Trafiłam do
pracy w barze, w bardzo malutkiej turystycznej miejscowosci Adare. Irlandczycy okazali się przemiłym narodem, a stali goście dzień w dzień kształcili mój
język angielski. Tam właśnie poznałam mojego męża. Długie blond włosy i koszulka Led Zeppelin. Nigdy tego nie zapomnę - no i whiskey z wodą
Bardzo szybko musiałam powrócić do rzeczywistoćci. Termin ważnosci jego vizy szybko się zbliżał i zdecydowałam się poddać spontaniczności Nigdy tego nie żałowalam, zostawiłam za sobą wszystko. Rok później byliśmy małżenstwem. Był to 22 czerwiec 2006, piękny słoneczny dzień, co rzadko się zdarza w Irlandii. Tu własnie zdecydowalismy się zamieszkać przynajmniej na jakiś czas.
Wszystkie oszczędności jakoś się ulotniły, więc nie stać nas było na jakiekolwiek plany ślubne. Ślub wzieliśmy w Urzedzie Cywilnym, z nerwów nie rozumiałam nic a nic, tak jakbym w jednej chwili zapomniała wszystkich angielskich słów. Zaraz po ceremonii pojechaliśmy do pięknego parku zrobić kilka zdjęć, oczywiście naszym aparatem. Nie było nas stać na fotografa. Przyjaciólka użyczyła nam swojego domu, gdzie zjedliśmy pyszny
obiad, a potem urzadziliśmy grilla w ogrodzie. Nigdy nie byłam na prawdziwym polskim ślubie. Jakoś wszystkie mnie ominęły. Ciągle marzy mi ten prawdziwy z biała suknią i welonem oraz profesjonalnym makijażem i długim miesiącem miodowym Może kiedyś jakiś jubileusz? Do tej pory jesteśmy najszczęśliwyszm małżenstwem na świecie, nigdy się nie kłócimy, dzielimy się obowiązkami, jak i przyjemnościami Jest pieknie