"Pobożni katolicy tylko na jedną partię warto głosować, a jest to mianowicie
Prawo i Sprawiedliwość.", "Drodzy wierni, dnia 10 kwietnia o godzinie 11 odbędzie się w naszym kościele msza w intencji ofiar zamachu, w którym śmierć poniosło 96 osób w tym prezydent Rzeczpospolitej Polskiej."
Dla wszystkich niedowiarków powtarzam jeszcze raz - ZAMACHU. Po kościele przeleciał szmer. Niektórzy chcieli się upewnić, czy dobrze usłyszeli, inni mieli potrzebę podzielenia się tym ogłoszeniem parafialnym z osobą obok.
Nie ulega wątpliwości, że wszyscy zgromadzeni ludzie zwrócili uwagę na to słowo, wplecione w prawie normalny, wręcz prasowy przekaz. Większość się nawet oburzyła, nie piszę, że wszyscy, bo nie można generalizować, przecież byli też tacy, którzy w pełni się zgadzają z taką wersją wydarzeń. Pomruk jeszcze przez chwile narastał, po czym zniknął tak niespodziewanie, jak się pojawił.
Ksiądz czytał już inne ogłoszenia, zakończył dzielenie się z wiernymi swoimi preferencjami politycznymi i wyrażanie swoich prywatnych przemyśleń. Jedna myśl nie daje mi spokoju: czemu nikt nie zaprotestował, nie zbojkotował tej wypowiedzi, dlaczego nikt nie wstał i nie krzyknął, że w kościele, z ołtarza nie wolno jawnie kłamać. Bezsensowne pytanie, przecież ja też nie wyszłam, nie postukałam obcasami po zniszczonej i wyjątkowo głośnej posadce, nie odważyłam się zbuntować. Szkoda, że już nie ma takich ludzi, którzy mieliby tyle śmiałości, żeby się sprzeciwić.
Dlaczego jeden ksiądz może zahipnotyzować kościół pełen ludzi, wmówić im, że tylko jego opinie są słuszne, wygłosić bezkarnie każde kłamstwo z miejsca, z którego powinien głosić Dobrą Nowinę.
Przecież on nawet nie musiał nikogo przekrzykiwać, ani wykłócać się o swoje prywatne zdanie i spiskowe teorie, wszyscy przyjęliśmy to do wiadomości i nie zrobiliśmy z tym faktem nic. A niech sobie będzie, po co protestować, po co sobie robić problemy, skoro można przemilczeć jedno kazanie, drugie, trzecie, a potem całą resztę propagandy, którą usłyszymy poza kościołem. Może następnym razem wyjdę, albo przestanę chodzić na msze odprawiane przez tego księdza, albo w ogóle do kościoła, wyłączę
radio, telewizję i będę udawać, że nic nie dociera do moich uszu, że tylko mi się przesłyszało, albo źle zacytowało.