http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Równość tak, ale bez 'bab'

Agnieszka Graff
10.03.2011 , aktualizacja: 03.03.2011 16:37
A A A Drukuj
Cały kłopot z dyskryminacją jest taki, że ona jednak JEST opłacalna
Agnieszka Graff
Fot. Jacek Piotrowski / Agencja Gazeta
Agnieszka Graff
ZOBACZ TAKŻE
Feminizm jest na fali. A może nie jest? Ciut skołowana jestem. Z jednej strony widzę, że to coś, co ja uważam za feminizm albo podobne, gada w mediach. I słusznie gada: o nierówności płac (żeby wyrównać), o parytetach (że dla zachęty 35 proc.). Ba, nawet o prawach reprodukcyjnych to nowe czasem coś bąknie, najlepiej o in vitro (bo wiadomo, bezpieczniej się gada o prawie do niż od). Ale z drugiej strony to chyba nie feminizm, tylko jakaś ściema i kit.

'Mamy dość! Jak długo kobiety będą zarabiały mniej niż mężczyźni?'. I trzy mocne kobiety - Bochniarz, Kwaśniewska i Stenka - w pozach bojowych. Taka okładka 'Wprost' (14.02) była niedawno. Nie wiem jak was, ale mnie to cudo odrobinę zmieszało. Skoro wzięli hasło przewodnie nadchodzącego Kongresu Kobiet, to trochę łyso, że nie ma na obrazku Magdy Środy. Ale z drugiej strony, myślę sobie, co się, babo, czepiasz obrazka, w sumie gites, asymilacja równościowej sprawy. No i wiadomo - naród Joli pragnie, Jolę rozpoznaje. Więc feminizm przebrany za Jolę ma w narodzie szanse. Ja tam do Joli nic nie mam.

Ale parę stron dalej feminizm zmienia płeć - przebiera się za Tomasza Lisa. We wstępniaku pod tytułem 'Żaden tam babski problem' Lis słusznie dostrzega nierówność (kobieta dostaje średnio o jedną czwartą mniej na tym samym stanowisku), słusznie się oburza i słusznie domaga się równości (chociaż nie bardzo wiadomo, jak ma zostać wprowadzona, bo żeby tak zaraz prawnie, to nie, bez przesady). Lis wyjaśnia też, że pomysł wyrównania płac nie ma nic wspólnego z feminizmem. I że w ogóle tu nie o równość chodzi i nie o kobiety, tylko o... Nie zgadniecie! O sprawiedliwość? Bynajmniej. Tego słowa nikt przytomny i dbający o reputację dziś w Polsce nie używa. Chodzi o 'inwestycję opłacalną dla nas wszystkich'.

Zacytuję wam Lisa. Streścić nie potrafię, nerwy mi puszczają: 'Postulat równej płacy za tę samą pracę nie jest żadnym postulatem feministycznym. To jest kwestia interesu całego społeczeństwa i całego państwa. Dlaczego? Bo kobiety korzystające z pełni praw będą dawały i swoim firmom, i społeczeństwu więcej'. Więcej czego? Kasy? Pracy? Przetworów na zimę? Dzieci, co zarobią na przyszłe emerytury? A jak nie damy więcej, to znowu nam zapłacicie mniej?

Parę razy już to widziałam - facet zaraża się ideą równości, bo sobie wykalkulował, że nierówność jest dla niego nieopłacalna.

Znam takiego, co przeszedł na stronę światła, jak stracił w rozwodzie prawo do dzieci, a zyskał obowiązek płacenia alimentów. Zobaczył w tym (słusznie) rękę patriarchatu, co kobietom przypisuje umiejętność opiekowania się dziećmi, a mężczyznom obowiązek zarabiania. Mój znajomy wie, że u źródeł jego feminizmu nie leży 'babski problem', tylko jego własny i innych panów zrobionych w trąbę przez sądy rodzinne. Tyle że tamci zwykle widzą w tym matriarchat, bo patriarchalny wyrok wydała kobieta. Mój znajomy jest feministą interesownym, ale szczerym. Z Lisem jest gorzej. Ja to widzę tak. Z nieznanych mi powodów - może konieczność uzupełnienia o równość postępowego pakietu pisma? - Lis pragnie bronić równości płci, ale wie, że identyfikacja z 'babską sprawą' degraduje. Więc on będzie robił równość bez bab i feminizmu, w imię ogólnospołecznej opłacalności. I tak zachachmęci, żeby się zgadzało.

Rzecz w tym, że się nie zgadza. Cały kłopot z dyskryminacją jest taki, że ona jednak JEST opłacalna. Opłaca się komuś zapłacić mniej, niż mu się należy. Bo można, bo ten ktoś nie ma tupetu albo nie ma wyjścia. Opłaca się kobiety masowo zatrudniać bez umowy o pracę, wyrzucać, gdy zachodzą w ciążę. A państwu opłaca się nie liczyć z kobietami, bo wiele naszych żądań - refundacja in vitro, walka z przemocą w rodzinie, żłobki i przedszkola - po prostu musi kosztować. Opłaca się też iść na piwo - niech żona ogarnie dom i położy dzieciaki. Wyzysk się opłaca. Podobnie było z niewolnictwem i pańszczyzną. To nie w imię 'opłacalności' zostały zniesione.

Można sobie od biedy odpuścić słowo 'feminizm'. Ale słowa 'sprawiedliwość' nijak się nie da zastąpić słowem 'opłacalność'. Zamiast gadki o równościowej 'inwestycji' polecam waszej uwadze dwunastą już warszawską manifę. W tym roku pod hasłem: DOŚĆ WYZYSKU! WYMAWIAMY SŁUŻBĘ! 6 marca, niedziela, godz. 12, plac Defilad.

Podziel się