http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Ślubne Polaków zabawy

Maciej Czarnecki, Toruń
23.03.2011 , aktualizacja: 24.03.2011 17:29
A A A Drukuj
Zwykłe wesele już nie wystarczy. Hitem ostatnich miesięcy są porwania młodej pary - za kilka tysięcy złotych można załatwić sobie czarne BMW, repliki broni i grupę kaskaderów
Panna Młoda
Fot. Sławomir Kamiński
Panna Młoda
ZOBACZ TAKŻE
SONDAŻ
Czy zdecydowałbyś się na skromny ślub, (bez efektów specjalnych i zabawy), np. kolację w domu?

Tak
Nie
Jeszcze nie mam zdania

- Do kościoła odwozili mnie koledzy. Jechaliśmy przez wiejskie tereny pod Ciechanowem. Wie pan, jak to na polu, mało świadków - opowiada Maciej Zalewski, ciechanowski muzyk, który żenił się w sierpniu zeszłego roku. - No więc jedziemy, wszystko gra, a tu nagle czarne BMW zajeżdża nam drogę. Wyskakują nabici goście, jakaś awantura. Kierowca dostaje bęcki, a ci do mnie z paralizatorem: - Do bagażnika! - krzyczą. Zdębiałem. Ochłonąłem dopiero w samochodzie. Myślę sobie: wzięli mnie ze ślubu, dziwny zbieg okoliczności. Później okazało się, że o akcji wiedzieli wszyscy oprócz mnie. Kierowca też był podstawiony. Taki prezent od kolegów.

- Kto pana w końcu dowiózł do kościoła? - pytam.

- Antyterroryści. W pewnym momencie samochód się zatrzymał, usłyszałem strzały, hałasy. Otworzył się bagażnik, zobaczyłem zamaskowanego komandosa, niby tego, co mnie uratował. Zapakowali mnie do auta i z obstawą ruszyliśmy na ślub.

Ślubne porwania różnią się scenariuszami. Czasem to młoda para wie o akcji, a goście nie. Porywają głównie gangsterzy, ale zdarzają się też terroryści, a nawet rycerze. Pierwsi zabierają najczęściej pana młodego; ostatni - jego wybrankę.

- Pracowaliśmy pod Ciechanowem, ale i w Warszawie, w dworku pod Wrocławiem - opowiada Tomasz Lewandowski z firmy Gorące Życzenia. Przez nieco ponad rok sfingował sześć porwań. Zamawiają je młodzi, przed trzydziestką. Raczej zamożni, bo trzeba przecież wydać dobrych parę tysięcy złotych. Najdroższa akcja pana Tomka kosztowała 7 tys. zł. - Były atrapy broni, ślepa amunicja, samochody policyjne, bandziory, antyterroryści - wylicza i zastrzega, że o każdej akcji informuje prawdziwą policję.

Pan Piotr z Bytomia rozpoczął taką działalność gospodarczą ponad miesiąc temu. Miał już telefony od kilku klientów, z jednym jest umówiony. Wcześniej woził do ślubu też raczej młodych ze specyficznym poczuciem humoru. - Mam tablicę rejestracyjną, gdzie z tyłu jest napisane: "już po chłopie", a z bagażnika wystaje urwana ręka. Robi furorę - opowiada pan Piotr. Niedawno wiózł na wesele nowożeńca, który pracuje w firmie ochroniarskiej. - Chłopcy z pracy zrobili mu prezent - inscenizowany napad. Zatrzymali nas, krzyknęli: - Kierowca, otwieraj! Musiałem dać im wódkę, odjechali bez strzału.

Właśnie po tej historii pan Piotr wpadł na pomysł, żeby organizować porwania: - W Anglii porywa się pannę młodą, a za jakiś czas dowozi się ją na salę. U nas różnie, scenariusze dopasowujemy pod klienta. Ostatnio jedna pani mówiła mi, że wolałaby porwanie już z sali weselnej, żeby wszyscy widzieli.

Zdarza się, że porwanie urządza nie wynajęta firma, ale znajomi. Tak miało być w Tczewie. - Załatwiliśmy furgonetkę, grupa była przygotowana. Nie wyszło tylko dlatego, że w ostatnim momencie wypadł mi nagły wyjazd. Szkoda, bo to niezła atrakcja na weselu - mówi Sławomir Kussowski, którego znajomi pobierali się jesienią ubiegłego roku.

Skąd pomysł inscenizowania napadów? Motyw raptus puellae, czyli porwania dziewicy, znany był już w starożytnej Grecji, a później w imperium osmańskim. - W słowiańskiej tradycji znane były tylko dwie formy zawarcia małżeństwa: przez kupno lub właśnie porwanie - tłumaczy prof. Andrzej Brencz, kierownik Zakładu Etnologii Polski z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. - Mamy o tym wzmianki z czasów średniowiecza ze wschodniej Słowiańszczyzny. Później ta tradycja zanikła, porywała tylko szlachta. Wzmianki o porwaniach przetrwały jednak w materiale folklorystycznym, pieśniach, baśniach.

Jednak specjaliści od ślubów wskazują inne wzorce. - Młodzi ludzie przenoszą pewne przyzwyczajenia z eventów korporacyjnych - objaśnia Zuza Kuczbajska, współwłaścicielka firmy Ślubna Pracownia. - Porwania to tylko jedna z możliwych atrakcji. Pokazy taneczne, teatr ognia, szczudlarze przed kościołem, samba na weselu, fajerwerki z tarasu Zamku Ujazdowskiego - to wszystko ma uatrakcyjnić dzień ślubu. Niektóre pary wręcz przesadzają, chcą aż za dużo pokazów i niespodzianek. Musimy ich ograniczać, bo gdzieś po drodze zatraca się wartość wesela jako spotkania z rodziną i znajomymi.

- Ludzie szukają po prostu czegoś oryginalnego. Jak o porwaniach zrobi się głośniej, też się znudzą - uważa pan Piotr.

Pan Tomasz przyjął ostatnio nowe zlecenie - inscenizowanej bójki na wieczorze panieńskim.

Przeczytaj też tekst: ''Motyle bez zmian''



Podziel się