Ojcowie chcą wiedzieć: czy dziecko może zjeść ciastko z podłogi? A parówka mu nie zaszkodzi? Czy niemowlak musi wciąż mieć czapeczkę na głowie? Jak smakuje mleko matki? Czy można "kangurować" noworodka na własnej, włochatej klacie? I gdzie właściwie, w tym zmaternizowanym świecie pieluch, kupek i grzechotek, jest miejsce dla ojca?
Ojcowie, jeśli chcecie znać odpowiedź, idźcie do szkoły. Dla ojców właśnie.
Kiedy zagramy razem w piłkę? Szymona Budrejko, 32-letniego kardiologa z Gdańska, tatę 2-letniego Miłosza najbardziej interesowało, jak podróżować z dzieckiem. Co zapakować do samochodu, jak długo maluch wytrzyma jazdę i kiedy można z nim polecieć samolotem. Do szkoły ojców zapisał się niedługo po urodzeniu synka. Radosław Kuberski, 28-latek z Torunia, technik pracujący w branży budowlanej, fan bungee jumping i filmów Tarantino, poszedł na zajęcia z ciekawości. Dziecka w ogóle nie planował (ale teraz nie jest już tego taki pewien). Jarosław Kobiela (30 lat, chirurg) nie chciał, żeby jego więź z córką, Niną, sprowadzała się do codziennej kąpieli. Myślał też, jak uzbroić ojców w argumenty do walki z przesądami teściowych. Namówił swoją żonę, żeby założyła w Gdańsku szkołę dla ojców.
Paulina Kobiela, neonatolog, na urlopie macierzyńskim skończyła kurs "Biznes na start", organizowany przez Gdańską Fundację Przedsiębiorczości. Nauczyła się podstaw księgowości, pisania biznesplanu, załatwiania formalności związanych z założeniem firmy. Otworzyła Father's Club - szkołę, w której przez dwa dni mężczyźni dowiadują się nie tylko jak przewijać, karmić i ubierać niemowlaka, ale także jak wpiąć fotelik do samochodu i kiedy w końcu będą mogli razem z dzieckiem iść pograć w piłkę.
- Dla mężczyzn ważne jest, żeby wiedzę przekazywał specjalista - uważa Paulina Kobiela. - Jeśli pytają o przechowywanie krwi pępowinowej, które kosztuje kilka tysięcy zł, to zależy im, by odpowiedzi udzielał lekarz, a nie technik laboratoryjny. Znalazłam w internecie szkołę dla ojców działającą w Trójmieście, którą prowadziła położna i instruktor prawa jazdy. Nie o to mi chodziło.
W Father's Club panowie spotykają się przez dwa dni, w kilkuosobowych grupach, zajęcia trwają osiem godzin dziennie. Prowadzą je lekarz, położna i specjalista z branży akcesoriów noworodkowych. Szkolenie odbywa się w wynajętej sali przy prywatnym szpitalu w Gdańsku. Koszt: 1000 zł - tyle mężczyźni bez wahania wydają na nowy telefon.
Czy torba na pieluchy musi być różowa? W szpitalu Szymon Budrejko z uwagą patrzył, jak położne błyskawicznie kapią noworodki w umywalce. Doszedł do wniosku, że dziecko nie jest wcale takie kruche i powinien sobie z nim poradzić. Miłoszem zajmował się od pierwszych godzin życia. Zaplanowali z żoną
poród rodzinny, ale konieczna była cesarka. Szymon siedział w szpitalu od rana do wieczora, przewijał dziecko, przemywał mu pępek, nosił na rękach.
- Żona była zaskoczona, jak szybko potrafiłem się ogarnąć w nowej sytuacji - mówi Szymon Budrejko. - Syn tego nie będzie pamiętał, ale dla mnie ten kontakt z nim od pierwszych godzin był bezcenny. Udowodniłem, że dam sobie ze wszystkim radę, nabrałem pewności siebie.
Kiedy Paulina Kobiela była
w ciąży z Niną, jej mąż Jarosław był przerażony wizją siebie na spacerze, z wózkiem i różową torbą na pieluchy na ramieniu.
- Poszperałem w internecie i uff, okazało się, że można też kupić czarną torbę z trupią czachą - śmieje się lekarz. - Ulżyło mi, ale poczułem się też wykluczony. Sklep z artykułami dla dzieci nazywa się "Mama i ja", gazetka z poradami dla przyszłych rodziców - "Mamo, to ja", pokój w galerii handlowej, gdzie można przewinąć malucha - dla matki z dzieckiem. Do tego Instytut Matki i Dziecka, do którego Nina trafiła zaraz po porodzie. Nawet w dokumentacji medycznej miejsce tylko podpis matki. W tym umamusiowionym świecie mężczyzna wędruje gdzieś na orbicie.
Jarosław patrzył też na kolegów z korporacji, którzy na biurkach w pracy ustawiali zdjęcia swoich dzieci, a po powrocie do domu zasłaniali się gazetą albo siadali do komputera. Chciał, żeby jego relacje z Niną wyglądały inaczej: - Jak ojciec zaangażuje się od początku w opiekę nad dzieckiem, to jest duża szansa, że więź z nim będzie silniejsza i trwalsza - uważa.
Czym różni się pajacyk od kaftanika? - Panie Radku, jak pan trzyma dziecko, główką na dół - położna w szkole ojców po raz kolejny zwraca uwagę Radosławowi Kuberskiemu, niańczącemu na rękach fantom, czyli lalkę niemowlaka.
Taką lalkę dostaje w szkole ojców każdy z uczestników pierwszego dnia. Musi się nią opiekować do końca zajęć. Kąpie ją, wyciera, zakłada pieluszkę, przebiera (przy okazji dowiaduje się, czym różni się pajacyk od kaftanika i dlaczego ubranka dla dzieci nie powinny mieć guzików na plecach), a podczas wykładów - trzyma na rękach. Może też wybrać płeć swojego niemowlaka.
- Co wybrałem? Jasne, że dziewczynkę. Kobiety mają w życiu łatwiej - śmieje się Radosław. - Nigdy wcześniej nie miałem na rękach prawdziwego niemowlaka. Bałem się tematu.
Radosław ma 13-letnią siostrzenicę, ale nie zajmował się nią, gdy była mała - siostra wyprowadziła się z domu zaraz po ślubie.
- Przyjaciółka z pracy doczekała się niedawno bobasa. Weź go na ręce, Radek, namawiała mnie. Wolałem nie, jeszcze bym mu coś zrobił - przyznaje. - Aż tu w szkole dla ojców dostałem do noszenia taką lalkę, która wygląda jak prawdziwy dzieciak, wszystko się w niej tak samo wygina. Na początku byłem potwornie skrępowany. Nie wyobrażam sobie, że moja dziewczyna, Dominika byłaby przy tym i widziała, jak totalnie nie daję sobie rady.
Szymon Budrejko fantom trzymał już na rękach w szkole rodzenia. Ale tam była tylko jedna lalka na całą grupę. Kiedy jedna osoba wkładała niemowlaka do wanienki albo mocowała się z pampersem, wszyscy pozostali patrzyli jej na ręce. Krępujące. - Szkoła rodzenia mnie rozczarowała - narzeka Budrejko. - Zajęcia raz albo dwa razy w tygodniu, godziny mało życiowe. Żona w ciąży pracowała prawie do końca, nie zawsze udawało nam się dotrzeć. Położna dużo mówiła o fizjologii i oddychaniu podczas porodu, nie było tematów typowo dla ojców.