http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Laptopy dla uczniów. To się może udać

Aleksandra Pezda
29.03.2011 , aktualizacja: 29.03.2011 01:48
A A A Drukuj
Podstawową barierą dla nauczycieli jest lęk, że nie opanują komputerów w takim samym stopniu jak uczniowie - mówi Andrzej Grabowski, nauczyciel z Jarocina. W Jarocinie wszystkie podstawówki i gimnazja już wyposażyły uczniów w laptopy
Uczniowie pracują na netbookach
Fot. Tomasz Fritz / Agencja Gazeta
Uczniowie pracują na netbookach
SERWISY
SONDAŻ
Czy laptopy dla uczniów to dobry pomysł?

Tak
Tak, ale niech uczniowie nie mogą na nich nic instalować ani przeglądać wszystkich stron
Tak, ale uczniowie powinni je oddawać po skończeniu nauki
Nie. Lepiej zainwestować w pracownie komputerowe
Nie. Lepiej te pieniądze zainwestować w nauczycieli, którzy będą ciekawie prowadzili lekcje bez komputera
Nie interesuje mnie to

Rząd chce kupić laptopy dla pierwszaków z podstawówek. Ministerstwo Infrastruktury proponuje przeznaczyć na to miliard złotych z koncesji, które płacą telefonie cyfrowe. Pieniądze mają wystarczyć dla pięciu roczników. Pisaliśmy o tym wczoraj. W cyfrową przyszłość szkoły uwierzył już samorząd Jarocina. We wrześniu wyposażył każdą podstawówkę i gimnazjum w zestawy laptopów - nie dla każdego ucznia, ale tak, żeby każdy nauczyciel mógł użyć komputera na lekcji. Na 850 netbooków dla 25 szkół poszło 1,5 mln zł.

Rozmowa z Andrzejem Grzybowskim, nauczycielem informatyki i anglistą, koordynatorem jarocińskiego programu

Aleksandra Pezda: Uczniowie na każdej lekcji mogą korzystać z laptopów, w każdej klasie jest internet. Wystarczyło, żeby odnieść "cyfrowy" sukces?

Andrzej Grzybowski: Na początku tak myśleliśmy. Ale po pierwsze, z dostępem do internetu nie jest aż tak prosto. Mamy słabą przepustowość i czasem się zdarza, że laptopy chodzą zbyt wolno albo wieszają się programy.

Po drugie, i to uważam za problem trudniejszy i ważniejszy, nauczycielom brakuje przygotowania i entuzjazmu.

Oczywiście, od razu założyliśmy, że trzeba będzie ich wspomóc. Przecież większość z nich pamięta świat bez internetu, w dodatku nikt ich nie uczył, jak wykorzystywać nowe technologie w pracy. Dlatego od razu zaczęliśmy szkolenia - po cztery godziny dla każdego z 250 nauczycieli. Szacowaliśmy, że może nie każdy od razu, ale tak co trzeci się zapali i weźmie po tych szkoleniach laptopy na lekcje. Nic z tego! Korzystał z laptopów może co dziesiąty nauczyciel.

Zaczęliśmy kolejne szkolenia: 100 nauczycieli, 20 godzin. Tak żeby wykształcić zapaleńców i "ambasadorów" nowych technologii. Teraz mogę liczyć, że może połowa kadry korzysta z nowego sprzętu.

Mówią, dlaczego tego nie chcą?

- Najczęściej słyszę: lekcja jest za krótka, a jeśli zaplanuję laptopy i coś mi nie zadziała, to co zrobię? Podpowiadam: zmienisz scenariusz lekcji. Mówią mi wtedy: e tam, to podwójna praca, scenariusze alternatywne. Ręce mi opadają!

Lubię z uczniami na angielskim korzystać z googlowskiego programu Street View - dzięki temu mogą sobie spacerować po Wielkiej Brytanii albo USA, rozmawiamy o tym, oczywiście po angielsku. Często też do ćwiczeń wykorzystujemy internetowego tłumacza. Przeprowadzam sprawdziany w programie, który sam sobie opracowałem. Nie muszę potem liczyć punktów - komputer robi to za mnie, ja tylko wprowadzam pytania.

Każdy nauczyciel w Jarocinie ma do tego programu dostęp. I nic.

Myślę, że podstawową barierą dla nauczycieli jest lęk, że nie opanują sprzętu w takim samym stopniu jak ich uczniowie. Wstydzą się tego. Dlatego widzę szansę w tym, że rząd da laptopy tym, którzy uczą najmłodsze dzieci. Może będą mieli mniejsze opory?

A uczniom się podoba?

- Szaleją. Żeby upowszechnić internet w szkole, ogłosiliśmy konkurs dla uczniów. Mieli przygotować materiały do wykorzystania na lekcji. Żeby pani to widziała! Nagrywają z komórek ćwiczenia na chemię o dyfuzji - ustawią szklanki, wleją wodę, coś tam włożą do środka i już gotowe. Albo robią filmiki z instruktażowymi ćwiczeniami na wf. Albo powybierają jakieś fotki z internetu i układają rewelacyjne prezentacje. Przy okazji uczą się prawa autorskiego, bo muszą wykazać, z jakich korzystali źródeł. Konkurs się nazywa "Kreatywna szkoła, kreatywny uczeń" i jest dowodem na to, że możliwości technologiczne to w uczniach właśnie wyzwalają.

Kupowanie laptopów dla uczniów to dobry czy zły pomysł?

- Odpowiem przykładem: mieliśmy w podstawówce dni otwarte dla przedszkolaków. Przyszły dzieci z rodzicami. Rodzice czekali na informacje podawane przez nauczycieli. A co robiły ich dzieci? Rzuciły się do netbooków i uruchomiły je bez problemów, a potem hulały sobie po internecie.

Jeśli więc ktoś jest przeciwny wprowadzaniu laptopów do szkół, to znaczy, że nie rozumie otaczającej nas cywilizacji. Uczniowie w internecie już są. Nauczycieli trzeba tam koniecznie wprowadzić.

Inaczej my będziemy produkowali trampki, a Chińczycy przyjadą budować nasze mosty.

Podziel się