Chciałabym z panią porozmawiać o problemach mężczyzn, ale z punktu widzenia kobiet. Na jakie problemy swoich partnerów najczęściej skarżą się kobiety?
Kobieca perspektywa ma swoją specyfikę - kobiety twierdzą, że ich mężczyźni mają zupełnie inne problemy niż te, o których mówią sami mężczyźni. Trudno wczuć się wzajemnie w te odmienne perspektywy. Kobiety, z którymi się spotykam indywidualnie i na różnych warsztatach, najczęściej za największy problem seksualny uznają brak umiejętności wyrażania dobrych emocji, blokowanie się na czułość, zmysłowość i tzw. odrobinę szaleństwa. Nazwanie tego grą wstępną byłoby zbyt dużym uproszczeniem, bo chodzi o coś więcej - o docenienie duchowego i pierwotnego wymiaru seksu. I rzeczywiście, mężczyźni są tak wychowywani... bo nie jestem zwolenniczką myślenia, że taka jest męska natura. Wiele razy mówiłam już o tym, że żyjemy w kulturze opresyjnej wobec kobiet, ale mężczyźni też nie są w łatwej sytuacji. W naszej kulturze mężczyzna często jest ofiarą stereotypu, że to on jest odpowiedzialny za jakość seksu, że jest sprawną maszynką, która ma zadowolić kobietę. I chociaż kobiety raczej się z tą teorią nie zgadzają, to jeśli mężczyzna ma wdrukowany taki sposób myślenia o sobie, będzie traktował seks jako pewien rodzaj aktywności - sprawności fizycznej. Częściej dotyczy to młodych mężczyzn. Gdy rozmawiam z mężczyznami dojrzałymi, którzy przechodzą kryzys wieku średniego, niejednokrotnie wspominają o tym, że są seksem w jakimś sensie zawiedzeni, że czegoś im brakuje i są zmęczeni odgrywaniem. Wyczuwają sztuczność sytuacji, które sami aranżują. Chcą mieć lepszy kontakt seksualny z kobietą, ale nie wiedzą, jak to zrobić.
Czyli zbliżają się do kobiecej perspektywy?
Tak. A kobiety do męskiej, bo z wiekiem nabierają większej świadomości swojego ciała i czysto seksualnych potrzeb. Jeśli dwie strony są otwarte na takie zmiany, to w dojrzałych związkach może się zrobić miło i ciekawie.
No tak, ale rozmawiamy o tym, co nie jest głównym męskim problemem. Co z zaburzeniami erekcji?
W kobiecej perspektywie przejściowe lub incydentalne problemy z erekcją nie są jakimś poważnym problemem. Z jednym zastrzeżeniem - jeśli kobieta nie jest akurat w fazie "na dziecko". Ale to jest związane z reprodukcją, a to zupełnie inny temat.
Nie wykluczam oczywiście sytuacji, w których kobieta potrzebuje akcji z penisem w roli głównej, ale nie jest to jedyny wyznacznik udanego seksu! Bywa, że większym problemem nie są zaburzenia erekcji partnera, ale jego stan psychiczny i zmiana zachowań z tym związana.
Podobno seksuolodzy coraz częściej obserwują u 30-letnich mężczyzn śmierć libido. U tych, którzy odnieśli sukces zawodowy, są zapracowani, zestresowani i po prostu im się nie chce.
Gdy człowiek funkcjonuje non stop w stresie, to jest jasne, że na każdym poziomie jest zmęczony - wyczerpanie następuje nie tylko w zakresie czystej fizjologii. Często od przeciążenia związanego ze stresem zaczyna się depresja, a człowiek cierpiący na depresję nie ma ochoty na seks, są na to dowody naukowe. To problem obejmujący całą psychikę. Jeśli ktoś jest nastawiony na zadania w życiu zewnętrznym, to i w tym intymnym jest zablokowany na kontakt emocjonalny, bo ciągle musi się kontrolować. Jeżeli praca zajmuje mu 16 godzin na dobę, cały czas musi mieć maskę na twarzy i jest nastawiony na wygrywanie, to nie będzie mu łatwo przestawić się na taki rodzaj bliskości, który wywodzi się z naszego najwcześniejszego dzieciństwa - tego, że pragniemy być blisko drugiej osoby, ciało w ciało, słuchać bicia serca i czuć czyjś oddech na swojej szyi. Mężczyzna, który wpada w taki kierat, także w łóżku ma kolejne zadanie do wykonania. Tak będzie podchodzić do samego siebie i do swojej partnerki. Będzie z dziewczyną, która musi mieć określony rozmiar, odpowiadać kanonom urody, w obecnych czasach dobrze, jeśli jest wykształcona, najlepiej z określonym podejściem do seksu i związków. Taka, która nie będzie chciała zbyt wiele. Która będzie - no, użyję tego określenia - tzw. zimną suką z klasą. Czyli też będzie zablokowana. Bo kobieta otwarta emocjonalnie rozbijałaby go psychicznie i nie czułby się przy niej bezpiecznie. To jasne, że seks dwóch zablokowanych emocjonalnie osób będzie przypominał gimnastykę...
Trudno się dziwić, że on nie ma ochoty.
Na początku, gdy zacznie odnosić sukcesy, będzie miał, ale gdy już się przekona, że jest atrakcyjny, że załatwienie sobie kobiety za darmo do łóżka nie nastręcza większego problemu, zaliczy parę pięknych kobiet, takich, których koledzy będą mu zazdrościć, to właściwie co ma dalej w tym łóżku robić? Można eksperymentować, ale to też się wyczerpie. I jest pustka. I to egzystencjalna. Jeśli do tego dochodzi jeszcze przemęczenie fizyczne, to szybko mogą się pojawić problemy z erekcją i wszystko się nakręca - bo już nie chodzi wyłącznie o to, że mu się nie chce, tylko że się boi, bo to jest sytuacja, której nie kontroluje. To jasne, że na dalszym etapie taki mężczyzna będzie unikał seksu. Sytuacja staje się dramatyczna, bo w jego dotychczasowym schemacie działania nie do pomyślenia jest, że można mieć tego typu problemy. W dodatku z kobietą, która nie jest ciepła, tylko bezwzględnie oceniająca.
Kobiety skarżą się również, że ich partnerzy zastępują kontakt z nimi wirtualnymi romansami i oglądaniem pornografii w internecie.
To podobny temat, bo kontakt z drugą osobą wymaga pewnego wysiłku. Nawet jeśli jest powierzchowny. Mężczyźni, którzy miewają kochanki, często mówią o tym, że nie można ich mieć zbyt wielu, bo to zbyt wyczerpujące. Zdobycie kobiety wymaga wielu zabiegów - i nie chodzi tylko o nakłady finansowe, ale również emocjonalne i czasowe. Więc jeśli mężczyzna nie chce lub nie potrafi podjąć ryzyka seksu związanego z autentycznym uczuciem bliskości, to jasne, że czasami woli uniknąć tych inwestycji i wysiłków.
Łatwiej kliknąć.
To może dotyczyć mężczyzn, którzy nie mieli jeszcze zbyt wielu doświadczeń z kobietami, tymi realnymi. Po prostu od początku im się nie chce, ponieważ uczą się, że seks jest czymś prostym, łatwym i przyjemnym. Inni wybierają taką drogę, bo są nieśmiali albo mają jakieś braki, które powodują, że jest im trudno znaleźć kobietę 'do seksu'. Czasami też dotyczy to tych, którzy mieli dosyć powierzchowne kontakty seksualne z kobietami i ogarnia ich znużenie i poczucie pustki. Uznają, że po co tyle czasu marnować, jak w sumie to samo można uzyskać poprzez relacje wirtualne.
Uzyskać co?
Przyjemny stan podniecenia i rozładowania. Wracamy do koncepcji seksu-gimnastyki. Tylko że seks jako gimnastyka jest mimo wszystko trudniejszy, bo zakłada kontakt osobisty. Jakoś trzeba ten kontakt z drugą osobą utrzymać, trzeba jakoś wyglądać, trzeba gdzieś bywać, dogadać się co do wspólnych pomysłów. A tutaj jest pełna swoboda, można sobie przeskakiwać z jednego forum na drugie, rozmawiać z pięcioma kobietami naraz i zawsze jakaś jedna się znajdzie, z którą uda się kontynuować relację. W dodatku nie wymaga to ani aranżacji miejsca, ani przygotowywania się, ani aktywności fizycznej, czyli to jest tylko pobudzanie ośrodków mózgowych odpowiedzialnych za seks. Odczuwa się przyjemność, a wysiłek jest o wiele mniejszy - w pozycji siedzącej, przed komputerem, hiperwygodnie. To bywa wciągające, bo pobudzanie kobiet do takiego stopnia, że będą odkrywać swoją seksualność bez skrępowania, wymaga pomysłowości, stosowania różnych taktyk i czasu. W realnym życiu niesie często ze sobą ryzyko tego, że taka kobieta powie: 'Jesteś jakimś zboczeńcem, odczep się ode mnie'. A w kontakcie wirtualnym, w internecie, można z kobietą prowadzić 'nieprzyzwoite rozmowy', pokazywać sobie różne fragmenty ciała. Badania zachowań kobiet w internecie wykazały, że są one nieporównywalnie śmielsze, jeżeli chodzi o świntuszenie i bezpośrednie mówienie o potrzebach seksualnych. Wiele kobiet potwierdza, że w życiu by nie powiedziały swojemu partnerowi tego, co mówią na różnych czatach tematycznych. Ale gdy jest się anonimowym, można przekraczać wszystkie granice tabu.
I można zabić nudę.
To, co tam się odnajduje, wielu osobom wydaje się bardzo ciekawe. Ale to złudne wrażenie. Można mieć odczucie, że poznajemy w ten sposób jakąś prawdę. Ludzką naturę. Zapominamy o tym, że nigdzie bardziej nie gramy, nie udajemy kogoś, kim nie jesteśmy. Odgrywamy przed sobą role kobiet wampów, dziewczynek, superdziwek, a mężczyźni: supersprawnych, odważnych, zimnych drani lub prawiczków. Można sobie pofantazjować, ale to niewiele ma wspólnego z tym, kim naprawdę jesteśmy. Zagorzałym amatorom anonimowych rozmów erotycznych często te światy zaczynają się mieszać i tracą dystans - zaczynają wierzyć, że są tą osobą, na którą się kreują. Żywy człowiek od razu by się zorientował, z kim ma do czynienia, a tu możemy być każdym. Najprostszą formą aktywności w internecie jest pornografia, bo ta nie jest już w ogóle związana z kontaktem z drugą osobą. Nie służy odkrywaniu i kreowaniu siebie, budowaniu własnego obrazu jako zwierza seksualnego, lecz stymulacji i rozładowaniu napięcia. Tutaj pojawiają się niebezpieczeństwa związane z tym, że z reguły bodźce muszą być coraz silniejsze, by uzyskać ten sam stan podniecenia. Ta forma rozładowania napięcia wiąże się głównie z masturbacją, a to też po stokroć łatwiejsze niż relacja z żywym człowiekiem.
Słyszałam o takiej sytuacji: chłopak był z piękną, mądrą dziewczyną, ale po ośmiu latach nie był już w stanie pójść z nią do łóżka. Przestała go podniecać. Mówił, że wie, że jest mądra, piękna, bardzo się przyjaźnili. Rozstali się i on związał się z inną kobietą, z którą nieustannie się kłóci. Są razem już wiele lat. I w łóżku jest świetnie. Czy to znaczy, że mamy być zołzami?