http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Seks na widoku

ZOFIA MILSKA-WRZOSIŃSKA
16.06.2010 , aktualizacja: 16.06.2010 14:24
A A A Drukuj
'All about Anna', najpopularniejszy film pornograficzny dla kobiet. 
Reż. Jessica Nilsson, 2005 r. Fot. East News 'All about Anna', najpopularniejszy film pornograficzny dla kobiet. Reż. Jessica Nilsson, 2005 r.
Standardowa porada serwowana komuś, kto uskarża się na seksualne niezadowolenie - "Porozmawiaj z nim (z nią) o tym!" - nie zawsze gwarantuje korzystną zmianę. Czasem powoduje nieodwracalne zniszczenia Odchodzą w niepamięć czasy, gdy seks był dyskretną sferą życia. Dawniej "to" się robiło, ale się o tym nie mówiło. Rewolucja obyczajowa lat sześćdziesiątych zainstalowała w sypialniach mikrofony i ustawiła reflektory, które oświetliły to, co dotąd pozostawało w ukryciu.
ZOBACZ TAKŻE
SERWISY
Tekst pochodzi z pochodzi z Internetowego Archiwum Gazety Wyborczej . WYSOKIE OBCASY wydanie z dnia 28/10/2000 , str. 50

Czy odtajnienie seksualności, własnego ciała i fizjologii posłużyło kobietom? Bezwzględnie przyniosło istotne pożytki, szeroko opisywane przez bojowników sprawy feministycznej. Z drugiej strony zbyt dosłowna realizacja postulatu jawności, jak dobrze widać z perspektywy ponad trzydziestu lat, kobietom nie sprzyja.

Ciotka rewolucji na plaży

Po stuleciach ukrywania ciała z entuzjazmem przyjęto wywalczone przez pionierki przyzwolenie na naturalność, cielesność i swobodę. W rezultacie dzisiejsza ciotka hippisowskiej rewolucji niezależnie od wieku biega boso z luźno puszczonym biustem, brzuchem i włosami. Swojemu mężczyźnie skwapliwie odsłania fizjologiczne sekrety kobiecości, gdyż ma on prawo - a raczej obowiązek - do wiedzy o tajnikach cyklu miesięcznego czy wyższości podpasek nad tamponami lub odwrotnie. Jako kobieta autentyczna wysoko ceni i konsekwentnie roztacza tak zwane naturalne zapachy ciała. Na plaży objawia swoją cielesność bez żadnych osłonek tuż obok nieskazitelnych szesnastolatek. Stoją za tym dwa optymistyczne założenia.

Po pierwsze, mężczyzna, który kocha, przyjmie od swojej kobiety wszystko, jej fizjologia go fascynuje, a defekty ciała rozczulają. Po drugie, kobieta, która w pełni akceptuje swoją fizyczność i nie stosuje żadnych trików w rodzaju stanika Wonderbra, wysokich obcasów czy szminki jest seksualnie atrakcyjniejsza i mężczyzn ta naturalność podnieca. A jeśli któryś mężczyzna nie stosuje się do obu tych założeń, to tym gorzej dla niego, bo:

a/ jest męską szowinistyczną świnią,

b/ nie kocha naprawdę.

Otóż seksualność męska jest, jaka jest - można się na to obrażać, ale nie sposób kwestionować widocznej gołym okiem rzeczywistości, potwierdzonej przez badania z zakresu psychologii ewolucyjnej. Statystyczny mężczyzna lubi światło w sypialni, ale niekoniecznie chce asystować ukochanej, kiedy ta depiluje sobie pachy. Przepraszam: kobieta autentyczna pach - ani niczego innego - nie depiluje. Czy włosy, które w sposób naturalny rosną na jej ciele, nie są piękne właśnie poprzez tę naturalność?

Otóż nie są. Mężczyźni są kapryśni, tu i ówdzie włosy na ciele kobiety im się podobają, a znowu gdzie indziej wzbudzają odrazę. Mężczyźni ożywiają się erotycznie, gdy ciało kobiety jest w pewien sposób wykreowane, często zresztą paradoksalnie kreacja ma za zadanie dać złudzenie naturalności. Oczywiście, nikt nie każe dostosowywać się do tych męskich fanaberii. Mamy wolny wybór. Ale kobiety, które godzą się uwzględniać oczekiwania seksualne mężczyzn, niekoniecznie są podatnymi na seksistowskie gierki kobieciątkami, o mózgach zlasowanych od męskiej indoktrynacji. Kierują się mądrością - w ostatecznym rozrachunku to ich geny przetrwają, a one same przyjemniej przejdą przez życie.

Łóżkowy monolog

Coraz więcej osób potrafi rozmawiać o swoich erotycznych pragnieniach czy lękach. Ale zbyt często zapomina się, że relacja seksualna ma charakter głównie pozasłowny i jako taka nie poddaje się instrukcjom, negocjacjom ani reprymendom. Istotą seksualności jest tajemnica, a części reguł tą tajemnicą rządzących nie poznamy nigdy. Możemy tylko przypuszczać, co powoduje, że pociąga nas fizycznie ktoś, kto jest zaprzeczeniem naszego ideału, dlaczego u jednego intensywna namiętność przemija po kilku miesiącach, a u innego trwa latami, skąd bierze się uczucie wstydu związane z jakimiś wydarzeniami w łóżku, jak to się dzieje, że podniecają nas pewne słowa. Próba ujęcia tego wszystkiego w logiczny dyskurs jest przejawem braku pokory. Standardowa porada serwowana komuś, kto uskarża się na seksualne niezadowolenie - "Porozmawiaj z nim (z nią) o tym!" - nie zawsze gwarantuje korzystną zmianę. Czasem - przeciwnie - powoduje nieodwracalne zniszczenia, bo w kontakcie seksualnym ludzie odsłaniają się fizycznie i psychicznie najbardziej jak to możliwe i nawet delikatnie wyrażony zarzut, dotyczący tej sfery życia, może głęboko zranić.

Istnieją jednak osoby wierzące, że seksualność poddaje się perswazji, zwolenniczki nieskrępowanego łóżkowego dialogu - a często raczej monologu. Szczegółowe opisy doznań erotycznych i szczere wyznania własnych potrzeb zajmują wiele czasu przed i po, a także - dla mało zdolnych partnerów - w trakcie. "Trochę mocniej, wyżej, tak, dobrze, nie, raczej bardziej na prawo, już prawie jesteś, odrobinę na lewo, och tak, auuu, coś mnie tu boli. O, teraz dobrze, no nie, spróbuj jeszcze raz" - tak mogłoby wyglądać ich miłosne wyznanie. Tak jakby życie seksualne ustalało się w wyniku otwartej negocjacji dwóch partnerskich podmiotów.

Kolega z kursu pierwszej pomocy

Inny postulat głoszony w imię seksualnego oświecenia głosi, że mężczyznę należy informować o zdradach, fascynacjach i zakochaniach. To pomysł utopijny i nacechowany ignorancją psychologiczną. Taka otwartość nie przynosi nikomu pożytku.

Jeżeli zdradzająca małżonka potrzebuje spowiedzi - niech uda się do kapłana lub dyskretnej przyjaciółki. Jeśli chce pokuty i zadośćuczynienia - niech zada je sobie sama bez używania do tego celu męża, któremu już i tak wbiła nóż w plecy. Mężczyzna nie jest genetycznie przystosowany, by znosić tego rodzaju rewelacje. Bo o ile zdradzona kobieta, jeśli przekona się, że mąż mimo wszystko kocha tylko ją jedną, może po pewnym czasie zapomnieć, o tyle zdradzony mężczyzna - nigdy. Dlatego pamiętajmy: nie warto dać się ponieść pokusie wyznań, należy wszystkiemu zaprzeczać, iść w zaparte, a w sytuacjach jednoznacznych twierdzić, że ten pan to kolega z obowiązkowego kursu pierwszej pomocy i właśnie ćwiczyliśmy chwyty. Dorosłe kobiety dobrze to wiedzą, a młodsze niech na razie uwierzą na słowo.

Jeden wyjątek: można rozważyć wyznanie zdrady, jeśli wiąże się ona z uzasadnionym poczuciem bycia przez męża odrzuconą. Wtedy prawda może spowodować przełom i uratować związek.

Z córką na imprezę

Przedłużył się okres fizycznej atrakcyjności kobiety. Można na przykład być pociągającą seksualnie czterdziestoletnią matką dorastających dzieci, które to role sto lat wcześniej rzadko bywały możliwe do pogodzenia. Dojrzałe, ale wciąż erotycznie czynne kobiety, zaczęły ujawniać swój potencjał seksualny również w kontaktach z dziećmi: imprezują z nimi, dzielą ciuchy i kosmetyki, radośnie kibicują ich seksualnej inicjacji, zwierzają się ze swoich orgazmów. W mniej skrajnym wydaniu przejawia się to w deklaracjach o tym, że córka jest najbliższą przyjaciółką albo że matka i syn wszystko sobie mówią.

Dokonuje się na naszych oczach naruszenie bariery międzypokoleniowej, przecież rozwojowo niezbędnej. Dzieciom potrzebni są nie kumple, ale dorośli rodzice, którzy nie obnoszą przed nimi swoich seksualnych dokonań, pragnień czy niespełnień, nie konkurują z nimi w obszarze fizycznej atrakcyjności, nie upijają się razem z nimi. Tu jawność ma wyraźną granicę: seksualność matki nie powinna być otwarta dla jej syna czy córki. Dziecko ma wiedzieć, że matka jest istotą seksualnie aktywną, ale nie powinno tego widzieć.

Żyjemy w dobrych czasach - możemy okazywać naszą witalność i cielesność, nie jesteśmy skazane na pruderię. Ale może nie warto od razu rzucać się w ekshibicjonistyczną jawność. Ciemność można rozświetlić nocną lampką, niekoniecznie od razu latarnią uliczną.

Zofia Milska-Wrzosińska psycholog, psychoterapeuta z Laboratorium Psychoedukacji. Wydała książkę "Bezradnik. O kobietach, mężczyznach, miłości, seksie i zdradzie"

Tekst pochodzi z pochodzi z Internetowego Archiwum Gazety Wyborczej . WYSOKIE OBCASY wydanie z dnia 28/10/2000 , str. 50

Podziel się