http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Nie żołądkuj się

Katarzyna Bosacka
24.12.2011 , aktualizacja: 15.12.2011 16:41
A A A Drukuj
Gdyby człowiek choć raz w roku, na święta, mógł zamienić się ze strusiem na żołądek, życie ludzkie stałoby się z pewnością lżej strawne

ZOBACZ TAKŻE
Strusiowi święta niestraszne. Struś naje się, za przeproszeniem, gastrolitów i ma wszystko w nosie, a raczej w dziobie. Gastrolity to kamienie o średnicy nawet 10 cm, które struś, skubaniec, celowo połyka. Siedzą one sobie w żołądku strusia i dzięki skurczom tego organu rozcierają pokarm na łatwo strawną papkę. Stąd też mamy w polszczyźnie wyrażenie 'strusi żołądek', czyli taki, który przerobi i strawi wszystko. Przemiele, rozetrze i przepcha. Każdą ilość pokarmu przyjmie z godnością i kamiennym spokojem.

Talerz bez dna

Brian Wansink, amerykański psycholog, profesor Uniwersytetu Cornella, nazywany Sherlockiem Holmesem zachowań żywieniowych, znany jest z dziwnych eksperymentów, które przeprowadza na zjadaczach chleba. Za wymyślenie 'talerzy bez dna' dostał w 2007 r. cenną nagrodę - Antynobla, humorystyczny odpowiednik prawdziwych Nobli przyznawany za prace naukowe, które 'najpierw śmieszą, a potem skłaniają do myślenia'. Prof. Wansink pokazał grupie 60 studentów półlitrowy talerz zupy pomidorowej i zadał im pytanie: 'Gdybyście dostali tę zupę na obiad, jak byście zdecydowali, kiedy przestać jeść?'. 81 proc. studentów odpowiedziało, że skończyliby jeść, gdyby talerz był pusty, a tylko 19 proc. - że wtedy, gdy poczuliby się najedzeni. Aby to sprawdzić, profesor posadził ich przy 'talerzach bez dna'. Naczynia te były przymocowane do stołu i miały ukrytą w dnie rurkę, która w sposób niezauważalny podawała zupę do talerza. Studenci oczywiście nie mieli zielonego pojęcia o eksperymencie, jedli w zwykłej szkolnej stołówce, rekwizyty i podajniki były podstawione, całość - perfekcyjnie zaplanowana. Efekt? Ci, którzy posilali się ze zwykłych talerzy (takich też używano podczas doświadczenia), zjedli średnio 310 ml zupy, czyli ciut mniej niż zwykła porcja, a proszeni o oszacowanie kaloryczności odpowiadali: 123 kcal (choć w rzeczywistości było to 155 kcal). Ci, którzy zasiedli do 'talerzy bez dna', jedli, jedli i jedli - średnio 525 ml zupy (które szacowali na 127 kcal, choć naprawdę pochłonęli ich 268). Byli i tacy, którzy wciągnęli przeszło litr pomidorowej i nadal czuli niedosyt! Wniosek? Człowiek jest w stanie zjeść tyle, ile położą mu na talerzu, a nawet więcej. W dodatku ma problemy z oszacowaniem kaloryczności posiłków. Święta racja, ileż to razy słyszeliśmy od osób z dużą nadwagą stwierdzenia typu: 'Nie wiem, dlaczego tak wyglądam, przecież tak niewiele jem', a gdy poprosić o konsekwentne, drobiazgowe zapisywanie wszystkiego, co wkładają do ust, okazuje się, że to mniej więcej połowa spiżarni zjedzona przez nieuwagę, w biegu, na szybko, szczególnie gdy w domu przedświąteczny rejwach.

Banał goni banał

Teraz jak w każdym szanującym się tekście poradnikowym powinna nastąpić seria rad, jak uniknąć przejedzenia w święta. Z pewnością trzeba by było zalecić czytelnikom, by nie pościli w Wigilię - są tacy, którzy nic nie jedzą przez cały dzień, po to by objeść się podczas kolacji, a to błąd. Wypić dwie szklanki wody przed kolacją? To banał. Jeśli są kucharzami, polecić, aby odchudzili potrawy - mniej masła w barszczu, mniej cukru i jajek w serniku, jogurt zamiast śmietany w grzybowej. Też to już słyszeliśmy. A może zacząć od potraw, które mają najmniej tłuszczu i kalorii - barszczu, kapusty z grzybami, chudych ryb - oraz unikać tych smażonych w panierce, z sosami? Klasyka gatunku. Pamiętajmy, że trzeba tylko skosztować wszystkich potraw, a nie rzucić się na nie i zjeść do ostatka - tak, tak.

Pić dużo kompotu z suszu - ma on właściwości przeczyszczające, łagodzące objawy przejedzenia - bardzo słuszna rada. I moja ulubiona: nie śpieszyć się - jeść powoli. Ci, którzy połykają jedzenie w tempie żaby połykającej muchy, jedzą więcej i tyją szybciej. Łatwo mówić, trudniej zrobić, szczególnie wtedy, gdy na stole stoi 12 wyśmienitych, wyczekanych przez cały rok, przyrządzonych domowym sposobem potraw. Jest miły nastrój, wino błyszczy w kieliszkach, a dookoła siedzą bliscy - nareszcie zrelaksowani i wypoczęci. Jak mówi prof. Wansink, im więcej osób przy stole, tym więcej jesz. I coś w tym musi być, bo jak umówię się z koleżanką na lunch, zamawiam sałatkę, a gdy jem w dużej grupie, zamawiam więcej - także dlatego że znika poczucie wstydu (taki panuje chaos, że nie wiadomo, kto co zjadł i ile), tłumaczę sobie, że moi współbiesiadnicy i tak jedzą większe porcje. Czy są jakieś rady mniej konwencjonalne i bardziej skuteczne?

Sposoby profesora W.

Żołądek jest blisko serca. Badania prof. Wansinka przekonują, że powinien być bliżej rozumu. Dlaczego? Bo bezmyślność i beztroska przy stole to jedna z najważniejszych przyczyn otyłości. Często 'jemy oczami', warto je więc twórczo i rozsądnie wykorzystać. Przede wszystkim - szacować wielkość porcji. Nabierać na talerz mniej. Najlepiej, żeby talerz nie był duży. Badania profesora pokazały, że zmiana talerza z 12-calowego na 10-calowy poskutkowała tym, że obserwowani przez niego ludzie pochłonęli o 22 proc. mniej jedzenia. Warto nałożyć od razu wszystkie potrawy i przyjąć zasadę: żadnych dokładek. Ci, którzy tak robią, jedzą o 14 proc. mniej niż wielbiciele dojadania. Nie usuwać z pola widzenia 'narzędzi zbrodni'. Ości nie wyglądają na talerzu elegancko, ale przypominają, ile zjedliśmy. Podobnie z winem. Zróbcie prosty eksperyment - jeśli nie chcecie przesadzić z ilością wina albo chcecie ocalić zapasy, nie usuwajcie pustych butelek ze stołu. I odwrotnie - jeśli nie chcecie zjeść zbyt wiele chleba czy świątecznych pierniczków, usuńcie je z pola widzenia. Znacie zabawę przedszkolną 'kto wolniej zje lody, ten wygrywa'? Usiądźcie do stołu ostatni. Dostosujcie tempo jedzenia do najpowolniejszej osoby. I najciekawsze: najlepsze w deserze są pierwsze dwa kęsy, potem już nie warto jeść, bo pozostałe smakują tak samo.

Wracając do strusia

Zjada on ok. 3,5 kg pokarmu dziennie. Jest roślinożercą, nie gardzi owocami, nasionami, orzechami. Zdarza mu się także chrupnąć owady, np. szarańczę, i resztki zwierząt pozostawione przez mięsożerne drapieżniki. Jelita strusia mają 14 m długości, dzięki czemu mogą trawić pokarm niejadalny dla innych zwierząt. Człowiek - jak struś - wszystko zeżre, ale niestety, nie ma tak doskonałego żołądka.

Korzystałam z książki 'Beztroskie jedzenie' Briana Wansinka

Podziel się

Skomentuj:

Musisz się zalogować, by dodać komentarz. Jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.

Komentarze (1)

  • imitac

    0

    zróbcie sucze coś pozytywnego....czymś się zajmijcie kuźwa...ja rozumiem że to o czym piszecie.......
    ....macie mega narzędzie a Wy co? ....biadolicie kuźwa o takich duperelach że mi słabo......WYNIEŚ BYDŁO Z UBOJNI ,,,Z RZEŹNI ....bo nie chce mi się zarzynać Cię i Twoich dzieci ...bo Ci się nie chciało tego zrobić. ..

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX