesi±ce na tle infekcji gru¼liczej b±d¼ wirusowej, dopiero do ustalenia. Zapakowano mnie do ³ó¿ka, bo uznano, ¿e jeszcze krok, a wywal± mi dziury i skoñczê jak Waryñski".

Listy do wiêzienia id± d³ugo, panika ro¶nie szybko. "Przesta³y przychodziæ wiadomo¶ci - pisa³ o tym czasie Kuroñ w autobiograficznej ksi±¿ce z lat dziewiêædziesi±tych, "Spoko, czyli kwadratura ko³a". - Wiedzia³em, ¿e zabieg ma byæ drobny, ale wbrew temu, co wiedzia³em, zacz±³ siê we mnie rodziæ strach. Potworny, narastaj±cy z godziny na godzinê. Czu³em, ¿e nadchodzi jakie¶ wielkie z³o. By³em ca³y w dygocie, wbrew logice, wbrew rozs±dkowi".

Jeden z internowanych kolegów, Jan Kelus, który akurat wychodzi³ z Bia³o³êki, obieca³, ¿e pojedzie do £odzi i sprawdzi, co siê dzieje.

- Powiedzia³em mu, ¿e nie mogê znie¶æ niepewno¶ci - wspomina Jacek. - ¯e moja mama umar³a na raka, ¿e nasza przyjació³ka Wanda d³ugo umiera³a na raka. Przecie¿ gdy Gajka rodzi³a, zwija³em siê w domu w bólach, które ust±pi³y w momencie narodzin naszego syna Maciusia. A teraz czu³em, ¿e umieram.

Kelus obietnicy dotrzyma³. Przys³a³ gryps, ¿e Gajka nie mia³a badañ wskazuj±cych na podejrzenie raka. Doktor Edelman przys³a³ gryps: ¿e co prawda diagnozy nie ma, ale o leczenie nie ma siê co obawiaæ. Uspokajaj±ce listy s³a³a te¿ Gajka, przeprasza³a, ¿e zamilk³a ("pofolgowa³am sobie z powodu choroby"), ¿e przez ni± cierpia³ ("muszê byæ bardziej uwa¿na, bardziej jeszcze Tob± odbieraæ ¶wiat").



"Jestem niemi³osiernie pok³uta - w koñcu przyszed³ równie¿ list od Gajki. - Mam kroplówkê, która przez 5 - 8 godzin s±czy siê w ¿y³ê z zawarto¶ci± 30 mln jednostek penicyliny, co jest 27-krotn± jednego zastrzyku. £apa boli, s³abo¶æ ogólna dopiero teraz siê zaczê³a. Podobno tak trzeba. Marek przez pierwszy dzieñ nie wsta³ z krzes³a, obok ³ó¿ka. Konsultuj± mnie najlepsi lekarze £odzi. Teraz rozumiem, ¿e ta s³abo¶æ, z któr± walczy³am, i której nie mog³am zaakceptowaæ w Dar³ówku - a zaczê³o siê od transportu Go³dap - Dar³ówek - to by³o choróbsko, którego tamtejszy lekarz nie leczy³, bo nie raczy³ wzi±æ s³uchawek do rêki, mimo ¿e mu mówi³am, ¿e czujê siê jak podczas zapalenia p³uc.Teraz bêdê musia³a le¿eæ oko³o pó³ roku. Jedno jest pewne: na to siê nie umiera, wiêc siê nie zamartwiaj. Przyjmij, ¿e Marek jest geniuszem w te klocki i wyci±gnie mnie w jak najlepszym stylu. Obiecuje nawet, ¿e w lipcu zawiezie mnie do Ciebie do Bia³o³êki samochodem".

"Widzia³e¶, ¿e zdrowiejê, z ka¿dym dniem jest trochê lepiej, oddycham ³atwiej, rzadziej kaszlê. Ju¿ nied³ugo bêdê zdrowa, bêdê do Ciebie biega³a, nosi³a paczki. Chcê ci przekazaæ moj± pewno¶æ, moj± wiarê. Chcê, ¿eby¶ by³ spokojny i czeka³ na mnie" - pisa³a po widzeniu w lipcu.

"Widzia³am Ciê znowu. Taka siê czujê szczê¶liwa, obdarowana przez Ciebie, wyró¿niona Tob±. Kiedy w zwyczajno¶æ ¿ycia wchodzisz Ty, wszystko siê zmienia. W miejsce schematu, odruchu, rytua³u, wnosisz powinno¶æ, powagê, dociekliwo¶æ. A przede wszystkim gotowo¶æ przewarto¶ciowania wszystkiego w imiê tych kilku, ale najistotniejszych warto¶ci" - pisa³a w sierpniu.

"Prawie codziennie dzwoniê do Warszawy. Konsultujê zawarto¶æ paczek dla Ciebie przez telefon. Mo¿e Bóg da, ¿e nastêpn± bêdê mog³a przygotowaæ sama. A jak nie nastêpn±, to tê pierwsz± kolejn± po niej" - pisa³a we wrze¶niu.

We wrze¶niu siê nie widzieli. 2 wrze¶nia Kuroñ, wraz z dziesi±tk± KOR-owców i liderów "Solidarno¶ci", z internowanego przeistoczy³ siê w regularnego wiê¼nia. Wszczêto przeciwko nim ¶ledztwo i z Bia³o³êki przewieziono na Rakowieck±. 15 wrze¶nia Naczelna Prokuratura Wojskowa pisa³a do Gajki: "W odpowiedzi na list informujemy, ¿e uzyskanie widzenia z Jackiem Kuroniem w ogóle jest mo¿liwe. Niemniej z uwagi na obecne stadium ¶ledztwa, jak i pobyt obywatelki w szpitalu w £odzi, pozytywne za³atwienie widzenia musi byæ prze³o¿one na pó¼niej".

W pa¼dzierniku widzieli siê przez jedn± ma³± chwilkê. Jacek zd±¿y³ tylko podarowaæ jej ró¿ê i ju¿ eskortuj±cy go esbecy zabierali go z powrotem do wiêzienia. By³o to w ko¶ciele ¶w. Józefata na Pow±zkach, w czasie pogrzebu Henryka Kuronia. Ró¿ê zerwa³ Jacek z ¿a³obnego wieñca.

Pomy¶la³, ¿e Gajka blada, ¼le wygl±da. Ale wyt³umaczy³ sam sobie, ¿e trudno dobrze wygl±daæ na pogrzebie, ¿e to nie z choroby, ale z k³opotów. W koñcu mia³a ju¿ za sob± piêæ lat jego wiêzienia (a nie wiadomo, ile przed sob±) i syna odchodowanego na tyle, ¿e te¿ ju¿ go posadzili.

Kiedy tego ranka wszed³ do celi klawisz i kaza³ szykowaæ siê do golenia - Jackowi zamar³o serce. A potem stra¿nik spyta³: - Wie pan, na jaki pogrzeb pan jedzie?

- Pad³o s³owo "pogrzeb" i lêk, co czai³ siê we mnie, skoczy³ mi do gard³a - opowiada. - Kiedy us³ysza³em "pogrzeb ojca", ucieszy³em siê. Wype³nia³a mnie przedziwna mieszanina uczuæ: wdziêczno¶æ do taty, ¿e to on umar³, a nie Gajka, i wstyd, ¿e siê z tego ucieszy³em.

Dziewczynka z warkoczem



Kiedy Jacek za napisanie wraz z Karolem Modzelewskim "Listu otwartego do PZPR" poszed³ do wiêzienia, Gajka mia³a lat 25, a Maciu¶ - piêæ. "Wys³a³am pieni±dze - pisa³a 5 kwietnia 1965 roku debiutuj±ca w roli ¿ony wiê¼nia politycznego Gajka. - ¯a³ujê, ¿e tak pó¼no, ale nie wiedzia³am, ¿e 100 z³, które mia³e¶ przy sobie, musia³o i¶æ do depozytu. B³êdy wynikaj± z braku obycia z t± problematyk±. No, ale bêdê siê doskonaliæ". Jacek jednak uwa¿a³, ¿e od pocz±tku by³a doskona³a: "Zawarto¶æ pierwszej paczki by³a z kryminalnego punktu widzenia absolutnie wspania³a (rosó³ z drobiu czyni jadaln± ka¿d± zupê). Poza tym ¶wietny pomys³ z moj± prac± naukow± i dentyst±. Wszystko, co piszesz, wskazuje, ¿e zosta³a¶ stworzona na ¿onê kryminalisty".

Jej paczki by³y prawdziwymi arcydzie³ami kaloryczno¶ci, urozmaicenia, smaku. Biszkopty na samych jajkach (by by³y po¿ywne), starannie wysuszone (by zmie¶ci³o siê jak najwiêcej). Schab udaj±cy smalec, a pod nim sprytnie ukryta kawa. Banknoty stuz³otowe przemy¶lnie wmontowane w wafelki. Tê jej doskona³o¶æ jako ¿ony kryminalisty Stanis³aw Barañczak unie¶miertelni³ w wierszu powsta³ym ju¿ po jej ¶mierci.

Pamiêtaæ o papierosach. ¯eby zawsze by³y pod rêk±,

gotowe do wsuniêcia w kieszeñ, gdy znowu go zabieraj±.

Znaæ na pamiêæ przepisy dotycz±ce paczek i widzeñ.

Sztukê zmuszania miê¶ni twarzy do u¶miechu.

Jednym ch³odnym spojrzeniem gasiæ wrzask policjanta,

zaparzaæ spokojnie herbatê, gdy oni bebesz± szuflady.

Z obozu albo szpitala s³aæ listy, ¿e wszystko w porz±dku.

Tyle umiejêtno¶ci, taka perfekcja. Mówiê powa¿nie.

Chocia¿by po to, aby siê nie zmarnowa³y,

nagrod± za to wszystko powinna byæ nie¶miertelno¶æ,

a ju¿ co najmniej jej wybrakowana wersja, ¿ycie. (...)

Wyrok trzech i pó³ lat wiêzienia dla Jacka zapad³ w dziesi±t± rocznicê ich poznania "Drêtwiejê ze strachu na my¶l - pisa³a tego dnia Gajka - ¿e mog³am Ciê nie spotkaæ. Z perspektywy lat wydaje mi siê, ¿e nie wymigamy siê od teorii przeznaczenia, bo przecie¿ wtedy, dawno temu, kiedy nosi³am warkocze i chodzi³am ubrana jak pensjonarka, Ty by³e¶ doros³ym cz³owiekiem".

- Nie tylko Gaja, wszystkie trzy moje siostry - opowiada Ewa Dobrowolska - to kobiety jednego mê¿czyzny. Gaja patrzy³a na ¶wiat oczyma Jacka. Mnie to nawet irytowa³o, ¿e Gaja, gdy by³a z nim umówiona, rzuca³a wszystko w pó³ s³owa, ¿eby siê do niego nie spó¼niæ. Ko³o Jacka zawsze by³ tajfun i czasem my¶lê, ¿e gdy on szed³ do wiêzienia, Gaja za¿ywa³a trochê spokoju. Oddawa³a d³ugi, kupowa³a co¶ do domu.

Jacek pamiêta ten obóz walterowców w Wolinie w lipcu 1955 roku, na którym pozna³ piêtnastoletni± Gajkê, uczennicê II klasy liceum. Ju¿ na miejscu okaza³o siê, ¿e brakuje ³ó¿ek i koców. Ca³y wieczór szykowali spanie dla dzieciaków, obozowej kadrze pomaga³o kilka starszych dziewczyn. Potem Jacek ruszy³ na obchód sprawdziæ, czy wszystko w porz±dku. Tu poprawi³ materac, tam przykry³ kogo¶ kocem. W koñcu przyszed³ do jednego zastêpu, a tam ka¿de dziecko starannie przykryte, a na plecaku w k±cie przysnê³a jedna z tych dziewczyn. Kiedy siê zbudzi³a, Jacek spyta³, dlaczego tak ¶pi, dlaczego nie przysz³a tam, gdzie zebra³a siê kadra.

- Nie chcia³am wam zawracaæ g³owy - us³ysza³.

- Masz pewnie m³odsze rodzeñstwo i jeste¶ najstarsza w domu - powiedzia³. Przytaknê³a.

- My siê zawsze czepia³y¶my Gai - wspomina Ewa - bo mia³a pomys³y, jak siê z nami, m³odszymi siostrami, bawiæ. A gdy wysz³a za m±¿, kole¿anki z klasy my¶la³y, ¿e w domu przydarzy³o siê jakie¶ nieszczê¶cie, tak strasznie p³aka³am.

Tamtego wieczoru w Wolinie Jacek po raz pierwszy wzi±³ Gajkê za warkocz. Na naradach kadry ju¿ zawsze siada³ na jej pryczy i bawi³ siê jej warkoczem, a potem siê przejmowa³, ¿e zarzucano mu faworyzowanie Gajki.



Dziesiêæ lat pó¼niej, siedz±c w wiêzieniu, wspomina³ tamte lato: "Kiedy¶ wiatr ruszy³ p³ótnem namiotu, p³ótno dotknê³o moich w³osów i zdawa³o mi siê, ¿e to Twój warkocz. Przez chwilê by³em szczê¶liwy, a potem obudzi³em siê z uczuciem potwornego pragnienia. Pragn±³em byæ blisko Ciebie. Wtedy wystarczy³o przej¶æ parê kroków, ale trudno by³o je przej¶æ. I nikt, ani ja, ani Ty nie móg³ wiedzieæ, czy to w³a¶nie my jeste¶my po³ówkami jednego jab³ka".

"Jest co¶ takiego miêdzy lud¼mi - pisa³ w "Wierze i winie", ksi±¿ce-wyznaniu o tym, jak doszed³ do komunizmu i jak siê z niego, razem z Gajk±, wyzwala³ - ¿e kiedy zaczyna siê mi³o¶æ, to przylatuje anio³, którego nikt nie widzi oprócz tych, którzy siê kochaj±. Ja czu³em tego anio³a, ale nie mia³em odwagi powiedzieæ, ¿e to tak, wiêc siê broni³em. I jedyna pieszczota, to by³o to branie za warkocz".

- My¶la³em wtedy o sobie, ¿e jestem stary - mówi. - ¯e muszê uwa¿aæ, ¿eby jej nie skrzywdziæ. ¯e nie nale¿y uwodziæ ma³ych dziewczynek.

- Tylko w swojej wyobra¼ni Jacek by³ tym doros³ym facetem zakochanym w dziewczynce - mówi Ewa Milewicz, która pozna³a Kuroniów w czasach wspólnej dzia³alno¶ci w KOR-ze. - Przecie¿ on sam mia³ wtedy niewiele ponad dwadzie¶cia lat. Oni razem wspó³ro¶li.

Po tym lipcowym turnusie mia³ byæ nastêpny, ale Gajka przysz³a do Jacka, by mu powiedzieæ, ¿e na tym drugim ju¿ nie bêdzie.

- Dlaczego - spyta³.

- Bo Ciê kocham, a nie mam szans.

Nie widywali siê przez ca³y nastêpny rok, jednak Jacek czasem je¼dzi³ wieczorami z ¯oliborza na Mokotów, stawa³ pod jej domem i patrzy³ w o¶wietlone okna, za którymi ona - pilna uczennica - odrabia³a lekcje.

- Mia³y¶my szczê¶cie rosn±æ w normalnym, ciep³ym domu - opowiada Ewa. - Tata by³ przed wojn± rze¼nikiem, ale nie lubi³ tego zawodu. Po wojnie chwilê siedzia³ jako bur¿uj, bo mia³ sklep z wêdlinami, a potem ju¿ pracowa³ w biurze. By³ z nas, swoich czterech córek, bardzo dumny. Lubi³ powtarzaæ, ¿e nikt nie ma takich piêknych, m±drych i dobrych córek jak on. Udziela³ nam lekcji oberka, tanga, polki, fokstrota, wyobra¿a³ sobie, ¿e przygotowuje nas na bale. Jako ostatni doszed³ do rodziny nasz najm³odszy brat Jacek. Tata mia³ ju¿ wtedy Parkinksona i Gaja zabra³a brata ze sob±, gdy zamieszka³a z mê¿em.

Karol Modzelewski powiedzia³ kiedy¶, ¿e Kuroñ ma wielkie talenty wychowawcze, zw³aszcza w dziedzinie chowania sobie ¿ony. A dzi¶ dodaje: - Prawda, mówi³o siê, ¿e wychowa³ sobie ¿onê, tylko ¿e wychowa³ j± sobie do tego, ¿eby ona go wychowywa³a. Gaja by³a dla niego moralnym autorytetem.

Jacek zreszt±, choæ innymi s³owy, mówi to samo. - Gajka mnie stworzy³a, wszystko, co we mnie dobre, mam z niej. Konsultowa³em z ni± wszystkie wa¿ne decyzje. Powiedzia³a: "dobrze", znaczy "dobrze"; mówi: "¼le", znaczy "¼le"; Gajka siê waha, trzeba siê wahaæ.

Teresa Bogucka, która nale¿a³a do krêgu warszawskich studentów organizuj±cych wiec 8 marca 1968 r.: - Dla nas, komandosów, Gajka, któr± zaczêli¶my odwiedzaæ przed 1968 rokiem, kiedy Jacek siedzia³ w wiêzieniu, by³a nies³ychanie wa¿n± osob± - jedyn± ze ¶wiata doros³ych, która uwa¿a³a, ¿e to my buntuj±c siê, mamy racjê. Wszyscy inni próbowali nam przet³umaczyæ, ¿eby¶my sobie dali spokój, bo to siê ¼le dla nas skoñczy.

Na miarê marzeñ

Pierwsze ich listy pochodz± z lipca 1958 roku. Ona wtedy zdawa³a na fizykê (dopiero pod jego wp³ywem zamieni j± na psychologiê), on by³ na obozie wojskowym w Wa³czu. Kilometrami ganiali go po poligonie w pe³nym ekwipunku, ale wystarczy³o, by og³oszono piêæ minut przerwy, a zaraz wyjmowa³ zeszyt i pisa³ do niej, na przyk³ad tak: "Istot± cz³owieczeñstwa jest bunt. Jest w cz³owieku taki bakcyl niezgody na z³o. Im mocniejszy, tym mocniejszy jest cz³owiek. Nie zgodzê siê na konformizm nigdzie i w ¿adnych warunkach. Powiesz zapewne, Gaju, ¿e nic nie zdzia³am. Masz racjê, ale tu nie chodzi o zmianê czy naprawê wojska. To, co tu robiê, ma sens dla mnie".



Drobne, staranne, czytelne pismo Gajki, pokre¶lone, kulfoniaste, miejscami nieczytelne pismo Jacka (ani ¶ladu skargi, ¿e nie mo¿e go odcyfrowaæ). Kilkaset ich listów, rozdzielonych foliowymi "koszulkami", spoczywa dzi¶ w archiwum Fundacji "Karta". Nie jeste¶my ich pierwszymi czytelnikami, nim trafia³y do adresatów, czytali je prokuratorzy, cenzorzy, ubecy, funkcjonariusze wiêzienni. Poza gar¶ci± listów z wojska, które te¿ przecie¿ musia³y byæ czytane przez zwierzchno¶æ, ca³a korespondencja Jacka i Gra¿yny to listy z i do wiêzienia.

Ich ¿ycie wype³nione by³o lud¼mi, ale w listach s± tylko oni i nikt wiêcej. Musieli mieæ ¶wiadomo¶æ, ¿e SB szuka w ich listach informacji.

W czerwcu 1976 roku, po Radomiu i Ursusie, Jacka na wszelki wypadek powo³ano do wojska. "Mia³am w nocy z³e sny - pisa³a do niego Gajka. - Wraca³ motyw Ciebie znikaj±cego, ja szuka³am w lesie, wo³a³am. Ty miga³e¶ mi w gêstwinie, nie dawa³e¶ mi znaku i traci³am Twój ¶lad. Mia³am przy sobie gruby zeszyt na listy do Ciebie. Kartki siê kolejno wyrywa³y i tonê³y w bagnie. Obudzi³am siê tak przestraszona, ¿e nie by³am w stanie zacz±æ pisaæ listu".

Zapewniali siê w listach o bezgranicznej mi³o¶ci i stawiali sobie nawzajem wielkie wymagania. Jacek namawia³ Gajkê, dziel±c± dzieñ miêdzy pracê zawodow±, wychowywanie syna, dorabianie, za³atwianie opozycyjnych interesów i wystawanie po ró¿nych korytarzach, by uzyskaæ zgodê na widzenie czy dodatkow± paczkê, bo akurat znów go aresztowano - by robi³a doktorat.

"Zrozum, nie ma o tym mowy - odpowiada³a mu 27 czerwca 1977 roku. - Kiedy byli¶my we dwoje, ma³o mieli¶my czasu na czytanie, bibliotekê, spokojniejsze pomy¶lenie. A teraz? Chyba sobie wyobra¿asz, ile mam k³opotów, jak du¿o pracy. Tylko Ty przy swojej niezwyk³ej umiejêtno¶ci koncentrowania siê mog³e¶ w naszym domowym rozgardiaszu pracowaæ. Ja muszê mieæ spokojn± g³owê. A tu telefon dzwoni do pó¼na w nocy, a zaczyna dzwoniæ ¶witem. Chwilami mam poczucie, ¿e oduczy³am siê spaæ. Umówmy siê tak, w czerwcu i przez okres wakacji nie zacznê nad tym pracowaæ".

On z wiêzienia prosi³, ¿eby koniecznie wyjecha³a na wakacje, a ona siê broni³a: "Nie potrafiê sobie wyobraziæ, co by by³o, gdyby¶ zosta³ puszczony, a ja dowiedzia³abym siê o tym za kilka godzin czy dni. Zazdro¶ci³abym wszystkim, których wcze¶niej widzia³e¶, którzy Ciebie mogli wcze¶niej widzieæ. Chyba umar³abym z piekielnej zazdro¶ci".

- Przy Gajce odkry³em, na czym polega mi³o¶æ - opowiada Jacek. - Trzeba siê staæ takim, jakim ta druga osoba chce Ciê widzieæ. Jako wychowawca wiedzia³em, ¿e ma³e dziewczynki maj± swoje marzenia i ¿e Gajka sobie mnie wymarzy³a innego, lepszego. Wiêc z ca³ej si³y stara³em siê taki zostaæ. Kiedy po ¶lubie powiedzia³a, ¿e siê rozczarowa³a, bo za ma³o czytam, natychmiast zwiêkszy³em liczbê czytanych ksi±¿ek. Ona uwa¿a³a, ¿e gdyby¶my tak ¿yli, ¿e musieliby¶my siê tego wstydziæ - zabiliby¶my nasz± mi³o¶æ.

Pisa³ do niej: "Zawsze stara³em siê byæ na miarê Twoich marzeñ. Stawa³em na rzêsach, by¶ siê na mnie nie zawiod³a".

"Jestem Ciebie pewniejszy w ka¿dej sprawie wielkiej i ma³ej. Ty uchronisz mnie przed tchórzostwem, ma³ostkowo¶ci±".

"Nastawia³em siê tylko na to, ¿eby przetrwaæ wiêzienie. Ty kaza³a¶ siê nastawiæ na to, ¿eby jak najwiêcej skorzystaæ z tego czasu"; "Je¶li chodzi o gimnastykê, wykonujê skrupulatnie 4 razy dziennie wszystkie æwiczenia, które mi poleci³a¶: wdechy, no¿yce, pompki, sk³ony".

Pisa³a do niego: "Kiedy byli¶my razem i wraca³am do domu wieczorem, z niepokojem patrzy³am w okno. Ba³am siê, ¿e mo¿e Ciebie nie byæ. Nie my¶la³am o tym, ¿e mo¿e Ciê nie byæ przez tydzieñ, miesi±c, rok. Ba³am siê, ¿e ten wieczór nie bêdzie nasz. Teraz, kiedy siedzê sama w domu, nie pozwalam sobie na podobne my¶li, by³oby to samobójstwem. Duszê g³êboko têsknotê, a raczej przetwarzam j± na ¶wiadomo¶æ tego, ¿e jeste¶ mój. I ta ¶wiadomo¶æ jest moj± rado¶ci±".



"Zaklinam Ciê, nie martw siê. Ja wszystko ¶wietnie znoszê i nie jest mi ani ¼le, ani smutno. Pamiêtaj, potrafiê czekaæ i wolê takie czekanie od ka¿dego innego wyboru ¿ycia. Ja naprawdê jestem szczê¶liwa".

A jednak Jacek siê martwi³. Tym, ¿e on podejmuje decyzje, a p³aci ona i Maciek. "My¶lê du¿o o odpowiedzialno¶ci - pisa³ wiêc. - Straszne k³opoty i zmartwienia zwali³em na Twoje plecy. Gdyby nie to, móg³bym powiedzieæ, ¿e jestem zadowolony z losu".

Kiedy¶, kto¶ ze znajomych, u¶wiadomi³ mu, ¿e jego niepokorne zachowania mog± siê odbiæ na finansach rodziny, ¿e nie pozwol± mu zarabiaæ.

Jacek na to: - Nied³ugo Gra¿yna skoñczy studia i zacznie pracowaæ.

- Z moralnych wzglêdów nigdy siê nie zgodzisz - o¶wiadczy³ znajomy - ¿eby ¿ona ciê utrzymywa³a.

"Có¿ za brednia - komentowa³ tê wymianê zdañ w li¶cie do Gajki Jacek. - Z ca³ym obiektywizmem, na jaki mnie staæ, rozwa¿am sobie tê sprawê. I nie mam ¿adnych skrupu³ów, ¿eby byæ na Twoim utrzymaniu. Ty przecie¿ jeste¶ ja".

Czasem jednak mia³ wyrzuty sumienia. Nie, ¿e to ona zarabia, ale ¿e to on za du¿o wydaje. "Chcê, ¿eby¶my mieli pieni±dze, ¿eby¶ siê ubiera³a - pisa³ - a wydajê ca³± forsê. Nawet mnie nie staæ na podjêcie zobowi±zania, ¿e bêdê mniej pi³ kawy. Ale jakie¶ tam zobowi±zanie z³o¿ê. Przyrzekam, ¿e bez wyra¼nej, wa¿nej i trudnej sytuacji nie bêdê je¼dzi³ taksówk±".

Kiedy Gra¿yna skoñczy³a studia, mia³a nadziejê zostaæ na uniwersytecie, ale jako ¿ona Kuronia nie mia³a szans. Bra³a dorywcze cha³tury, w koñcu dosta³a pracê w poradni psychologiczno-zawodowej, najpierw na Pradze, pó¼niej na ¯oliborzu. Pracowa³a tam lat kilkana¶cie. Czasem nasy³ano kontrolê, szukano pretekstu do jej zwolnienia. Pokontrolne sprawozdania stawa³y siê nieoczekiwanie dla samych kontrolerów peanem na cze¶æ jej pracy.

W pa¼dzierniku 1982 roku, kiedy chorowa³a?, kole¿anki z przychodni napisa³y, ¿e przyjê³y kogo¶ na jej miejsce, ale pod warunkiem ¿e odejdzie natychmiast, jak Gajka wróci do pracy. Podpisano z ni± zreszt± umowê tylko na tak d³ugo, na jak d³ugo opiewa³o lekarskie zwolnienie Gajki.

Jacek: - Do jej poradni by³a kolejka z ca³ego miasta. By³a geniuszem s³uchania. Dla ludzi, którzy lubi± mówiæ o sobie, a ja do takich nale¿ê, to idealne. Przestawa³a istnieæ, zamienia³a siê w s³uch, wszystko by³o dla niej donios³e.

Kapitan okrêtu i narzeczona marynarza

Mieszkali na ¯oliborzu u rodziców Jacka, we trójkê z Maækiem w jednym pokoju, i do tego pokoju ka¿dy, o ka¿dej godzinie, móg³ wej¶æ bez pukania. I ca³y czas kto¶ wchodzi³.

Teresa Bogucka: - Organizowa³am Gajce wagary od KOR-owskiej codzienno¶ci, zdobywa³am bilety do teatru, wyci±ga³am na spacer, raz uda³o nam siê nawet wyrwaæ na tydzieñ do NRD - nie wiem, jakim cudem dosta³y¶my obydwie stemple w dowodzie.

- Gajce mo¿na siê by³o zwierzaæ - mówi Ewa Dorowolska. - Ale ona by³a tak naprawdê typem samotnicy, skryta, tak jak mama i pozosta³e siostry. Wiadomo by³o, ¿e jest szczê¶liwa, nie prosi³a nigdy o pomoc, nigdy, nie by³a w rozpaczy. Pomagaæ jej dawa³o siê jedynie mimochodem, dyskretnie.

- By³a osob± g³êbok± emocjonalnie i opanowan±, bez cienia egzaltacji - wspomina j± Modzelewski. - Mo¿e i mia³a jakie¶ s³abo¶ci, ale nigdy nie mia³em okazji ich zobaczyæ.

Ewa Milewicz: - To by³ dom, gdzie Jacek by³ najwa¿niejszy, albo dlatego ¿e siedzia³, albo dlatego ¿e w³a¶nie wyszed³ z wiêzienia.

Paula Sawicka: - Jacek ró¿ne rzeczy robi³ dla Gajki i tylko dla niej. Na przyk³ad nie buntowa³ siê przeciwko chodzeniu na suknach i jedzeniu sa³aty.

W ka¿dej sprawie Gajka stawa³a murem za Jackiem. W jednym siê z nim nie zgadza³a. Uwa¿a³, ¿e ubekowi, który przyszed³ na rewizjê, nale¿y zrobiæ herbatê, bo trzeba widzieæ w nim cz³owieka. Ale tu Gajka siê zapiera³a, ¿e to nie s± jej go¶cie. On z nimi konwersowa³, kolegowa³ siê, a ona pokazywa³a im surow±, nieprzystêpn± twarz i nie podawa³a im krzes³a. Dla niej to byli prze¶ladowcy Jacka.



- Ja wzorowa³am siê na ich ma³¿eñstwie - opowiada Paula Sawicka. - To od Gajki nauczy³am siê, ¿e trzeba dmuchaæ na domowe ognisko, ¿eby dawa³o ciep³o. Powielali¶my nawet ich relacje z przychodz±cymi na rewizjê ubekami. Ja na nich warcza³am, a mój m±¿ Mirek ¶ci±ga³ im z pawlacza star± walizkê, ¿eby mieli w czym wynie¶æ zarekwirowane u nas ksi±¿ki.

- Gajka mia³a w sobie - mówi Ewa Milewicz - miêkko¶æ i stal, dwie fantastyczne cechy, je¿eli siê nad nimi panuje. Je¶li sprawa dotyczy³a Jacka, sz³a jak czo³g. W sierpniu pojecha³a do Stoczni, ¿eby nie zapomnieli przy podpisywaniu Porozumieñ, ¿e jej m±¿ siedzi. S³odka i rozumiej±ca, nagle zachowywa³a siê jak uciele¶nienie mê¿czyzny? mo¿e raczej uciele¶nienie mêsko¶ci?. Pamiêtam moj± przyjació³kê, która mia³a mê¿a alkoholika, uwa¿a³a, ¿e on nie mo¿e uczestniczyæ w opozycji, ¿e za ³atwo bêd± go szanta¿owaæ. Przysz³a do Jacka prosiæ, ¿eby przekona³ o tym jej mê¿a. I wtedy odezwa³a siê Gaja: "Ka¿demu z nas co¶ jest, a kto¶ to musi robiæ". No i rzeczywi¶cie, ka¿dy z nas co¶ mia³, chore dziecko albo otwarty przewód doktorski.

- Mieszkanie Kuroniów - ci±gnie Milewicz - to by³o biuro. Jak Jacka posadzili w sierpniu, Gaja potrafi³a przej±æ ca³± organizacjê, ustala³a dy¿ury przy tzw. ksiêdze pok³adowej, gdzie notowano wszystkie zatrzymania i inne represje. Gdy dzwoni³a, to by³o jasne, ¿e trzeba siê natychmiast stawiæ i swoje odpracowaæ. Jak go wsadzali, stawa³a siê kapitanem okrêtu.

Przy tym wszystkim Gajka prowadzi³a normalny dom, w którym zawsze by³o co¶ do jedzenia, choæby nie wiem ilu przysz³o niezapowiedzianych go¶ci. Piek³a ciasta, robi³a pracoch³onny pilaw, sma¿y³a wielkie patelnie mielonych kotletów. A przecie¿ wszystkiego tego nauczy³a siê ju¿ przy Jacku.

- Nasz dom rodzinny by³ absolutnie antypedagogiczny - wspomina Ewa. - Nasza mama robi³a wszystko sama, nas w ogóle nie wpuszcza³a do kuchni, kocha³a gotowaæ, pewnie po niej Maciu¶ odziedziczy³ ten talent.

W Sierpniu Jacek by³ wielkim nieobecnym, albo by³ w Gdañsku w siedzibie zwi±zku, albo w jakich¶ innych rozjazdach. Gaja by³a wtedy bardzo sama.

- Przychodzi³a do mnie, gdy wychodzi³a z psem na spacer - mówi³a Ewa Milewicz - ale wystarczy³o, ¿eby Jacek zadzwoni³, ¿e w³a¶nie wróci³ - wraca³ po dniu, albo po dwóch dniach, albo po tygodniu, i nie dawa³ wcze¶niej znaku, kiedy wróci, ¿eby Gaja przerwa³a w pó³ s³owa rozmowê i wybieg³a. On spada³ jak jastrz±b, a ona bieg³a do domu, jakby by³a narzeczon± marynarza, który wróci³ z dalekiego rejsu.

Do tego mieszkania pe³nego dysydentów, bibu³y, a od czasu do czasu policji, przychodzi³y na okr±g³o dzieci. To by³y dzieci z podwórka, puka³y: "Pani da siê pobawiæ z Filonkiem". Jednym z tych dzieci by³ nasz kolega redakcyjny Adam Wajrak.

- Mia³em osiem lat - mówi - kiedy widzia³em j± ostatni raz. Zapamiêta³em j± jako piêkn± Indiankê. Sta³ym elementem naszego podwórka by³ mi³y starszy pan - tata Jacka, który gdy by³o ciep³o, siedzia³ przed domem na fotelu, i piêkna pani z pieskiem, to by³a pani Gaja. Jacka nie pamiêtam z tamtego czasu, pewnie siedzia³. Gdy pó¼niej, ju¿ jako licealista wspomaga³em kampaniê wyborcz± Jacka w 1989 roku, obraz piêknej pani ju¿ mi siê zamaza³. U Jacka w pokoju wisi jej pastelowy portret, zawsze tak siadam, by siê mu przypatrywaæ. W stanie wojennym nie by³o ¼le, d³u¿sze ferie, czo³gi do ogl±dania na ulicach, podwórkowe dzieci formuj±ce siê w dru¿yny ZOMO i "Solidarno¶ci" i obrzucaj±ce siê ¶nie¿kami. Tylko z mieszkania na parterze najpierw znikn±³ pies, kto¶ powiedzia³, ¿e otruli go ubecy. Potem umar³ starszy pan. A potem pamiêtam, jak rodzice powiedzieli: "Oni pani± Gajkê zabili".

Mnie znaj± prawie wszystkie

"Jak zwykle, kiedy siê tu dostajê, zaczynam okrutnie têskniæ za Tob±, co jest bezspornie dobr± stron± tej zabawy - pisa³ Jacek 15 grudnia 1981 roku w pierwszym li¶cie/ w stanie wojennym?, jeszcze z wiêzienia w Strzembielinku. - Dziêki niej nasza mi³o¶æ nie powszednieje.

iby¶my umieli ocaliæ j± od zszarzenia. Nie dali nam jednak tego popróbowaæ."

- Wtedy - mówi - wydawa³o mi siê, ¿e têsknota za Gajk± jest czym¶ nie do zniesienia. Dzi¶ wiem, ¿e taka têsknota, o której siê wie, ¿e siê kiedy¶ skoñczy, to piêkna rzecz.

- Pamiêtam pierwszy dzieñ stanu wojennego - wspomina Paula Sawicka. - Posz³am do Gajki, a ona mówi: "Zabrali mi jednego ch³opa, zabrali mi drugiego ch³opa, ale przynajmniej wyrwa³am im pokwitowanie na Maciusia".

By³ 16 grudnia 1981 roku i Gajka zaczê³a akurat robiæ ciep³e kapcie na drutach dla Jacka i Maæka - nigdzie nie mo¿na by³o dostaæ kapci - kiedy przyszli j± internowaæ. Zajê³o im ca³e trzy dni, by zrozumieæ, ¿e zawsze, gdy Jacek szed³ do wiêzienia, Gajka ci±gnê³a jego sprawy. Tak by³o w roku 1965, 68, 77, 80. Mo¿e zatem u¶wiadomienie sobie tego zajê³o im nie trzy dni, ale piêtna¶cie lat?

21 grudnia 1981 roku Gra¿yna prosi³a z Olszynki Grochowskiej, ¿eby Jacek koniecznie napisa³ o realiach, w jakich ¿yje, o prawach, jakie mu przys³uguj±, bo przecie¿ ona kiedy¶ wróci do domu i musi wiedzieæ, co bêdzie mog³a dla niego zrobiæ. 8 stycznia 1982 roku, ju¿ z Go³dapi, opisywa³a, ¿e internowanie ma tylko jeden minus: nie mo¿e zajmowaæ siê paczkami dla niego i je¼dziæ na widzenia.

Kiedy w styczniu 1982 roku przewieziono internowane do Go³dapi, pisa³a: "Dom stoi w lesie mieszanym, dos³ownie na wyci±gniêcie d³ugiej rêki, ¶wierki, brzozy, sosny. I szaleñstwo ptaków, przychodz± stada sikorek, wielkie, kolorowe sójki, dziêcio³y. Nie znam imion wszystkich dziewczyn, bo jest nas oko³o 250. To taki bardzo du¿y obóz harcerski. Mnie znaj± prawie wszystkie, nie moja to zas³uga".

Danuta Sto³ecka, internowana tam wraz z Gra¿yn±, mówi, ¿e dla niej ka¿dy list od Jacka to by³o ¶wiêto. Listy przynoszono do sto³ówki, ale ona ich tam nie czyta³a. Wraca³a do pokoju, robi³a sobie na ³ó¿ku grajdo³, zas³ania³a dostêp fotelem, z czego¶ tam robi³a parawan, i wtedy dopiero otwiera³a kopertê.

- Zmobilizowana, pogodna, dzielna - opowiada Danusia - skupia³a siê nie na nas, jej dawnych znajomych i przyjacio³ach, ale na m³odszych internowanych, by³a ich dru¿ynow±.

"Chyba pomagam swoj± pogod± innym, bo lgn± do mnie, wygrzewaj± siê w moim ciepe³ku - pisa³a Gajka do Jacka. - Nie nad±¿am z ¿yciem towarzyskim. Jestem nim nawet zmêczona. Ale poczucie s³u¿by ka¿e siê wzi±æ w gar¶æ. Wczoraj zaczê³o siê dla mnie inne ¿ycie: mamy maleñk± salkê do cichej nauki".

"¯adna z moich kole¿anek - donosi Jackowi - nie poczu³a, ¿e mi smutno. Zawsze szukaj± we mnie oparcia i pomocy. Naprawdê tylko Ty wiesz, ¿e przez chwilê straci³am formê. Ale jest ju¿ dobrze". W tym li¶cie, z 21 maja, Gra¿yna po raz pierwszy wspomina o swojej chorobie. O tym, ¿e drugi miesi±c ma wysokie OB, co ¶wiadczy o silnym stanie zapalnym. ¯e bierze ju¿ drug± seriê erytromycyny. "Bez przyzwoitych badañ szpitalnych ka¿de leczenie bêdzie spowolnione. Przecie¿ trzeba postawiæ diagnozê. Na szczê¶cie to podwy¿szone OB nie boli, nie przeszkadza ¿yæ".

Tego samego dnia informuje w li¶cie siostrê Ewê, ¿e je¶li przewioz± j± do zwyk³ego wiêziennego szpitala - rozpocznie g³odówkê.

¯yjmy, jak umiemy najpiêkniej

- By³o takie zebranie, na którym powo³ywano Kluby Samorz±dnej Rzeczypospolitej - opowiada Marek Edelman. - Dos³ownie kilka dni przed wprowadzeniem stanu wojennego. Na sali pó³mrok, obok mnie Gaja, ca³a w rumieñcach. Pytam, co jej jest, mówi, ¿e siê przeziêbi³a. Pamiêtam, ¿e ju¿ wtedy poczu³em niepokój. A kiedy zobaczy³em rentgen jej p³uc, od razu wiedzia³em, ¿e to ¶miertelna choroba: zw³óknienie p³uc.

- Edelman powiedzia³ jej w pewnym momencie - mówi Teresa Bogucka - ¿e wypadki tej choroby s± bardzo rzadkie i zazwyczaj ¼le siê koñcz±. A Gajka ¶mia³a siê, ¿e przejdzie do historii jako rzadki wypadek. W szpitalu by³a jak zawsze piêkna, mo¿e nawet piêkniejsza, radosna, by³ w jej pokoju taki rozbawiony nastrój, ca³y czas siê ¶mieli¶my.



Pierwsza oficjalna wersja g³osi³a, ¿e to gru¼lica, potem, ¿e klepsiella, to znaczy kliepsielowe, bakteryjne zapalenie p³uc. Bakteria to nie brzmia³o bardzo powa¿nie, w ¶wiecie, w którym istniej± antybiotyki. Z drugiej jednak strony, mo¿na siê by³o domy¶laæ, ¿e co¶ jest nie tak po reakcjach Marka.

Kiedy Gajka opu¶ci³a ju¿ szpital, Edelman odst±pi³ jej najlepszy pokój w swoim mieszkaniu.

Nie pozwala³ samej sobie robiæ herbaty.

Musia³a przed nim chowaæ swoj± bieliznê, ¿eby przypadkiem jej nie upra³.

Wychodz±c do pracy, potrafi³ pod sto³em czy ³ó¿kiem umie¶ciæ kontrolny k³ak kurzu, ¿eby sprawdziæ, czy przypadkiem nie zamiata³a.

Kiedy przyjaciele pytali, czy to rak, Edelman odpowiada³: "Gorzej".

- Jacek spyta³ mnie w grypsie - mówi Marek Edelman - co jest Gajce. Odpowiedzia³em, ¿e ma ciê¿k± chorobê, ale nigdzie nie bêdzie leczona lepiej ni¿ w Polsce. On by³ w wiêzieniu i nie mog³em mu powiedzieæ prawdy. Nie napisa³em mu wprost, ale on tego i tak nie by³by chyba w stanie przyj±æ.

- Od razu po tych zdjêciach rentgenowskich Marek powiedzia³ mi, ¿e to ¶miertelna choroba - mówi Ewa Dobrowolska. - Jackowi nie powiedzia³. Mimo to Jacek pisa³, ¿e jest gotów jechaæ z ni± za granicê na leczenie. Ale Gajka tego nie chcia³a. Mia³a niez³omne zasady. T³umaczy³a mi "Gdyby Jacek mia³ wyjechaæ za granicê na leczenie ze mn±, to ja musia³abym umrzeæ, ¿eby daæ ¶wiadectwo prawdzie, ¿e Jacek nie stchórzy³, ale chcia³ byæ ze mn± do koñca. A przecie¿ ja nie chcê umrzeæ".

- W trakcie widzenia Ewa poda³a mi kartkê - opowiada Jacek - na której by³o napisane, ¿e je¿eli chcê wyjechaæ z ¿on± na leczenie, Kiszczak mi to u³atwi. Nawet by³o to jako¶ tak ujête, ¿e on mi to proponuje. Nie bardzo rozumia³em konwencjê, ale widaæ nale¿a³o zachowaæ dyskrecjê, skoro przeciwnik siê tego domaga³, napisa³em wiêc na kartce: "Je¿eli trzeba ratowaæ Gajkê, zrobiê wszystko".

Ewa zapewni³a go, ¿e Gajce nic nie grozi, ¿e zdaniem Edelmana nie jest tak ¼le.

- Wiem - mówi Edelman - on dla niej gotów by³ podpisaæ wszystko. Genera³ Kiszczak chêtnie by go pu¶ci³. Ale wiedzia³em te¿, ¿e Gajka nie chcia³aby nigdzie jechaæ, ani sama, ani z nim, poniewa¿ uwa¿a³a, ¿e jego miejsce jest tutaj i ¿e to by³oby sprzeniewierzenie siê ca³emu jego ¿yciu.

" Mój kochany wariacie - pisa³a - plany podró¿y nie podobaj± mi siê wcale. Zmiana klimatu zreszt± nie wskazana. W Kruczym Borku bêdzie akurat, byle by¶ wyszed³. Ja wiem, ¿e prze¿y³e¶ piek³o. Ale ¿yjê, ¿yjemy, i mamy jeszcze trochê czasu. Przecie¿ tego nigdy nie wiemy, wiedzieæ nie bêdziemy, ile nam zosta³o. ¯yjmy, jak umiemy najpiêkniej dla siebie. Zawsze chcia³am, ¿eby¶ by³ wspania³y. To prawda, sprawia³o mi przyjemno¶æ, kiedy inni zauwa¿ali i my¶leli podobnie jak ja i mia³am za z³e, kiedy niesprawiedliwie, ¼le o Tobie mówiono, chocia¿ ma³o mnie to bola³o, wiedzia³am, ¿e nie maj± racji. Czego siê dla nas bojê, to Twojej kariery. Mam strach niczym nie umotywowany, strach, ¿e to by³by nasz koniec. ¦mieszne. Giniesz w mamrze, a ja o karierze. Ale tego bojê siê naprawdê. Wiêc je¶li chcesz daæ mi siebie, obiecaj, ¿e nie bêdziesz nigdy robi³ ¿adnej kariery. Proszê z ca³± powag±, tak to przyjmij. Jak mi obiecasz, bêdê spokojniejsza".

- Oczywi¶cie, ani jej by³o w g³owie wyje¿d¿aæ - opowiada Paula Sawicka. - Ale nigdy nie widzia³am jej takiej szczê¶liwej, jak wtedy, gdy dowiedzia³a siê, ¿e Jacek jest gotów postawiæ j± na pierwszym miejscu, przed wszystkim innym .

Siedzieæ pod niebem gwia¼dzistym



20 czerwca: "Niewyobra¿alne stê¿enie dobroci, chêci s³u¿enia, pomocy, taktu w tym wszystkim. Marek jako Archanio³, wcale nie cukierkowy, ale dobry a¿ do bólu. Ca³y personel jest tym zara¿ony i dlatego nie jest to szpital, ale niebo. Podejrzewam, ¿e kiedy bêdê poza jakimkolwiek zagro¿eniem, dopiero wtedy Marek powie, czego siê obawia³. ¯e siê obawia³ tego, nie umia³ ukryæ. By³ taki wieczór, kiedy we mnie wbija³ kolejny zastrzyk, a w siebie kolejny kieliszek, bo ba³ siê i¶æ do domu. Najgorsze mamy poza sob±. Jacku, bêdê szybko zdrowia³a dla Ciebie".

5 lipca: "Do niedawna spa³am przez 20 godziny na dobê. Mêczy³o mnie wszystko i po krótkim czuwaniu czu³am siê jak po wej¶ciu na ¦winicê. Od kilku dni nie ¶piê, zaczynam czytaæ, rozmawiaæ, mo¿e jestem po kryzysie i zaczynam zdrowieæ, chocia¿ zdjêcia p³uc ci±gle z³e. Wyobra¼ sobie, ¿e Edelman, który sam chorowa³ na gru¼licê, wymy¶li³, ¿e mnie rzucisz, jak siê dowiesz, ¿e jestem gru¼liczka. Dlatego zakaza³ mówiæ o gru¼licy, podtrzymuje nawet dla KS MO wersjê zapalenia p³uc. Powoli, powoli pewnie zdecyduje siê ujawniæ prawdê. ¯adne wzglêdy spo³eczne, a to np. prze¶wietlenie moich wspó³towarzyszek itp. nie s± dla niego warte komplikacji emocjonalnych, które mog³yby mnie spotkaæ. To z jednej strony ¶mieszne, bo widaæ, jak bardzo nie zna Ciebie i nie odbiera aktualnych nastawieñ spo³ecznych. Dla niego, choruj±cego na gru¼licê w 47 roku, to straszna choroba, która na równi z ¿ydostwem komplikowa³a ¿ycie i nie mo¿na jej by³o zaakceptowaæ. Z drugiej strony, to wzruszaj±ce, bo w tych zwariowanych czasach gotów jest chroniæ czyje¶ szczê¶cie nawet wbrew rozs±dkowi. Na wyrost proszê mój kochany, nie rób mu w przysz³o¶ci ¿adnych wymówek, nie czuj siê dotkniêty, zrozum intencjê".

13 lipca: "Zapalenie p³uc, czy gru¼lica, lecz± siê. Naprawdê nie mam raka. Wszyscy tu ciesz± siê, ¿e tyjê, zdrowiejê. Jestem ¶wiadkiem lekarskich sporów. Proporcja g³osów 4:1. Cztery za gru¼lic± i samotny g³os Marka za bakteryjnym zapaleniem p³uc. Czujê siê z Markiem zdrowsza, silniejsza. Bêdê wkrótce wypisana, ju¿ tylko dwa tygodnie".

W sierpniu, na czas remontu, zamkniêto oddzia³ Edelmana w ³ódzkim szpitalu im. Pirogowa i Gajka pojecha³a nad Narew do Kruczego Borku. Mia³a tam na spó³kê z siostr± Ew± kawa³ek ziemi i drewnian± cha³upkê.

- Nasz tata, jak na tamte czasy, to siê dorobi³ - opowiada Ewa Dobrowolska - i ka¿dej z nas podarowa³ po 700 dolarów. To by³y oszczêdno¶ci ca³ego jego ¿ycia, dobrze, ¿e nie doczeka³ siê Balcerowicza. Zastanawia³y¶my siê z Gaj±, co z tym zrobiæ. Mia³y¶my ochotê jechaæ do Pary¿a, no ale co by¶my powiedzia³y tacie? "Dziêkujemy, ¿e oszczêdza³e¶ ca³e ¿ycie po to, ¿eby¶my mog³y pobyæ tydzieñ w Pary¿u?". Chcia³y¶my zrobiæ mu przyjemno¶æ, dobrze zainwestowaæ jego pieni±dze, wiêc kupi³y¶my Kruczy Borek. Gaja kocha³a wie¶, a tata nie lubi³ wsi i ¶mia³ siê z nas bardzo, ¿e kupi³y¶my hektary piasku.

- Gajka by³a w Borku szczê¶liwa - wspomina Ewa Milewicz. - Opowiada³a, ¿e budzi siê rano, a tu zaj±c siê bawi na podwórku. Ja widzia³am przed sob± takie same sosny, a jak ona je opisywa³a, to ka¿da by³a inna. Maciek chyba wtedy zamierza³ siê ¿eniæ, bo Gajce ca³y czas siê marzy³o, ¿e urodzi jej siê wnuk.

6 sierpnia: "Jeszcze chwilkê popiszê do Ciebie, a potem pójdê popatrzeæ na gwiazdy - pisa³a Gaja, od lat, kiedy byli rozdzieleni, umawiali siê na te nocne rozmowy z oddali - rozmawiaæ z Tob±. Tak mi wstyd, ¿e bywa³o k³ad³am siê spaæ, kiedy Ty siedzia³e¶ pod niebem gwia¼dzistym. Mog³am byæ obok, a nie by³am".



24 sierpnia: "Nie mogê sama podnie¶æ koca, za¶cieliæ ³ó¿ka, wylaæ wody po umyciu siê, upraæ sobie majtek. Przez cztery tygodnie w Borku le¿a³am na le¿aku i hamaku na przemian. Wcze¶niej nie by³abym w stanie wyobraziæ sobie, ¿e bêdê umia³a tak leniwie spêdzaæ czas. Póki le¿ê i nic nie robiê, czujê siê prawie dobrze. Nie mêczy oddech, nie mam ataków duszno¶ci, jestem taka prawie zdrowa, trochê jeszcze s³aba. Natomiast po przej¶ciu paru metrów, kilku schodków, umyciu jednej nogi czy innym sportowym wyczynie, w tej klasie szczególnie trudne jest jedzenie posi³ku, muszê odpoczywaæ wielokrotnie d³u¿ej, ni¿ trwa wyczyn. Czasem tracê wiarê w to, czy kiedykolwiek bêdê ¿y³a bez oporu cia³a, bez tych przykrych ograniczeñ. Wiem, ¿e bêdê, bo tak bardzo chcê ¿yæ dla Ciebie i z Tob±. Muszê byæ zdrowa".

7 pa¼dziernika: "Nie wyobra¿a³am sobie, ¿e proces zdrowienia jest tak wyczuwalny i stopniowalny. Od d³u¿szego czasu piszê w listach, ¿e zdrowiejê. I ci±gle co kilka dni stwierdzam, ¿e jest znowu lepiej. Potem jeszcze lepiej. W ten sposób metodycznie zbli¿am siê do normy. Nie chc± mnie jednak lekarze uznaæ za zdrow±, twierdz±c, ¿e w ¶lad za popraw± samopoczucia musi pój¶æ zmiana obrazu radiologicznego p³uc. A obrazek ani drgnie, i wszyscy zachodz± w g³owê, jak to mo¿liwe. Teraz, kiedy jestem poza niebezpieczeñstwem, Marek przyznaje siê, ¿e ró¿ni jego koledzy po fachu, którzy konsultowali moje zdjêcia, dzwoni±, ¿eby upewniæ siê, czy pacjentka ¿yje, bo s±dz±c z obrazka, szanse mia³a niewielkie. A ja tymczasem, kiedy siedzê, le¿ê i wolno chodzê, nie odczuwam dolegliwo¶ci wcale. Nie mogê jeszcze wej¶æ na schody, schyliæ siê, czy wykonywaæ szybkich ruchów bez wielkiej zadyszki. Ale z tym poradzê sobie w najbli¿szym czasie. Przede mn± jeszcze kilkumiesiêczny program zdrowienia. Ale czujê wiele jego objawów: apetyt, mniejsze zapotrzebowanie na sen, chêæ zobaczenia ludzi, czêste my¶li o pracy w Poradni. Jeszcze niedawno nie martwi³a mnie perspektywa rocznego zwolnienia lekarskiego, a potem najpewniej renty. Dzi¶ ju¿ inaczej na to patrzê. W my¶li przygotowujê siê do powrotu do domu, ale bojê siê pustego mieszkania. Takie meble opustosza³e bez Ciebie, Dziadka, Maæka. Czy sobie poradzê? Czy bêdê umia³a zmobilizowaæ siê i nie zalaæ ³zami".

3 listopada: "Jacku zdrowiejê. Muszê wyzdrowieæ, chcê wyzdrowieæ. Tylko ta droga taka jeszcze d³uga. Mam okresy sporego os³abienia, szczególnie w trakcie intensyfikowania kuracji. Nieszybko wrócê do Warszawy, póki konieczne s± codzienne zastrzyki, czêste analizy, nie czu³abym siê tam bezpieczna. Tu w £odzi parê razy w ci±gu dnia Marek podejmuje na gor±co decyzje. Daje mi to pe³ne poczucie bezpieczeñstwa. Mam do niego bezgraniczne zaufanie w tej materii. Przeci±gnê pobyt w £odzi do doj¶cia do formy, tak ¿ebym mog³a w Warszawie prowadziæ aktywniejsze ¿ycie".

8 listopada: "Nic siê nie martw, powoli, powoli zdrowiejê i zarêczam, kiedy bêdziemy mogli byæ razem, bêdê ju¿ zupe³nie zdrowa. Mo¿e zostan± drobne felery, takie jak niemo¿no¶æ chodzenia po górach, zabawy w narty. Ale wtedy bêdziemy martwiæ siê, kiedy przyjdzie pora. Czekam spokojnie i z rzadka irytujê siê w³asn± s³abo¶ci± cia³a. Ostatnio wziê³am kolejn± seriê leków, bardzo silnych, przez dwa tygodnie nie wstawa³am z ³ó¿ka, odjê³o mi wszystkie si³y. Ale zaraz po zakoñczeniu kuracji zaczê³o siê poprawiaæ i od czterech dni wstajê. Siedzê sobie w fotelu, czytam, s³ucham muzyki. Czeka mnie po dwóch tygodniach powtórzenie serii, mo¿e powtórkê zniosê lepiej".

Kiedy chorzy umieraj±

Tego lata i jesieni na oddziale Marka Edelmana by³ wielki ruch znajomych: le¿eli u niego Teresa Bogucka, Ewa Milewicz i Wiktor Woroszylski, który potem napisa³ wiersz "Pan doktor i Bóg".

Kiedy chorzy umieraj± Doktór przyciska czo³o

do pór roku do chrapi±cego miasta

i mówi Bóg tak chcia³

Ale tego ranka

Doktór p³acze i buntuje siê Obieca³e¶ krzyczy

ona mia³a ¿yæ przynajmniej do jego powrotu

i jeszcze trochê w

odzyskanym domu jego mi³o¶ci

dlaczego posk±pi³e¶ ja³mu¿ny cudu

odrobiny powietrza jej biednym p³ucom

Tam w górze Bóg

nie gniewa siê na zbuntowanego

Doktora

Tylko poprzez ciebie t³umaczy

poprzez twoje dotkniêcie i noc

bezsenn±

mogê czyniæ cuda

i przecie¿ starali¶my siê obydwaj

te dwa ostatnie miesi±ce to chyba my

I obaj

Doktór i Bóg

p³acz± nad m³od± kobiet±

dla której wyczerpali mo¿liwo¶æ cudu

Edelman chcia³, ¿eby Gajka doczeka³a siê Jacka. To by³y czasy baby z cielêcin±. W jego zamra¿arce na najpiêkniejszym kawa³ku miêsa Gajka napisa³a "amnestia" - czeka³ na uwolnienie Jacka Kuronia.

- Ten wiersz by³ zbyt osobisty - mówi Edelman. - Poza tym nieprawdziwy, bo Gajka by³a do koñca szczê¶liwa, u¶miechniêta. Wiedzia³em, jakie objawy bêdzie mia³a przed ¶mierci± i powiedzia³em, ¿e jak siê stanie to a to w³a¶nie, to bêdzie znak, ¿e zdrowieje. Wiem, pewnie my¶licie, ¿e jestem bezczelny skurwysyn, ale uwa¿a³em, ¿e tak trzeba. Leczy³em j± objawowo, ¿eby siê dobrze czu³a. Lepiej ni¿ u mnie nie by³oby jej nigdzie.

Robi³ wszystko, ¿eby odwróciæ jej uwagê od umierania. Wysila³ siê na wyrafinowane k³amstwa i sprytne pó³prawdy. Opisywa³ jej przysz³o¶æ tak, by nie wzbudziæ jej podejrzeñ. Zawióz³ j± do krawcowej, która mia³a jej uszyæ kostium, tak jakby fakt, ¿e czeka siê na kostium, móg³ odegnaæ ¶mieræ.

- Na Zawrat to ju¿ nigdy nie wejdziesz - mówi³. - Chodziæ bêdziesz pomalutku. Trzeba ci bêdzie kupiæ ma³ego fiata. Bêdziesz rencistk± przez ³adnych parê lat.

My¶li, ¿e mu wierzy³a, bo nie przesadza³, nie próbowa³ obiecywaæ, ¿e ca³kiem wyzdrowieje, przeciwnie, zapewnia³, ¿e ju¿ zawsze bêdzie mia³a k³opoty z chodzeniem, oddychaniem, ¿e nigdy nie wróci do olimpijskiej formy.

- Powiedzia³em - mówi - ¿e j± zabiorê do Merano.

- Jakie Merano, dlaczego Merano?

- To w³oska Riviera - odpowiada za Edelmana Paula Sawicka, która wtedy latem i jesieni± 1982 przyje¿d¿a³a do Gajki do £odzi co kilka dni. - Przed wojn± je¼dzili tam na wczasy bogaci ¯ydzi i Marek tak wyobra¿a sobie raj: Morze ¦ródziemne, dziewczyny w organdynowych sukienkach, w doro¿kach, pod parasolkami od s³oñca.

- Jestem dumny - mówi Edelman - ¿e Gajce w ogóle nie przysz³o do g³owy, ¿e umiera. W³o¿y³em w to nie tylko ca³± moj± wiedzê medyczn±, ale i moj± filozofiê umierania. Na czym to polega? ¯eby cz³owiek pozosta³ cz³owiekiem, nie cierpia³, mia³ nadziejê, bo bez tego nie sposób ¿yæ. Od 6 czerwca do 23 listopada tylko tym siê zajmowa³em. Raz chcia³em siê z tego jako¶ otrz±sn±æ, pos³a³em j± do Warszawy na tydzieñ, a ona dzwoni i mówi: "Zabierz mnie z powrotem".

- Ale ludzie czêsto przeczuwaj±, ¿e umieraj±. Jeste¶ pewny, ¿e to nie by³a gra na twój benefis?

- Jestem pewien. Nic nie wiedzia³a. A wy co my¶licie, ¿e by¶cie siê domy¶li³y, gdyby mi zale¿a³o, ¿eby was oszukaæ?

- Przez ostatnie miesi±ce ¿ycia Gajki - mówi Bogucka - wszyscy¶my grali swoje role. Du¿o bym da³a, ¿eby wiedzieæ, co ona wiedzia³a naprawdê.

Ewa Milewicz: - Chyba co¶ podejrzewa³a, bo kilka razy nagle siê odwróci³am i zobaczy³am, ¿e ona tê u¶miechniêt± twarz ma tylko na pokaz.

- Nie umiem odpowiedzieæ na pytanie, czy wiedzia³a - mówi jej siostra Ewa, jedyna, obok Teresy Boguckiej, osoba, której Edelman powiedzia³ wprost ca³± prawdê. Kiedy ten ostatni raz zawie¼li j± do szpitala, powiedzia³a:

- Ewa, ja umieram.

A ja na to: - Nie Gaju, nie, Marek mi wszystko wyt³umaczy³. Po prostu niepotrzebnie otworzy³a¶ okno, przeziêbi³a¶ siê.

Co¶, córeczko, pokrêci³a¶

W poniedzia³ek, 22 listopada, bladym ¶witem, do celi Jacka Kuronia na Rakowieckiej wszed³ stra¿nik.

- Jedzie pan do ¿ony, do szpitala. Tylko proszê siê nie niepokoiæ. Doktor chce, ¿eby pan siê zobaczy³ z ¿on±, bo to dobrze zrobi na leczenie.



Powie¼li go do £odzi samochodem, do pilnowania przydzielili mu nie esbeków, ale BOR-owców. Nim wszed³ do sali, gdzie le¿a³a Gajka, Edelman wzi±³ go na stronê.

- Jacek... co¶ ci muszê powiedzieæ - zacz±³.

Ale Jacek ju¿ wiedzia³. Przyj±³ z jego rêki butelkê whisky, odkrêci³ i wypi³.

- Ona umrze, Jacek...

S³ysza³ to, ale chcia³, ¿eby te s³owa jeszcze nie pad³y. Milcza³.

- Ona umrze prêdko.

- Kiedy? Dzi¶? Za tydzieñ, za miesi±c? - spyta³.

- Tego nie wiem - odpowiedzia³ Edelman. - Tego nikt ci nie powie. Chod¼my do niej. Pamiêtaj, masz siê u¶miechaæ.

"Mia³a w ustach aparat tlenowy - napisa³ kilkana¶cie lat pó¼niej w "Spoko, czyli kwadratura ko³a". - Taka piêkna. Taka m±dra. Co¶ mówili¶my, ale to nie mia³o tego znaczenia, jakie mia³o. Czu³em siê oszukany. Przecie¿ wszystko, co robi³em w ¿yciu, robi³em dla niej. Wiêzienia, "Solidarno¶æ" - te¿ dla niej".

Gaja martwi³a siê, ¿e Jackowi chce siê paliæ, a przy niej mu nie wolno, wiêc wygania³a go na korytarz. Wiedzia³, ¿e nie powinien i¶æ, bo to s± ich ostatnie minuty, ale chcia³, ¿eby by³o tak, jak ona chce, bo on ju¿ nic nie chcia³. Edelman poprosi³, ¿eby zostawili go na noc w szpitalu, ale zabrali go do aresztu.

"Le¿a³em na koju - pisa³ Jacek - i modli³em siê. Czu³em, jak ciê¿ko Gajce oddychaæ i prosi³em Pana Boga, ¿ebym móg³ oddychaæ za ni±. I Bóg mnie wys³ucha³, czu³em to, stara³em siê ³apaæ jak najwiêcej powietrza, ale by³o coraz gorzej i gorzej. A potem wszystko przesta³o mnie boleæ. I to by³a godzina, w której moja Gajka umar³a".

Ostatni list od Jacka - z 21 listopada - przyszed³ na adres Edelmana ju¿ po jej ¶mierci. "Co¶, córeczko najdro¿sza, pokrêci³a¶. Piszesz najpierw, ¿e zdrowiejesz, powoli, ale systematycznie. Nastêpnie, ¿e tego Twojego zdrowienia nie uwzglêdnia prze¶wietlenie, które >ani drgnie<. A potem, ¿e na podstawie prze¶wietlenia ró¿ni koledzy Marka obawiali siê, ¿e umrzesz. Mówi³ Ci to sam Marek. W pierwszej chwili pomy¶la³em, ¿e mnie sparali¿uje ze strachu. Uprzytomni³em sobie jednak, ¿e gdyby tak to by³o, jak Ci siê napisa³o, to Marek powiedzia³by Ci, ¿e na podstawie Twego obrazu s±dz±c, umrzesz. A tego on powiedzieæ nie móg³, ergo co¶ kochanie moje pokrêci³a¶. Dziêki Bogu. Tylko S³oneczko moje nie zamartwiaj siê tym, ¿e mnie przestraszy³a¶".

Podziel siê