http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Hojni w miłości

ROZMAWIAŁA KATARZYNA SROCZYŃSKA
11.06.2010 , aktualizacja: 16.06.2010 14:24
A A A Drukuj
Małe dzieci coraz wcześniej i częściej wstydzą się miłości. Mówią, że całowanie jest ohydne, przedrzeźniają się: a wy się kochacie, chi, chi, chi. Kiedyś to zaczynało się dopiero w szkole
dzieci
shutterstock
dzieci
ZOBACZ TAKŻE
Tekst pochodzi z wydania 16/09/2000 , str. 42

Katarzyna Sroczyńska: Czy takie historie zdarzają się często?

Monika Rościszewska, psycholog, od 10 lat prowadzi przedszkole integracyjne w Warszawie: Na pewno nie często, ale zdarzają się. Zwykle jednak przywiązanie małych dzieci nie jest tak silne. Przyczyną cierpień może być wyjątkowe przywiązanie chłopca do mamy, które w przedszkolu przeniósł na koleżankę. I duża wrażliwość chłopca. Nadwrażliwcy często skupiają całą uwagę na jednym: bawią się ciągle w ten sam sposób, całym uczuciem obdarowują jedną osobę. Chłopiec dostał od koleżanki akceptację, wierność, przyjaźń. I całą miłość, przywiązanie i gotowość do kontaktu z drugim człowiekiem przelał na tę dziewczynkę.

Przyjaciel opowiadał, że jako pięciolatek spotkał na wakacjach panią, którą bardzo polubił. Wyznał jej w tajemnicy, że lubi ją bardziej niż mamę. A następnego dnia ona, śmiejąc się, powtórzyła przy nim całe zdarzenie mamie.

Straszna zdrada.

Ze mnie dorośli w takich sytuacjach też zawsze się śmiali.

Zdradzamy dzieci, wyśmiewamy, ingerujemy w ich uczucia, bo są młodsze i o metr niższe. Bo przecież to nie na serio, tylko się bawimy.

Dzieci miłość traktują jako coś czystego, czego nie wolno zdradzić. To dlatego pani znajomy, już dorosły, pamięta dokładnie osobę, którą darzył miłością. To oczywiście nie ta miłość, którą czuje jako mężczyzna do kobiety. To była miłość chłopca.

Czy miłość można analizować?

Nikt nie wejdzie w uczucia innego człowieka. Miłość, przyjaźń, przywiązanie - wszystkie uczucia się przeplatają. Dzieci potrafią kochać misia i płakać, kiedy on zmarznie. Uwielbiać kwiatek. Przytulać nowe spodnie. Czy to my, dorośli, mamy uczyć dzieci, co jest miłością, a co nie? Z naszymi kompleksami i urazami?

Ale robimy to...

Tak, z punktu widzenia swoich doświadczeń z miłością. Jeśli są dobre, to interpretacje będą korzystne dla dzieci. Dziewczynki przywiązują się do siebie: powierzają sobie sekrety, są nierozłączne, trzymają się za ręce. A przecież nie nazwiemy tych związków lesbijskimi.

Mieliśmy kilka lat temu w przedszkolu trójkę dzieci: dwóch chłopców i dziewczynkę. Byli niezwykle dla siebie czuli. Wspierali się, pocieszali, bawili zawsze razem. No i co, trójkąt? Czułam się wzbogacona, patrząc na nich, bo dzieci są niezwykle hojne w miłości.

Trzeba dać dziecku prawo do przeżywania jego własnych uczuć. Ktoś powiedział, że prawdziwa miłość polega na uwalnianiu kochanej osoby od zobowiązań wobec siebie. Jeśli kochamy dzieci, to pozwólmy im kochać innych.

A często widzi Pani zakochanych przedszkolaków?

Tak, ale niestety coraz wcześniej i częściej wstydzą się miłości. Mówią, że całowanie jest ohydne, przedrzeźniają się: a wy się kochacie, chi, chi, chi.

Kiedyś to zaczynało się dopiero w szkole. Dzieci do piątego, szóstego roku życia mówiły wprost: "Kocham Zuzię, ona będzie moją żoną", i traktowały to poważnie.

A teraz - to wpływ telewizji - widzą fizyczną miłość dorosłych i staje się to dla nich ohydne, tworzy się uraz. Czystą miłość do człowieka, którą dzieci czują, zasnuwa obraz dorosłego, niezrozumiałego dla dzieci seksu.

Czy zakochanie pięciolatków ma wymiar erotyczny?

Oczywiście, przecież dzieci mają swoją seksualność. Tylko to jest ich seksualność, ich całowanie, dotykanie się, obejmowanie. I nie trzeba się tym niepokoić.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się