http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Zgliszcza pod biurkiem

Małgorzata Kolińska-Dąbrowska
12.01.2011 , aktualizacja: 05.01.2011 12:46
A A A Drukuj
Przelotne kryzysy i pracodoły miewa większość z nas. Powtarzamy: 'To minie'. Ale jeśli nie mija, warto się sobie przyjrzeć - rozmowa z Anną Nowakowską, psycholożką, psychoterapeutką
Wypalenie zawodowe? Wybranie zajęcia niezgodnego z osobowością i osobistą hierarchią wartości jest czynnikiem ryzyka
Fot. 123rf.com
Wypalenie zawodowe? Wybranie zajęcia niezgodnego z osobowością i osobistą hierarchią wartości jest czynnikiem ryzyka
ZOBACZ TAKŻE
SONDAŻ
Czy lubisz swoją pracę?

Tak, chodzę tam z przyjemnością
Tak sobie, jest OK ale bez petardy
Nie, męczę się w trudzie i znoju

Ze wstrętem wstaję rano, nie mam ochoty pójść do pracy, nie lubię tego miejsca i tych ludzi - to oznacza, że mam depresję, jestem wypalona zawodowo czy to po prostu szewski poniedziałek?

Wszystkie wyżej wymienione i dziesiątki innych stanów ciała i ducha mogą sprawiać, że na myśl o kolejnym dniu w pracy dostajemy skurczu żołądka albo ataku paniki. Bywamy przemęczeni i aż do bólu chcemy być gdzie indziej, robiąc coś innego i z kimś innym. Całkiem powszechny i zrozumiały stan. Dlatego odpowiedzi na pytanie: 'Co się ze mną dzieje?', należy poszukiwać, przypatrując się treści własnych myśli, nasileniu rzeczonego 'nie mam ochoty i nie lubię' oraz - i to jest ważna wskazówka - długości trwania pracowstrętu.

Przelotne kryzysy i pracodoły miewa większość z nas. Jest to ta gorzkawa porcja życiowego doświadczenia, której dzielnie stawiamy czoło, powtarzając: 'To minie'. No i mija. Ale jeśli nie mija i się nasila, warto się uważnie sobie przyjrzeć.

A w którym momencie powinnam czuć się zaniepokojona swoim stanem?

Szczerze odradzam zadawanie komukolwiek tego rodzaju pytań. W zamian sugeruję zadanie sobie kilku innych prostych pytań: 'Czy zadowala mnie mój stan duszy, umysłu, ciała?'. I dalej: 'Czy witam kolejny dzień z ciekawością (choć niekoniecznie w euforii), czy też świat stał się wrogi, obcy i najchętniej zostałabym w pościeli przez kolejne dwa miesiące?'.

Każdy może sprawić sobie taki podręczny zestaw do autodiagnozy, zamiast pytać obcego człowieka o własny próg wytrzymałości na ból. Zawsze namawiam ludzi do większego zaufania do siebie niż do innych w kwestiach dotyczących własnej psychiki i potrzeb.

A gdy praca nie sprawia mi satysfakcji, przestaję się rozwijać, czuję się przepracowana i niezadowolona z tego, co robię, a przecież jeszcze niedawno praca była dla mnie przyjemnością - trzeba sprawę potraktować poważnie czy tak jak przy katarze na dwa dni położyć się do łóżka i samo przejdzie?

Każdy aspekt naszej aktywności i każda relacja z innymi podlega pewnym cyklom. Zażartuję sobie (ale nie do końca), że wszyscy jesteśmy cyklofrenikami. Każdy, we własnym rytmie, faluje w górę i w dół. Zwykliśmy te cykle oceniać w dwóch wymiarach: dobrze - źle. Ale to ta nasza skłonność do wartościowania każdego drgnienia sprawia najwięcej kłopotów. Spadki nastroju, kryzysy energetyczne odczuwane jako dolegliwy spadek formy - to wszystko jest częścią życia i wymaga pewnej cierpliwości wobec własnej słabości.

Wiele z wymienionych stanów mija bez śladu... aż do następnego dołka. Znajomość swoich 'fal' pomaga zachować stoicki spokój wobec przejściowych kryzysów. Kiedy jednak kryzys się utrwala i żaden ze zwyczajnych sposobów dodawania sobie ducha nie skutkuje podniesieniem nastroju, trzeba podjąć decyzję o poszukaniu rozwiązania. Kilka dni spadku formy to norma, ale już kilka tygodni powinno obudzić czujność.

Wypalenie zawodowe i depresja to problemy z tej samej półki?

Niezupełnie, ale nie wikłajmy się w rozważania z dziedziny psychoneurologii. Jedno i drugie daje mnóstwo bliźniaczo podobnych, przykrych i bolesnych symptomów na poziomie fizycznym i emocjonalnym. Oczywiście diagnosta, planując leczenie, będzie starał się takie różnicowanie podjąć, choćby dla celów farmakoterapii. Zrobi wtedy dokładny wywiad, uwzględniając czynniki sytuacyjne. To, o czym warto pamiętać, to to, że przedłużające się i zlekceważone wypalenie prowadzi do powikłania, którym często staje się depresja z całą gamą objawów psychosomatycznych. A to naprawdę trudno się leczy i na dodatek nie zawsze bez dalszych powikłań, kiedy trzeba zdać się na farmakologiczne chybił trafił.

Ciągle się słyszy, że z syndromem wypalenia jest tak jak z ADHD i dysgrafią - po prostu jest modne.

Modne jest akurat takie ględzenie ujmujące znaczenia cudzemu cierpieniu. To, że coś jest lepiej poznane, zbadane i ponazywane, nie oznacza, że jest 'modne'. Po prostu można łatwiej rozpoznać i zdiagnozować to, co kiedyś było uważane za wadę charakteru albo upośledzenie i spychało osoby dotknięte na margines. Fakt zaś, że ludzie mają skłonność do symulowania objawów dla korzyści, wcale nie oznacza, że zjawisko powinno być umniejszane.

Pozorowana dysfunkcja lub celowa nadinterpretacja zachowań bywa po prostu wygodnym wykrętem dla lubiących chodzić na skróty i pozbawionych skrupułów spryciarzy. Ze szkodą dla tych, którzy faktycznie z powodu dysfunkcji cierpią, bo 'wszyscy stają się podejrzani'. Wypalenie nie jest fanaberią. Jest dolegliwością i miewa naprawdę przykre skutki zarówno w skali jednostkowej, jak i w wymiarze społecznym.

Skąd się bierze wypalenie? Mogę wyobrazić sobie wypalonego zawodowo pracoholika, ale jeżeli to może przydarzyć się każdemu, to czy muszą być jakieś okoliczności, które je wywołają - wybrałem zły zawód, a może trafiłem do pracodawcy, który wyciska ze mnie ostatki sił?

Nie wystarczy być przepracowanym, zmęczonym i źle wynagradzanym, żeby popaść w ten stan. Gdyby wystarczyło, tobyśmy nie rozmawiały, tylko pojękiwały każda w swoim kącie. A wraz z nami miliony nieboraków, którzy codziennie heroicznie znoszą dojazdy, biurowe otchłanie, korporacyjne szklane sufity, pożałowania godne wypłaty, monotonię taśmy produkcyjnej, ryzyko, presję, brak stabilizacji i ogólne poczucie, że 'do lepszych rzeczy jesteśmy stworzeni'. Spróbuję więc nazwać okoliczności, które sprzyjają wyczerpaniu energii życiowej, bo tym jest moim zdaniem syndrom wypalenia zawodowego.

Jeden z czynników ryzyka ściśle wiąże się z deficytem poczucia sensu. Wypaleni często czują się ci, którzy pracują w układzie hierarchicznym (nawet jeśli zajmują w nim wysoką pozycję) i nie widzą materialnego efektu swoich starań, bo jest on wyłącznie liczbą w sprawozdaniu. Nie ma to nic wspólnego z liczbą zer na własnym koncie bankowym.

Podobny niedostatek sensu mierzonego własną efektywnością odczuwają ludzie, których zajęcie jest obarczone wysokim ryzykiem porażki, a jednocześnie niezwykle odpowiedzialne: lekarze, policjanci, członkowie wszelkich służb ratowniczych. Wszyscy oni muszą mierzyć się z bezsilnością i poczuciem klęski, kiedy ich wysiłek nie przynosi efektu, ponieważ skutki ich porażki są ostateczne. Jednym ze sposobów radzenia sobie z tym przeciążeniem jest stopniowe wygasanie empatii. Z zewnątrz, na podstawie zachowań, interpretujemy i osądzamy moralnie ten stan, nazywając go znieczulicą. Zresztą tym właśnie jest, bo taka jest funkcja tego zjawiska - znieczulić na cudzy ból, żeby móc pracować i nie oszaleć. Od wewnątrz natomiast ulega zawieszeniu jedna z wiodących umiejętności nadających barwę naszemu życiu emocjonalnemu: zdolność współodczuwania, wrażliwość. I człowiek staje się pusty. Wypalony.

Wybranie zajęcia niezgodnego z osobowością i osobistą hierarchią wartości jest również czynnikiem ryzyka. Udział w czymś, co nie jest spójne z własnym imperatywem moralnym, to droga do zatracenia. Podobnie jak przymus pracy w określonym zawodzie z powodu cudzej presji lub przekroczenie progu niekompetencji.

Można się czuć wypalonym po kilku miesiącach pracy?

Podziel się