Uwaga, wdowa!
tekst Katarzyna Surmiak-Domańska. imiona bohaterów zmienione
2008-02-25, ostatnia aktualizacja 2008-02-25 11:22
Wierności mężowi już nie dochowuję. Ale nie czuję się z tym w porządku.
ZOBACZ TAKŻE
- Marzę, żeby być już stara (01-11-09, 01:00)
- Kochać księdza (08-10-09, 15:00)
- Wdowy nie będą dostawać rent po mężach? (13-08-09, 01:00)
- Żona czekisty (01-10-07, 11:00)
- Pieniążek. Kobiety gangsterów (02-09-07, 11:00)
RAPORTY
SERWISY
Przez rok po śmierci męża Edyta codziennie szykowała dla niego obiad. Jej adres mailowy to wdowa@... Psychoterapeutka grozi, że jak go nie zmieni, to przestanie się do niej odzywać. Ma 27 lat. Żoną była sześć lat, wdową jest od trzech. Mieszka na wsi.
W przedpokoju na wprost wejścia powiesiła portret męża, obok oprawioną w ramkę pochwałę: 'Bogusławowi... za uratowanie zakładu przed awarią, kierownik'. W salonie na regale porozstawiała jego zdjęcia: z wesela, ze spaceru z dziećmi, z nią na rękach. - Siostra mówi, że niepotrzebny ten ołtarzyk i żebym coś z tym zrobiła. Ale czy zrobię, jeszcze nie wiem - przyznaje Edyta. - Życie składa się z etapów. Jak jeden przyspieszysz, to wcześniej wejdziesz w następny i masz zapas. Tak kiedyś myślałam.
Wcześnie wyszłam za mąż, bo chciałam szybko się czegoś dorobić i mieć czas na to, żeby z mężem i dorosłymi dziećmi podróżować. Moja rodzina, gdy byłam dzieckiem, nie była szczęśliwa. Postanowiłam, że moja będzie lepsza. Początki były trudne, ale wkrótce zaczęło iść według mojego planu. Ściany w tym domu stawialiśmy sami. Malowaliśmy każdy pokój na inny kolor, bo jak jest biednie, to niech chociaż będzie kolorowo. Lodówkę i pralkę wzięliśmy z ogłoszenia. I było pięknie. Nawet chleb suchy z solą jeść, ale własny. Żeby już z teściową nie mieszkać.
Boguś jedynaczek, a ja ta zła, obca, co wszystko źle robi, co psu spod ogona wypadła. Boguś lawirował, a ja mu nawet o wszystkich upokorzeniach nie mówiłam, żeby go nie przybijać. Do końca nie wiedział, że którejś nocy głowę na torach kolejowych położyłam. Myślałam: teraz Boguś zrozumie, jak mnie w jego domu krzywdzono. Ale zaraz pomyślałam: chwileczkę, jak ma zrozumieć, skoro mu się nie skarżyłam. Teściowa to zaraz tak przekręci, że pewnie miałam nieczyste sumienie albo że psychiczna byłam. Nie, jak tak ma być, to lepiej wracam. Rozmówiłam się z Bogusiem i pojechaliśmy do mnie na wieś. Zaczęliśmy się budować na dachu mojej mamy. W dziewiątym miesiącu na rowerze jeździłam elektryka szukać, ludzie w czoło się pukali. Ale ja chciałam szybciej, szybciej, żeby już był ten następny etap - ten nasz własny dom.
Śmierć w komórce
- Boguś coraz lepiej zarabiał, urodziło nam się dwoje dzieci, w domu przybywało mebli. Ale marzyliśmy, żeby kiedyś pobudować się oddzielnie. I ostatnio jedziemy samochodem i nagle Boguś po hamulcach. Przed nami dom jak z naszych marzeń. - Taki dom sobie wybudujemy - powiedział. A ja: - Tak, kochanie. I wreszcie nie musimy się spieszyć. Byłam autentycznie, bezmiernie szczęśliwa. Pomyślałam: jaka to ja mądra byłam, że wszystko tak szybko pozałatwiałam. Dzieci urodzone, mieszkać mamy gdzie, praca jest, nowy dom można budować i dziesięć lat. A ja mam dopiero 24 lata i teraz już będzie z górki. Może nawet studia zacznę, żeby się nie nudzić.
Miesiąc później Boguś wracał nad ranem samochodem z nocnej zmiany, zadzwonił z drogi i wtedy był ten wypadek. To, że dzwonił, wyszło po jego śmierci. W dzień pogrzebu nagle SMS, że mam wiadomość. Numer Bogusia - co to za żarty, myślę. A tam nagrany moment wypadku. Nie odbierałam, bo spałam, więc włączyła się sekretarka. Odsłuchuję, a tam tylko krzyk: "Nieee!", i huk.
Tydzień leżał w śpiączce w szpitalu. Wchodzę, rozglądam się: 'Gdzie Boguś?'. 'Ano tu' - teściowa płacze. 'Przecież to nie Boguś' - mówię. Głowa chyba trzy razy większa, po paznokciach go poznałam. I wtedy pomyślałam, że mam dwa wyjścia - albo wybiec z tego szpitala i najlepiej, żeby mnie od razu pochowali, tylko co z dziećmi? Albo rzeczywiście zacząć te studia i pójść do pracy. Więc zaraz po pogrzebie dokończyłam kurs prawa jazdy, a od następnego roku zapisałam się na studia zaoczne. Za rok kończę. Bo mnie się w życiu wszystko udaje, tylko bywa, że trochę się przesuwa w czasie. Nawet to, że pani tu jest. Odpisałam na pani ogłoszenie na forum wdów i pani zaraz do mnie zadzwoniła, do mnie pierwszej! Dzwonię do kolegi i mówię: 'Trzymaj się krzesła, przyjeżdża do mnie ta babka z » Wyborczej «', a on: 'No nie, rozwalasz mnie'. A ja mu na to: 'Pamiętaj, nie ma takiej siły, żeby mnie zatrzymała, kiedy sobie coś zaplanuję'.
Wiem, co czujesz
Na forum internetowym mamy-wdowy piszą, jakie słowa najbardziej je denerwowały po stracie męża. Wygrywa tekst: 'Wiem, co czujesz'. Kolejne miejsca zajmują: 'Tak widocznie musiało być', 'Czas leczy rany', 'Co cię nie zabije, to cię wzmocni', 'Bądź silna' oraz 'Na pewno jeszcze sobie ułożysz życie'.
Poza tym internautki piszą:
arinya: Moja sąsiadka doprowadza mnie do pasji, powtarzając przy każdej okazji: 'Ale obiecaj, że zaprosisz mnie na ślub'.
hania: Mój brat po załatwieniu pogrzebu: 'No, masz to już za sobą'.
magdatysz: Sąsiadka: 'O, mąż ci zginął, to w końcu sobie porządniejszy samochód kupiłaś... Pewnie z odszkodowania miałaś'.
inseg: Kilka osób w stylu: 'Pomyśl: jeden komplet pościeli, połowa wsadu do pralki, jedna bułka na stole zamiast dwóch...'.
dryfujacabezcelu: Bliska osoba: 'W pracy ciągle się ze mnie śmieją, że taki zmarzluch jestem, że niedogrzana. No, ale co się dziwić, cały tydzień sama, męża widuję tylko w weekendy'.
asiamars: Przyjaciółka: 'Jak on mógł ci to zrobić'.
inquisitive: Znajoma: 'A jakbyś miała wybór, to kogo wolałabyś stracić, męża czy dziecko?'.
fiambala: 'A może i tak by wam nie wyszło...'.
W przedpokoju na wprost wejścia powiesiła portret męża, obok oprawioną w ramkę pochwałę: 'Bogusławowi... za uratowanie zakładu przed awarią, kierownik'. W salonie na regale porozstawiała jego zdjęcia: z wesela, ze spaceru z dziećmi, z nią na rękach. - Siostra mówi, że niepotrzebny ten ołtarzyk i żebym coś z tym zrobiła. Ale czy zrobię, jeszcze nie wiem - przyznaje Edyta. - Życie składa się z etapów. Jak jeden przyspieszysz, to wcześniej wejdziesz w następny i masz zapas. Tak kiedyś myślałam.
Wcześnie wyszłam za mąż, bo chciałam szybko się czegoś dorobić i mieć czas na to, żeby z mężem i dorosłymi dziećmi podróżować. Moja rodzina, gdy byłam dzieckiem, nie była szczęśliwa. Postanowiłam, że moja będzie lepsza. Początki były trudne, ale wkrótce zaczęło iść według mojego planu. Ściany w tym domu stawialiśmy sami. Malowaliśmy każdy pokój na inny kolor, bo jak jest biednie, to niech chociaż będzie kolorowo. Lodówkę i pralkę wzięliśmy z ogłoszenia. I było pięknie. Nawet chleb suchy z solą jeść, ale własny. Żeby już z teściową nie mieszkać.
Boguś jedynaczek, a ja ta zła, obca, co wszystko źle robi, co psu spod ogona wypadła. Boguś lawirował, a ja mu nawet o wszystkich upokorzeniach nie mówiłam, żeby go nie przybijać. Do końca nie wiedział, że którejś nocy głowę na torach kolejowych położyłam. Myślałam: teraz Boguś zrozumie, jak mnie w jego domu krzywdzono. Ale zaraz pomyślałam: chwileczkę, jak ma zrozumieć, skoro mu się nie skarżyłam. Teściowa to zaraz tak przekręci, że pewnie miałam nieczyste sumienie albo że psychiczna byłam. Nie, jak tak ma być, to lepiej wracam. Rozmówiłam się z Bogusiem i pojechaliśmy do mnie na wieś. Zaczęliśmy się budować na dachu mojej mamy. W dziewiątym miesiącu na rowerze jeździłam elektryka szukać, ludzie w czoło się pukali. Ale ja chciałam szybciej, szybciej, żeby już był ten następny etap - ten nasz własny dom.
Śmierć w komórce
- Boguś coraz lepiej zarabiał, urodziło nam się dwoje dzieci, w domu przybywało mebli. Ale marzyliśmy, żeby kiedyś pobudować się oddzielnie. I ostatnio jedziemy samochodem i nagle Boguś po hamulcach. Przed nami dom jak z naszych marzeń. - Taki dom sobie wybudujemy - powiedział. A ja: - Tak, kochanie. I wreszcie nie musimy się spieszyć. Byłam autentycznie, bezmiernie szczęśliwa. Pomyślałam: jaka to ja mądra byłam, że wszystko tak szybko pozałatwiałam. Dzieci urodzone, mieszkać mamy gdzie, praca jest, nowy dom można budować i dziesięć lat. A ja mam dopiero 24 lata i teraz już będzie z górki. Może nawet studia zacznę, żeby się nie nudzić.
Miesiąc później Boguś wracał nad ranem samochodem z nocnej zmiany, zadzwonił z drogi i wtedy był ten wypadek. To, że dzwonił, wyszło po jego śmierci. W dzień pogrzebu nagle SMS, że mam wiadomość. Numer Bogusia - co to za żarty, myślę. A tam nagrany moment wypadku. Nie odbierałam, bo spałam, więc włączyła się sekretarka. Odsłuchuję, a tam tylko krzyk: "Nieee!", i huk.
Tydzień leżał w śpiączce w szpitalu. Wchodzę, rozglądam się: 'Gdzie Boguś?'. 'Ano tu' - teściowa płacze. 'Przecież to nie Boguś' - mówię. Głowa chyba trzy razy większa, po paznokciach go poznałam. I wtedy pomyślałam, że mam dwa wyjścia - albo wybiec z tego szpitala i najlepiej, żeby mnie od razu pochowali, tylko co z dziećmi? Albo rzeczywiście zacząć te studia i pójść do pracy. Więc zaraz po pogrzebie dokończyłam kurs prawa jazdy, a od następnego roku zapisałam się na studia zaoczne. Za rok kończę. Bo mnie się w życiu wszystko udaje, tylko bywa, że trochę się przesuwa w czasie. Nawet to, że pani tu jest. Odpisałam na pani ogłoszenie na forum wdów i pani zaraz do mnie zadzwoniła, do mnie pierwszej! Dzwonię do kolegi i mówię: 'Trzymaj się krzesła, przyjeżdża do mnie ta babka z » Wyborczej «', a on: 'No nie, rozwalasz mnie'. A ja mu na to: 'Pamiętaj, nie ma takiej siły, żeby mnie zatrzymała, kiedy sobie coś zaplanuję'.
Wiem, co czujesz
Na forum internetowym mamy-wdowy piszą, jakie słowa najbardziej je denerwowały po stracie męża. Wygrywa tekst: 'Wiem, co czujesz'. Kolejne miejsca zajmują: 'Tak widocznie musiało być', 'Czas leczy rany', 'Co cię nie zabije, to cię wzmocni', 'Bądź silna' oraz 'Na pewno jeszcze sobie ułożysz życie'.
Poza tym internautki piszą:
arinya: Moja sąsiadka doprowadza mnie do pasji, powtarzając przy każdej okazji: 'Ale obiecaj, że zaprosisz mnie na ślub'.
hania: Mój brat po załatwieniu pogrzebu: 'No, masz to już za sobą'.
magdatysz: Sąsiadka: 'O, mąż ci zginął, to w końcu sobie porządniejszy samochód kupiłaś... Pewnie z odszkodowania miałaś'.
inseg: Kilka osób w stylu: 'Pomyśl: jeden komplet pościeli, połowa wsadu do pralki, jedna bułka na stole zamiast dwóch...'.
dryfujacabezcelu: Bliska osoba: 'W pracy ciągle się ze mnie śmieją, że taki zmarzluch jestem, że niedogrzana. No, ale co się dziwić, cały tydzień sama, męża widuję tylko w weekendy'.
asiamars: Przyjaciółka: 'Jak on mógł ci to zrobić'.
inquisitive: Znajoma: 'A jakbyś miała wybór, to kogo wolałabyś stracić, męża czy dziecko?'.
fiambala: 'A może i tak by wam nie wyszło...'.
Źródło: Wysokie Obcasy
-
"Jednak wolę, że Boguś nie żyje, niż żeby miał
trombozuh
26.02.08, 22:03
miał mnie zdradzić czy porzucić. Do mnie 'wdowa' pasuje. Lubię to słowo. Bo zjednej strony jest w nim zapisane, że męża mam, i jest jakaś stabilizacja. A zdrugiej - wiadomo, że ten mąż »
-
Uwaga, wdowa!
manacina
26.02.08, 22:25
"wdowi staż" - ponad 10 lat. Cały czas sama. Ostatnio, podczas luźniej,towarzyskiej rozmowy padło w moją stronę pytanie - ze strony mężczyzny - czyrównież z kobietami uprawiam seks. Po »
-
Uwaga, wdowa!
inga.s
27.02.08, 13:59
Celowo przestałam zaglądać na forum mama-wdowa, bo jakoś nie mogłam się tam znaleźć. Poza tym, czytanie o cudzych nieszczęściach sprawiało, ze czułam się jeszcze gorzej. Sama jestem wdową »
W numerze z 28 sierpnia
- Wysokie Obcasy to sobotni dodatek Gazety Wyborczej
- Galeria okładek
- Kup E-wydanie
Najczęściej czytane24 htydzień










