Dziewczyna jest ładna, ma blond kucyki, przypomina Elżbietę Czyżewską z okresu, gdy grywała naiwne i zawadiackie dziewczęta. Na zdjęciu widać tylko jej twarz i kawałek dekoltu, chyba jest naga, tak, jednak zdecydowanie jest goła. Dziewczyna zjada banana. Najpierw obiera go ustami, potem powoli, kawałek po kawałku, gryzie i obiera dalej.
Są też filmy. Na filmach ta sama dziewczyna liże parówkę, słonego paluszka, własne palce, czasem dziewczyny do parówki zabierają się we dwie. Albo inna modelka, ciemnowłosa, bardziej odległa od stereotypu niewinnej licealistki, zajada kisiel lub budyń palcem z talerza. Zresztą nasza blondynka także pochłania budyń. Otwiera usta, budyń wypływa, wylewa się z nich. Blondynka pluje też czekoladowymi kulkami. Tytuły 'Sztuka konsumpcyjna' i 'Sztuka postkonsumpcyjna' w zasadzie są mylące. Bo tutaj nikt niczego nie je, może poza wspomnianym bananem. Dziewczyny raczej coś liżą, wkładają, wyjmują, wypluwają.
W latach 70. i 80. polska krytyka sztuki miała z tą pracą problem. Jeśli o niej pisano, to w sposób wymijający, np. 'znane serie erotyczne barwnych fotogramów dziewczyny delektującej się bananami'. Wzmianki o Natalii Lach-Lachowicz jako ważnej artystce wrocławskiej można często znaleźć pod 'Lachowiczowie'.
Krytycy w latach 90. zafiksowali się na haśle 'konsumpcja'. Można też zauważyć trudności z opisem tej pracy. 'W tym dziele sztuki mającym wyrazić krytykę potocznego odbioru sztuki autor nie ujawnia się, podobnie jak nie ujawniają się intymne powody istnienia sztuki - pisano - a czynność jedzenia nasuwa też skojarzenia erotyczne'. Albo: 'Występujące w tytule słowo »konsumpcja «, które bezpośrednio odnosiło się do prezentowania czynności jedzenia, uzyskiwało również znaczenie metaforyczne związane z seksem'. Około 2000 r. w literaturze przedmiotu napisano otwarcie, że chodzi o seks oralny. Banany i parówki stały się symbolem fallocentrycznej kultury, a 'Sztuka konsumpcyjna' Natalii LL - manifestem feministycznego protestu wobec patriarchalnej kultury.
Sama Natalia LL - pod pseudonimem, w którym odcięła zarówno własne nazwisko, jak i nazwisko męża, funkcjonuje gdzieś od 1971 r. - napisała o niej tak: 'Oczywista przewrotność sztuki konsumpcyjnej była rodzajem kpiny ze świata dojrzałej konkretności, a więc banany w uległych i czarujących ustach mogły się zmienić za przyczyną naszej przewrotnej wyobraźni w penisy spragnione pieszczot. W pewien sposób zbliżyłam się do feministycznego ruchu, choć zdaję sobie sprawę z tego, że ksenofobia feminizmu jest nie tyle wyzwoleniem kobiety, co jej uwięzieniem w szponach pochwy i macicy. Kobieta jako część przepołowionej całości spełnić się może tylko z brakującą połową, czyli z mężczyzną'.
A więc niezbyt ciekawie jak na artystkę, która uchodzi w Polsce za prekursorkę feminizmu. Jednak Natalia LL nigdy nie chciała pasować do żadnego stereotypu. Proszę ją, żeby przypomniała sobie pierwszy impuls, sytuację, w której powstały prace ze sławnego cyklu.
- To były lata 70., w sklepach brakowało właściwie wszystkiego, zwłaszcza owoców egzotycznych, czyli bananów i arbuzów, z którymi moje modelki urządzały zabawy. Parówki, kiełbasy - tego też było brak. W Polsce banany pojawiały się przed 22 lipca, 1 maja, czasami przed świętami Bożego Narodzenia. Chodziło mi o ośmieszenie tej rzeczywistości. Rzadko wyjeżdżałam za granicę, ale jeśli już mi się udało, zawsze kupowałam banany. Niech pani zwróci uwagę, na filmie modelka zjada banana, który musi być krojony nożem, tak jest niedojrzały. Ta dziewczyna, blondynka, którą nazywam moim medium, zaskoczyła mnie. Nic jej nie sugerowałam, to, co robiła, samo zaczęło nabierać cech erotycznych. Zabawa była świetna. Aspekt polityczny tej pracy podkreślali krytycy na Zachodzie. Feministki zauważały, że ta praca jest krytyczna wobec mężczyzn.
Natalia LL mówi, że w sesjach sztuki konsumpcyjnej brało udział wiele modelek. To, że dzisiaj najbardziej znana jest seria zdjęć z blondynką bawiącą się bananem, zawdzięczamy bardziej publiczności niż decyzji artystki. Ta dziewczyna po prostu najbardziej się podobała, została wyłowiona przez oglądających, może dlatego że ma regularną, ładną, ale przeciętną twarz.
W 1994 r. Natalia LL wraca do tej pracy w swojej sztuce. Performance nazywa się 'Marzenia Brunhildy': artystka w czarnej sukience z dekoltem, w wieńcu z białych kalii, na tle bujnej letniej zieleni jakiegoś wspaniałego ogrodu z pasją kroi szablą banana. Masakruje go, walczy z nim, w pewnym momencie zaczyna wiercić w nim dziurę, szabla gwałci i ostatecznie miażdży banana. Na końcu banan pojawia się w oczodole i między zębami ludzkiej czaszki. Wszystko - także miarowe zbliżanie się kamery do kolorowych kwiatów i oddalanie od nich - odbywa się w rytmie kopulacji. I w rytmie muzyki Wagnera z 'Pierścienia Nibelungów'.
Wydarzenie źródłowe odnajduję w opowiadaniu Natalii LL pt. 'Anatomia pokoju'. To wspomnienie z dzieciństwa. Natalia ma kilka lat, wraca do domu z bukietem narcyzów zebranych na łące. Kładzie je na komodzie, z daleka słyszy muzykę, która zamienia się w straszliwy huk. W ułamku sekundy z komody znikają bukiet kwiatów i dwa gipsowe koty. Smród. Na łóżku zaczyna palić się pierzyna. Odłamek, który wpadł do pokoju zaraz za Natalią i ominął ją o milimetr, pochodził z radzieckiego kukuruźnika. 'Była to jedyna bomba zrzucona na Żywiec w czasie drugiej wojny światowej. Zagadkę stanowiła muzyka. Po latach odgadłam, że był to »Lot Walkirii « z tetralogii Richarda Wagnera odtwarzany na gramofonie przez jakiegoś miłośnika Nibelungów'.
Był to dzień, kiedy z Żywca wycofali się Niemcy, a weszli Rosjanie. Wagnera potem już nie było w Żywcu słychać. Ale został ulubionym kompozytorem Natalii LL.
Kiedy w 1972 r. Natalia LL rozpoczyna cykl 'Sztuka konsumpcyjna', ma już za sobą dziesięcioletni etap zajmowania się fotografią oraz dzieciństwo spędzone w Żywcu i w Bielsku-Białej. Rodzice, urzędnicy, w domu tworzą zespół amatorski (gitara, bałałajka i flet). Rodzeństwo też jest uzdolnione, brat zostanie architektem, siostra projektantem tkanin. Ona sama rysuje i tańczy, chodzi do prywatnej szkoły Elwiry Kamińskiej, późniejszej choreografki zespołu Śląsk.
Po liceum technik plastycznych w Bielsku-Białej zdaje do Państwowej Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych we Wrocławiu na Wydział Szkła. Dzięki decyzji rektora uczelni prof. Stanisława Dawskiego powstaje Pracownia Fotografii, pierwsza w Polsce na uczelniach artystycznych, którą obejmuje prof. Bronisław Kupiec, znany fotograf. Natalia Lach kupuje pierwszy aparat. W 1962 r. zostaje zaproszona na Festiwal Fotografii Studenckiej w Toruniu zorganizowany z inicjatywy młodych artystów, m.in. Józefa Robakowskiego i Czesława Kuchtę. Pokazuje cykl 'Egzystencje' - czarno-białe portrety sióstr, brata, bliskich osób. Pracuje wtedy pod wpływem włoskiego realizmu. W jury są dwie kobiety, fotografki Janina Gardzielewska i Zofia Rydet.
Natalia Lach otrzymuje Nagrodę Ministra Kultury.
- Kobiety dały nagrodę kobiecie - mówi. - To był dla mnie bodziec, inspiracja na przyszłość, ale wiem, że koledzy nie byli zadowoleni, raczej nie zostałam zaakceptowana.
Kończy studia, w 1964 r. wychodzi za Andrzeja Lachowicza, artystę, też po PWSSP we Wrocławiu. Z akademika przenoszą się do mieszkania w starym domu przy ul. Ruskiej we Wrocławiu, ich mieszkanie-pracownia staje się miejscem spotkań, wtedy życie towarzyskie i artystyczne toczy się w pracowniach. Zaprzyjaźniają się z krytykami Jerzym Ludwińskim, Antonim Dzieduszyckim, artystami Zbigniewem Dłubakiem, Jerzym Rosołowiczem, Zbigniewem Makarewiczem.
Wrocław jest wtedy ważnym ośrodkiem awangardowej sztuki. W 1967 r. Ludwiński tworzy galerię Pod Moną Lizą, marzy o powołaniu Muzeum Sztuki Aktualnej, w tekstach rysuje wizję przyszłej sztuki, która będzie obywać się bez materialnego przedmiotu, wystarczy jej tylko działanie albo nawet sama myśl. Wiosną 1970 r. odbywa się Sympozjum Wrocław '70 - przyjeżdżają artyści z całej Polski, proponują projekty, w większości niezrealizowane. Kantor chce postawić w centrum miasta wielkie krzesło z betonu, Anastazy Wiśniewski - trzymetrowy różowy fallus. Natalia Lach-Lachowicz, jej mąż Andrzej i Zbigniew Dłubak szkicują 'Zespół Instrumentów Optycznych RELOP'. Ma to być zestaw wielkich rur z soczewkami, a więc lunet, kalejdoskopów i peryskopów, ustawionych na wrocławskim osiedlu Celina, który ma pozwolić zobaczyć je w inny, odrealniony sposób. Natalia LL pamięta, że Pafawag nie był w stanie wykonać rur o tak ogromnym przekroju.
Latem 1970 r. na plenerze w Osiekach Natalia Lach-Lachowicz wykonuje pierwsze własne działania wychodzące poza czystą fotografię. Tworzy 'List gończy' - kubiki o wymiarach 30x30x 30 cm oklejone zdjęciami Jerzego Ludwińskiego - i pracę 'Rejestracja permanentna - Górna Odra' złożoną z zapisu komunikatów o stanie wód na Odrze w Miedoni. Po powrocie razem z Dłubakiem, Lachowiczem i Dzieduszyckim zakładają galerię Permafo (od 'permanentna formalizacja'). 'Sztuka realizuje się w każdym momencie rzeczywistości, każdy fakt, każda sekunda jest dla człowieka jedyna i nigdy niepowtarzalna. Dlatego zapisuję wydarzenia zwykłe i trywialne, jak jedzenie, sen, kopulację, odpoczynek, wypowiadanie' - pisze Natalia LL w 1972 r. w krótkim manifeście.
Pierwszą kopulację zapisuje w 1968 r. Zdjęcia wystawia w lutym 1971 r. w Galerii Związków Twórczych we Wrocławiu, która na czas pokazu staje się galerią Permafo. - 'Fotografia intymna' - wspomina Natalia LL - to był boks, który z zewnątrz okleiłam moimi portretami. W środku, w pomieszczeniu o wielkości 2 m kw., były fotografie aktu seksualnego. Ta przestrzeń była niesamowita, zdjęcie przyklejone obok zdjęcia. Były odrealnione, ale było widać, że to jestem ja, niektórzy mnie rozpoznawali. Później Cicciolina bawiła się w ten sposób z Jeffem Koonsem, jednak w latach 60. takie obnażenie się artysty było jeszcze czymś rzadkim. Jerzy Ludwiński wygłosił mowę wstępną, wystąpił także Zbigniew Dłubak i Henryk Derczyński, zasłużony artysta fotografik. Przyszło mnóstwo ludzi, powiedzieli: nie chcemy referatów, my chcemy rozmawiać o erotyce. Wtedy nie było świerszczyków, pisma erotyczne nie leżały jak dzisiaj w każdym kiosku. Dziwna była reakcja cenzury. Wtedy na każdy pokaz trzeba było zaprosić cenzurę. Cenzor bardzo się zdenerwował. Zapalając papierosa, włożył jeszcze niedopaloną zapałkę do pudełka. Był mały wybuch.
Po jednym dniu wystawę zamknięto. Ta sama praca jako 'Sfera intymna' została pokazana jeszcze w 1971 r. na Sympozjum Złotego Grona w Zielonej Górze. Już nie można było wejść do środka, fotografie oglądało się przez wizjer. Została zdemolowana w nocy, strażnicy chcieli zobaczyć, co jest w środku.