http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Głosy wewnętrzne

Joanna Sokolińska
16.11.2010 , aktualizacja: 10.11.2010 15:25
A A A Drukuj
Nie bądź głupia, dzieci najlepiej rozwijają się same. Nóżki na kanapę, Baumana do ręki i ciesz się życiem
Joanna Sokolińska
Fot. Maciej Zienkiewicz / Agencja Gazeta
Joanna Sokolińska
ZOBACZ TAKŻE
Patrz mamo, this is tiger - córeczka Doskonałej Fredzi pokazuje palcem pluszaka. - Nie, kochanie, this is lion - odpowiada Fredzia z uśmiechem z rodzaju och-to-nic-takiego-moje-dziecko-jest-po-prostu-genialne. Fredziątko nie tylko nazywa zwierzątka po angielsku (- Mamo, mamusiu, this is monkey, kupisz mi monkey na urodziny, kupisz, kupisz?), ale również prześlicznie je rysuje (- Moja droga - sugeruje niepytana o radę Doskonała Fredzia - powinnaś popracować nad małą motoryką Żoża. Wystarczy pół godziny dziennie i zobaczysz wspaniałe efekty), a grzecznie poproszona potrafi zagrać na pianinie krótką piosenkę o prosiaczku (- Twoje dzieci nie chodzą na Suzuki? Hm, rozumiem, przy trójce pewnie trudno się zorganizować...).

Dzieci Tutki Grubasińskiej również nie chodzą ani na pianino, ani tym bardziej na skrzypce, ale Tutce nawet przez myśl nie przechodzi, żeby się z tego powodu obwiniać. - Pianino? - grzmi Tutka. - Dziecko powinno się bawić, biegać, zbierać kasztany i obrzucać się z rodzicami liśćmi! Grafomotoryka?! Chłopiec jak to chłopiec - bazgrze i tyle, najwyżej będzie lekarzem - parska Tutka, dla której tak jak dla Fredzi wszystko jest proste i oczywiste. Tymczasem dla nieszczęsnej matki słabego grafomotorycznie Żoża, niemówiącej ani po angielsku, ani nawet po polsku Żorżety i uzdolnionej, niestety, muzycznie Rzodkiewki (- Rzodkiew - rzęzi nad ranem matka - Rzodkiew, odłóż, proszę, bębenek. Rzodkiew - rzęzi, sypiąc płatki do miseczek - Rzodkiew, odłóż organki) - nic nie jest jasne.

- Niech pani wsłucha się w siebie. Matka najlepiej wie, co jest dobre dla dziecka - radzą psychociocie klocie. I matka Żoża, Rzodkiewki i Żorżety się wsłuchuje. Kłopot jednak w tym, że tam, gdzie inne matki mają silny głos wewnętrzny, ona ma jakieś trzy czy cztery równie silne wewnętrzne matki. Które kotłują się, okładają pięściami i za nic w świecie nie chcą dojść do porozumienia. - Pianino! Rzodkiewka od jutra musi zacząć grać na pianinie! Widziałam autobus z reklamą społeczną: 'Muzyka rozwija myślenie!'. Chyba nie chcesz mieć dziecka przygłupa? - wrzeszczy Pierwsza Wewnętrzna Matka (w skrócie: PWM).

Matka Rzodkiewki posłusznie sięga po telefon, by obstalować lekcje pianina (cztery dychy za pół godziny), kiedy do głosu dochodzi Druga WM: - Daj dzieciakowi spokój, gdzie będziecie po przedszkolu wlec się na muzykę. Lepiej poczytajcie książeczki, ciastka kruche upieczcie... Matka odkłada słuchawkę. Już, już zaczyna odmierzać mąkę, kiedy szturcha ją gniewnie Trzecia WM. - Zostaw to - warczy. - Patrz, wszystkie bachory dobrze się bawią, po co to psuć? Nie bądź głupia, dzieci najlepiej rozwijają się same, kiedy dorośli się nie wtrącają. Nóżki na kanapę, Baumana do ręki i ciesz się życiem.

I tak biedna kobiecina miota się od jednej oczywistej oczywistości do drugiej. To ciastka upiecze, to rozdział z Baumana przeczyta, to znów pokatuje Żoża kolorowankami. I tak od ściany do ściany, dzień po dniu wychowuje sobie dzieci.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się