Kobiety stanowiły ponad połowę mieszkańców południa Sudanu, którzy biorąc udział w styczniowym referendum jednogłośnie opowiedzieli się za oderwanie tych terenów od reszty kraju i ogłoszeniem niepodległości 193. państwa świata.
Głosując za secesją liczyły, że nie tylko pozwoli ona ostatecznie zakończyć trwającą od pół wieku krwawą wojnę między rządzącymi w Chartumie Arabami, a czarnoskórymi chrześcijanami i animistami zamieszkującymi południe, ale również poprawi sytuacje kobiet. Do tej pory mieszkanki Sudanu Południowego podobnie jak Arabki z północy kraju podlegały islamskiemu prawu, które w połączeniu z panującym na południu prawem zwyczajowym spychało je na dno systemu społecznego. W styczniu b.r. ONZ oceniło w swoim raporcie, że w południowym Sudanie prawa kobiet są nagminnie łamane, bo blisko 90 proc. spraw karnych i cywilnych rozpatrywanych jest w oparciu o prawo zwyczajowe. Zapadające decyzje działały zazwyczaj na korzyść mężczyzn, stojąc przy tym w sprzeczności z prawem międzynarodowym.
- Teraz jest nadzieja dla kobiet w południowym Sudanie- mówi Sarah Cleto Rial, dyrektor działającej na rzecz praw człowieka organizacji My Sister's Keeper. Rial podkreśla, że właśnie dzisiaj kobiety muszą być najbardziej aktywne, aby wykorzystać niepowtarzalną szanse na poprawę swojego położenia, jaką daje im proces tworzenia sie nowego państwa.
W ubiegły weekend w stolicy Sudanu Płd., Dżubie, odbyła się konferencja zorganizowana przez trzy główne organizacje kobiece tego państwa - South Sudanese Women General Association (SSWGA), South Sudan Women Empowerment Network (SSWEN) and South Sudanese Women Lawyers (SSWL). Na konferencji, oprócz kwestii przestrzegania praw człowieka i równości płciowej, poruszono także temat udziału kobiet we władzy. Tydzień wcześniej w południowosudańskim parlamencie został zaprezentowany projekt tymczasowej konstytucji, która ma zostać uchwalona do 8 lipca. Dokument, który przez najbliższe cztery lata będzie stanowił najwyższe prawo kraju zostanie podpisany przez prezydenta 9 lipca, w dniu oficjalne deklaracji niepodległości Sudanu Południowego. Pomimo złóż ropy naftowe i innych bogactw naturalnych, kraj ten nie posiada praktycznie żadnej infrastruktury czy kanalizacji. Do tej pory utrzymywał się głównie dzięki pomocy humanitarnej. Fakt, że Południowy Sudan, to państwo, które powstaje praktycznie od zera jest dla jego władz olbrzymim wyzwaniem, ale i szansą na wprowadzenie pozytywnych zmian.
Projekt konstytucji przewiduje utrzymanie 25 proc. kwot dla kobiet w administracji państwowej - tyle w 2007 r. zaproponował prezydent Południowego Sudanu Salva Kiir Mayardit. Rząd podkreśla, że pracuje nad zwiększeniem udział kobiet we władzy. Już teraz kraj ten znajduje się wśród 10 afrykańskich państw z największym udziałem kobiet w radzie ministrów. Dzisiaj na 32 miejsca zajmują one 7, najbardziej prestiżowe z nich to stanowisko minister pracy i opieki społecznej.
Działaczki uważają, że kwoty te nie oddają prawdziwych potrzeb społeczeństwa, a obywatelki Południowego Sudanu, stanowiące blisko 65 proc. wszystkich jego mieszkańców powinny być we władzach reprezentowane przez większą liczbę kobiet, bo tylko wtedy ich problemy naprawdę będą brane pod uwagę.
- Kobiety powinny starać się o kluczowe stanowiska w urzędach państwowych i rządze, które obecnie zajmowane są przez mężczyzn- stwierdziła podczas konferencji Olivia Lomoro, podsekretarz w Ministerstwie Zdrowia w rządzie Południowego Sudanu.
Brak dostępu do edukacji czy opieki lekarskiej, przemoc seksualna, aranżowane małżeństwa - to tylko kilka z wielu problemów nękających kobiety z tego regionu. Wśród kobiet pomiędzy 15 a 24 rokiem życia analfabetyzm wynosi blisko 84 proc.. Chociaż stanowią one blisko 2/3 mieszkańców Sudanu Płd., to dziewczęta posyłane są do szkół trzy razy rzadziej niż chłopcy. Dlatego w niektórych spośród 10 stanów Południowego Sudanu brakowało kobiet nawet do wypełnienia 25 proc. stanowisk państwowych, jakie zapewniły im kwoty. Jednak nawet w miejscach, gdzie znalezienie wykształconych, aktywnie działających na rzecz społeczeństwa kobiet nie sprawiało trudności, często blokowano im drogę do tych stanowisk, obsadzając je bardziej potulnymi koleżankami.
- Proces selekcji kandydatów na stanowiska państwowe jest bardzo skorumpowany. Ważniejsze jest nie co się robi, ale kogo się zna - mówi Kyampaire Vervice, bizneswoman i członkini Unii Kobiet Południowego Sudanu.