Po co ci było to porno? Bezpośrednią inspiracją do mojego filmu był artykuł w 'Przekroju' opisujący kulisy polskiego pornobiznesu - wtedy na topie była firma Pink Press. Obraz tego światka był taki śmieszno-straszny i przaśny. Kulisy produkcji polskich filmów porno były biedne, przesiąknięte smrodem
zupy, którą w przerwach gotowała sobie ekipa i aktorzy. Uderzył mnie dysonans pomiędzy społecznym postrzeganiem pornografii a tym, czym ona jest naprawdę. Zaintrygowali mnie ludzie, którzy tworzą ten biznes. Porno to nie jest w Polsce fanaberia życiowego wirażki, który chce się zająć czymś ekscytującym, tylko wybór, którego ludzie dokonują z biedy, z potrzeby wyrwania się ze świata, w którym żyją.
Co innego niemiecki czy amerykański pornobiznes. Tam są gwiazdy, można dzięki temu zaistnieć, wzbogacić się. Nawet w Stanach największe gwiazdy porno nie zarabiają milionów. To są kwoty rzędu tysiąca dolarów za dzień zdjęciowy. Jak się zastanowić, to są śmieszne stawki za to, co ci ludzie muszą robić. Wciąż pokutuje pewien mit pornografii jako świata szybkiej sławy i łatwych pieniędzy zarobionych w przyjemny sposób, a to ciężka harówa, nieraz okupiona traumą. Postanowiłam zrobić film, który się z tym mitem zmierzy.
Jak się przygotowywałaś? Obejrzałam dużo pornograficznych 'arcydzieł'. Nigdy wcześniej nie widziałam w całości takiego filmu. Starałam się zachować zimne, analityczne podejście, ale było trudno. Najbardziej wstrząsające było bicie seksualnego rekordu świata. To impreza, która w Polsce odbywa się co roku, zresztą podobne mają miejsce na całym świecie. W ciągu 12 godzin
kobieta współżyje z maksymalną liczbą mężczyzn. Tych mężczyzn w rzeczywistości jest kilkudziesięciu i po prostu się zmieniają. Stosunek jest zaliczony, kiedy kopulują z nią 30?sekund. To wygląda jak pierwotne rytuały inicjacyjne samców w głębokich jaskiniach! Kobieta leży na fotelu ginekologicznym, mężczyźni czekają w kolejce, większość z nich ma zasłonięte twarze. Czasem rekordy są rozgrywane w formie konkursu - dwie kobiety leżą obok siebie i ścigają się, która z nich będzie miała najwięcej stosunków. Takie imprezy mają, niestety, bogatą tradycję - już Lukrecja Borgia urządzała podobne konkursy z rzymskimi prostytutkami w roli głównej.
Dlaczego kobiety to robią? Dla pieniędzy? Teoretycznie tak, ale na przykład gwiazda porno Marianna Rokita, która pobiła taki rekord, musiała się procesować z firmą organizującą imprezę, bo jej nie zapłacili. Obiecali jej chyba 10 tys. Pamiętam także, że była bardzo dumna z tytułu rekordzistki, mówiła w wywiadach, że politycy powinni się chwalić, że ten rekord należy do Polski. To było chyba 700 stosunków w ciągu 12 godzin.
Marianna Rokita była dziennikarką i kolega wysłał dla żartu do Pink Pressu jej zdjęcie z wakacji. Zadzwonili, że są zainteresowani, i poszła sprawdzić, jak to wygląda. Takich historii jest w tym światku mnóstwo. Bardzo mnie poruszyły także filmy, w których zapraszano 'zwykłych' ludzi, żeby uprawiali seks przed kamerą. Dostawali za?to parę złotych. Wszystko odbywało się w zaaranżowanej na szybko scenografii ze starym tapczanem, sztucznym kwiatkiem i pościelą w groszki. Pierwsze ujęcie było takie: para siedzi na tapczanie i powoli się rozbiera. A potem nagle cięcie i od razu pełna akcja. Najbardziej interesowało mnie właśnie to pierwsze ujęcie - ci zagubieni i zawstydzeni ludzie z minami mówiącymi: 'Co ja tutaj robię?'. Bił z tego potworny smutek. Pamiętam jednego pana w zielonych majtkach, który strasznie nie chciał ich zdjąć. Usiłował się za wszelką cenę zasłonić. W większości tych filmików to kobiety były odważniejsze i w którymś momencie przejmowały inicjatywę - zasłaniały partnera przed kamerą własnym ciałem, pomagały mu zdjąć bieliznę, doprowadzały do erekcji. Jakby miały poczucie obowiązku: zdecydowaliśmy się, to teraz musimy doprowadzić to do końca.
To chyba mechanizm, który powoduje, że ludzie nie uciekają z planu w ostatniej chwili. Jest taki facet, Kanadyjczyk, który jeździ po Europie Wschodniej i w każdym mieście organizuje casting do zdjęć erotycznych. Prowadzi kandydatki do pokoju hotelowego i każdą z nich zmusza, żeby się rozebrała i przyjęła jakaś totalnie poniżającą pornograficzną pozycję. Ma swoje techniki manipulacyjne - zadaje w kółko pytanie: 'No, po co tu przyszłaś?', nakłania do mówienia o intymnych sprawach. Wywołuje poczucie obowiązku, że skoro już tu weszła, to musi to zrobić, mimo że na początku nie było o tym mowy. I wstrząsające jest, jak szybko kobiety ulegają tej presji. Te filmiki można obejrzeć w internecie, podobnie jak całą masę 'prywatnych' produkcji.
Dziwne, że ludzie chcą oglądać takie rzeczy. To jest trochę podglądactwo. Takie sprawdzanie przez okno, jak to robi sąsiad z żoną.
Rozmawiałaś z aktorami porno, ludźmi z branży? Tak, ale niewiele się dowiedziałam. To były dziwne rozmowy. Byli raczej zamknięci, nie mieli refleksji, które by mi były w jakikolwiek sposób pomocne. Podchodzili do tego, co robią, strasznie mechanicznie i przedmiotowo. A na przykład mężczyźni, którzy brali udział w biciu seksualnego rekordu świata, mówili: 'Byłem na tej imprezie, ale tylko jako kierowca, czekałem w samochodzie, wszystko robili koledzy'.
Wstydzili się tego? Odniosłam wrażenie, że mężczyźni raczej wstydzą się porno. Nie trafiłam na rozmówcę, który by opowiedział, czemu to robi. Może dlatego, że jestem kobietą. Chociaż kobiety też niespecjalnie chciały mi o sobie opowiadać.
Przeczytaj: Kobiece porno">>