http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Bunga-bunga? Nic nowego!

Magda Dubrowska
15.03.2011 , aktualizacja: 16.03.2011 16:34
A A A Drukuj
Fot. ALESSANDRO BIANCHI REUTERS
Modnego ostatnio sformułowania używali już Virginia Woolf i królik Bugs
Za sprawą afery z udziałem premiera Włoch Silvia Berlusconiego wyrażenie 'bunga-bunga' robi zawrotną karierę. Internetowe sklepy oferują opatrzone tym hasłem koszulki, kubeczki, czapeczki. Nie jeździ się już na wycieczkę do Włoch, tylko na 'bunga-bunga trip'. Włoski zespół satyryczno-rockowy Elio e le Storie Tese podbija świat piosenką pt. 'Bunga-bunga' śpiewaną na melodię przeboju Shakiry 'Waka Waka. Time for Africa'. Zresztą o samej aferze mówi się z upodobaniem 'Bungagate'. Ale skąd bunga-bunga się wzięło? Co naprawdę znaczy?

Indonezyjski kwiat

W kontekście Berlusconiego 'bunga-bunga' po raz pierwszy publicznie padło z ust Ruby Rubacuori (teraz mówi się o niej Ruby Bunga-Bunga), marokańskiej tancerki, która nazwała tak orgie z udziałem swoim i innych niepełnoletnich dziewcząt w posiadłości premiera. Pochodzenie tajemniczej frazy wyjaśniała włoskim mediom następująco: 'Silvio powiedział mi, że zapożyczył ją od Kaddafiego [autorytarny przywódca Libii, przyjaciel Berlusconiego]; to rytuał w jego haremie'. Niedawno pojawił się jednak nowy wątek etymologiczny, a mianowicie Sabina Began, niemiecka aktorka i przyjaciółka włoskiego premiera, oświadczyła światu: 'Bunga-Bunga to po prostu moje przezwisko'.

Urban Dictionary, wielki internetowy słownik slangu edytowany przez internautów, otwiera przed nami nowe znaczenia. Większość definicji dotyczy erotyki, np. 'seks analny' - od wulgarnego dowcipu o przykrych konsekwencjach spotkania białych rozbitków z plemieniem 'dzikich'. Ale 'bunga-bunga' może znaczyć także: 'Nie rozumiem, co do mnie mówisz'. Wyjaśnienie znajdziemy w starej kreskówce z królikiem Bugsem, który, nie rozumiejąc, co krzyczy do niego Aborygen, improwizuje w odpowiedzi: 'Unga bunga-bunga!'.

Bunga-bunga istnieje w innych językach, np. w indonezyjskim oznacza kwiaty. Słynny zabytkowy ogród botaniczny Kebun Raya w mieście Bogor to istny harem orchidei i hibiskusów, jednak nad 15 tys. zgromadzonych tu gatunków bunga-bunga góruje główna atrakcja parku - Amorphophallus (czyli 'zniekształcony penis'), dwuipółmetrowe dziwo. Z mięsistego fioletowego kielicha, przeciętnemu człowiekowi sięgającego do szyi, wyrasta coś jakby monstrualny szparag. Kwiat nazywa się bunga bangkay i wydziela zapach gnijących zwłok. Wszystko razem jakoś pasuje do włoskiej afery.



Brak apetytu na tle religijnym

Podczas gdy pół świata zachodzi w głowę, skąd się wzięło bunga-bunga, Anglicy śmieją się w kułak. Dokładnie 101 lat temu to właśnie sformułowanie krzyczało z pierwszych stron gazet całego Królestwa, a to za sprawą m.in. pisarki Virginii Woolf. Wraz z grupą znajomych wkroczyła na pokład flagowego okrętu Królewskiej Marynarki Wojennej przebrana za abisyńskiego księcia. Jak do tego doszło? Pomysł narodził się w głowach brata pisarki Adriana Stephena i jego przyjaciela Horacego Cole'a, arystokraty żartownisia. Wydawał się szalony - upozorować oficjalną wizytę etiopskiej rodziny cesarskiej na wspomnianym statku HMS 'Dreadnought'. Virginię zaangażowano w zastępstwie kogoś, kto w ostatniej chwili się wycofał. Część grupy Bloomsbury z siostrą Virginii malarką Vanessą Bell na czele bojkotowała przekręt. W liście do przyjaciółki Margery Snowden pisała, że ma żal do Adriana, że 'wciąga w to' Virginię. Obawiała się, co mogłoby się stać, gdyby marynarze odkryli, że wśród brodatych książąt znajduje się kobieta.

Wyznaczonego dnia (7 lutego 1910 r.) sześciu śmiałków spotkało się rano w mieszkaniu Virginii i Adriana na Fitzroy Square. Charakteryzacji podjął się sam Willy Clarkson, słynny perukarz i kostiumograf teatralny. Virginia, Duncan Grant, Anthony Buxton i Guy Ridley grali książąt. Willy przyciemnił im twarze, dokleił brody i wąsy, ubrał w strojne szaty i turbany. Na nieszczęście 'cesarską rodzinę' poddano metamorfozie przed śniadaniem, a że jedzenie mogło zepsuć makijaż, pechowa czwórka musiała dotrwać do wieczora o pustych żołądkach (na statku wytłumaczono brak apetytu zasadami religijnymi). Cole wcielił się w przedstawiciela biura spraw zagranicznych, a Adrian został tłumaczem. Jak wspomina Stephen w napisanej po 26 latach z okazji śmierci Horacego Cole'a relacji z tamtych wydarzeń pt. 'The » Dreadnought «Hoax' (Mistyfikacja 'Dreadnought'), w pociągu do Weymouth (gdzie cumował statek) grupa uczyła się podstawowych zwrotów w suahili. Przed odjazdem Horacy Cole, podszywając się pod szefa biura spraw zagranicznych sir Charlesa Hardinga, wysłał do admirała telegram o treści: 'Książę Makalen z Abisynii przyjeżdża dziś ze swoją świtą do Weymouth o 16.20. Chcą obejrzeć okręt'.

Pomruk zachwytu, okrzyk zwycięstwa

Kiedy konspiratorzy dojechali na stację, nie spodziewali się psa z kulawą nogą, tymczasem powitała ich delegacja w mundurach ze złotymi galonami. Był czerwony dywan odgrodzony barierkami od gapiów, a zespół odegrał na powitanie hymn Zanzibaru (z powodu braku etiopskiego). Jak wspomina Adrian Stephen, na pokładzie statku uciekła mu większość słów w suahili, 'tłumacząc', recytował więc z pamięci fragmenty Wergiliusza (łaciną) i Horacego (greką). Mimo odpadającej brody jednego z 'książąt' nie zdemaskowano konspiratorów. Spokojnie wrócili do Londynu, a że spotkali się z tak miłym przyjęciem, było im nawet trochę głupio. Przysięgli sobie nikomu nie wspominać o mistyfikacji, a zwłaszcza dziennikarzom.

Horace Cole jako rasowy bon vivant nie mógł się jednak oprzeć pokusie i już następnego dnia poinformował o wszystkim biuro spraw zagranicznych oraz prasę brukową. Wybuchła afera. Tożsamość konspiratorów pozostała nieznana, ale odtąd codziennie w gazetach pojawiały się wywiady z licznymi świadkami wydarzenia. Właśnie według takich relacji książęta zwiedzający statek co jakiś czas powtarzali chórem: 'Bunga-bunga!', co tłumacz przekładał jako: 'Czy to nie cudowne?'.

Komiczną frazę natychmiast podchwyciły gazety od 'Daily Mail' po 'Express'. Mimo że - jak daje do zrozumienia Adrian Stephen - była tylko wymysłem rzekomych świadków, stała się bon motem na kilka następnych miesięcy. Tak dzieci z Weymouth wołały na widok marynarzy, a kiedy podczas I wojny światowej HMS 'Dreadnought' zatopił niemiecką łódź podwodną, kapitan otrzymał anonimowy telegram z gratulacjami, w którym były tylko dwa słowa: 'BUNGA-BUNGA!'. O abisyńskiej wizycie na statku powstała też popularna wówczas piosenka.

Głównych zainteresowanych całe zamieszanie bawiło mniej niż resztę Anglii. Virginia Woolf pisała w liście do przyjaciółki Violet Dickinson tydzień po akcji: 'Historia już się robi nudna. Dziś były wywiady z dwiema kolejnymi osobami. Jedna z nich domaga się mojego portretu w sukni balowej. Chce też wiedzieć, w jakim jestem wieku i jakiego wyznania'.

Biuro spraw zagranicznych i Królewska Marynarka Wojenna zastanawiały się, co począć w tej niewygodnej sytuacji. Mistyfikatorzy złamali prawo tylko raz - fałszując podpis na telegramie. Oficjele bali się rozdmuchiwania tej sprawy. Jeśli wierzyć Stephenowi, skończyło się na karze kilku symbolicznych batów (Virginia jako kobieta ich uniknęła).

Pisarka lubiła opowiadać o ' » Dreadnought «Hoax'. Mówiła o nim podczas wykładu w Kobiecym Instytucie w Rodmell, a także wplotła do opowiadania pt. 'A Society', w którym grupa kobiet postanawia przeprowadzić badania nad kondycją świata 'ucywilizowanego' przez mężczyzn. W tym celu jedna z przyjaciółek zatrudnia się jako sprzątaczka na uniwersytetach w Oksfordzie i Cambridge, kolejna, podając się za recenzenta literackiego (mężczyznę), bada stan współczesnej literatury, a jeszcze inna w przebraniu abisyńskiego księcia odwiedza królewski okręt wojenny.

Biografowie Virginii Woolf lubią podkreślać ideologiczną wymowę niewinnego z pozoru żartu, który nie tylko obnażył słabości państwowej biurokracji i aparatu obrony narodowej, ale także podważył stereotypowe podziały na 'cywilizowanych' białych i 'prymitywnych' czarnych, Zachód i Orient, kobiecość i męskość.

A co obnaża bunga-bunga w roku 2011? Smutną prawdę, że niczego się nie nauczyliśmy. Wciąż najbardziej śmieszą rasistowskie dowcipy, a kobiety postrzegane są jako seksualne służące, które mężczyzna, pan i władca, może zamknąć w swoim haremie.

Podziel się