Zdradziłam. Przyznać się? Większość powie, że nie. No, chyba że się wydało. Wielu seksuologów i psychologów też powie, żeby nie mówić. Ale każdy musi dokonać sam wewnętrznego rozrachunku i dobrze, jeśli zda sobie sprawę z tego, dlaczego chce o tym powiedzieć. Kiedy sobie nie radzimy z 'moralnym nieładem', możemy liczyć na to, że partner nas 'rozgrzeszy'. A prawda, którą mu przekazujemy, może być bolesna. Coś, co dla nas jest już nieważne, dla niego prawdopodobnie będzie miało inne znaczenie. Stanie się pożywką dla wyobraźni i skutek może być inny, niż tego oczekujemy.
Dlaczego kobiety zdradzają? Z bardzo różnych powodów. Kobieca 'skłonność' do wierności staje się stereotypem, z badań Zbigniewa Izdebskiego wynika, że różnica pomiędzy płciami jest niewielka - w ciągu poprzedniego roku 8 proc. polskich mężczyzn i 6 proc. kobiet zdradziło swoich partnerów, a w dłuższej perspektywie przyznało się do tego 15 proc. kobiet (i 26 proc. mężczyzn). Coraz więcej jest takich kobiet, które twierdzą, że wierność nie leży w ludzkiej naturze, i już.
Przejęły punkt widzenia przypisywany do tej pory mężczyznom? Dlaczego wyizolowany apetyt na seks jest kojarzony z jakąś cechą przyrodzoną mężczyznom? To nieżyciowe i anachroniczne. Wiele z nas ma wdrukowane postrzeganie kobiecej seksualności jako biernej i wyciszonej - obawiamy się, że jeśli odkryjemy swój potencjał seksualny (w związku lub poza związkiem), to coś stracimy na kobiecości i ktoś przyklei nam łatkę, tak jak pani to przed chwilą zrobiła, że przyjmujemy męski styl działania.
Czyli będzie wiele takich kobiet, które nie poszukują uczuć, tylko przyjemności. Tak. I podejmą ryzyko zdrady, bo przyjemność zmysłowa jest kusząca na tyle, że łamią umowę w związku. Śmiem wysunąć tezę, że częściej będą to kobiety dojrzałe niespodziewanie odkrywające swoją seksualność. Wpadają w amok zmysłowy - tyle mnie ominęło! Kobieta podążająca za zmysłową przyjemnością? Tak po prostu? Od razu pada podejrzenie, że pewnie jest sfrustrowana i nieszczęśliwa w stałym związku albo jest zaburzona emocjonalnie i nie umie stworzyć 'dojrzałej relacji'.
Mówi się, że jest łatwa. Oczywiście. A może być bardzo trudna. Kobiecie, która ma odwagę tak stawiać sprawę, jest trudno znaleźć partnera. Takiego, który będzie potrafił wejść z nią w otwartą relację i będzie traktował ją z...
...szacunkiem? No właśnie. Gdy mężczyzna jest otwarty w sferze seksu, ma przy okazji kulturę osobistą i tzw. szerokie horyzonty, jest postrzegany jako 'interesujący', a w przypadku kobiety szybciej pojawia się wartościująca ocena - albo że jest łatwa, albo/i że jest sfrustrowana. I to nie tylko przez innych, ale przez nią samą. Nawet kobieta niedeklarująca potrzeby bycia w stałym związku, ale szukająca seksualnego partnera, może być postrzegana w ten sposób. Mimo że nikogo nie zdradza i nikogo nie oszukuje. A przecież w jakiejś fazie życia możemy potrzebować relacji, w której będą dominować motywy seksualne, takiej bez budowania trwałej więzi. W takiej sytuacji my, kobiety, boimy się, że wcześniej czy później pomyślą o nas bez szacunku.
To brak kontaktu ze swoim seksualnym potencjałem często sprawia, że zdradzamy, żyjąc w stałych związkach. Wtedy najgorszy jest ten wewnętrzny robal, który nas drąży.
Poczucie winy? Spotykam wiele kobiet, które mówią o mężu jako przyjacielu, z którym czują się dobrze i bezpiecznie, i o kochanku, przy którym odkrywają siebie, nie tylko w wymiarze erotycznym. Pierwszy jest światem poznanym, drugi odkrywanym. I nie jestem tu od tego, żeby wydawać oceny moralne. Oddzielenie własnej seksualności od relacji z mężczyzną, z którym żyjemy, jest częstsze, niż się wydaje. Połączenie bycia w stałym związku i odkrywania się seksualnie jako kobieta - przed sobą i partnerem - okazuje się trudne. Mówię o odkrywaniu, a nie odkryciu, bo to proces trwający całe życie. Żeby zmniejszyć ryzyko zdrady, trzeba rozwijać się wspólnie, co nie oznacza tak samo, i być otwartym na pojawiające się zmiany.
Kobiety zdradzają też, bo męczy je rutyna i nuda w długim związku. To coś poważniejszego - to zmęczenie życiem w systemie. Uporządkowanym. Im bardziej kobieta jest uwikłana w role i codzienność - wzięli kredyt, zbudowali dom, mają dwójkę
dzieci - tym silniej może odczuć potrzebę seksualnej relacji oderwanej od zobowiązań. To naturalne, że w naszej kulturze niezwykle kontrolującej seksualność, zwłaszcza kobiecą, wolność będzie się kojarzyła z seksem. I taka kobieta, która nie chce zmieniać kochanków jak rękawiczki i której nie bawią wirtualne romanse, będzie marzyć o kimś bliskim, ale bez bagażu poukładanego życia. Oczywiście nie mówię o wszystkich stałych związkach, ale o tych, w których obie strony zapomniały o strefie wolności z miejscem na wspólne i oddzielne pasje, rozwój i relaks.
Jakie są jeszcze powody zdrady? Najczęściej kobiety tłumaczą to tak: zdradzam, bo nie zostały zaspokojone moje potrzeby emocjonalne. A nie seksualne. Dlatego nieco przekornie zaczęłyśmy rozmowę od kobiet, które realizują pragnienia erotyczne poza związkiem, bo takie potrzeby mają - będę to powtarzała do znudzenia. Są badania amerykańskie, w których tylko jeden procent badanych kobiet przyznawał się do zdrady, gdy rozmawiały z badaczem twarzą w twarz, a przy wypełnianiu anonimowych ankiet parametry wzrosły sześciokrotnie! Ale wróćmy do typowego schematu, w którym kobieta zdradza, bo mówi, że jest nieszczęśliwa i smutna w związku. Jest takie magiczne słowo: intymność. W tzw. składnikach miłości, idąc za prof. Wojciszkem, mamy: namiętność, intymność i zaangażowanie. Namiętność ma krótkie życie, intymność z biegiem lat ulega powolnemu rozpadowi, jeśli się o nią nie dba. Pierwsze syndromy? Wkurza nas, jak ktoś je albo jak się ubiera.