Lena Ledoff (posłuchaj mp3)
Monika Piątkowska
2002-06-28, ostatnia aktualizacja 2002-07-02 14:02
Pani Rosa zaproponowała, że pomoże Alle zostać lekarzem. W Petersburgu.
- To hańba być lekarzem. Ja będę kierować parowozami - powiedziała Ałła.
Skończyła technikum kolejowe w Petersburgu. Na praktykach kolejarskich poznała swojego męża. Ze ślubu wracali osobno: nie wypadało komsomołce iść pod rękę z mężczyzną. Kochać zresztą też nie wypadało. Przyjechali do fabryki do Biełgorodu, bo tam były mieszkania. Zaczynała od tokarki. Budowanie komunizmu w fabryce szybko zamieniło się w rozmowy o złym kierowniku Szacyle. - Dziś Szacyło znowu się przyczepił - złościła się mama, a Lena z siostrą wymykały się do pokoju, żeby pobawić się w Szacyłę: "Teraz ty jesteś Szacyło, a ja jestem mama".
Dwa razy matka i ojciec byli nad Morzem Czarnym. Raz na Węgrzech. Z marzenia o budowaniu komunizmu zostało marzenie, żeby Lena została nauczycielką gry na pianinie, chodziła w ładnych ubraniach i do fryzjera. Nie do fabryki.
Zielone za czerwone
- Lena, ty powiedz, co to znaczy być artystą, co to jest jazz - poprosił Paweł. Paweł przychodzi do Leny uczyć się gry na pianinie i wdychać atmosferę. Pomaga nosić sprzęty, robi herbatę, słucha i dopytuje się.
Na pytanie o jazz Bohdan Hołownia, jazzman (nagroda Fryderyka za jazzowy album roku 2000) i przyjaciel Leny, odpowiedział: - Jazz to wolność. Tu nie ma nut. Jest zapis harmoniczny. Czasem całego życia trzeba, by znaleźć ten właściwy dźwięk.
- Jazz - powiedziała Lena. - Opowiem ci historię.
Była to historia japońskiego jazzmana z Jokohamy. Nazywał się Hideto Kanai, miał 70 lat, był kontrabasistą i przyjechał do Polski na koncerty. Grał swoją kompozycję "Widziałem zachód zielonego słońca". Był z nim tłumacz, bardzo elegancki, w garniturze od Armaniego. Lena i Wojtek podeszli porozmawiać. Wojtek zapytał: - Dlaczego "zielonego słońca"? Co ty wtedy brałeś?
Tłumacz zdziwiony przetłumaczył pytanie. Japończyk się roześmiał, że nic nie brał, że widział w tropikach takie zjawisko. Zapytał o czerwoną marynarkę Wojtka. Skąd ma i ile kosztowała.
- To z second handu - przekazała przez tłumacza Lena. - Używana.
Zaczęli przeliczać na centy, ile za tę marynarkę zapłacili. Kanai sprawdzał, czy to len i czy mogą mu kupić taką samą. Tłumacz w armanim zamilkł. Rozmawiali już sami na migi. Japończyk podarował im nuty do "zielonego słońca". Włączyli ten utwór do repertuaru.
- To jest właśnie jazz - powiedziała Lena. - Styl życia.
Rajstopy
Na studia muzyczne pojechała do Woroneża. Był początek lat 80. Grała Rachmaninowa, Chopina, Czajkowskiego. Była najlepsza na roku. Z dyplomem poszła na komisję. Zgodnie z przepisami trzeba było odpracować studia, ucząc w szkole, i komisja miała zdecydować gdzie. Dostała przydział do Worobiowki, wioski 130 km od Woroneża. Miała uczyć muzyki w podstawówce. - Za szto? - zapytała. - Dlaczego?
- Najlepszych wysyłamy w najtrudniejsze miejsca - powiedziała komisja.
W Worobiowce nie było jeszcze szkoły, potrzebowali najlepszych rąk do pracy na budowie.
Wróciła do akademika i napisała sto ofert. Wybierała na mapie ładniejsze miejsca na zachodzie kraju. Odpowiedzieli ze wsi Bieriezowka pod Grodnem. Spojrzała na mapę. Grodno było sporym miastem. Komisja zmieniła przydział na Bieriezowkę.
Dyrektorka szkoły pozwoliła jej odpracować tylko rok zamiast przepisowych dwóch i napisała papier, że już jej nie potrzebują. Lena przeniosła się do Grodna. Wynajęła pokój na przedmieściu, naznosiła skrzynek po warzywach i zrobiła z nich meble. Kupiła sobie meldunek u ludzi, którzy mieli przepisowe dwanaście metrów pokoju. Dostała pracę akompaniatorki w liceum muzycznym.
- To hańba być lekarzem. Ja będę kierować parowozami - powiedziała Ałła.
Skończyła technikum kolejowe w Petersburgu. Na praktykach kolejarskich poznała swojego męża. Ze ślubu wracali osobno: nie wypadało komsomołce iść pod rękę z mężczyzną. Kochać zresztą też nie wypadało. Przyjechali do fabryki do Biełgorodu, bo tam były mieszkania. Zaczynała od tokarki. Budowanie komunizmu w fabryce szybko zamieniło się w rozmowy o złym kierowniku Szacyle. - Dziś Szacyło znowu się przyczepił - złościła się mama, a Lena z siostrą wymykały się do pokoju, żeby pobawić się w Szacyłę: "Teraz ty jesteś Szacyło, a ja jestem mama".
Dwa razy matka i ojciec byli nad Morzem Czarnym. Raz na Węgrzech. Z marzenia o budowaniu komunizmu zostało marzenie, żeby Lena została nauczycielką gry na pianinie, chodziła w ładnych ubraniach i do fryzjera. Nie do fabryki.
Zielone za czerwone
- Lena, ty powiedz, co to znaczy być artystą, co to jest jazz - poprosił Paweł. Paweł przychodzi do Leny uczyć się gry na pianinie i wdychać atmosferę. Pomaga nosić sprzęty, robi herbatę, słucha i dopytuje się.
Na pytanie o jazz Bohdan Hołownia, jazzman (nagroda Fryderyka za jazzowy album roku 2000) i przyjaciel Leny, odpowiedział: - Jazz to wolność. Tu nie ma nut. Jest zapis harmoniczny. Czasem całego życia trzeba, by znaleźć ten właściwy dźwięk.
- Jazz - powiedziała Lena. - Opowiem ci historię.
Była to historia japońskiego jazzmana z Jokohamy. Nazywał się Hideto Kanai, miał 70 lat, był kontrabasistą i przyjechał do Polski na koncerty. Grał swoją kompozycję "Widziałem zachód zielonego słońca". Był z nim tłumacz, bardzo elegancki, w garniturze od Armaniego. Lena i Wojtek podeszli porozmawiać. Wojtek zapytał: - Dlaczego "zielonego słońca"? Co ty wtedy brałeś?
Tłumacz zdziwiony przetłumaczył pytanie. Japończyk się roześmiał, że nic nie brał, że widział w tropikach takie zjawisko. Zapytał o czerwoną marynarkę Wojtka. Skąd ma i ile kosztowała.
- To z second handu - przekazała przez tłumacza Lena. - Używana.
Zaczęli przeliczać na centy, ile za tę marynarkę zapłacili. Kanai sprawdzał, czy to len i czy mogą mu kupić taką samą. Tłumacz w armanim zamilkł. Rozmawiali już sami na migi. Japończyk podarował im nuty do "zielonego słońca". Włączyli ten utwór do repertuaru.
- To jest właśnie jazz - powiedziała Lena. - Styl życia.
Rajstopy
Na studia muzyczne pojechała do Woroneża. Był początek lat 80. Grała Rachmaninowa, Chopina, Czajkowskiego. Była najlepsza na roku. Z dyplomem poszła na komisję. Zgodnie z przepisami trzeba było odpracować studia, ucząc w szkole, i komisja miała zdecydować gdzie. Dostała przydział do Worobiowki, wioski 130 km od Woroneża. Miała uczyć muzyki w podstawówce. - Za szto? - zapytała. - Dlaczego?
- Najlepszych wysyłamy w najtrudniejsze miejsca - powiedziała komisja.
W Worobiowce nie było jeszcze szkoły, potrzebowali najlepszych rąk do pracy na budowie.
Wróciła do akademika i napisała sto ofert. Wybierała na mapie ładniejsze miejsca na zachodzie kraju. Odpowiedzieli ze wsi Bieriezowka pod Grodnem. Spojrzała na mapę. Grodno było sporym miastem. Komisja zmieniła przydział na Bieriezowkę.
Dyrektorka szkoły pozwoliła jej odpracować tylko rok zamiast przepisowych dwóch i napisała papier, że już jej nie potrzebują. Lena przeniosła się do Grodna. Wynajęła pokój na przedmieściu, naznosiła skrzynek po warzywach i zrobiła z nich meble. Kupiła sobie meldunek u ludzi, którzy mieli przepisowe dwanaście metrów pokoju. Dostała pracę akompaniatorki w liceum muzycznym.
W numerze z 4 września
- Wysokie Obcasy to sobotni dodatek Gazety Wyborczej
- Galeria okładek
- Kup E-wydanie
Najczęściej czytane24 htydzień




więcej zdjęć




