http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Wojna i pokój Dorothy Thompson

MIROSŁAW BANASIAK
03.09.2010 , aktualizacja: 04.09.2010 11:07
A A A Drukuj
W moje życie wtargnął osobliwy mężczyzna. Dziwna i demoniczna to postać, zdobywcza. Bluźni panu naszemu, często myślę, że jest uosobieniem diabelstwa. Właśnie się rozwodzi i chce mnie natychmiast poślubić. Pije non stop

Fot. George Karger/Getty Images Time & Life Pictures/Getty Image
Fot. Eric Schaal/Getty Images Time & Life Pictures/Getty Image
Fot. Hans Wild/Time Life Pictures/Getty Images Time & Life Pictures/Getty Image
ZOBACZ TAKŻE
Był 9 lipca 1927 r. w Berlinie. Przyjęcie urodzinowe dogasało. Goście opuszczali mieszkanie Dorothy Thompson, amerykańskiej korespondentki w Berlinie. Ale słynny pisarz Sinclair Lewis ani myślał wychodzić. Zostali tylko we dwoje - gadali. Około trzeciej w nocy Lewis patetycznie oznajmił: - Dorothy, całe życie na panią czekałem. Osiedlimy się w Nowej Anglii, będziemy pisać książki i doić krowy. Proszę za mnie wyjść.

Roześmiała się. Potem wypchnęła go za drzwi: - Spać, panie Lewis, spać!

BLUŹNIERCZA RAKIETA

Przez poprzednie siedem lat reporterka Dorothy Thompson zjechała niemal całą Europę, rozmawiała z królami, premierami, ministrami. Teraz przesyłała korespondencje dla dziennika "Philadelphia Public Ledger".

Każda powieść Sinclaira Lewisa zmieniała sposób, w jaki Ameryka na siebie patrzyła. Lewis, odkąd skończył Yale, nigdzie nie mieszkał dłużej niż pół roku. Był celebrytą. Słynął z pijaństw i burd. Na jego bladoryżą, pooraną bruzdami twarz czyhali fotografowie po obu stronach Atlantyku.

I Thompson, i Lewis właśnie się rozwodzili. Ich serca były wolne.

Wieczorem 11 lipca 1927 r. Dorothy zapisała: "W moje życie wtargnął osobliwy mężczyzna. Dziwna i demoniczna to postać, zdobywcza. Bluźni Panu Naszemu, często myślę, że jest uosobieniem diabelstwa. Właśnie się rozwodzi i chce mnie natychmiast poślubić. Pije non stop. Jego znajomi opowiadają mi historie, jak to wpadł w błoto, jak tarzał się gdzieś w kałuży. Jest niczym zbłąkana rakieta kierowana wewnętrznym, szalonym napędem".

PIEKŁO NOWEGO JORKU

Kiedy jesienią Dorothy wyjechała do Moskwy relacjonować obchody rocznicy rewolucji bolszewickiej, Lewis po kilku tygodniach podążył za nią. Na moskiewskim dworcu powitała go delegacja pisarzy z orkiestrą dętą.

- Czemu zawdzięczamy wizytę towarzysza Lewisa?! Czy przyjechał towarzysz podziwiać obchody rewolucji?! - krzyczał szef delegacji pisarzy.

- Przybyłem spotkać Dorothy Thompson - odparł Lewis.

Po ślubie w Londynie - 14 maja 1928 r. - wrócili do Ameryki. Na lato przystanęli w stanie Vermont, gdzie w pobliżu miasteczka Woodstock Sinclair Lewis kupił posiadłość Twin Farms - 300 akrów ziemi i dwa domy. Pierwszego lata w Twin Farms Dorothy zasadziła tysiąc sadzonek kwiatów - róże, dalie, delfinium. Co roku sadziła nowe kwiaty, aż Twin Farms zyskało miano najpiękniejszego ogrodu Nowej Anglii - twierdzi Peter Kurth, autor jej biografii "American Cassandra". Późną jesienią zjechali do Nowego Jorku.

Reporter Jimmy Sheean: - Spodziewała się czegoś więcej po życiu z największym amerykańskim pisarzem w największym amerykańskim mieście. Przy jego dużych dochodach oczekiwała urozmaiconego życia na wysokim poziomie pośród wyrafinowanych ludzi.

A Sinclair Lewis był ciągle w biegu, na bani, zagadany z bywalcami barów, czyścicielami butów, konduktorami, sprzedawcami gazet, dokerami, drobnymi biznesmenami i wędrownymi kaznodziejami. Tak poznawał Amerykę, o której pisał. Wieczorami do domu sprowadzał poznanych w barze karciarzy. Rankiem Dorothy często natykała się na nieznajomych facetów chrapiących na podłodze albo nerwowo przeszukujących barek.

Pół roku po ślubie Dorothy określiła swoje życie w Nowym Jorku jako piekło. A potem zaszła w ciążę i 20 czerwca 1930 r. powiła synka Michaela. Cztery miesiące później Lewis dostał Nagrodę Nobla.

HITLER TROCHĘ NA NIĄ NAWRZESZCZAŁ

- To już nie te Niemcy, które dwa lata temu opuściłaś - tłumaczył Thompson w Berlinie znajomy arystokrata Helmuth von Moltke.

Bo pół roku po połogu Thompson zostawiła rodzinę w Stanach, postanowiła kontynuować karierę i w Niemczech pisała reportaż. W lutym 1931 r. słyszała szczekającego Goebbelsa w hali obwieszonej swastykami i portretami Hitlera. Napisała potem:

"To dziwne uczucie wyjść z hali, gdzie 15 tys. ludzi zamartwia się upadkiem Niemiec. I spacerować później wspaniałymi berlińskimi arteriami, pełnymi kawiarń, teatrów, restauracji godnych Lucullusa. I jechać najnowocześniejszym metrem świata. Jak ?zrujnowani? ludzie mogli stworzyć najlepszy system połączeń lotniczych w Europie? Zbudować najszybsze statki pasażerskie, najnowocześniejsze szpitale, najgęstszą sieć pływalni i boisk?".

W maju 1931 r. w tygodniku "Saturday Evening Post" ukazał się jej artykuł "Poverty De Luxe" - pierwszy z serii reportaży o upadku Republiki Weimarskiej. Po przeczytaniu tego tekstu prezydent Herbert Hoover poprosił Thompson o konsultacje w kwestii europejskiego rozbrojenia.

Podziel się