Hit: Teatr Dramatyczny w Warszawie, 'Persona. Tryptyk/Marilyn'/ Kit: Teatr Narodowy w Warszawie, 'Polowanie na łosia'
Joanna Derkaczew
2009-05-10, ostatnia aktualizacja 2009-07-22 15:49
Joanna Derkaczew poleca i odradza
Hit: Teatr Dramatyczny w Warszawie, 'Persona. Tryptyk/Marilyn', reż. Krystian Lupa
Wielokolorowe odbitki twarzy Marilyn Monroe to dziś symbol popkultury. Na policzkach neonowa czerwień, zielenie czy żółcie, oczy jak wypalone dziury. Andy Warhol użył jej zdjęć nie po to, by oddać hołd pięknej kobiecie, ale by opisać czasy, gdy wizerunek, publiczna kreacja zaczynały żyć własnym życiem. Czyniły oryginał niepotrzebnym. Krystian Lupa użył ich obojga - Warhola i Monroe - by pokazać korzenie tego, co po 50 latach uznajemy za oczywiste. W spektaklu 'Factory 2' (Stary Teatr w Krakowie) powtórzył ze swoimi aktorami gest artysty, którzy w swoich improwizacjach, poszukiwaniach, stylu życia doszli do granic ekshibicjonizmu. W 'Personie...' przyłapał Marilyn (Sandra Korzeniak) w momencie, gdy próbowała odrzucić wyprzedawanie prywatności. Zamknięta w pustej hali zdjęciowej, zagrzebana w stosie zmiętych poduszek, butelek, kartek scenariusza próbuje odnaleźć siebie. Wraca do pomysłu zagrania Gruszeńki w 'Braciach Karamazow', ćwiczy, miota się. Nawiedzający ją przyjaciele brutalnie rozwieją jednak nadzieje na 'bycie sobą'. Bo Marilyn Monroe nie istnieje. To tylko ciało w oku kamery, kolorowy obrazek. To nowy gatunek - celebrity. Siła spektaklu polega m.in. na uchwyceniu heroizmu pijanej, rozbitej emocjonalnie aktoreczki, której wmówiono, że jest ważniejsza niż Chrystus. Marilyn miała odwagę na chwilę choć zniknąć, uciec, popełnić towarzyskie samobójstwo. Dziś przed udaniem się do samotni wysłałaby pewnie do gazet mapy z zaznaczonym miejscem pobytu i oświadczenie w rodzaju 'urodziłam się, by cierpieć'.
Kit: Teatr Narodowy w Warszawie, 'Polowanie na łosia', Michał Walczak, reż. Igor Gorzkowski
Biedny Konrad. Kiedy zdobył się już na odwagę, oświadczył się, kupił pierścionek, zgodził się spotkać teściów, ukochana Eliza okazuje się nagle morderczynią. A co gorsza - morderczynią feministką o grafomańskich skłonnościach. 'Polowanie na łosia' Michała Walczaka to kolejny pisany 'ze środka' (niemal wcieleniowy) tekst o kryzysie męskości, kobiecości, wszelkich wzorców rodziny czy związku. Nic się już nie zgadza. Teściowie kompromitują się na zapoznawczym wieczorku bardziej niż młodzi, w szafie gnije trup 'byłego' Elizy, dziewczyna ma dość swego miłego, ale do ołtarza zaciągnie go choćby z nożem przy krtani. Biedny Konrad. I jeszcze ten teść ubek. Walczak świetnie pokazywał dotąd dezorientację pokolenia 30-latków przedzierających się przez gąszcz sprzecznych oczekiwań. W 'Polowaniu...' dodał jednak niespodziewanie wątek historiozoficzny, rozliczenie ze zbrodniami PRL, tajne służby, morderstwa, zdrady, zagadki kryminalne. W usta Elizy włożył strzępki teorii antropologicznych i żałosne manifesty 'kobiecości'. Z głównego bohatera zrobił niewinną ofiarę doprowadzoną do granic wytrzymałości przez ukochaną, jej rodzinkę i jej byłego psychoterapeutę. Ofiarę, która do tego nie jest zdolna działać inaczej niż zgodnie ze schematami - czy to tymi odkrytymi przez Junga, czy tymi stosowanymi przez UB. W zapętlonej sztuce znika lekkość komedii ('Polowanie...' mogłoby być polskim 'Poznaj moich rodziców'), a wszelkie pokoleniowe diagnozy rozmywają się w spiętrzonych wątkach. Zostaje trup łosia.
Wielokolorowe odbitki twarzy Marilyn Monroe to dziś symbol popkultury. Na policzkach neonowa czerwień, zielenie czy żółcie, oczy jak wypalone dziury. Andy Warhol użył jej zdjęć nie po to, by oddać hołd pięknej kobiecie, ale by opisać czasy, gdy wizerunek, publiczna kreacja zaczynały żyć własnym życiem. Czyniły oryginał niepotrzebnym. Krystian Lupa użył ich obojga - Warhola i Monroe - by pokazać korzenie tego, co po 50 latach uznajemy za oczywiste. W spektaklu 'Factory 2' (Stary Teatr w Krakowie) powtórzył ze swoimi aktorami gest artysty, którzy w swoich improwizacjach, poszukiwaniach, stylu życia doszli do granic ekshibicjonizmu. W 'Personie...' przyłapał Marilyn (Sandra Korzeniak) w momencie, gdy próbowała odrzucić wyprzedawanie prywatności. Zamknięta w pustej hali zdjęciowej, zagrzebana w stosie zmiętych poduszek, butelek, kartek scenariusza próbuje odnaleźć siebie. Wraca do pomysłu zagrania Gruszeńki w 'Braciach Karamazow', ćwiczy, miota się. Nawiedzający ją przyjaciele brutalnie rozwieją jednak nadzieje na 'bycie sobą'. Bo Marilyn Monroe nie istnieje. To tylko ciało w oku kamery, kolorowy obrazek. To nowy gatunek - celebrity. Siła spektaklu polega m.in. na uchwyceniu heroizmu pijanej, rozbitej emocjonalnie aktoreczki, której wmówiono, że jest ważniejsza niż Chrystus. Marilyn miała odwagę na chwilę choć zniknąć, uciec, popełnić towarzyskie samobójstwo. Dziś przed udaniem się do samotni wysłałaby pewnie do gazet mapy z zaznaczonym miejscem pobytu i oświadczenie w rodzaju 'urodziłam się, by cierpieć'.
Kit: Teatr Narodowy w Warszawie, 'Polowanie na łosia', Michał Walczak, reż. Igor Gorzkowski
Biedny Konrad. Kiedy zdobył się już na odwagę, oświadczył się, kupił pierścionek, zgodził się spotkać teściów, ukochana Eliza okazuje się nagle morderczynią. A co gorsza - morderczynią feministką o grafomańskich skłonnościach. 'Polowanie na łosia' Michała Walczaka to kolejny pisany 'ze środka' (niemal wcieleniowy) tekst o kryzysie męskości, kobiecości, wszelkich wzorców rodziny czy związku. Nic się już nie zgadza. Teściowie kompromitują się na zapoznawczym wieczorku bardziej niż młodzi, w szafie gnije trup 'byłego' Elizy, dziewczyna ma dość swego miłego, ale do ołtarza zaciągnie go choćby z nożem przy krtani. Biedny Konrad. I jeszcze ten teść ubek. Walczak świetnie pokazywał dotąd dezorientację pokolenia 30-latków przedzierających się przez gąszcz sprzecznych oczekiwań. W 'Polowaniu...' dodał jednak niespodziewanie wątek historiozoficzny, rozliczenie ze zbrodniami PRL, tajne służby, morderstwa, zdrady, zagadki kryminalne. W usta Elizy włożył strzępki teorii antropologicznych i żałosne manifesty 'kobiecości'. Z głównego bohatera zrobił niewinną ofiarę doprowadzoną do granic wytrzymałości przez ukochaną, jej rodzinkę i jej byłego psychoterapeutę. Ofiarę, która do tego nie jest zdolna działać inaczej niż zgodnie ze schematami - czy to tymi odkrytymi przez Junga, czy tymi stosowanymi przez UB. W zapętlonej sztuce znika lekkość komedii ('Polowanie...' mogłoby być polskim 'Poznaj moich rodziców'), a wszelkie pokoleniowe diagnozy rozmywają się w spiętrzonych wątkach. Zostaje trup łosia.
Źródło: Wysokie Obcasy
W numerze z 31 lipca
- Wysokie Obcasy to sobotni dodatek Gazety Wyborczej
- Galeria okładek
- Kup E-wydanie
Najczęściej czytane24 htydzień









