http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Udławiony z miłości

Dorota Wodecka-Lasota
2010-07-12, ostatnia aktualizacja 2010-07-22 12:34

Polskie dziewczyny - fantastyczne przecież, lotne, piękne, błyskotliwe - są w sytuacji strasznej: mają w zdecydowanej większości przypadków do czynienia z sytymi debilami - z Jerzym Pilchem rozmawia Dorota Wodecka-Lasota


Fot. Bogdan Krezel / Przekroj / Visavis.pl / Forum Visavis.pl
ZOBACZ TAKŻE
Dorota Wodecka-Lasota: A biust może jest przereklamowany? Zwłaszcza w dobie sylikonów.

JERZY PILCH: Dziwne pytanie jak na początek. Mnie takie parcelacje osoby ludzkiej nie ciekawią zupełnie. Skoro jednak pani drąży, to powiedziałbym: z pewnością nie żyjemy w czasach przereklamowania mózgu. To jest organ, w który sylikonu nie da się wszczepić, i całe rzesze muszą żyć w poczuciu tragedii, że mają za mały. Przygląda mi się pani?

Sprawdzam, czy pana "twarz jest naznaczona rezygnacją". Tak jak pana niektórych bohaterów.

Kiedyś szedłem moją ul. Hożą, jak zwykle oddając się nikczemnym rozmyślaniom, albo raczej nie myśląc o niczym, i miałem typowy dla mnie wyraz twarzy ponurego buca. Naprzeciwko szła elegancka pani w średnim, z mojej perspektywy, młodym wieku. Mijając mnie, wydała krótki rozkaz: "Szeroki uśmiech!".

A pan?

Nie zdążyłem zareagować, ale do dziś opracowuję w duchu różne reakcje w stosunku do tej bezczelnej gówniary.

Może nie "ponury buc" ją zaintrygował, tylko "pesymizm i gorycz, jako pewny i standardowy sposób wzniecania w kobietach pocieszycielskich odruchów"? Nas podobno pociąga w was "zuchwałe spojrzenie, uśmiech szydercy i egzystencjalna rezygnacja".

Zanim zacznie się pani babrać w autorze via jego utwory, to przyznam się, że ogarnia mnie niejaki popłoch w związku z niektórymi rzeczami, które napisałem. Nie mam zwyczaju zaglądania do swoich książek, boję się, żeby samego siebie nie zawstydzić. Niedawno jednak pewien reżyser napisał scenariusz oparty na mojej prozie. Musiałem to przeczytać. Powiedzmy ostrożnie - wzlotu nie było. Pewne rzeczy zdały mi się tak wiotkie, że nie dałem zgody na ten film, tracąc trochę kasy, co jest grzechem. Moja religia zabrania marnotrawstwa.

A wracając do pytania. "Zuchwałe spojrzenie" jest dobre językowo. Zapamiętałem to wyrażenie z wiersza Adama Zagajewskiego. Więc tu język był ważniejszy niż oddanie rzeczywistego stanu. Tym samym sugestia, że wyraz mej twarzy jest rezultatem jakiejkolwiek receptury, jest chybiona.

Ale jest pan zuchwały?

Jeśli facet z roztrzęsionymi rękami, głuchawy, co pół roku potrzebujący nowych okularów jest zuchwały - proszę bardzo. Owszem, zuchwale przechodzę na zielonym świetle - w sensie ścisłym zuchwale, bo teraz zmieniają jak wściekli i na końcu zawsze zuchwały sprint.

Czy w porównaniu z samym sobą - mężczyzną kiedyś 40-letnim - ma pan dziś większe, czy mniejsze potrzeby? Jest w panu owa egzystencjalna rezygnacja?

Czterdziestolatek nie jest w ogóle ciekawy. Jest za bardzo po stronie niedojrzałości. Nie ma ostrej świadomości, że zdechnie. Ta przychodzi po pięćdziesiątce. A jak się pojawi, staje się dojmująca i warunkuje to, o co pani pyta.

Faceci różnie reagują na tę nagłą galopadę czasu. Jedni wierzą, że przez wzmożenie posiadania przedmiotów uczynią z nich barykadę. I chcą mieć więcej. Kosztownych garniturów, zegarków. Albo gorączkowo stawiają z natury rzeczy warowne domy. To są próby uchwycenia wieczności. Bo skoro zbuduje dom, który 200 lat powinien stać, to trochę tej wieczności na człowieka spłynie. Pięćdziesiątka to moment wyboru drogi - albo do materialnej obfitości, albo do duchowej prostoty.

Pan wybrał...?

No, ja mam na karku 60 i tym bardziej wielkich czy nawet żadnych zamiarów, powiedzmy, substancjalnych już nie mam. Nie opuszczać pracowni na Hożej to jest moje marzenie życiowo-zdrowotne. Czasem jeździć do Wisły, zwłaszcza że Bóg przywrócił bezpośredni ekspres w weekendy.

Dojrzałość to nabycie świadomości, że się umrze?

Mówię w swoim imieniu. Na pewno poważne i dotkliwe liczenie się z końcówką jest jakimś znakiem dojrzałości. Ale nie wykluczam, że ktoś, na kogo nie spadła ta końcówkowość, też jest dojrzałym człowiekiem.

Czego się pan boi?

Wiem, że tego nie zobaczę, ale komicznie obsesyjna wizja trumny tuż przed jej zasiedleniem przychodzi codziennie i dość jest wyczerpująca. Obszary tematyki śmierci w kulturze są niezmierzone, ale tych, którzy ten strach, tę rozpacz mieli - nikomu żadnego strachu i żadnej rozpaczy nie ujmując - było mało. W polskiej literaturze Iwaszkiewicz - w każdym razie jemu wierzę. Wielbię Miłosza, ale on jak na ten strach miał za dużą dyscyplinę. Niby znak wielkości, ale?

Źródło: Wysokie Obcasy
  • Dobre, bo szczere! bamber0 14.07.10, 10:57

    Hm... Bardzo interesująca rozmowa...»

  • Udławiony z miłości wen_yinlu 15.07.10, 13:01

    Nie chciałabym tego pana poznać bliżej gdy był młodszy, ale w tym wieku wsumie na herbatę bym go pewnie wzięła.Trochę szkoda, że wywiad taki zdominowany przez kobiety, cycki, »

  • Udławiony z miłości mmmyk 22.07.10, 11:36

    Obydwije nieżle sie spocili, by zabawić znudzonych leniwych.A przecież kazdysam musi sie spocić ....»

W numerze z 4 września