http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Jak rozmawiać z dzieckiem o seksie?

Paulina Reiter
08.09.2011 , aktualizacja: 08.06.2011 11:11
A A A Drukuj
Yytania, które często zadają sobie rodzice staną się przedmiotem dyskusji na seminarium Yytania, które często zadają sobie rodzice staną się przedmiotem dyskusji na seminarium "Śniadanie do szkoły, czyli co jedzą nasze dzieci".
Ekscytują się niezdrowo dorośli, a nie dzieci - rozmowa z Alicją Długołęcką
Aniołki
Aniołki
ZOBACZ TAKŻE
Puszczę pani moją rozmowę z dziewczynkami w wieku ośmiu i dziesięciu lat, którą zrobiłam, przygotowując się do napisania książki dla dzieci o seksie. Coś panią zaskoczyło?

Podoba mi się to, że rozmowa o seksie jest też rozmową o kobiecości, męskości. Nie tylko o tym, skąd się biorą dzieci, co to jest wzwód i gdzie jest pochwa.

Nie 'nie tylko', ale 'aż'. Bo właśnie o tych rzeczach boimy się mówić najbardziej. Jesteśmy przerażeni, że będziemy musieli tłumaczyć, na czym polega wytrysk. A chcielibyśmy, żeby nasze dziecko to wiedziało od nas, a nie zobaczyło na filmie pornograficznym w okolicach IV lub V klasy. Albo jeśli już zobaczy, to żeby wiedziało, co widzi, i się nie nabawiło jakiegoś urazu lub 'niezdrowo' nie ekscytowało. Ale trudno nam się przełamać. Łatwiej jest rozmawiać o tym, jaka jest idealna kobieta i idealny mężczyzna.

Mnie to nie przyszło do głowy, gdy rozmawiałam z synem. Nigdy go nie pytałam, jakim chciałby być mężczyzną. Zaskoczyło mnie też to, ile te dzieci już wiedzą.

Specjalnie puściłam pani rozmowę z dziećmi w wieku wczesnoszkolnym, żeby uświadomić, że edukowanie seksualne dziecka w klasie V i VI - bo tak programowo wchodzi wychowanie do życia w rodzinie - bywa nieco spóźnione. To właściwy czas na strukturalizację informacji, właśnie na zajęciach w szkole. Ale to nie jest tak, jak myślą niektórzy politycy - że zapisujemy wtedy białe tablice.

Pyta pani dziewczynek, kiedy według nich można rozmawiać z dziećmi o seksie. Odpowiadają, że wtedy, kiedy dzieci zaczynają rozumieć słowa. Czyli bardzo wcześnie.

I mają rację. Dlatego nie będziemy dziś rozmawiać o edukacji seksualnej nastolatków. Rodzic, który nie zajął się edukacją seksualną swojego dziecka przed 12. rokiem życia, nie ma prawa się dziwić, że inicjowanie takiej rozmowy będzie męczarnią. Jeśli nie ma między nami otwartej relacji i dialogu od najwcześniejszych lat, to nie ma się co zabierać do edukacji seksualnej nastolatka. Wtedy można porozkładać na półce książki z tej dziedziny i dziecko sobie samo weźmie i poczyta. Można się rozejrzeć, kto wśród znajomych ma dobry kontakt z młodzieżą, i niech on lub ona porozmawia z naszym dzieckiem. I nie wypytujmy go potem, o czym rozmawiali. Okres dojrzewania jest okresem autonomizacji. Gdy pojawiają się gwałtowne zmiany biologiczne, dziecko zaczyna się nas wstydzić, zaczyna czuć pewnego rodzaju obrzydzenie do cielesności, nagości rodziców i ich seksualności. Nie ma w tym nic dziwnego i złego. To znak odcięcia się. Skoro w tym samym czasie w dziecku zaczyna budzić się pożądanie, to naturalne, że odcina się ono od rodziców i w pełni przyswaja kulturowe tabu kazirodztwa, aby odkrywać własną seksualność. To nie jest dobra pora, byśmy się do tego mieszali. To zmora mojego zawodu. Przychodzą do mnie rodzice dojrzewających dzieci i oczekują wsparcia i porady. A ja mówię: 'Wasz czas minął, zostajecie z tym, co daliście dziecku wcześniej'. Trudno to powiedzieć w oczy przerażonemu rodzicowi, ale takie są fakty.

Rodzice zaczynają rozmawiać z dziećmi w okresie dojrzewania, bo ich motywacją jest np. to, żeby córka nie zaszła w ciążę.

To niedobra motywacja! Powinno nią być to, że chcę, by moje dziecko umiało wybrać w przyszłości sensownego partnera, tworzyć bliskość i miało udany seks. Ale kto z nas zadaje sobie takie pytania w czasie, kiedy dziecko uczy się czytać i pisać? Zachęcam do takich refleksji - czy ja i mój partner przekazujemy dziecku informację, że istnieje coś takiego jak seks, coś, co łączy kobietę i mężczyznę i jest związane z bliską, intymną relacją. I że jest przyjemny.

Czyli tak jak z czytaniem - nie wystarczy kazać dziecku czytać, trzeba samemu czytać, żeby miało dobry wzorzec.

Tak. Trzeba świadczyć swoim życiem, inaczej dziecko w okresie dojrzewania wykrzyczy nam w twarz, że jesteśmy hipokrytami. Moralizatorstwo nie sprawdza się zwłaszcza w edukacji seksualnej. Chowanie się po kątach z tym tematem w rodzinie nie ma żadnego sensu, dziecko powinno być świadkiem, obserwatorem uczestniczącym. Oczywiście nie namawiam, by dziecko oglądało stosunki seksualne rodziców. Powinno wiedzieć, że istnieje coś takiego jak seks i że to jest obszar, do którego nie ma dostępu, tzn. że jego rodzice wchodzą w wyjątkowe i pozytywne relacje przeznaczone wyłącznie dla nich. To jest właśnie nauka intymności i jej granic. Gdy dziecko idzie do szkoły, jest już w jakimś sensie wychowane seksualnie, bo ma wpojone różne wzorce.

Jedna z dziewczynek mówi, że dziwi się dorosłym, że wstydzą się o tym rozmawiać. Że sobie wymyślili, że jak się mówi o seksie, to jest to coś nieprzyzwoitego. I dodaje, że w ustach niektórych dorosłych słowa 'cipka' i 'penis' brzmią jak przekleństwo.

Tak. Dzieci są mądrzejsze od wielu dorosłych. Widzimy to, zwłaszcza jeśli oglądamy debaty sejmowe lub programy publicystyczne na ten temat. Ekscytują się niezdrowo dorośli, a nie dzieci.

W klasach I-III dziecko chłonie informacje, jeszcze nie myśli abstrakcyjne, jest otwarte na różne propozycje i wzorce. To ten wiek, kiedy dziecko można nauczyć tolerancji, różnorodności, akceptacji dla świata - w zakresie ekologii, ról płciowych, praw dzieci, kobiet, osób niepełnosprawnych, zwierząt... Dlatego jeśli dziecko w tym wieku nie pozna pozytywnych przykładów, np. dorosłych z niepełnosprawnością, lesbijek i gejów, różnych modeli kobiecości, męskości i rodziny, to jego myślenie będzie szło już jednym torem. A jeśli pozna - mamy szansę wychować człowieka o otwartym umyśle, który nie będzie pochopnie oceniał innych, ale też i siebie. Kogoś, kto będzie świadomie dokonywał wyborów również w swoim życiu seksualnym. To olbrzymia inwestycja.

Czyli wniosek jak zawsze - należy rozmawiać.

I nie bać się. Mówić, że seks jest przyjemny, że wiąże się z miłością. Pamiętać, że w rozmowie z dziećmi nie ma tematów trudnych. Dziewczynki, z którymi rozmawiałam, miały już głęboką świadomość, że gwałt jest olbrzymią krzywdą. Albo że rodzenie dzieci przedwcześnie to duży problem, bo jest krzywdą dla dziecka i poważną trudnością dla młodej dziewczyny, która powinna się wtedy jeszcze uczyć. Podobnie nie należy bać się rozmowy z dziećmi o cierpieniu fizycznym, o chorobie, o śmierci. Często, jak coś budzi w nas lęk, chcemy dzieci przed tym chronić. Zachęcam do autorefleksji. Skąd to się bierze? I odnosząc się do seksu - dlaczego tak się tego lękam? Gdy - jak pani mówi - seks w kontekście edukacyjnym kojarzy się nam z nadużyciami seksualnymi lub pornografią, to jak mamy swobodnie zabrać się do rozmawiania o nim z dziećmi? Dlaczego nie kojarzy się nam z czymś przyjemnym, choćby z tym, skąd wzięło się dziecko i jakie to cudowne uczucie mieć motyle w brzuchu?

Kolejny przykład: jest taka forma masturbacji dziecięcej, która polega na tym, że dziewczynki masturbują się przez pocieranie. Czasami to może być kant krzesła, czasami miś lub lalka. Osoba, która ma pewną wiedzę o rozwoju dziecka, doskonale wie, że nie ma różnicy, jaki to przedmiot. Ale osoba, która tego nie wie, może mieć skojarzenie, że dziewczynka, przepraszam za to określenie, kopuluje z misiem. Podkreślam - to jest wyobraźnia tej dorosłej osoby, a nie tej dziewczynki. Osoba, która dyskusję o sensowności edukacji seksualnej zaczyna ze mną od opowieści o zakładaniu prezerwatywy, pokazuje, jak niewiele wie na ten temat i co się jej z seksem kojarzy.

Ale czy należy ośmiolatkowi tłumaczyć, jak się zakłada prezerwatywę?

Jeśli zapyta, to tak. Wartością podstawową jest to, że dziecko zapytało mnie, osobę dorosłą, czyli mi zaufało. Dziewczynki z drugiej i trzeciej klasy, z którymi rozmawiałam, a tym bardziej chłopcy wiedzieli już, co to jest prezerwatywa, albo słyszeli to słowo i dociekali, jaką pełni funkcję. Możemy przy tej okazji mówić o potrzebie antykoncepcji, o chronieniu się przed chorobami przenoszonymi drogą płciową, o odpowiedzialności. Bo lada moment dziecko w swojej grupie rówieśniczej spotka się z tym tematem w postaci wygłupów i wulgarnych żartów. I po rozmowie będzie miało do tych żartów zupełnie inny stosunek.

A jak widzimy córkę, która się ociera o misia, lub synka, który gmera sobie w spodniach, to co?

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

Skomentuj:

Musisz się zalogować, by dodać komentarz. Jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.

Komentarze (12)

  • rafiol

    Oceniono 4 razy 0

    Wywiad z dziewczynkami jak zwykle uroczy i zabawny :) Komiczny kontrast ich dziecięcości oraz "dorosłego" nad wiek sposobu wyrażania się, wygłaszanie z pełną powagą opinii podsłuchanych u starszych i prezentowanych teraz jako swoje, bawi ;)
    Niepokojące są dla mnie tylko wypowiedzi na temat mężczyzn: mądry, ale nie zanadto, powinien też umieć gotować a nawet być feministą (sic!) Nie wiem czy słusznie, ale wyczuwam tu wpływ ich współczesnych mamuś, które najchętniej miałyby u boku faceta intelitentnego na tyle, aby je utrzymał, nie na tyle jednak by nie dał sobą manipulować. Do tego wyręczający panie w niektórych pracach (gotowanie). A feminizm to już tylko dodatek zapewniający, że manipulowanY mężczyzna jest z tego powodu szczęśliwy w i całej pełni popiera swoją Panią we wszystkim, co postanowi. Jest przecież wyjątkowa i należy jej się najwyższy szacunek i wsparcie. Ot tak, po prostu dlatego, że jest kobietą.

  • slamazzar

    Oceniono 8 razy -4

    Hmm... jedna z dziewczynek ma 8 lat? To moim zdaniem jest to zdecydowanie za mało, żeby poznawać z takimi szczegółami tajniki procesu zapłodnienia. Powiedziałbym, że 10 to minimum. Kiedy na korytarzach mojej szkoły, w okolicach 4. klasy właśnie, gruchnęła wieść, skąd się tak naprawdę biorą te dzieci w ciele kobiety, przekonywaliśmy się nawzajem z kolegą Ł.M. i innymi: "Nie! Na pewno nie! Niemożliwe! Kto to widział takie rzeczy! Coś obrzydliwego! Nie wierzę w to! Ani ja!". Taki to był szok. A tutaj dziesięciolatka pospołu z ośmiolatką recytuje wszystko, jak na egzaminie. Jeśli tak ma wyglądać ta cała edukacja seksualna, to przepraszam, ale nie, nie kupuję tego. Może to mój sentymentalizm, ale widzę w tym tylko bezsensowne skracanie dzieciństwa, przynajmniej w tym jednym jego aspekcie.

    Wszystko oczywiście zależy od tego, ile które dziecko chce wiedzieć, jak bardzo dopytuje, ale mam wrażenie, że ustalając jeden szkolny standard dla wszystkich, większości z nich będziemy wciskać znacznie więcej niż by one sobie życzyły znać... Najlepszym tego dowodem jest rozbrajająca odpowiedź na pytanie: "Od kiedy można współżyć seksualnie?" - "Od początku świata!". Żadna z dziewczynek nie podała prawidłowej liczby lat, bo i co by je to, do piernika, miało obchodzić?!

    Może to nieco psychopatyczne myślenie, ale zastanawiam się, czy dla niektórych czasem uświadamianie dzieci nie jest jakimś sposobem na karmienie własnych fantazji. Pedofile też zarzekają się, że "kochają dzieci", "chcą dla nich dobrze" i "nie robią nic wbrew ich woli", bo "przecież nie są jakimiś wstrętnymi gwałcicielami"...

    I proszę mnie nie wpychać w przeciwległą skrajność. Jak słucham tekstu z lat 60.:

    "Ma się te szesnaście lat
    Mama martwi się i tato
    Jak tu uświadomić mnie
    No bo kiedyś zrobić trza to"

    ...to również ogarnia mnie litość i trwoga...

  • nazikomunista_back

    Oceniono 5 razy -1

    Czy autor zdaje sobie sprawę, jak nienaturalnie i sztucznie brzmią głębokie mądrości w wypowiedziach dzieci?

    To nastolatka może współżyć seksualnie?
    Ola: No może, ale nie polecamy.

    Myślę, że mężczyźni częściej się śmieją z tego, czego się boją.

    Niestety, brzmią te zdania jakby je pani redaktor powklejała.

  • foo_bar

    Oceniono 5 razy 3

    Artykuł świetny, ale co do "cipki" to mnie osobiście ta nazwa bardzo razi. "Cipa" jest zdecydowanie wyrażeniem wulgarnym więc zdrabnianie jej niewiele daje. Równie dobrze moglibyśmy mówić "ch...eczek" - brzmi tak samo nieprzyjemnie.

    - Ty, a dlaczego ty do żony się zawsze zwracasz per "moja flanelciu"?
    - A to zdrobnienie jest.
    - Zdrobnienie? Od czego?
    - Od "ty szmato".

    Tyle na temat cipki.

  • esada

    Oceniono 6 razy 6

    ...wiele wody w Wisle upłynie, zanim w Polsce zacznie się normalnie na temat seksualności z dziecmi i młodymi ludźmi rozmawiać. Ja juz pomijam fakt, że zazwyczaj spora część rodziców ma problem z faktem, że ich dziecko to istota seksualna, że w przyszłości będzie miało partnerkę/partnera - będzie współżyło itd...Niestety ten problem dotyczy też szkoły, gdzie więszkość nauczycieli w wieku 38 -55 lat na sam dzwięk słowa penis rumieni się ze wstydu.

  • lakune

    Oceniono 7 razy 5

    wpajanie, że masturbacja jest grzechem wpływa na psychikę a ta z koleji na organizm, więc nie, ta pani nie wykracza poza swoją dziedzinę.
    od siebie tylko dodam, że uznawanie fizjologii za grzech jest idiotyzmem...ale w wierze katolickiej wszystko może być za grzch uznane więc nie ma sensu się w to zagłębiać.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX