Jeszcze w poniedziałek Żorżeta domagała się różowego roweru. Ten, który jej proponowano, był granatowy, miał podniszczone siodełko (to akurat zupełnie jej nie przeszkadzało) i bardzo wygodne kółka boczne. Ale ona nawet na niego nie spojrzała. Interesował ją jakikolwiek rowerek, byle był różowy i z włosami. Nie przekonała jej nawet obietnica dokupienia rzeczonych włosów - bardzo pięknych, różowo-srebrnych, doczepianych do kierownicy gumowymi nakładkami. W sprawie roweru porozumienia nie osiągnięto.
To było w poniedziałek. A już w środę powiedziała, że w związku ze zbliżającymi się urodzinami życzy sobie bakugana*. Zaraz potem zdumiona Rzodkiewka poinformowała rodziców, że jej starsza siostra nie lubi już różowego. Matka wysłuchała tego z niedowierzaniem i tylko kątem oka zarejestrowała Żorżetę, która walczyła z rowerem o podniszczonym siodełku, próbując przejechać nim przez trawnik mimo ewidentnego flaka w przednim kole. Rower nadal był granatowy i miał zniszczone siodełko.
Koło piątku w przedszkolu obie siostry rzuciły się na warsztat samochodowy. Żorżeta odkręcała śruby przymocowane do plastikowej ramy, Rzodkiewka wyciągała obcęgami plastikowe gwoździe. Pięciu chłopców z chmurnymi minami stało wokół. Do obiadu żaden nie miał szansy zająć stołka mechanika. Po weekendzie Żożo, tarzając się ze śmiechu, powiedział: - A wiecie, że Żorżeta chce być chłopakiem?
- Dlaczego?
- A nie wiem - uświadomił sobie Żożo i zdziwił się. Spojrzał tęsknym wzrokiem na różowy, malowany w pucharki lodów, zdobiony zieloną koronką worek, który właśnie skończyła szyć jego mama. - Możesz mi taki też uszyć? Będę w nim nosić strój na wf.
W połowie tygodnia Żożo przypomniał sobie, że miał się dowiedzieć, dlaczego jego siostra chce być chłopakiem. I dowiedział się: - Bo Żorżeta chciałaby sikać na stojąco.
Rodzice odetchnęli z ulgą, że nie chodzi o żadną freudowsko-rodzinną traumę w rodzaju 'bo wtedy będziecie mnie bardziej kochali' albo o aspekt społeczny - 'bo dziewczynkom nie wypada chodzić na karate'. Matka pokazała Żorżecie, jak, będąc dziewczynką, sikać na stojąco. W sklepach pojawiły się różowe bakugany. Za 30 lat nikt, miejmy nadzieję, nie będzie się zajmował dyrdymałami w stylu 'czy to męskie mieć worek na wf. malowany w truskawkowe lody', ale także -'czy to nie wspaniałe, że mamy takich słodkich tatusiów, którzy lubią mieć dzieci'. W naszym ponowoczesnym świecie każdy będzie mógł być każdym, do piątego roku życia nosząc wyłącznie róż, a po piątym - sikając na stojaka.
*bakugan to coś, czego opisać słowem nie sposób. Można go obejrzeć w dziale z napisem 'zabawki chłopięce' w dowolnym supermarkecie lub osiedlowym sklepiku z zabawkami. Jest to rodzaj składającego się w kulkę robota, który walczy dla swojego pana.
Klub 'Wysokich Obcasów' zaprasza na spotkanie do Sopotu. Porozmawiamy tym, jak się zmieniają role w rodzinie. O ojcach, którzy coraz więcej zajmują się dziećmi, i mamach pracujących od rana do wieczora. Czy rzeczywiście udaje im się łączyć obowiązki zawodowe i domowe? Jak sami się z tym czują? Czy kobiety chcą takich mężczyzn? A mężczyźni - takich kobiet? Czy to nasz model idealny?
17 maja, godz. 18, klub Atelier w al. Mamuszki 2