http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Mamy biznes

Monika Redzisz
21.07.2011 , aktualizacja: 14.07.2011 16:06
A A A Drukuj
Nie chcę być całe dni bez dziecka. Nie chcę być weekendową mamą. Zmieniły mi się życiowe priorytety. Ja po prostu nie chcę robić tego, co przedtem. Nie chcę pracować tylko po to, żeby ktoś inny miał z tego zysk. Macierzyństwo staje się impulsem do zawodowej zmiany
Anna Zdrojewska
zdjęcia Zorka Project/Monika Bereżecka, Monika Redzisz
Anna Zdrojewska
Julia Bąkowska z Zuzią i Patrycja Szymichowska
zdjęcia Zorka Project/Monika Bereżecka, Monika Redzisz
Julia Bąkowska z Zuzią i Patrycja Szymichowska
Pola Tyniec-Lipska z Brunonem
zdjęcia Zorka Project/Monika Bereżecka, Monika Redzisz
Pola Tyniec-Lipska z Brunonem
ZOBACZ TAKŻE
Coraz więcej matek po urodzeniu dziecka twardo negocjuje warunki powrotu, walcząc o elastyczny czas pracy albo o zatrudnienie na pół etatu. Rzadko to się udaje w korporacjach, częściej w mniejszych firmach. Ale jeszcze więcej jest takich, które zakładają własny biznes.

Uwolnić Matkę

- Urodziłam synka w maju 2009 roku, miałam 27 lat. Mąż po dwóch tygodniach wrócił do pracy, a ja zostałam sama z dzieckiem w domu. Źle to znosiłam. Nie jestem typem domatorki - mówi Pola, właścicielka kawiarni Uwolnić Matkę. - Zima była dla mnie szczególnie trudna. Pamiętam swoje zamarznięte palce na poręczy wózka. Bruno zasnął, taki wspaniały moment, żeby wreszcie poczytać książkę, a ja muszę cały czas chodzić, bo nie ma kawiarni, w której mogłabym usiąść, wózek ze śpiącym dzieckiem zostawić na zewnątrz i widzieć go. I żeby to nie było przy ruchliwej ulicy, bo hałas budził małego. Wtedy zaczął mi w głowie kiełkować pomysł, żeby stworzyć miejsce dla takich osób jak ja - dla mam, które żyją w naszym klimacie, w którym przez osiem miesięcy w roku jest zimno, a w domu nie można wiecznie siedzieć, bo to źle wpływa na psychikę.

Pola jest naukowcem. Na czas urlopu macierzyńskiego zawiesiła pisanie doktoratu na Uniwersytecie Wrocławskim o ewolucyjnym podłożu adopcji. Skończyła filozofię w Warszawie i antropologię biologiczną w Londynie, pisała prace z pogranicza biologii i etyki na temat małp człekokształtnych. - W Polsce Darwin i jego teoria są traktowani po macoszemu - mówi. - Szczególnie kiedy odnosi się do macierzyństwa i obala związane z nim mity. Są dwa modele bycia matką. Kulturowy - wpajający nam, że kobieta powinna poświęcić się dziecku i czuć się z tego powodu szczęśliwa i spełniona. I ten ewolucyjny - po urodzeniu dziecka kobieta funkcjonuje normalnie w społeczności. Bycie matką nie jest jej jedyną rolą. U małp to widać wyraźnie - matka opiekuje się dzieckiem, ale to nie przeszkadza jej funkcjonować w stadzie. Nigdy nie jest z dzieckiem sama, zawsze jest w grupie, która jej pomaga. Sytuacja, którą mamy teraz, kiedy mąż pracuje na pełen etat, a kobieta zostaje z dzieckiem w domu, jest niezwykle ciężka dla psychiki. Taka sytuacja nie istnieje w przyrodzie wśród bliskich nam gatunków. Sama odczułam to na własnej skórze.

Po urodzeniu syna miałam wielką potrzebę aktywności, działania, współpracy z ludźmi. Radykalny odwrót od ślęczenia nad książkami. Jakby po urodzeniu dziecka coś się we mnie odblokowało, jakby nowy kanał udrożnił się w umyśle. Postanowiłam stworzyć taką kawiarnię, jaka była mi potrzebna. Wiedziałam, że sama nie dam rady, i zaproponowałam współpracę koleżance Kasi Koper, która też miała małe dziecko i te same odczucia. Nie bałyśmy się ryzyka. Może to było nieco aroganckie, bo nie przeprowadziłyśmy żadnych badań, czy takie miejsce jest potrzebne. Ale to wynikało tak mocno z nas, że miałyśmy nadzieję, że innym mamom też dobrze się przysłuży.

Poszło nam bardzo szybko. W marcu miałyśmy lokal, w maju ruszyłyśmy. Miejsce wybrałam intuicyjnie. Jest na uboczu, ale kiedy weszłam do tego ogrodu, wiedziałam, że to jest to. Nazwa powstała na jednym ze spotkań z przyjaciółmi. Uwolnić Matkę w sensie dosłownym, ale też metaforycznie - uwolnić od stereotypów. Włożyłam w to wszystkie moje oszczędności; mam satysfakcję, że nie poszły na nowy samochód albo plazmę! Ale to nie były duże pieniędzy, więc przydało się każde wsparcie - całe nasze rodziny były w to zaangażowane. Same malowałyśmy ściany, urządzałyśmy wnętrze. Logo, babuszka to wspólna praca moja, Kasi i mojej siostry Karoliny, graficzki.

Prowadzimy u nas warsztaty dla mam; wiele matek niepracujących mówi o poczuciu winy, bo mimo wielkiej miłości do swojego dziecka wariują same w domu. Próbowałyśmy też stworzyć Klub Wystarczająco Dobrych Mam, taką siatkę wzajemnej pomocy, żeby kobiety z naszej dzielnicy się poznały i zaczęły się ze sobą spotykać, rozmawiać, dzielić troskami, ale to jakoś nie wyszło. W Anglii na porządku dziennym są kluby dla mam. My w Polsce jesteśmy trochę takimi Zosiami Samosiami: od tygodnia nie przespałam całej nocy, bo dziecko ma kolki, ale na zewnątrz się uśmiecham, wszystko jest wspaniale. Może trzeba się czasem przyznać, poszukać wsparcia? W tradycyjnych społeczeństwach kobiety siedzą razem, pracują, gotują, wyplatają. Moim marzeniem jest, żeby dziś matki robiły znów to, co robiły od zawsze - spotykały się i gadały, a ich dzieci bawiły się razem obok nich. Taki mam plan, taką misję: niech się mamy spotykają.

White & Black

- Trzy lata temu zaszłam w ciążę i zapisałam się do szkoły rodzenia - opowiada Julia Bąkowska, 31 lat, z Gdańska. - Na jednym z wykładów dowiedziałam się, że czarno-białe przedmioty stymulują rozwój noworodka. Rozejrzałam się po sklepach z artykułami dla dzieci i nie znalazłam nic czarno-białego. Same róże, błękity, pastelowe kolory. Coś z tym trzeba zrobić, pomyślałam. Od dawna już chciałam otworzyć coś swojego. Jestem po pedagogice i politologii. Przez ostatnie dwa lata pracowałam jako trener PR i marketingu. Było OK, ale trochę mnie już męczyło, że wciąż powtarzam to samo, tylko grupy się zmieniają. Jeszcze wcześniej przez wiele lat byłam przedstawicielem handlowym. Siedziałam w pracy po 12 godzin. Miałam dobre wyniki i coraz lepsze stanowiska, ale przestało mnie to kręcić. Odeszłam. Nie lubię pracować u kogoś. Powiedziałam o swoim pomyśle Patrycji, mojej znajomej.

- Od razu się w tym temacie zakochałam - mówi Patrycja Szymichowska, 25 lat. - Julia nie musiała mi zbyt dużo tłumaczyć, bo znałam tę teorię z wykładów na psychologii. Dziecko po urodzeniu widzi jedynie czarno-białe kontrasty. Czarno-białe przedmioty w jego polu widzenia pobudzają mózg i stymulują rozwój intelektualny i psychoruchowy. Dzieci zaczynają szybciej siadać, szybciej nawiązują kontakt z otoczeniem. Pierwszy zwykle około czwartego miesiąca pojawia się kolor czerwony, około ósmego - żółty i zielony; dopiero wtedy sensowne jest pokazywanie dziecku kolorowych rzeczy. Zostały mi wtedy dwa miesiące do obrony; pracowałam w knajpie, ale nie chciałam utknąć w gastronomii i intensywnie zastanawiałam się, co dalej. Interesowała mnie psychologia biznesowa, tworzenie marek. Propozycja Julii, żebyśmy stworzyły od podstaw firmę, która będzie produkować czarno-białe produkty dla dzieci, żebyśmy stworzyły nową markę - to był dla mnie po prostu strzał w dziesiątkę. Rok temu założyły firmę, w którą Patrycja zainwestowała swoje oszczędności.

- Postanowiłyśmy produkować zwykłe przedmioty dodatkowo stymulujące rozwój dziecka. Poprosiłyśmy znajomą projektantkę Maję Ratyńską o propozycje wzorów; każdy z nich konsultowałyśmy potem z psychologiem. Krok po kroku uczyłyśmy się wszystkiego - co jest potrzebne do produkcji, do kogo dzwonić, o co prosić. Wreszcie miałyśmy w ręku 250 produktów. Tylko że nie wiedziałyśmy, co dalej z nimi zrobić. Gdzie sprzedawać? I wtedy zdarzył się cud. Zadzwoniłam do znajomej, która pracowała w telewizji, a ona nasze zgłoszenie przesłała do 'Dzień Dobry TVN'. Nie miałyśmy wielkiej nadziei, że nas zaproszą, tymczasem zadzwonili następnego dnia, że mamy stawić się w studiu. Tylko w czasie trwania programu miałyśmy 6 tys. wejść na naszą stronę! Posypały się zamówienia, które nas uratowały.

Przez cały rok tylko inwestowałyśmy. Dopiero teraz zarabiamy na kolejne produkcje, dla siebie wciąż nie mamy nic. Zdarzają się kryzysy - po co ja to robię, jeśli nie mam z tego pieniędzy? Dla samej idei? Ale to mija. Kochamy ten projekt. Jak na cztery miesiące na rynku i tak odniosłyśmy duży sukces. Współpracujemy z dużymi sklepami internetowymi i mamy już podpisaną umowę z siecią stacjonarną - wchodzimy do sklepów. Chwyciło! Jesteśmy promowane przez Pomorski Park Naukowo-Technologiczny, jesteśmy w Inkubatorze Przedsiębiorczości. Dostałam też propozycję założenia grupy badawczej na Uniwersytecie Gdańskim i zrobienie doktoratu na podstawie tych badań - dokładnie: jak i na co wpływa stymulacja czarno-białym kontrastem.

To naprawdę działa. Na targach podchodzą do nas ludzie z maleńkimi dziećmi. Kiedy pokazujemy nasz czarno-biały wzór, wzrok dziecka natychmiast się na nim skupia, dziecko wyciąga rączki. Ale społeczne stereotypy są bardzo silne. Sprawiają, że kupujemy dziewczynce różowe, a chłopcu niebieskie kocyki. Czasem nawet ci, którzy widzą reakcję dziecka, mówią: 'No tak, ale pokój dziecka powinien być kolorowy'. To jest zbyt smutne.

Mamania

- Gdyby nie Bronka, pewnie nie założyłabym tego wydawnictwa - mówi Ania Zdrojewska, 27 lat, kulturoznawczyni, mama trzyletniej Bronki. - Bronka urodziła się mała. I nikt nie wiedział, dlaczego tak jest. Nigdy nie byłam osobą podatną na wpływy, ale zanim się obejrzałam, wpadliśmy w ten kocioł: bieganie po lekarzach, rozszerzanie diety. I wtedy wpadła mi w ręce angielska książka 'Bobas lubi wybór' o tym, że dziecku należy od początku pozwolić jeść samemu, dawać po prostu do rączki ugotowaną marchewkę albo kawałek jabłka i już. Po przeczytaniu tej książki stopniowo zrezygnowałam z wszelkich papek; Bronka jeść więcej nie zaczęła, ale poziom naszego stresu spadł kilkakrotnie.

Drugą ważną książką, którą wtedy przeczytałam, było 'W głębi kontinuum' Jean Liedloff. Autorka opisuje różnice w wychowywaniu dzieci przez Indian z plemienia Yequana i przez Amerykanów lat 70. Biorąc za wzór tych pierwszych, autorka propaguje bliskość - naturalny, instynktowny sposób traktowania dziecka, zapomniany w cywilizacji zachodniej. Miałam wrażenie, że tych książek bardzo w Polsce brakuje. Wtedy narodził się pomysł wydawnictwa. Byłam wtedy na studiach doktoranckich, prowadziłam zajęcia na wydziale dziennikarstwa. Wcześniej pracowałam w telewizji w kanale Kultura, robiłam film o podziemiu aborcyjnym, angażowałam się w ruch feministyczny i scenę punkową. Wydawnictwo jest ryzykownym biznesem, bo ludzie w Polsce mało czytają, ale się nie bałam. Mam silną więź z moim mężem, z moją siostrą, z mamą. Oni mi pomagali.

Działam od półtora roku. Wydałam dziesięć książek, wszystkie o rodzicielstwie i bliskości - o porodzie naturalnym, o karmieniu piersią. Wydaje mi się, że macierzyństwo jest takim szczególnym czasem w życiu kobiety, w którym musi ona opowiedzieć się po pewnej stronie. Kobiety często pozostają wycofane; tutaj nie mogą uniknąć decyzji. Czy w ogóle chcę być matką, czy nie? Czy wybiorę poród naturalny? Czy będę karmić piersią? Czy będę pozwalała, żeby dziecko ze mną spało? Czy będę mamą pracującą? Te wybory pokazują jak w soczewce ich stosunek do dziecka, do swojego ciała, do swojej roli w społeczeństwie. O tym piszę teraz doktorat na kulturoznawstwie - o macierzyństwie jako sytuacji konfliktu. Książki pomagają w dokonywaniu tych wyborów.

Najlepiej się sprzedaje 'W głębi kontinuum', choć to nie jest książka zaprojektowana na hit. To pokazuje, jak bardzo była potrzebna. Bo mimo że opisuje lata 70. w Stanach Zjednoczonych, jest aktualna i u nas dzisiaj. Wciąż odwracamy naturalny porządek - usamodzielniamy na siłę małe dziecko, a upupiamy starsze. Małe dziecko kładziemy w osobnym łóżeczku, nie nosimy za dużo, 'żeby się nie przyzwyczaiło'. A 12-latka wszędzie wozimy samochodem, bo boimy się go puścić samego do autobusu. Bądźmy na początku blisko dziecka, po to by mogło być później samodzielne.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

Skomentuj:

Musisz się zalogować, by dodać komentarz. Jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.

Komentarze (7)

  • jahodaczarna

    0

    a ja sie zastanawiam jak im to wychodzi czasowo - sama mam małe dziecko i firmę, i jestem w nastepnej ciaży. i gdyby nie mąż i prababcia to nie wiem jakby to było: klient chce projekt na jutro - jak nie bedzie miał to sorry - pójdzie gdzie indziej a tu młody akurat MUSI siedziec u mnie na kolanach (i ma do tego prawo!) do puki dziecko jest malenkie i tylko je i spi to wszystko sie da, ale sielanka konczy sie jak ma jakies 3 miesiace i zaczyna wymagać zabawiania
    NIE DA SIĘ gadac o projektach przy dziecku - zdarzaja sie ludzie którzy sa zachwyceni ale wiekszości przeszkadza
    miałam nawet takich którzy sie bali że moje dziecko pobrudzi im zaproszenia które dla nich robiłam i zrezygnowali (podczas rozmowy dziecko było w tym samym pomieszczeniua ale zajmowało sie swoimi zabawkami)
    regularnie były tez sytuacje że karmiłam piersią a tu idzie klient: i co wtedy? 2 wyjscia:1. odrywam dziecko od cycka i ide do klienta a dziecko wrzeszczy na rekach u babci, 2. wysyłam babcie z informacja ze podejde za 10 min co lepsze?

  • olissima

    0

    Serdecznie witam :) ... ja również po urodzeniu drugiego syna, pod wpływem koleżanki wyruszyłam na jedno z unijnych szkoleń skierowanych do kobiet i udało mi się zdobyć na nim grant. Pozwolił on na realizację marzenia - zawsze chciałam mieć galerię z artystyczną biżuterią, którą de facto zajmowałam się od wielu lat na różne sposoby :). Tak powstała internetowa Galeria Olissima - oczywiście zapraszam serdecznie do zajrzenia :) : www.olissimart.com . Na taką w realu grantu nie starczyłoby na 1000%, ale internet daje zdecydowanie większe możliwości :). Działam już od dwóch lat, pierwszy rok był ciężki i tak naprawdę cały czas trzeba "walczyć o lepsze jutro". Znajomości w TV i gazetach nie posiadam, ale jak się chce to i tam można coś fajnego czasami pokazać. Teraz już wiem, że otworzyć firmę jest łatwo, ale utrzymać ją - dużo trudniej... sprzyja to kreatywności i zmusza do cięższej pracy, ale jak się kocha to co się robi - wszystko wygląda inaczej :). Moje dzieci nie chodzą "z kluczem na szyi", mają mnie na co dzień, a co do galerii to już wiem, że będzie coraz lepiej :) ...

  • anna_112

    0

    Koleżanka też tak zaczęła jak była w ciąży - bo nie chciała po macierzyńskim wracać do korporacji - napisała wniosek, dostała dotację z UE i prowadzi stronę www.twojedni.pl gdzie mozna poprowadzić wykres cyklu on-line (to dla kobiet starajacych się o dziecko) ale też jest kalendarz ciaży, notatnik karmienia, siatki centylowe i jakies tam jeszcze inne rzeczy dla matek.

    Ogólnie uważam ze sporo kobiet wraz z dzieckiem dostaje 'kopa" by zaczynac coś nowego :)

  • professional_scoffer

    Oceniono 4 razy 2

    Kolejny artykuł o przedsiębiorczości kobiet i o tym jakie to one są samodzielne i odważne. Proszę się nie podniecać tylko przeczytać artykuł uważnie. Panie z zabawkami dostały DARMOWĄ reklamę w telewizji - większość ludzi nie ma takiej możliwości i mimo takiej promocji same przyznają, że nic na tym biznesie nie zarabiają.

    A pierwsza pani mówiąc o intuicyjnym wybieraniu lokalu i miejsca oraz o tym, że nawet nie sprawdzała czy to przedsięwzięcie ma jakikolwiek uzasadnienie ekonomiczne dowodzi tylko swojej ignorancji i lekkomyślności. Poza tym, nie ma słowa o tym czy ta działalność jest dochodowa.

    Bawić się w biznes to mogą spokojnie osoby, które mają dużo pieniędzy i które mogą sobie pozwolić na 2 lata prowadzenia niedochodowej działalności, bo i tak mają za co żyć. Sytuacja taka jednak dotyczy tylko niewielkiej grupy ludzi w Polsce.

  • sasza925

    Oceniono 1 raz 1

    znam i rozumien teorie widzenia swiata przez niemowleta. Ale... natura zawsze ma jakis cel. Male koty zupelnie nic nie widza przez dwa tygodnie - gdyby widzialy to pewnie rozpelzłyby sie gdzies od matki, wiadomo ciekawosc zabila kota;)
    noworodki widza swiat zamglony, lepiej widza ostre czarno-biale barwy. I jest to naturalnie, nie wiem po co atakowac maluchy dodatkowymi bodzcami (czyt. czarno- bialymi akcesoriami) czyli pokazywac swiat wtedy, gdy nie sa one jeszcze gotowe, aby go oglądac.
    bo beda lepiej sie rowzwijac? o ile lepiej, jak lepiej?
    wyscig szczurow od urodzenia? jestem na NIE

    nastawione na zysk wykorzystywanie teorii psychologicznej, tak to widzę

  • ona3010

    0

    wreszcie kobiety sie budza! :) z przyjemoscia to przeczytałam. Też planuje otworzyć juz coś w końcu swojego i nie zapierniczać na kogoś....

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX