Jeżycjada, czyli świat według Musierowicz
22.05.1999
, aktualizacja: 17.06.2010 16:25
Dzień, w którym rodzina Borejków pojawiła się po raz pierwszy na kartach powieści "Kwiat kalafiora", był dniem brzemiennym w rozmaite konsekwencje. Dla polskiej literatury. Dla autorki. Dla jej czytelniczek. A także dla Poczty Polskiej, oddział w Poznaniu
ZOBACZ TAKŻE
- Odyska (07-06-10, 01:00)
- Bibliotekarki (28-05-10, 01:00)
- Każdy chce do kogoś należeć (27-05-10, 01:00)
- Maria Konwicka (17-05-10, 01:00)
- Bodo i Reri (12-05-10, 01:00)
- Kwiaty czy pszczoły (26-05-10, 01:00)
- Rechowiczowie (31-05-10, 01:00)
WYSOKIE OBCASY nr 8 dodatek do Gazety Wyborczej nr 118, wydanie z dnia 22/05/1999 , str. 6
IGNACY BOREJKO, filolog klasyczny, pracownik Biblioteki Raczyńskich w Poznaniu, jego żona Mila, zajmująca się wychowaniem dzieci oraz robieniem swetrów dla spółdzielni Świt, a także ich cztery dorodne córki: Gabrysia, Ida, Natalia zwana Nutrią i Patrycja zwana Pulpą - oto rodzina Borejków w komplecie. Wraz z ich narodzinami stało się jasne, że literatura polska dorobiła się swojej własnej Lucy Maud Montgomery (albo też - jak wolą niektórzy - "Kornela Makuszyńskiego w spódnicy"). W rozpisanej kiedyś przez "Filipinkę" ankiecie "Książki mojego życia" powieści Małgorzaty Musierowicz znalazły się zresztą tuż obok "Ani z Zielonego Wzgórza".
NA KOPERCIE nie zawsze jest kod, często w ogóle nie ma prawidłowego adresu, tylko Małgorzata Musie-rowicz Poznań-Jeżyce albo Małgorzata Musierowicz, Roosevelta 5, u państwa Borejków, albo Małgorzata Musierowicz, Słowackiego, narożna kamienica z wieżyczką.
Czasami za to widnieje rozpaczliwy apel: "Jeśli pani Musierowicz nie mieszka pod tym adresem, błagam, proszę ją odnaleźć i jej to dostarczyć".
Po każdej kolejnej książce z cyklu "Jeżycjada" fala listów od czytelniczek gwałtownie wzbiera. Jeszcze do niedawna autorka próbowała sobie bohatersko z nią radzić, ale ostatnio, po dwudziestu latach z okładem, w zasadzie się poddała. Zwłaszcza że listów potrafi przyjść i czterdzieści dziennie.
Borejkowie stali się czymś w rodzaju rodziny zastępczej, przy której próbują się ogrzać psychicznie zmarznięte dzieci. Ale w cieple ich domowego ogniska grzeją się też osoby pochodzące z rodzin kochających się i szczęśliwych. Niezamożni, niespecjalnie zaradni, pozbawieni siły przebicia, za to pełni ciepła, kochający książki i przerzucający się łacińskimi sentencjami Borejkowie, jak przystało na bohaterów serialu, związują ze sobą swoje czytelniczki na lata. "Kiedy było mi smutno i trudno, pocieszało mnie bijące z Pani książek przekonanie o istnieniu niezachwianej harmonii - pisze stała korespondentka Agnieszka Kwiatkowska z Wrześni. - Teraz, kiedy sama ją widzę, kiedy tak mi dobrze, że aż się boję oddychać, żeby czegoś nie popsuć, nadal potrzebuję >>Jeżycjady<<, wszystkich ludzi, którzy się wychylają z jej kartek i mieszają z moimi znajomymi. Opowieści o Borejkach są ponad czasem, ponad podziałami pokoleniowymi, społecznymi. Dziwna jakaś moc płynie z tych książek, pomaga zrozumieć drugiego człowieka i wyzwala naturalne odruchy dobroci, tej najbardziej niemodnej i naiwnej".
W TRZYNASTEJ POWIEŚĆ z cyklu "Jeżycjada" - "Tygrys i Róża" - w pierwszej scenie Jerzy Hajduk, nauczyciel w szkole na Jeżycach, wybiera się - jak oświadcza Grzegorzowi Strybie, mężowi Gabrysi Borejko - do Środy, do matki.
"- Ty masz matkę? - zdziwił się Grzegorz.
- Ja? - zdziwił się z kolei Jerzy Hajduk. - Nie, ja nie mam matki.
- No, właśnie - rzekł Grzegorz, uspokojony. - Przecież zawsze byłeś sierotą.
- Nie, nie zawsze. Tylko od pewnego czasu.
- Ale w Środzie masz matkę? - drążył Grzegorz (...).
- Belferski skrót myślowy. Mam tam matkę ucznia".
Tego dialogu najprawdopodobniej by nie było, żeby nie czytelniczki. Otóż w "Szóstej klepce" Jerzy Hajduk był sierotą, ale dwadzieścia lat później pisząc "Imieniny", Małgorzata Musierowicz nie pamiętała już o tym i kazała mu jechać do Środy do matki.
- W tej sprawie - mówi Musierowicz - dostałam tyle listów, że musiałam jakoś zareagować i naprawić swój błąd. Najpierw chciałam, żeby on miał w tej Środzie matkę chrzestną, ale w końcu uznałam, że to zbyt banalne.
Miłośnicy "Jeżycjady" stoją twardo na gruncie konsekwencji, dbałości o szczegóły, a też przestrzegania zasad arytmetyki w powołanym do życia przez Musierowicz świecie. Skądinąd autorka sama ich rozbestwiła. - Ja nawet nie wyrzucam gazet, żeby wiedzieć, jaka była pogoda w czasie, który opisuję - opowiada.
JAK TO MOŻLIWE, by Natalia Borejko - o czym dowiadujemy się z "Brulionu Bebe B." - w roku 1977 chodziła do pierwszej klasy szkoły podstawowej, skoro we wrześniu 1988 roku szła do II klasy liceum? Chyba że dwa lata powtarzała klasę, ale nigdzie nie ma o tym mowy (na te nieścisłości zwraca uwagę Krzysztof Biedrzycki, autor książki o twórczości Małgorzaty Musierowicz i twórca drzewa genealogicznego bohaterów "Jeżycjady"). Żeby uniknąć takich pomyłek, Małgorzata Musierowicz, kiedy pisze kolejną książkę, ma na podorędziu specjalną tabelkę z datami urodzenia bohaterów "Jeżycjady": członków rodzin Borejków, Żaków, Kowalików, Ogorzałków, Lelujków. Notuje tam sobie podstawowe fakty z ich życia.
Tabelka tabelką, a i tak trzeba się pilnować. Oto w "Opium w rosole" była mowa o siostrze braci Lelujków, a potem kamień w wodę, w siedmiu kolejnych książkach nie było o niej ani słowa. Czytelniczki pytają, co się z nią stało. Na szczęście autorka nie widzi w tym problemu: dziewczyna może wrócić z zagranicy albo ktoś napomknie, że wstąpiła do klasztoru.
Jednak nie ma lekko, bohaterów przybywa, pojawiają się narzeczeni, panny Borejkówny wychodzą za mąż, na świat przychodzą dzieci i trzeba nad tym wszystkim panować. Borejkowie mają już czwórkę wnuków, a w wiek pierwszych miłosnych porywów zaraz wejdą córki Gabrysi: Róża zwana Pyzą i Laura zwana Tygryskiem.
A każda kolejna książka Małgorzaty Musierowicz jest o tym właśnie: o narodzinach uczucia.
IGNACY BOREJKO, filolog klasyczny, pracownik Biblioteki Raczyńskich w Poznaniu, jego żona Mila, zajmująca się wychowaniem dzieci oraz robieniem swetrów dla spółdzielni Świt, a także ich cztery dorodne córki: Gabrysia, Ida, Natalia zwana Nutrią i Patrycja zwana Pulpą - oto rodzina Borejków w komplecie. Wraz z ich narodzinami stało się jasne, że literatura polska dorobiła się swojej własnej Lucy Maud Montgomery (albo też - jak wolą niektórzy - "Kornela Makuszyńskiego w spódnicy"). W rozpisanej kiedyś przez "Filipinkę" ankiecie "Książki mojego życia" powieści Małgorzaty Musierowicz znalazły się zresztą tuż obok "Ani z Zielonego Wzgórza".
NA KOPERCIE nie zawsze jest kod, często w ogóle nie ma prawidłowego adresu, tylko Małgorzata Musie-rowicz Poznań-Jeżyce albo Małgorzata Musierowicz, Roosevelta 5, u państwa Borejków, albo Małgorzata Musierowicz, Słowackiego, narożna kamienica z wieżyczką.
Czasami za to widnieje rozpaczliwy apel: "Jeśli pani Musierowicz nie mieszka pod tym adresem, błagam, proszę ją odnaleźć i jej to dostarczyć".
Po każdej kolejnej książce z cyklu "Jeżycjada" fala listów od czytelniczek gwałtownie wzbiera. Jeszcze do niedawna autorka próbowała sobie bohatersko z nią radzić, ale ostatnio, po dwudziestu latach z okładem, w zasadzie się poddała. Zwłaszcza że listów potrafi przyjść i czterdzieści dziennie.
Borejkowie stali się czymś w rodzaju rodziny zastępczej, przy której próbują się ogrzać psychicznie zmarznięte dzieci. Ale w cieple ich domowego ogniska grzeją się też osoby pochodzące z rodzin kochających się i szczęśliwych. Niezamożni, niespecjalnie zaradni, pozbawieni siły przebicia, za to pełni ciepła, kochający książki i przerzucający się łacińskimi sentencjami Borejkowie, jak przystało na bohaterów serialu, związują ze sobą swoje czytelniczki na lata. "Kiedy było mi smutno i trudno, pocieszało mnie bijące z Pani książek przekonanie o istnieniu niezachwianej harmonii - pisze stała korespondentka Agnieszka Kwiatkowska z Wrześni. - Teraz, kiedy sama ją widzę, kiedy tak mi dobrze, że aż się boję oddychać, żeby czegoś nie popsuć, nadal potrzebuję >>Jeżycjady<<, wszystkich ludzi, którzy się wychylają z jej kartek i mieszają z moimi znajomymi. Opowieści o Borejkach są ponad czasem, ponad podziałami pokoleniowymi, społecznymi. Dziwna jakaś moc płynie z tych książek, pomaga zrozumieć drugiego człowieka i wyzwala naturalne odruchy dobroci, tej najbardziej niemodnej i naiwnej".
W TRZYNASTEJ POWIEŚĆ z cyklu "Jeżycjada" - "Tygrys i Róża" - w pierwszej scenie Jerzy Hajduk, nauczyciel w szkole na Jeżycach, wybiera się - jak oświadcza Grzegorzowi Strybie, mężowi Gabrysi Borejko - do Środy, do matki.
"- Ty masz matkę? - zdziwił się Grzegorz.
- Ja? - zdziwił się z kolei Jerzy Hajduk. - Nie, ja nie mam matki.
- No, właśnie - rzekł Grzegorz, uspokojony. - Przecież zawsze byłeś sierotą.
- Nie, nie zawsze. Tylko od pewnego czasu.
- Ale w Środzie masz matkę? - drążył Grzegorz (...).
- Belferski skrót myślowy. Mam tam matkę ucznia".
Tego dialogu najprawdopodobniej by nie było, żeby nie czytelniczki. Otóż w "Szóstej klepce" Jerzy Hajduk był sierotą, ale dwadzieścia lat później pisząc "Imieniny", Małgorzata Musierowicz nie pamiętała już o tym i kazała mu jechać do Środy do matki.
- W tej sprawie - mówi Musierowicz - dostałam tyle listów, że musiałam jakoś zareagować i naprawić swój błąd. Najpierw chciałam, żeby on miał w tej Środzie matkę chrzestną, ale w końcu uznałam, że to zbyt banalne.
Miłośnicy "Jeżycjady" stoją twardo na gruncie konsekwencji, dbałości o szczegóły, a też przestrzegania zasad arytmetyki w powołanym do życia przez Musierowicz świecie. Skądinąd autorka sama ich rozbestwiła. - Ja nawet nie wyrzucam gazet, żeby wiedzieć, jaka była pogoda w czasie, który opisuję - opowiada.
JAK TO MOŻLIWE, by Natalia Borejko - o czym dowiadujemy się z "Brulionu Bebe B." - w roku 1977 chodziła do pierwszej klasy szkoły podstawowej, skoro we wrześniu 1988 roku szła do II klasy liceum? Chyba że dwa lata powtarzała klasę, ale nigdzie nie ma o tym mowy (na te nieścisłości zwraca uwagę Krzysztof Biedrzycki, autor książki o twórczości Małgorzaty Musierowicz i twórca drzewa genealogicznego bohaterów "Jeżycjady"). Żeby uniknąć takich pomyłek, Małgorzata Musierowicz, kiedy pisze kolejną książkę, ma na podorędziu specjalną tabelkę z datami urodzenia bohaterów "Jeżycjady": członków rodzin Borejków, Żaków, Kowalików, Ogorzałków, Lelujków. Notuje tam sobie podstawowe fakty z ich życia.
Tabelka tabelką, a i tak trzeba się pilnować. Oto w "Opium w rosole" była mowa o siostrze braci Lelujków, a potem kamień w wodę, w siedmiu kolejnych książkach nie było o niej ani słowa. Czytelniczki pytają, co się z nią stało. Na szczęście autorka nie widzi w tym problemu: dziewczyna może wrócić z zagranicy albo ktoś napomknie, że wstąpiła do klasztoru.
Jednak nie ma lekko, bohaterów przybywa, pojawiają się narzeczeni, panny Borejkówny wychodzą za mąż, na świat przychodzą dzieci i trzeba nad tym wszystkim panować. Borejkowie mają już czwórkę wnuków, a w wiek pierwszych miłosnych porywów zaraz wejdą córki Gabrysi: Róża zwana Pyzą i Laura zwana Tygryskiem.
A każda kolejna książka Małgorzaty Musierowicz jest o tym właśnie: o narodzinach uczucia.
-
jak to, koniec nagonki?
wiecznie_zdziwiona
05.06.10, 22:22
Jak to? To już koniec rozpoczętej w 2007 nagonki na M. Musierowicz? Co się stało?»
-
Jeżycjada, czyli świat według Musierowicz
tehuana
17.06.10, 14:23
Nie macie jakiego lepszego zdjecia tej pani. Na widok tego robi mi sie niedobrze.Jej ksiazki nigdy mnie nie wciagnely.»
-
Jeżycjada, czyli świat według Musierowicz
phalene0
17.06.10, 17:04
Kiedy byłam młoda i głupia bardzo podobały mi się jej książki. Ale cóż są to w końcu książki dla młodzieży. Tylko szkoda, że pani Musierowicz propaguje wizję kobiety szczęśliwej tylko z »
Najczęściej czytane24 htydzień
- Wisława Szymborska o swojej miłości
- Co sobotę w kiosku z "Gazetą Wyborczą"
- Galeria okładek
- Kup E-wydanie
- Wysokie Obcasy Extra












