IGNACY BOREJKO, filolog klasyczny, pracownik Biblioteki Raczyńskich w Poznaniu, jego żona Mila, zajmująca się wychowaniem dzieci oraz robieniem swetrów dla spółdzielni Świt, a także ich cztery dorodne córki: Gabrysia, Ida, Natalia zwana Nutrią i Patrycja zwana Pulpą - oto rodzina Borejków w komplecie. Wraz z jej narodzinami stało się jasne, że literatura polska dorobiła się swojej własnej Lucy Maud Montgomery (albo też - jak wolą niektórzy - "Kornela Makuszyńskiego w spódnicy"). W rozpisanej kiedyś przez "Filipinkę" ankiecie "Książki mojego życia" powieści Małgorzaty Musierowicz znalazły się zresztą tuż obok "Ani z Zielonego Wzgórza".

NA KOPERCIE nie zawsze jest kod, często w ogóle nie ma prawidłowego adresu, tylko: "Małgorzata Musierowicz, Poznań-Jeżyce", albo: "Małgorzata Musierowicz, Roosevelta 5, u państwa Borejków", albo: "Małgorzata Musierowicz, Słowackiego, narożna kamienica z wieżyczką".
Pozostało 98% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej